POLITYKA

To może być największe wydarzenie sądowe od czasów wyroku w sprawie… Uznana za martwą dziewczynka jednak żyje!

Od czasów Terri Schiavo nie było, zdaniem części bioetyków i prawników, ważniejszego niż wyrok kalifornijskiego sądu w sprawie Jahi McMath.

Jahi McMath, jako 13-latka, w roku 2013, doznała po operacji masywnej utraty krwi, zatrzymania akcji serca, a w konsekwencji, według lekarzy doszło do śmierci mózgowej. Lekarze wydali stosowne oświadczenia, ale rodzice uznali, że dziewczynka nie jest martwa, zażyczyli sobie dalszego leczenia i podtrzymywania funkcji życiowych, a później skierowali sprawę do sądu. Sprawa ta wywołała ogromną debatę w Stanach Zjednoczonych.

 

A obecnie, dosłownie kilka dni temu, zapadł kolejny wyrok w tej sprawie. Sędzia  Stephen Pulido uznał, że dziewczynka może nie spełniać kryteriów śmierci, tak jak są one definiowane przez prawo stanowe. Według sądu, choć w roku 2013 wydano oświadczenie o śmierci mózgowej, zgodne ze standardami medycznymi, to pozostaje otwartym pytanie czy dziewczynka rzeczywiście spełniała warunki, które określają stan śmierci w prawie stanowym. 

 

Problemem jest fakt, że zdaniem dr Alana Shewmona, jednego z głównych ekspertów w tym procesie, dziewczynka nie spełnia obecnie kryteriów śmierci, jest osobą żywą, choć w poważnym stopniu niepełnosprawną. Jednym z dowodów na to jest fakt, że wykonywała ona wydawane przez neurochirirga polecania, wykonując wskazane przez niego ruchy palcami.

 

Decyzja ta nie jest jedynym przykładem toczącej się wokół śmierci mózgowej, a także jej kryteriów, debaty. Kilka tygodni temu prestiżowy „Journal of Medical Ethics” opublikował tekst dwóch bioetyków  Michaela Nair-Collinsa z Florida State University College i Franka Millera z Weill Cornell Medical College, którzy przekonywali, że konieczne jest wypracowanie nowego konsensusu w sprawie śmierci mózgowej i pobierania od osób w takim stanie narządów do transplantacji.

 

Naukowcy zwracają uwagę na to, że osoby znajdujące się w stanie śmierci mózgowej zachowują pewne, i to wcale nie nieznaczne, zintegrowanie organizmu charakterystycznego dla istot żyjących. A dzieje się to nawet wtedy, gdy pacjent jest zależny od respiratora. 

 

Dlaczego? Dlatego, że praca serca czy płuc, a także innych narządów nie jest zależne tylko od respiratora, ale także od innych ludzkich narządów, które są niezależne od maszyn podtrzymujących życie. Sztuczna wentylacja, przypominają autorzy, nie wywołuje wymiany gazowej, nie odpowiada za bicie serca, nie koordynuje działania różnych narządów. Ona „tylko umożliwia wdychanie i wydychanie powietrza, żywy organizm robi resztę” – wskazują bioetycy.

 

Prostą intelektualną konsekwencją uznania tego jest znaczące obniżenie etycznego uzasadnienia do pobierania narządów od osób w stanie śmierci mózgowej. Istotą uzasadnienia jest uznanie, że są to osoby martwe, jednak zdaniem Michaela Nair-Collinsa z Florida State University College i Franka Millera z Weill Cornell Medical College nie jest to opinia, którą da się obronić. A skoro się nie da, to konieczne jest wypracowanie nowego konsensusu w tej kwestii, takiego, który – jak wskazują bioetycy – nie opierałby się na tezach nieprawdziwych.

 

Czy oznacza to koniec konsensusu wokół śmierci mózgowej, a przynajmniej jej kryteriów? Niekoniecznie, ale na pewno uświadamia, że debata wokół tego problemu jest nadal konieczna. A dotychczasowe uzasadnienia prawne i etyczne niewystarczające.

 

Tomasz P. Terlikowski

Źródło: LifeNews.com/MałyDziennik

Komentarze

Zobacz także

Na przyjęciu euro Polska zyska bardzo wiele – uważa prof. Kołodko

Sukces Trumpa. Unieważnił absurdalne dekrety toaletowe Obamy

Redakcja malydziennik

Ręce precz od naszych BRATANKÓW! KE dobiera się do Węgrów za…

Redakcja malydziennik
Ładuję....