POLITYKA

Turyści, którzy byli w hotelu z Magdaleną Żuk w końcu zaczęli mówić. Pomogą wyjaśnić tę tajemniczą śmierć?

Wraca sprawa śmierci Magdaleny Żuk. Teraz głos zabrali turyści, którzy byli razem z nią w hotelu. Część z nich po raz pierwszy zdecydowała się opowiedzieć, co się tam działo.

Reporterzy TVN24 pytali swych rozmówców, czy pamiętają "konkretny moment", kiedy zaczęły się problemy związane z Magdaleną Żuk.

 

Świadkowie mówią, że to stało się już pierwszego dnia. – Ona biegała cały czas po hotelu, zaczepiała wszystkich ludzi. I cały czas płakała i mówiła, że ten jej chłopak powinien być z nią. Ja do niej mówię: słuchaj, chłopak cię bardzo kocha, czeka na ciebie, i ty teraz się ciesz słońcem. (…) Jesteśmy z tobą, pomożemy ci – mówiła jedna z kobiet.

 

Magdalena Żuk miała nic nie odpowiadać, tylko patrzeć pustym wzrokiem. Nie chciała od nikogo pomocy. – Zadała mi tylko jedno pytanie: czy oni wierzą w życie pozagrobowe? – przypomina sobie kobieta.

 

Inna uczestniczka relacjonuje, że "Mahmud się postarał, żeby ona nigdy nie była sama, żeby zawsze ktoś ją pilnował", określając rezydenta mianem "opiekuńczego" chłopaka.

 

"On się nas pytał, co on ma zrobić, bo on miał pierwszy raz taki przypadek – dodaje. – W pewnym momencie zobaczyliśmy ją, jak schodziła na dół do plaży, takim krokiem, powolutku, tanecznym krokiem. Tak jakby była gdzieś w innym świecie. Któraś z dziewczyn nawet krzyknęła: Magda, chodź do nas, Magda… Nic nie reagowała i poszła dalej" – relacjonuje mężczyzna.

 

Świadkowie w TVN24 opowiadali też, że cały czas był przy niej ktoś z ochrony hotelu. – Pół dnia ją widzieliśmy chodzącą dookoła hotelu, w tym pełnym słońcu, ubraną w długie spodnie. Za nią chodził w odległości dziesięciu metrów (ktoś) z ochrony hotelu, a ona tańczyła, śpiewała, skakała, wirowała, modliła się… – opowiadają.

 

Kobieta, która miała pokój obok pokoju Magdaleny Żuk relacjonowała, że jednego wieczoru drzwi do pokoju Żuk były otwarte, a ona leżała skulona na łóźku. W drzwiach stali ludzie. – Podeszłam do niej i spytałam się, czy jej pomóc, czy coś… Nic. I spojrzałam, a ona trzymała chyba dwa telefony i okazało się, że ona po prostu zabiera te telefony ludziom i nie chciała oddać – mówiła kobieta.

 

Turyści, którzy zdecydowali się opowiedzieć, co się działo w Egipcie boją się ogromu hejtu, który by na nich spadł za to, że stanowczo odrzucają wersję jakoby Magdalenę ktoś zabił, i bronią rezydenta. Dlatego chcą pozostać anonimowi.

Źródło: wp.pl

Komentarze

Zobacz także

Egipski ksiądz Samir: Polska ma przyjmować migrantów!

Redakcja malydziennik

JUŻ ruszyły! "Wilki Dwa: W obronie stada", czyli czy jest realne nawrócić się w … weekend!

Redakcja malydziennik

Wczoraj jeszcze wyjazd służbowy, dziś PRYWATNY. Ale nas robią w bambuko!

Redakcja malydziennik
Ładuję....