POLITYKA

Teraz mogę wszystko. Hania po przeszczepie serca zaczyna NOWE ŻYCIE

Przez całe życie nie mogłam robić większości rzeczy, a teraz będę mogła wszystko, choć dalej nie mogę w to uwierzyć – mówi 13-letnia Hania, której przed trzema tygodniami w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu przeszczepiono serce.

Podczas wtorkowego spotkania, które w ŚCCS zorganizowano z okazji przypadającego 26 stycznia Dnia Transplantacji, 13-letnia Hania opowiadała, że wciąż nie potrafi uwierzyć, że ma przeszczepione serce. "Dla mnie to jest dziwne trochę, bo moje serce bardzo wolno biło, a teraz, jak się obudziłam po przeszczepie, to ono biło szybciej, mocniej, inaczej. Dalej nie wiem, co się stało, nie rozumiem tego, jakim cudem; dla mnie to jest coś pięknego" – mówiła.

 

Dodała, że choć wcześniej stresowała się przebiegiem leczenia, to po przeszczepie już o tym nie myśli. "Dla mnie teraz jest inne życie. Chodzę do gimnazjum i co roku się u nas robi projekty (na zaliczenie – PAP). Chciałam zrobić projekt o swojej chorobie, ale teraz wiem, że chcę zrobić projekt o przeszczepie, bo choroba jest dla mnie nieważna i uważam, że to, co było, to jest przeszłość i teraz tylko chciałabym powiedzieć, co będzie się działo i to, co będę robić w przyszłości" – opowiadała.

 

Przyznała też, że bardzo lubi gotować i chciałaby wziąć udział w jakimś programie kulinarnym. "Przez to, że miałam chore serce, nigdy nie mogłam, bo trzeba biegać i w tym gorącu siedzieć, a teraz będę mogła i też się z tego cieszę. Mam też siostry, które tańczą, i ja też chciałam zawsze spróbować, no i teraz będę mogła dzięki nowemu sercu, dzięki temu, że teraz będę zdrowa, nie będę się męczyć, będę normalnie chodzić do szkoły, na WF-ie będę mogła biegać, a nie siedzieć na ławce. To też jest takie fajne, bo przez całe życie było tak, że większości rzeczy nie mogłam, a teraz będzie co innego, teraz będę mogła wszystko" – podsumowała.

 

Mama nastoletniej pacjentki Monika Zaremba przypomniała chorobę córki. Hania chorowała od 2. roku życia, w wieku czterech lat został jej wszczepiony rozrusznik serca. "No i jakoś Hania funkcjonowała, ale słabła, od paru lat nie rosła, nie przybierała na wadze. Okazało się, że rozrusznik pracuje za jej serce w 100 proc." – mówiła Zaremba.

 

Pod opiekę zabrzańskiego ośrodka Hania trafiła w 2012 r., miała tam przeprowadzoną operację, która ją trochę wzmocniła, jednak w kwietniu 2016 r. lekarze postanowili wpisać Hanię na listę biorców przeszczepu. Nastolatka nie musiała być w tym czasie w szpitalu, chodziła do szkoły. Informacja o sercu dla Hani została przekazana jej rodzinie w nocy z 2 na 3 stycznia, gdy pacjentka była w zabrzańskim szpitalu na trzydniowej, rutynowej kontroli.

 

"Hania to niesamowita osoba, przyjęła to z uśmiechem, radością, bez strachu, nie mogła w to uwierzyć. Na blok operacyjny wjeżdżała z uśmiechem na ustach, co nam dało ogromną siłę" – podkreśliła Monika Zaremba.

 

Hania wciąż przebywa w szpitalu, ale jej stan jest coraz lepszy.

 

Dyrektor ŚCCS prof. Marian Zembala mówił podczas wtorkowego spotkania, że wiele osób po transplantacji serca często angażuje się w promowanie transplantacji narządów oraz prowadzi aktywne, radosne życie.

 

Jednak transplantolog – jak zaznaczył prof. Zembala – musi się także mierzyć z tragediami bliskich , którzy nie doczekali się przeszczepu. Historię zmarłej Julii opowiedziała jej mama Monika Folga. Niemal dwuletnia dziewczynka kilka miesięcy spędziła w zabrzańskim szpitalu. Dziewczynka dostała jednak rozległego udaru, w wyniku którego doszło do śmierci mózgu. "Stanęliśmy jako rodzice w zupełnie odwrotnej sytuacji niż ta, która miała miejsce przez prawie całe jej życie. Czekaliśmy na dawcę, a tym razem byliśmy w takiej sytuacji, jak rodzice, którzy mogą podjąć tę decyzję o oddaniu organów swojego dziecka. Wiem, że jest to trudne, bolesne, ale wykonalne. My z mężem chcieliśmy oddać organy naszej córki, ale nie było to możliwe ze względu na rozległą infekcję" – mówiła.

 

Jednocześnie Folga przestrzegła, by nie szerzyć wśród opinii publicznej przekonania, że "jakieś dziecko musi umrzeć, żeby pani dziecko mogło żyć". "Nasze rozumienie tych sytuacji nie powinno iść w tym kierunku, ponieważ dla dawcy nie ma już nadziei. To jest taka sytuacja, że to życie się kończy, a może jeszcze przekazać je drugiemu" – mówiła.

 

W opisie tych trudnych dla wielu rodzin sytuacji posłużyła się metaforą. "Transplantacja to przekazywanie płomienia świecy, jak jedna z płonących świec zaczyna dogasać, wypala się, a możemy jeszcze od niej odpalić następną. Dla tej dogasającej już nic się zmieni, ale można jeszcze ten promyk życia przekazać dalej" – mówiła Monika Folga.

 

Dodała, że choć o jej sytuacji można myśleć jako o porażce, to ona wraz z mężem jest wdzięczna za każdą chwilę spędzoną z Julią.

 

"Myślę, że należy więcej mówić o transplantacji. To jest bardzo tabuizowany temat. W środowisku pacjentów szpitala rozmawiamy o tym, ale jest wiele osób, które żyją z dnia na dzień, trochę w micie takiej nieśmiertelności, i zupełnie o tym nie myślą. A warto się na chwilę zatrzymać i pomyśleć, że nasze życie nie trwa wiecznie i że czasami musimy twardo spojrzeć w przyszłość i rozważyć podpisanie deklaracji (o zgodzie na przekazanie narządów do przeszczepu – PAP)" – zakończyła. (PAP)

 

akp/ karo/

 

Źródło: PAP

Komentarze

Zobacz także

Biskup Pieronek wali w PiS i Kaczyńskiego. I jakoś opozycja nie grzmi, że oto Kościół miesza się do polityki…

Zero tolerancji dla pedofilii. Polski Kościół nie będzie chronił tych, którzy wykorzystują dzieci

Redakcja malydziennik

Śp. Łukasz Urban, bohaterski kierowca wśród BOHATERÓW roku 2016, według Krystyny Pawłowicz. ZOBACZ kogo nominowała ona na ANTY-BOHATERA

Redakcja malydziennik
Ładuję....