1 września 1939 r. rozpoczął się niemiecki atak na Polskę. 16 dni później na Kresy Wschodnie II RP wkroczyli czerwonoarmiści pod pozorem ratowania tamtejszych mniejszości narodowych. Wzięci w kleszcza dwóch totalitaryzmów Polacy musieli w tym czasie stawiać czoła jeszcze trzeciemu agresorowi – wkraczającym od południa oddziałom słowackim. 

Pierwszego dnia września 1939 r. w gmachu MSZ przy ul. Wierzbowej w Warszawie pojawił się nieoczekiwany gość. Elegancko odziany mężczyzna prosił o spotkanie z wiceszefem polskiej dyplomacji Janem Szembekiem. Wyjaśnił, że ma do przekazania ważny list adresowany do ministra Józefa Becka.

Czytaj także: POLAK, którego bał się sam AL CAPONE! Jego gang istnieje do DZIŚ! [WIDEO]

Wspomnianym gościem był słowacki poseł nadzwyczajny dr Ladislav Szathmáry, który od trzech miesięcy przebywał w polskiej stolicy. Dyplomata był oburzony atakiem jego rodaków na II RP, co wyraził w piśmie złożonym na ręce Becka. Szathmáry pisał w nim:

Naród słowacki – w kraju lub za granicą – nigdy nie pogodzi się z gwałtami niemieckiej Trzeciej Rzeszy i przyłącza się do zbrojnego oporu przeciw intruzom, by przy współpracy z kulturalnymi narodami świata osiągnąć ponownie wolność i swobodnie decydować o swoim losie.

Następnego dnia list słowackiego dyplomaty opublikowano w polskiej prasie. Ponadto zaproszono posła do siedziby Polskiego Radia, gdzie wygłosił pełne patosu przemówienie.  Szathmáry’ podkreślił,  że jest sprawą honoru narodowego, aby Słowacy stanęli po stronie Polski, która „z najgłębszym zdecydowaniem walczy o największe ideały ludzkości: honor i wolność”.

Antypolskie nastroje

Postawa reprezentowana przez Szathmáry’ ego daleka była jednak od kierunku polityki, jaki obrali sobie czołowi politycy tzw. Pierwszej Republiki Słowackiej. Ludacy – ugrupowanie rządzące w kraju utworzonym w marcu 1939 r. za zgodą III Rzeszy – od jakiegoś czasu znali plany Hitlera względem Polski. Wiedząc, że niemiecki dyktator chce wykorzystać Słowaków do inwazji zaczęli przygotowywać grunt pod przyszłą kampanię, szerząc w narodzie antypolskie hasła.

Prezydent państwa – katolicki ksiądz Jozef Tiso – wraz z premierem Vojtechem Tuką przekonywali obywateli, że należy odebrać II Rzeczpospolitej zagarnięte przez nią tereny Spiszu i Orawy. Ziemie te – jak mówili politycy – od niepamiętnych czasów należały do Słowaków i zostały  zajęte przez Polaków bezprawnie. Wielu obywateli nie rozumiało tych działań, gdyż mieli neutralne poglądy wobec II RP. Do tego hymn słowacki „Hej Slovaci” był inspirowany melodią „Mazurka Dąbrowskiego”.

słowacki atak na Polskę
Prezydent Słowacji, ks. Jozef Tiso wita się w Berlinie z Adolfem Hitlerem, 1941 r. / Fot. Domena publiczna

Jednak już wcześniej wśród niektórych rodaków ks. Tiso narastały nastroje antypolskie. Były one spowodowane zajęciem przez nasz kraj 226 km2 ziem czechosłowackich pod koniec 1938 r. Na początku stycznia 1939 r. polski działacz ludowy Władysław Kiernik pisał do Ignacego Paderewskiego:

„Tułaliśmy się z p. Witosem po Słowacczyźnie i tam jednak spotkaliśmy się wkrótce z taką falą nienawiści do Polski, że musieliśmy wracać znów raczej do Czech, ale i tutaj zastaliśmy nie lepsze nastroje dla Polski”. 

Dzień wcześniej na murach rezydencji prezydenta Ignacego Mościckiego – zamku w Jaworzynie Tatrzańskiej – ktoś napisał: „Jeszcze Polska nie zginęła, ale zginąć musi”.

Słowacki atak na Polskę

Niemcy zamierzali wykorzystać Słowaków przede wszystkim do osłony południowej flanki. Z terenów słowiańskiej republiki startowały też samoloty bombardujące polskie miasta. 1 września 1939 r. na terytorium II RP wkroczyło bez wypowiedzenia wojny 51 tys. słowackich żołnierzy armii „Bernolák” pod dowództwem gen. Ferdinanda Čatloša. Ich udział w kampanii był wprawdzie marginalny na tle liczebności niemieckiego wojska, jednak należy mieć na uwadze, że proporcjonalnie do możliwości militarnych Słowacji wystawiła ona wówczas większość swoich sił zbrojnych. >>>CZYTAJ DALEJ<<<

Komentarze