POLITYKA

Znakomity katolicki filozof ostrzega: Amoris laetitia może zaprowadzić dusze do piekła

„Amoris laetitia” jest „teologiczną bombą atomową”, która może zniszczyć cała doktrynę moralną Kościoła – uważa prof. Josef Seifert, jeden z najbardziej rozpoznawalnych filozofów katolickich XX i XXI wieku.

Seifert podkreśla, że ma obowiązek, wynikający właśnie ze służby Papieżowi i Kościołowi, by opublikować publiczną krytykę adhortacji „Amoris laetitia” Franciszka. I nie zniechęca go do tego fakt, że został – z jej właśnie powodu –  odwołany przez arcybiskupa Grenady z wykładów na tamtejszym uniwersytecie.

 

Seifert podkreśla, że nie może milczeć, bo – jak to ujął w eseju adhortacja „jest teologiczną bombą atomową”, która rozkłada nauczanie Kościoła. Rocco Buttiglione, inne znakomity filozof, uświadomił mu na przykład, jak dokument ten może zostać wykorzystany do odrzucenia katolickiego sprzeciwu wobec antykoncepcji. – To głęboko mną wstrząsnęło – mówi uczony. 

 

W swoim tekście filozof zaznacza, że jeśli cudzołóstwo jest  „czymś o co sam Bóg prosi” pary w sytuacjach nieregularnych, to w takim razie trudno jest znaleźć usprawiedliwienie dla odrzucenia innych – dotąd uważanych za grzeszne – zachowań i działań, takich jak stosowanie antykoncepcji czy akty homoseksualne. 

 

Te słowa są komentarzem do paragrafu 303 adhortacji „Amoris laetitia”. Warto je przytoczyć w całości. „Świadomi wagi konkretnych uwarunkowań, możemy dodać, że ludzkie sumienie powinno być lepiej włączone do praktyki Kościoła w niektórych sytuacjach, które obiektywnie odbiegają od naszego rozumienia małżeństwa. Oczywiście musimy zachęcać do dojrzałości sumienia światłego, uformowanego, któremu towarzyszy odpowiedzialne i poważne rozeznanie pasterza, i proponować coraz większe zaufanie do łaski. Sumienie może jednak uznać nie tylko to, że dana sytuacja nie odpowiada obiektywnie ogólnym postanowieniom Ewangelii. Może także szczerze i uczciwie uznać to, co w danej chwili jest odpowiedzią wielkoduszną, jaką można dać Bogu i odkryć z jakąś pewnością moralną, że jest to dar, jakiego wymaga sam Bóg pośród konkretnej złożoności ograniczeń, chociaż nie jest to jeszcze w pełni obiektywny ideał. W każdym razie pamiętajmy, że to rozeznawanie jest dynamiczne i zawsze powinno być otwarte na nowe etapy rozwoju i nowe decyzje pozwalające na zrealizowanie ideału w pełniejszy sposób” – podkreśla Franciszek. 

 

To właśnie te sformułowania są, zdaniem Seiferta, absolutnie nie do pogodzenia z tradycyjną doktryną moralną i prowadzą do rozkładu ogromnej części doktryny moralnej Kościoła. Dlaczego? Seifert pokazuje to zarówno w eseju, jak i w wywiadzie udzielony portalowi OnePeterFive. To właśnie tam zwraca uwagę na to, że  jeśli Papież ma rację, i Bóg czasem może chcieć, by ludzie podejmowali złe działania, to nie ma takich złych działań, które nie mogłyby być usprawiedliwione przez jednostkę odwołaniem się właśnie do woli Bożej. – Jeśli niektórzy cudzołożnicy, którzy nie podejmują pokuty i nie zmieniają swojego życia, mogą być dopuszczeni do Komunii świętej, a nawet mogą uznać, że ich cudzołóstwo jest tym, czego chce od nich Bóg w skomplikowanej sytuacji ich życia, to jak można wykluczyć, że niektóre pary stosujące antykoncepcję  powinny być dopuszczone do sakramentów – mówi Seifert. I dodaje, że idąc dalej tym tropem można nawet uznać, że to sam Bóg zaprasza takie pary do antykoncepcji czy sterylizacji zamiast wstrzemięźliwości, byle tylko uchronić takie pary od gorszych upadków.

 

– Jestem przekonany, że czysta logika podpowiada, że jeśli Papież Franciszek nie odwoła nauczania, które analizuje w moim ostatnim artykule i nie odpowie na Dubia czterech kardynałów, tak by jasno ukazać, że istnieją czyny wewnętrznie złe, i że takie czyny nie mogą zostać usprawiedliwione żadną zewnętrzną sytuacją, to „Humanae vitae” zacznie być interpretowana jako ideał, którego nie wolno wymagać od każdego, i że po rozeznaniu, ci którzy praktykują antykoncepcję (z działania aborcyjnymi lub bez nich) będą mogli przystępować do sakramentów, a nawet uznać, że to Bóg sam, w pewnych trudnych sytuacjach, chce, by stosowali antykoncepcję – podkreślał Seifert. Uczony podkreślał, że konsekwencje uznania, że Bóg może czasem chcieć zła w skomplikowanych sytuacjach, są tak potężne, że nie mógł milczeć. 

 

Zapytany o skutki dla Kościoła tej adhortacji Seifert odpowiedział, że może ona prowadzić niektóre dusze do potępienia. – Jeśli tylko jedna, albo więcej par w nieregularnych związkach zacznie przystępować do Eucharystii dopuszczając się w ten sposób świętokradztwa, to będą to niszczycielskie konsekwencje duchowe Amoris laetitia – podkreśla. Ale to, jego zdaniem, nie wszystko. Dokument ten sprawił także, że wielu kleryków obawia się, że będzie musiało udzielać komunii świętej osobom w ponownych związkach, a biskupi wprost mówią im, że w razie wątpliwości wobec liberalnej intepretacji AL powinni opuścić seminarium. A to oznacza, że wielu dobrych kleryków nie będzie służyć ludziom. 

 

Seifert uznał także, że krytyka czterech autorów Dubia jest głęboko niesłuszna, i że całe kolegium kardynalskie powinno zaapelować do Ojca Świętego, by ten wyjaśnił nieścisłości zawarte w dokumencie. Bez tego zamieszanie będzie się tylko potęgować.

 

Tomasz P. Terlikowski

Źródło: OnePeterFive.com/MalyDziennik.pl

Komentarze

Zobacz także

Czym się różnią Trump od Obamy? Obama wysłał facetów do damskich toalet, a Trump chce wysłać pierwszego człowieka na…

KONIEC z dojeniem państwa polskiego! Brawo!

Redakcja malydziennik

SZOKUJĄCE nowe taśmy "Sowy i Przyjaciół"! Ks. Sowa o "Gazecie Polskiej": Zniszczyć, nie polemizować!

Redakcja malydziennik
Ładuję....