POLITYKA

Wojciech Dąbrowski wraca do prowadzenia audycji. Wolność w mediach zwyciężyła!

17 lipca Wojciech Dąbrowski wraca do prowadzenia audycji. I bardzo dobrze. Warto jednak uważnie wczytać się w komunikat, który o tym informuje, bo wiele on mówi o całej sytuacji.

Zaczyna się typowo. „W dniu 13 lipca br. Prezes Zarządu Jacek Sobala odbył spotkania z Redaktorem Wojciechem Dąbrowskim i Dyrektorem Programu Pierwszego Polskiego Radia Rafałem Porzezińskim, których celem było wyjaśnienie wszelkich wątpliwości związanych z ostatnimi publikacjami. Omówione zostały wszelkie wątki pojawiające się w przekazach medialnych dotyczących zaistniałej sytuacji” – napisano. Jednym słowem rozmawiano nie o rzeczywistości, a o publikacjach, bo to one, jak wiadomo, były problemem.

 

Potem następuje przypomnienie faktów. „Strony oświadczają, iż z Redaktorem Wojciechem Dąbrowskim nie został rozwiązany stosunek pracy w Polskim Radiu. Prezes Zarządu Polskiego Radia deklaruje, iż w ogóle nie było takiego zamiaru oraz że nikt nie występował do Zarządu Polskiego Radia z takim wnioskiem” – czytamy. I to jest fragment kluczowy. Oto bowiem w kwestii zwolnienia (że do niego nie doszło, a jedynie wysłano Dąbrowskiego na urlop, było wiadomo, jednak z informacji wynikało, że zapowiedź o tym, że nie ma on powrotu do Sygnałów Dnia i/lub Polskiego Radia, padła) strony deklarują wspólnie, ale już druga część jest wyrażona jedynie w imieniu prezesa Jacka Sobali. On sam, a nie obie strony, deklarują, że nie było woli zwolnienia, ani nie było nacisków. I to jest bardzo interesujące, bowiem pokazuje, że nie zgadzają się z tym wszyscy podpisani pod dokumentem. Jednym słowem strony nie zgadzają się z tym, że nie było zamiaru lub sugestii zwolnienia.

 

I wreszcie część ostatnia, pozytywna, ale też jasno pokazująca, że problem był i nie został wywołany przez chęć wyjazdu na urlop Wojciecha Dąbrowskiego. „Strony wspólnie uzgodniły, że Redaktor Wojciech Dąbrowski od dnia 17 lipca wraca do prowadzenia audycji publicystycznych, w tym audycji „Sygnały Dnia”, a do 16 lipca przebywa na urlopie wypoczynkowym, tj. w terminie obustronnie uzgodnionym między stronami, co jest efektem dzisiejszych ustaleń” – napisano. Jednym słowem to nie Wojciech Dąbrowski udał się na urlop, ale został na urlop wysłany. Wiele wskazuje na to, że bezterminowo. A teraz uzgodniono, że wraca akurat w tym a nie innym terminie. W przypadku zwykłych urlopów tak się nie dzieje.

 

Tyle. Mam nadzieję, że to już koniec tej sprawy. Koniec, który sprawi, że nikt nie będzie sobie nakładał kagańca autocenzury. Z perspektywy zdrowia społecznego, informacji, a także władzy dobrze jest, gdy media wykonują czynności kontrolne. Od PR-u są inni, i dobrze by było, by media nie przekształcały się w Biura Prasowe. Rozwiązanie sprawy Wojciecha Dąbrowskiego (a wcześniej Filipa Memchesa) dają na to nadzieję, ale trzeba też odwagi i determinacji dziennikarzy, by nie dać się wciągnąć w zaklęty krąg autocenzury. Mam też nadzieję, że ktoś w końcu nauczy się, że zwalnianie dziennikarzy za wykonywanie ich pracy nie ma przyszłości i nie jest metodą.

 

Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

Komentarze

Zobacz także

Co kryją groby ofiar katastrofy smoleńskiej? Oto nowe ustalenia prokuratury

Redakcja malydziennik

PiS miażdży konkurencję i się umacnia!

Redakcja malydziennik

Zobacz jak social media mogą … zniewolić człowieka!

Redakcja malydziennik
Ładuję....