Nad światem znów pojawiło się widmo wojny globalnej. Konflikt pomiędzy Iranem i USA wyraźnie się zaostrza. Tym razem Teheran zagroził, że jeśli Amerykanie „popełnią błąd”, to jest gotów zbombardować bazy wojskowe USA w Zatoce Perskiej. 

Amerykańskie bazy wojskowe są w zasięgu naszych rakiet. Zniszczymy ich lotniskowce, jeśli tylko popełnią błąd. Amerykanie wiedzą, jakie konsekwencje będzie mieć militarna konfrontacja z Iranem

– powiedział ostatnio wysoki rangą dowódca wojskowy Iranu Hossein Nejat.

Czytaj także: MAKABRA! Policja znalazła w domu ZAKRWAWIONE majtki. OJCIEC zmuszał córki do…

Od pewnego czasu Iran łamie międzynarodową umowę nuklearną z 2015 r., zapowiadając, że będzie ignorował kolejne postanowienia co 60 dni, jeśli  Niemcy, Francja i Wielka  Brytania nie stworzą mu możliwości eksportu ropy pomimo sankcji nałożonych przez USA. Obecnie Iran wzbogaca uran znacznie ponad pułap ustalony w ugodzie.

Obawiając się wybuchu kolejnego konfliktu światowego kraje Starego Kontynentu apelują o zorganizowanie specjalnego spotkania z Iranem.

Źródło: Super Express

 

Stephen Blank, ekspert think tanku American Foreign Policy Council z Waszyngtonu ostrzega, że Donald Trump jest namawiany przez Moskwę do zawarcia ugody. W zamian za swobodę działań na Ukrainie Putin ma mu proponować nie mieszkanie się w sprawy USA związane z obaleniem reżimu w Wenezueli.

Ostatnie wydarzenia mogą świadczyć o tym, że obie strony są żywo zainteresowane zawarciem tej ugody. Z informacji przekazanych na Twitterze przez samego Trumpa rosyjscy doradcy opuścili niedawno Wenezuelę. Putin odmówił natomiast sprzedaży rakiet skonfliktowanemu ze Stanami Zjednoczonymi Iranowi.

Czytaj także: To dzieje się w cywilizowanych krajach. Na ulicy mijasz NIEWOLNIKÓW i nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy

Pełna realizacja tej umowy może być jednak utrudniona ze względu na ustawę przedłożoną w Kongresie USA. Projekt przygotowany przez Izbę Reprezentantów ma gwarantować wsparcie Ukrainie w obronie jej suwerenności i integralności terytorialnej.

Chociaż ugoda na linii Waszyngton-Moskwa jest nieformalna, przyjęcie ustawy przez Kongres będzie godzić w interesy Rosji. W przypadku kolejnych aneksji ze strony Putina, USA będą musiały powiem interweniować.

Bez wątpienia przed światowymi liderami pojawiło się teraz bardzo ważne zadanie. Wszak pamiętamy dobrze z historii, jak skończyła się pobłażliwość Zachodu wobec jednego z państw o ekspansywnych ambicjach. W celu zachowania międzynarodowej równowagi sił nie może być teraz chwili na jakiekolwiek wahania i politykę ustępstw.

W kilku stanach USA przestępcy seksualni będą musieli przed opuszczeniem więzienia poddać się kastracji chemicznej. Nowe prawo jest regulowane przez ustawę HB 379. Niedawno podpisał ją gubernator stanu Alabama Kay Ivey. 

Nowe przepisy dotyczą przestępców seksualnych skazanych za napastowanie dzieci poniżej 13 roku życia. Kastracja chemiczna będzie obejmować każdego więźnia powyżej 21. roku życia, który zamierza ubiegać się o zwolnienie warunkowe. Za potrzebne medykamenty zapłaci sam skazany.

Czytaj także: Zagrała w prawie 400 filmach porno, cięła się i próbowała popełnić samobójstwo. Wszystko w jej życiu zmieniło się, gdy…

Ustawa regulująca nowe prawo  została właśnie uchwalona przez parlament stanowy w Alabamie. „Zniszczyli to dziecko na całe życie, więc kara powinna pasować do przestępstwa” – wyjaśniał na antenie CBS 42 polityk Partii Republikańskiej Steve Hurst.

Kastracja będzie kontynuowana na wolności do momentu, gdy sąd orzeknie, że nie jest już konieczna. Jeśli skazany nie zgodzi się na przeprowadzenie zabiegu będzie musiał wrócić do więzienia.

Procedura kastracji chemicznej w takim zakresie jak w Alabamie występuje od 1996 r. w Kalifornii. Dopuszcza się ją także w Teksasie i na Florydzie.

Źródło: rp.pl

Delfiny potrafią wykazywać bardzo dużo empatii wobec innych istot. Najlepiej świadczy o tym tam historia. 

Doberman wpadł do kanału Marco Island na Florydzie. Pies zaczął się topić, a w pobliżu nie było ludzi, którzy mogliby mu pomóc. Wtem czworonoga zauważyła grupa delfinów.

Butlonosy – widząc, że doberman bezskutecznie próbuje wydostać się z wody – ruszyły na ratunek. Inteligentne ssaki zaczęły wydawać głośne dźwięki w nadziei, że ktoś usłyszy ich wołanie o pomoc. Poskutkowało. Hałasy zwierząt zwabiły okolicznych mieszkańców, którzy wezwali straż pożarną.

Czytaj także: UDERZYŁ PSA siekierą, ale zwierzę przeżyło. Trwają poszukiwania SPRAWCY!

Ratownicy ustalili, że doberman spędził w słonej wodzie aż 15 godzin. Żaden z nich nie ma wątpliwości, że pies nie przeżyłby, gdyby nie sprytne delfiny.

Fot. Butlonos zwyczajny / Wikimedia Commons

Źródło: jumblejoy.com

W czasie wojny amerykański pilot Louis Curdes zestrzelił samoloty wszystkich głównych Państw Osi. Prawdziwym celebrytą w swoim kraju stał się jednak po tym, gdy strącił amerykański transportowiec. Jak doszło do tej sytuacji? 

Na kadłubie samolotu Curdesa – myśliwca P-51 Mustang – który można dziś podziwiać w Pima Air & Space Museum w Tucson w stanie Arizona , widnieje 10 symboli potwierdzających liczbę zestrzeleń: 7 swastyk, faszystowskie rózgi liktorskie, flaga Japonii oraz flaga USA.

Czytaj także: Co by było, gdyby POLSKA pierwsza zaatakowała III RZESZĘ? ZOBACZ! [WIDEO]

Chociaż wydaje się to nieprawdopodobne, za to ostatnie „osiągnięcie” Louis Curdes został okrzyknięty bohaterem i odbierał wysokie wojskowe odznaczenie. Oto niezwykła historia o pilocie, który zapewnił sobie wieczną chwałę, zestrzeliwując samolot ze swoimi rodakami na pokładzie.

Młody as myśliwski

Ambitny Louis Curdes był dobrze zapowiadającym się inżynierem. Po wypowiedzeniu wojny Japonii przez rząd Stanów Zjednoczonych porzucił jednak studia i zaciągnął się do rezerwy. 3 grudnia 1942 r. 22-letni Curdes ukończył prestiżową szkołę lotniczą w Arizonie.

Szybko dał się poznać jako niezwykle zdolny pilot. W kwietniu 1943 r. został przydzielony do  82. Skrzydła 95. Eskadry Myśliwskiej, gdzie zasiadł za sterami myśliwca P-38 Lightning. Miał tam uczestniczyć w operacjach na Morzu Śródziemnym. Już 19 maja 1943 r. otrzymał tytuł asa myśliwskiego za zestrzelenie pięciu  Messerschmittów Bf 109. Swoje zmagania w tym regionie zakończył z siedmioma zestrzeleniami na koncie. Został za to odznaczony Zaszczytnym Krzyżem Lotniczym.

Louis Curdes
Samolot North American P-51 Mustang, którym latał Louis Curdes / Wikimedia Commons – domena publiczna

27 sierpnia 1943 r. nieprzyjaciel uszkodził samolot Curdesa. Pilot wylądował na spadochronie w pobliżu Rzymu, gdzie szybko został pojmany przez Włochów i osadzony w obozie jenieckim. Curdesowi udało się jednak uciec z obozu już po dwóch tygodniach.

W międzyczasie doszło do odsunięcia od władzy Benito Mussoliniego oraz wkroczeniu oddziałów niemieckich na teren Italii. Curdes i jego koledzy znaleźli się akurat w strefie kontrolowanej przez wiernych Duce faszystów, dlatego kolejne miesiące spędzili w ukryciu. Młody as myśliwski wrócił do USA w czerwcu 1944 r., otrzymując kolejne odznaczenia:  Purpurowe Serce oraz pęki liści dębowych do Medalu Lotniczego.

Louis Curdes: „Zły Anioł”

Niedługo potem Curdes zgłosił się do kolejnej misji. Przydzielono go do 4 Dywizjonu Myśliwskiego, który miał wesprzeć walki z Japończykami na Pacyfiku. Curdes zasiadł wówczas za sterami legendarnego P-51 Mustang, któremu nadał nazwę „Bad Angel” – „Zły Anioł”. Za sterami tego samolotu strącił japoński samolot zwiadowczy. Curdes dostąpił tym samym zaszczytu wstąpienia do elitarnego grona – w tym czasie tylko dwóch innym Amerykanom udało się strącić samoloty wszystkich trzech głównych Państw Osi.

10 lutego 1945 r. eskadra pod jego dowództwem wyruszyła na rutynową misję zwiadowczą. Przelatując nad filipińskim półwyspem Bataan piloci zauważyli zamaskowane lotnisko wroga, które bez namysłu zaatakowali. Japońska artyleria zestrzeliła samolot kolegi Curdesa, który musiał ratować się skokiem ze spadochronem.

Dowódca eskadry zaczął zataczać kręgi nad zwodowanym samolotem kolegi, po czym przystąpił do ponownego ostrzeliwania lotniska. W ten sposób starał się zyskać na czasie – w drodze były już wezwane przez Curdesa posiłki. Nagle Curdes zobaczył w oddali ogromny amerykański samolot transportowy Douglas C-47, który przygotowywał się do lądowania na… japońskim lotnisku.

Pilot szybko zorientował się, że załoga samolotu nie ma pojęcia, że półwysep jest pod kontrolą wroga. Gdyby jednak wylądowali na Bataan mógłby ich czekać okrutny los! Curdes dobrze znał historie o nieludzkim traktowaniu jeńców przez japońskich żołnierzy.

„Ustrzeliłem sobie dziewczynę”

Curdes bezskutecznie próbował nawiązał łączność radiową z pilotem Douglasa. Po kolejnej nieudanej próbie zaczął manewrować przed maszyną, prowokując pilota do zmiany kursu. Wszystkie jego próby nie dawały jednak efektów.

Wtedy as lotniczy wpadł na nietypowy pomysł: postanowił oddać strzały prosto w silniki samolotu. Transportowiec uderzył o taflę wody, a lecący na resztkach paliwa Curdes powrócił do bazy, aby wezwać pomoc. Następnego dnia, z samego rana, po załogę Douglasa wysłano ratunkową łódź latającą. Uratowano wszystkich jedenastu członków załogi, w tym Swietłanę Walerię Szostakowicz – pielęgniarkę, z którą Curdes umówił się dzień wcześniej na randkę.

Za zestrzelenie amerykańskiego samolotu Curdes otrzymał kolejne wojskowe odznaczenie. Pilot kontynuował jednocześnie znajomość ze Swietłaną, która z czasem zgodziła się zostać jego żoną. „Po tym wszystkim musiałem sobie ustrzelić jeszcze dziewczynę” – żartował po wojnie Louis Curdes.

Fot. Wikimedia Commons

Czy zwierzę powinno odpowiadać za swoje czyny tak samo jak człowiek? Choć to pytanie może wydawać się absurdalne, mieszkańcy pewnego amerykańskiego miasteczka nie mieli wątpliwości, że słonica, która dopuściła się morderstwa, musi zawisnąć na szubienicy…

Słonica indyjska o imieniu Mary była chlubą objazdowego cyrku Sparks World Famous Shows. Ojciec jej właściciela, Charliego Sparksa, zakupił ją w 1898 r., gdy miała cztery lata. Kosztowała go sporą jak na tamte czasy sumę 20 tys. dolarów. Mary była jednak warta swojej ceny – każdy jej występ przyciągał tłumy pragnące zobaczyć największe zwierzę stąpające po ziemi.

11 września 1916 r. Sparks zaangażował do opieki nad swoją pięciotonową gwiazdą nowego pomocnika tresera słoni – Waltera Eldridge’a, nazywanego w okolicy Redem, czyli „Czerwonym” (mężczyzna zawdzięczał to przezwisko swoim rudym włosom).

Właściciel cyrku niespecjalnie przejmował się brakiem kwalifikacji Reda, który pracował wcześniej w miejscowym hotelu – jedynym wymogiem stawianym przez Sparksa była umiejętność posługiwania się kijem do poganiania słoni. Jak się wkrótce okazało, ta nieroztropna decyzja kosztowała życie zarówno Eldridge’a, jak i Mary.

„Zabijmy słonia!”

Do tragedii doszło już następnego dnia po zatrudnieniu opiekuna. Gdy cyrk przebywał w miasteczku Kingsport w stanie Tennessee, Red zaprowadził Mary do sadzawki, przy której miała się ona umyć i napoić.

„Kiedy słonica schyliła się po kawałek arbuza, który zamierzała zjeść, mężczyzna szarpnął ją za ucho – opisywał po latach William H. Colleman, naoczny świadek wypadku. – Wtedy zwierzę głośno ryknęło, owinęło trąbę wokół jego pasa i … rzuciło nim na drugą stronę sadzawki (…). Wydaje mi się, że już samo to go zabiło, ale słonica podeszła do niego i dodatkowo zmiażdżyła nogą jego głowę… krew, mózg i wnętrzności rozbryzgały się po całej ulicy.”

Czytaj także: SZOK! TAK wygląda wnuczka JÓZEFA STALINA! Kim jest i co robi? [FOTO]

Wypadek przyciągnął tłum gapiów, którzy w atmosferze linczu próbowali zabić zwierzę na miejscu. Kowal Hench Cox strzelił do Mary ze strzelby, ale naboje nie zrobiły jej większej krzywdy. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. „Ludzie krzyczeli: >>Zabijcie słonia, zabijcie go!<<, a właściciel cyrku uspokajał ich: >>Zrobimy to, ale na pewno nie tutaj<<” – relacjonował później Colleman.

W zaistniałych okolicznościach państwo Sparks zdecydowali się na publiczną egzekucję Mary. Chociaż oboje byli do niej bardzo przywiązani, wiedzieli, że pozostawienie jej przy życiu może zaszkodzić prowadzonej przez nich działalności. Po okolicy rozniosła się wieść o „morderczej Mary”, a sąsiednie miasta wyraźnie dawały właścicielom do zrozumienia, że nie wpuszczą do siebie cyrku dopóty, dopóki słonica wciąż będzie stanowiła zagrożenie. Jakby tego było mało, szeryf Kingsport miał podobno wydać nakaz jej aresztowania.

Śmierć Mary

13 września Mary została przewieziona koleją do pobliskiego miasta Erwin, gdzie czekało już na nią ok. 2,5 tys. gapiów. Za szubienicę miał posłużyć 100-tonowy dźwig używany na co dzień do podnoszenia wagonów kolejowych. Słonica nie umarła jednak od razu – podczas wymierzania kary doszło to dramatycznego zdarzenia, które zadało zwierzęciu dodatkowe cierpienia. Jak pisze Zbigniew Mikołejko w książce „We władzy wisielca”:

Słonicę powieszono przy użyciu dźwigów i łańcuchów. Któryś z nich zerwał się jednak przy pierwszej próbie i zwierzę runęło w dół, łamiąc nogi. „Sukcesem” zakończona została dopiero druga próba – fotografie ze zdarzenia, ukazujące radosnych mężczyzn pozujących na trupie Mary, najlepiej chyba odsłaniają czarne, mroczne podglebie owego triumfu ludzkiej „cywilizacji” nad zwierzęcą „dzikością”.

>>>CZYTAJ DALEJ<<<

Japońscy medycy z Jednostki 731 testowali na więźniach dosłownie wszystko: od wytrzymałości ludzkiego organizmu na wysokie ciśnienie, po wtłaczanie powietrza do żył. Żadnego ze zbrodniarzy nigdy nie spotkała zasłużona kara. 

Wiosną 1928 r. japoński mikrobiolog Shiro Ishii wyruszył w swoją dwuletnią podróż po krajach Zachodu. Jego eskapada nie była bynajmniej związana z chęcią poznawania walorów architektonicznych Europy i Ameryki. Przemierzał Francję, Kanadę i Stany Zjednoczone zbierając informacje o badaniu i wykorzystywaniu przez te państwa broni chemicznej i biologicznej.

Czytaj także: POLAK, którego bał się sam AL CAPONE! Jego gang istnieje do DZIŚ! [WIDEO]

Ishii niespecjalnie przejmował się faktem, że konwencja genewska z 1925 r. zakazywała prowadzenia badań nad tego rodzajem broni. „Jeśli czegoś zakazano, to znaczy, że musiało to być skuteczne” – miał mawiać. W planach mikrobiologa groźne mikroby i związki chemiczne miały poprowadzić Cesarstwo Japonii do zwycięstwa w zbliżającej się wojnie.

Shiro Ishii – Mengele Dalekiego Wschodu

Ishii – tak jak wszyscy ówcześni Japończycy – był wychowywany w kulcie pracy i ciągłego samorozwoju. Ambicje zawiodły go na sam szczyt – w 1920 r. ukończył studia medyczne na prestiżowym Uniwersytecie Cesarskim Kioto i wstąpił do wojska.

Wstępne eksperymenty z mikrobami i toksynami rozpoczął w 1932 r. Trzy lata później powstało na terenie okupowanej przez Japończyków Mandżurii tajne laboratorium wojskowe – Jednostkę 731. W kompleksie położonym w mieście Pingfang przetrzymywano więźniów różnej narodowości. W większości byli to Chińczycy i Koreańczycy, ale także jeńcy i szpiedzy z Europy, USA i ZSRR.

Shiro Ishii
Shiro Ishii / Fot. Wikimedia Commons – domena publiczna

Kompleks podlegał policji wojskowej Kempetai, a celem jego istnienia było opracowanie broni biologiczno-chemicznej. Więźniowie mieli pełnić rolę królików doświadczalnych, na których planowano przeprowadzać okrutne eksperymenty bez znieczulenia.

Gdy Shiro Ishii zaczął pracę w Jednostce 731, zwrócił się do swoich podwładnych słowami:

„Misją od Boga każdego medyka jest blokowanie choroby i jej eliminacja, lecz zadanie, nad którym będziemy tu pracować, jest całkowitą odwrotnością tej reguły”.

Pierwszym szefem kompleksu został lekarz i porucznik Cesarskiej Armii Japońskiej Masaji Kitano, lecz to właśnie Ishii grał tam kluczową rolę. Jednym z wynalazków Mengele z Dalekiego Wschodu była tzw. „bomba porcelanowa Ishiiego”. Mikrobiolog stworzył ją, ponieważ palącym problemem były wysokie temperatury, które po eksplozji tradycyjnej bomby zabijałyby znajdujące się w niej pchły roznoszące zarazki dżumy. 

Ceramiczny wynalazek doktora Ishiiego rozwiązywał te problemy – broń roztrzaskiwała się o ziemię, nie uszkadzając owadów. W październiku 1940 r. Japończycy przeprowadzili test bomby w chińskiej prowincji Zhejiang, zarażając dżumą setki miejscowych chłopów. 

„Drewnem w tym tartaku będą ludzie”

Początkowo w miejscu Jednostki 731 miała powstać stacja uzdatniania wody dla stacjonujących w okolicy żołnierzy. Gdy Japończycy zadecydowali już o budowie laboratorium, wmawiali jednak ciekawskiej miejscowej ludności, że wznoszą tartak. Pewien lekarz z personelu Jednostki 731  powiedział potem, że „drewnem w tym tartaku będą ludzie”. Stąd więźniowie kompleksu byli nazywani pogardliwie „maruta”, co w języku japońskim oznacza kłodę.

Shiro Ishii
Kompleks Jednostki 731 / For. Wikimedia Commons – domena publiczna

Maruta byli poddawani wymyślnym torturom, których celem było zbadanie rozwoju groźnych chorób w naturalnych środowisku. Więźniom nie podawano znieczulenia, a według powojennych statystyk średnia długość życia osób osadzonych w jednostce wynosiła od 5 do 10 dni. >>>CZYTAJ DALEJ<<<

USA takiego mordercy jeszcze nie znało! Zabił rekordową liczbę osób.

Samuel Little został uznany winnym zabójstwa trzech kobiet w Los Angeles w latach 80. Sąd skazał go na dożywocie w więzieniu w Kalifornii, gdzie trafił w 2014 r. Obecnie w związku ze swoim słabym zdrowiem 79- latek wyznał, że zabił ponad 90 kobiet.

 

Doszedł do etapu w życiu, w którym, jak sądzę, najbardziej liczy się dla niego to, by jego ofiary zostały znalezione – mówi prokurator Bobby Bland.

 

Czytaj także: Problemy zdrowotne Beaty Tyszkiewicz. Spisała testament

 

Przez całe życie Samuel Little starał się nie mieszkać za długo w jednym miejscu. Okazuje się, że w czasie swoich krótkich podróży mógł zabijać kobiety, następnie uciekać do kolejnych stanów. Śledczy powiązali go z morderstwem 5 kobiet z rodzinnego stanu Ohio. a także 60 zabójstwami na obszarze około 14 stanów.

 

CZYTAJ TAKŻE: WBIŁ sąsiadce nożyczki w OCZY, a w mieszkaniu trzymał zwłoki własnej MATKI! Zobacz, CO jej zrobił

Źródło: o2.pl/ foto Facebook.com

 

Tego dnia telefon aktora Lee Strasberga dzwonił bez przerwy. Artysta odbierał mnóstwo gratulacji od producentów, widzów i kolegów z planu. Jeden z telefonów poważnue go jednak zanieopokoił.

W grudniu 1974 r. odbyła się głośna premiera drugiej części „Ojca chrzestnego”. Lee Strasberg wcielił się w nim w postać wszechpotężnego Hymana Rotha – najbardziej wpływowego żydowskiego gangstera w USA.

Chociaż był to bohater fikcyjny, nie było tajemnicą, że scenarzyści odwzorowali w nim cechy autentycznego przestępcy – nazywanego „ministrem finansów mafii” Meyera Lansky’ego.

Czytaj także: Amerykański historyk: Po wojnie Hitler ukrywał się w…

Powodem licznych gratulacji była nominacja Strasberga do Oscara. Późnym popołudniem aktor usłyszał w słuchawce telefonu: „Czy rozmawiam z panem Hymanem Rothem?”. Aktor najwidoczniej nie ucieszył się z tego żartu, gdyż odpowiedział swojemu rozmówcy: „Chyba pomyliłeś numery. Dodzwoniłeś się do domu Lee Strasberga”.

Dalszy przebieg tej konwersacji całkowicie zaskoczył aktora…

– Zgadza się. Czy mam zatem przyjemność z Hymanem Rothem? – usłyszał w słuchawce.

– Z kim ja rozmawiam?!

– Muszę powiedzieć, że trochę mnie rozczarowałeś. Byłem przekonany, że dobrze przestudiowałeś mój głos.

W tym momencie Strasberga przeszył zimny dreszcz. Zaczynał się domyślać z kim ma do czynienia i zastanawiał się nad odłożeniem słuchawki.

– Z tej strony Meyer Lansky. Dzwonię, aby ci pogratulować. Zagrałeś naprawdę świetnie. Uważam jednak, że mogłeś być nieco sympatyczniejszy.

Na tym rozmowa obu panów się zakończyła. Strasberg do końca życia zastanawiał się potem, czy Lansky zamierzał go wtedy nastraszyć, czy też zdzwonił z nudów, ciekawy reakcji aktora.

Wiele podobieństw

Straberga i Lansky’ego łączył jeden wspólny mianownik: obaj byli Żydami polskiego pochodzenia. Przyszły gangster urodził się w 1902 r. w Grodnie. Uczył się dobrze i marzył, aby w przyszłości zostać rabinem. W wieku 9 lat wyjechał razem z matką i bratem do Nowego Jorku, w którym przebywał już od pewnego czasu jego ojciec.

Meyer posiadał wysoko rozwinięte umiejętności analityczne, stąd bardzo dobrze radził sobie na zajęciach z matematyki. Raz udało mu się nawet zaliczyć dwie klasy w ciągu jednego roku. Pomimo  wzrostu poziomu życia jego rodzice nadal byli jednak niezamożni, przez co Meyer musiał zakończyć edukację już na szkole podstawowej.

Być może właśnie z tego powodu – braku perspektyw na przyszłość – Meyer postanowił wybrać drogę przestępstwa. Wpływ na jego mafijną karierę mieli dwaj inni gangsterzy, których poznał, gdy wszyscy byli jeszcze nastolatkami –  Charles „Lucky” Luciano i Benjamin „Bugsy” Siegel.

Meyer szybko piął się po szczeblach mafijnej drabiny, aż stał się jednym z najbardziej znanych amerykańskich gangsterów czasów prohibicji. Nie wszyscy obywatele USA znali jednak jego prawdziwe nazwisko. Mayer sam przedstawiał się jako Lansky, gdyż uważał, że nazwisko  Suchowlański byłoby dla Amerykanów zbyt trudne do wymówienia.

Lansky – podobnie jak jego filmowy odpowiednik – zbijał fortunę przede wszystkim na hazardzie. Nie bez powodu do dziś mówi się o nim, że był „ojcem chrzestnym amerykańskich kasyn” – to właśnie dzięki jego inwestycjom Las Vegas stało się światową stolicą rozrywki.

Lee Strasberg był tylko rok starszy od Lansky’ego.  Urodził się 17 listopada 1901 r. w Budzanowie (dziś miejscowość na Ukrainie, wtedy – w zaborze austriackim) jako Israel Strasberg. Jego ojciec – tak samo jak ojciec Meyera – wyemigrował na początku XX w. do USA. Gdy udało mu się odłożyć odpowiednią sumę pieniędzy sprowadził do nowej ojczyzny całą rodzinę.

Podobnie jak gangster, przyszły aktor przerwał naukę pomimo dobrych wyników. W przeciwieństwie do Lansky’ego zakończył ją jednak dopiero w szkole średniej, a powodem tej decyzji była trauma związana ze śmiercią brata.

Dzięki krewnemu Lee Strasberg dostał niewielką rolę w sztuce teatralnej wystawianej w języku jidisz. Wtedy też został zauważony przez dyrektora teatru i rozpoczął swoją przygodę z aktorstwem. Pomimo dobrych predyspozycji Strasberg przez całą karierę zagrał jednak tylko w kilku filmach. Poświęcił się natomiast produkcji filmowej oraz skupił na wykładaniu sztuki aktorskiej.

W 1952 roku został kierownikiem „Actros Studios” – amerykańskiego stowarzyszenia zrzeszającego aktorów, reżyserów i producentów filmowych. W 1969 r. założył Lee Strasberg Theatre and Film Institute – jedną z najsłynniejszych szkół aktorskich na świecie. Wśród studentów kształcących się pod okiem Strasberga znalazły się takie sławy jak Al Pacino i Robert De Niro – notabene jego przyszli koledzy z planu „Ojca chrzestnego”.

Fot. Kadr z filmu „Ojciec chrzestny II”