W niemieckim tygodniku „Der Freitag” ukazał się wstrząsający reportaż o syryjskim uchodźcy. Imigrant z rozbrajającą szczerością przyznaje, że nie chce iść do pracy, ponieważ nie leży to w jego naturze…

„Jako uchodźca nie jestem zobowiązany do pracy” – mówi 30-letni Alan N. Mężczyzna pochodzi z Syrii, a od 2015 r. mieszka w Kolonii. Podobnie jak 30 proc. mieszkańców tego niemieckiego miasta żyje z zasiłku dla bezrobotnych. Syryjczyk przyznaje, że nie zamierza zmieniać swojego obecnego trybu życia…

Czytaj także: TRAGEDIA w WORD. Kursantka zabiła egzaminatora!

Alan N. nie ukrywa, że uchodźcy z Syrii mają zupełnie inne priorytety niż Niemcy.

Niemcy to ludzie, którzy lubią wstawać o szóstej rano i pracują do szóstej. My uchodźcy – nie. W Syrii byłem pasterzem kóz, a w upalne dni moja żona i ja spaliśmy do godziny trzeciej po południu.

– mówi imigrant. I dodaje, że „nie zamierza nigdy pracować dla Niemiec, bo to nie jest jego kraj”. Pobieranie zasiłku od „nieswojego kraju” nie stanowi już jednak dla niego problemu. „Po co mam pracować, skoro miliony Niemców robią to za mnie?” – pyta retorycznie.

W rozmowie z niemieckim tygodnikiem zdradza również, że mógłby zdecydować się na powrót do Syrii, ale podoba mu się obecne życie w Niemczech.

Siedzę ładnie w domu z fajką (…) Mam telewizję i iPhone’a (…). W odległej przyszłości wszyscy umrzemy, ale zanim to nastąpi, chcę żyć i cieszyć się pięknem świata.Odkąd mieszkałem w Kolonii, nigdy nie odczułem samotności i biedy.Pięćset pięćdziesiąt euro wystarczy na moje utrzymanie

– mówi bezceremonialnie Alan N. Mężczyzna nie ma wielkich potrzeb – śpi na materacu bez koca. To mu w zupełności wystarczy, bo w Syrii mieszkał bardzo podobnie. Tyle że bez Wi-Fi, telefonu komórkowego i telewizji…

Syryjczyk myśli w przyszłości o sprowadzeniu do Kolonii swojej żony i dziecka. A także o związaniu się z drugą i trzecią kobietą. Zanim to nastąpi  chciałby kupić kozę, z którą „mógłby dzielić swoją wesołą samotność”.

Źródło: Der Freitag