Prawosławny mnich Arsenije Jovanovic, odtworzył podczas mszy nagranie egzorcyzmów. Duchowny zarejestrował odgłosy krzyków kobiety, którą poddano obrzędowi wypędzania diabła.

 

Zdaniem kapłana wrzaski były reakcją kobiety na modlitwę i czytanie ewangelii. Duchowny jest przekonany, że przez wierną przemawiał szatan. Niepokojące nagranie zostało zaprezentowane podczas mszy w czarnogórskim monastyrze Ostrog przez mnicha Arsenija Jovanovica. – W ten sposób krzyczy człowieczeństwo! Ale zarazem jest to wspaniały krzyk, ponieważ nie tylko ona krzyczy, krzyczy również szatan ukryty w jej ciele. Krzyczy, ponieważ spala go modlitwa – przemawiał duchowny podczas nabożeństwa.

POSŁUCHAJ:

 

Ten film jest po prostu szatański. Mężczyzna rzucający się jakby był opętany w śmieciach, moczu i co najbardziej zatrważające, przy brawach kilkuset gapiów. To wizytówka festiwalu Pol’and’Rock Festival? 

. Zniewolenie alkoholizmem – Sami sobie nie poradzimy. Wiara jest kluczowa na drodze do trzeźwości. Człowiek jeżeli prosi Boga, nigdy nie zostaje sam. „Boże ratuj mnie z tego nałogu”.

Boże Pogotowie to krótki cykl, w którym Jolanta Cherbańska, autorka książki pt: „Matt Talbot. Wyjście z mroku” odnosi się do uzależnień z duchowego punktu widzenia. W każdym z odcinków wprowadza również element modlitwy za osoby pogrążone w konkretnych nałogach. Wypowiedziane z głębi serca „Jezu, Ty się tym zajmij”, „Jezu, ratuj” może czynić cuda.

2 czerwca 2018 r. o. Cipriano odwiedzi Niepokalanów podczas comiesięcznego spotkania „Oddaj się Maryi” o godz. 11.00. Podczas wizyty pomodli się nad wiernymi, opowie o swojej posłudze oraz o tym, jak św. Maksymilian M. Kolbe przekazał mu prezent – swoje okulary, które w czasie modlitwy zmaterializowały się. Okulary te przekaże następnie niepokalanowskiemu klasztorowi. O. Cipriano de Meo spotka się z wiernymi także w Warszawie 1 czerwca o godz. 18.00 w parafii Św. Katarzyny w Warszawie oraz 2 czerwca w Niepokalanowie

 

Ojciec Cypriano de Meo urodził się w Serracapriola w 1924 roku, jest kapucynem i niemal od 60 lat egzorcystą. Obecnie pełni posługę w klasztorze w San Severo, niedaleko Foggi. Jest wicepostulatorem procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego kapucyna Ojca Mateusza z Agnone żyjącego w latach 1563-1616. Publikuje książki teologiczne i jest jednym z największych włoskich egzorcystów, z bardzo długim stażem posługi i opinią autorytetu.

Pierwsze spotkanie Ojca Cypriana z diabłem

O. Cypriano zauważył swoje powołanie przez „przypadek”. Sam nigdy wcześniej nie myślał o takiej formie apostolstwa, przewidywał raczej „karierę” profesora teologii. Stało się to w prowincji Avellino, gdzie był rektorem seminarium kapucyńskiego w Gesualdo, 7 grudnia 1952, w wigilię Niepokalanego Poczęcia, po południu. Usłyszał pukanie do drzwi, kiedy nie było furtiana, więc poszedł sam otworzyć. Zastał pod drzwiami kobietę ubraną w wełniany szal i dwóch mężczyzn. Zapytał się ich czy chcą jedzenia, bo wyglądali na ubogich, lecz zaprzeczyli. Nie było jasne czego chcieli. Aby przerwać krępujące milczenie milczenie, zapytał kobietę o imię. Zaśmiała się dziwacznie i powiedziała „Jestem Diabłem”, „A ja jestem Ojciec Cyprian” – odpowiedział kapucyn. Kontynuowała: „Jestem Diabłem i jestem tu zbyt długo … A kto mnie wyrzuci ? … Ty …” i tu pokazała palcem na zaskoczonego tą sytuacją rektora. Tak rozpoczął się dialog, który trwał godzinę i rozmawiali o wielu rzeczach, a Cyprian przeczuwał, że otworzył się przed nim zupełnie nowy rozdział jego życia. Opowiedział o tej historii przełożonemu, który jemu polecił kontynuować tę sprawę, wyraził inicjatywę, aby porozmawiać z biskupem. Arcybiskup Joachim Pelicini upoważnił go do kontynuowania tej bitwy. Przypadek ten prowadził przez trzy lata i te początki były bardzo pouczające. Widział wiele oszustw, padał też ich ofiarą, bo brakowało mu doświadczenia. Wszystkiego się trzeba nauczyć.

 

Święty Ojciec Pio liczy złe duchy

Aby poradzić sobie, sięgał po duchowe wsparcie Ojca Pio. Zabrał do niego już ten pierwszy przypadek i o. Pio żartobliwie wówczas zauważył, że o. Cyprian ma „wiele demonów dookoła”, że będzie się za niego modlił „żeby nie był zmęczony i nie odechciało mu się tej posługi”. Ojciec Cyprian twierdzi, że ciągle jest zmęczony, lecz do dziś mu się jeszcze nie odechciało. Często się śmieje, bo jest to bardzo pogodny i miły człowiek. Podczas egzorcyzmu O. Pio zaprzeczył jakoby u wskazanego mu „pacjenta” były cztery złe duchy, jak można by przypuszczać „duchy nie są cztery, ale tylko jeden, używający czterech głosów”. Tak diabeł starał się oszukać kapłana, ilość duchów jest ważną sprawą dla egzorcysty. Niektóre sprawy były długo i cierpliwie omadlane. Przypadek jednej dziewczynki zajął dziesięć lat i dzięki powtarzaniu modlitw, stopniowo wyszło z niej aż dwanaście złych duchów.

 

Jak się wyrzuca szatana?

Nie zawsze jest to egzorcyzm. Przybywający do do San Severo zauważają, że Ojciec Cyprian często modli się w milczeniu, wie z doświadczenia, że cicha modlitwa bardzo irytuje przeciwnika. Nieraz słyszał pytanie: „Dlaczego milczysz?” Lecz on nie odpowiada na takie zaczepki, bo takie pytanie pochodzi od ducha kłamstwa. Nieraz dotyka ciała dręczonej osoby krucyfiksem. Nie nad wszystkimi odmawiany jest wielki rytuał egzorcyzmu, w wielu przypadkach wystarcza kontakt z relikwiami, błogosławieństwo, czy Msza Święta, bo na obecności Jezusa opiera się moc wypędzania. Kiedy jest pewien, że człowiek został ostatecznie zwolniony? Generalnie podobno to widać, po sposobie reakcji na modlitwy. Wyzwolony podejmuje bogate życie sakramentalne, jest gorliwy i zaczyna kochać Słowo Boże. Momentowi wyjścia ducha towarzyszy zwykle znak zewnętrzny, którym mogą być niekiedy wymioty. Istnieją przypadki, gdzie osoba wydala materiał, który zbadany przez lekarzy okazuje się nie być żadną rzeczą z ludzkiego ciała czy pożywieniem, ale np. skóra jaszczurki, ropuchą, kamieniem itp.

 

Czemu zdarzają się opętania?

Zdaniem Ojca Cypriana Bóg dopuszcza takie rzeczy nawet u świętych ludzi. Mieliśmy wielu świętych, którzy mieli tego rodzaju ciężką pokutę. Opętany przez diabła nie powinien być traktowany jak osoba dziwna, ale jakby apostoł, który niesie nam pewien rodzaj przesłania, potrzebny nam do zbawienia. Każde opętanie, niezależnie od jego przyczyny, ma swój sens teologiczny. Statystycznie najczęściej spowodowane jest przez przekleństwo, lecz najgorzej jest kiedy człowiek sam poświęci się szatanowi, np. na specjalnych kursach. Spotyka się też opętane dzieci. Diabeł w nich objawia się w dziwny sposób: mówią niewyuczonymi językami, krzyczą kiedy zobaczą obrazy religijne. Czasem to się zdarza po tym jak się przeklina dziecko, np za uderzenie rodzica.

Święty przeciw diabłu

Szczególną rolę w posłudze o Cypriana pełni modlitwa za wstawiennictwem Sługi Bożego Mateusza z Agnone. Jego dzieciństwo upłynęło pod znakiem poważnego wypadku, kiedy przez przypadek bawiąc się bronią, zabił kolegę. Aby uniknąć sprawiedliwości, rodzice ukryli go u przyjaciół z dala od domu. W młodości studiował filozofię i medycynę na Uniwersytecie w Neapolu, tam choć jego kierownikiem duchowym był jezuita, jego sercem zawładnął ideał franciszkański. Został przyjęty w kapucyńskim klasztorze Niepokalanego Poczęcia w Neapolu i przyjął imię Brata Mateusza. Duży wpływ na niego miał O. Piotr Trigoso, teolog bonawenturzysta. Kiedy Mateusz został wyświęcony, prędko stał się sławnym kaznodzieją. Jego duchowość była skoncentrowana na męce Chrystusa i Wniebowzięciu Matki Bożej. Posiadał dar proroctwa i czynił cuda. Publicznie pogodził się z matką jego przyjaciela z dzieciństwa, którego przypadkowo zabił, czym wzruszył wielu. Ludzie pod jego wpływem zbudowali klasztor w Agone, którego Mateusz stał się furtianem i pozostał tam niemal aż do śmierci w 1616 roku. Prowadził życie w skrajnym ubóstwie i pokucie. Często uzdrawiał ludzi czyniąc znak krzyża, był obdarzony darem proroctwa i rozeznania, a szczególnie bał się go szatan. Kiedy przyniesiono do klasztoru opętaną przez diabła kobietę, demony zaczęły krzyczeć: „Żebyście wiedzieli, że nigdy nie wyjdziemy, chyba, że przyjdzie brat Mateusz z Agnone, bo tylko on nas może pokonać pokorą.” Matusz wówczas uczył się w swojej celi, a kiedy przyszedł, obawiał się prowokacji i znów chciał wracać do siebie. Uciekając przed pokusą pychy, nie chciał się tą kobietą zajmować, lecz z rozkazu przełożonego został zmuszony wyjść do opętanej. Na jego widok od razu diabeł powiedział: „Tutaj … wśród tych co przyprowadzają Mateusza do mnie? Już nie mogę dłużej wytrzymać” I w jednej chwili uciekł, pozostawiając kobietę wolną. Działo się też wiele innych podobnych rzeczy. Na trzy miesiące przed śmiercią Ojciec Mateusz z Agnone został przydzielony do klasztoru San Severo, gdzie zmarł i gdzie jest jego grób. Proces na szczeblu diecezjalnym oficjalnie rozpoczęto 19 czerwca 1996.

 

Egzorcyści za życia i po śmierci

Charyzmat egzorcystyczny Sługi Bożego Mateusza z Agnone został na nowo odnaleziony po niemal pół tysiąca lat. O Cyprian podczas 56 lat posługi egzorcyzmu doświadczył, że kontakt z grobem Ojca Mateusza z Agnone, to dla opętanych coś szczególnego i szatan jakby zmuszony jest szybko ujawnić swoją obecność i prędko odchodzić. Wielokrotnie diabeł twierdził, że wezwanie Ojca Mateusza jest dla niego bolesne, dręczy go. Ojciec Cyprian zebrał w dwóch dużych tomach te rozmowy z diabłem, jakie miały miejsce podczas egzorcyzmów nagrywanych od 1986 do 2003 roku. Taka lektura umacnia wiarę daje i ważne wsparcie dla sprawy kanonizacji Ojca Mateusza. Oto fragment, w którym wróg uznaje świętość Sługi Bożego:

Diabeł ze złością: „Nie lubię Mateusza, bo mi śmierdzi z powodu Chrystusa! Śmierdzi … szczęściem i świętością, i nie mogę tego znieść … Nie chcę słyszeć o nim, mogę spowodować poważne uszkodzenia, jak będziesz tak robić. Nie masz go znać !” Egzorcysta: „Sprawa beatyfikacji księdza Mateusza jest bliska mojemu sercu …”. Diabeł: „Nie wiesz co robisz. Przestań.”Egzorcysta: „Dlaczego tak mówisz ?” Demon: „Ponieważ ten martwy człowiek jest bardzo niebezpieczny, bardziej niebezpieczny, niż kiedy był żywy, a będzie jeszcze bardziej, jeśli sprawa pójdzie do przodu i najgorzej, jeśli będzie uwielbiony, ponieważ wówczas będzie razem z tobą.”

 

Świadectwo Pani Geneviève z Francji

„Uczestniczyłam w pielgrzymce do grobu Ojca Mateusza z Agnone, w połowie grudnia 2009 roku, byłam dwukrotnie u egzorcysty. Przez trzy lata byłam ofiarą czarów jakie na mnie rzucono, wywołujących uczucie pieczenia na całym ciele. Kiedy egzorcysta położył na mnie ręce, upadłem na ziemię, a w kolejnych dniach czułam ulgę, choć efekt nie był trwały. Dziewięć dni przed pielgrzymką, zacząłem odmawiać litanię Ojca Mateusza z Agnone, wraz z różańcem. W autobusie, w kierunku Serracapriola, nadal recytowałam modlitwy Ojca Mateusza, prosząc o uwolnienie. Kiedy przyszliśmy do kościoła, mój mąż i ja umieściliśmy zdjęcia naszych bliskich na nagrobku księdza Mateusza, w pozycji pionowej. Kiedy zdjęliśmy ręce, niektóre zdjęcia przykleiły się do grobu, dziwna grawitacja, byli to ci ludzie, za których więcej potrzeba się było modlić, moja matka, chora na raka, moja córka w fazie młodzieżowego kryzysu. Tkwiły wśród zdjęć innych ludzi. (…) Pani, która sprzedaje pamiątki w kościele, nie była w ogóle tym zaskoczona. „Gdybyście wiedzieli, co się tutaj dzieje!” Powiedziała spokojnie. (…)” Po błogosławieństwie O. Cypriana kobieta została zupełnie wyzwolona.

 

Słowa szatana o księżach

O. Cyprian: „Módlmy za księży, aby nigdy nie mówili, że szatan nie istnieje.” Diabeł: „Cyprianie, mogę wiele zrobić … bo skoro oni wiedzą, że mają wroga, a następnie unikają używania broni do walki z nim, wezmę ich przez zaskoczenie i nie będą ze mną walczyć, oto jest moja najlepsza broń”.

O. Cyprian modli się za kapłanów, diabeł mówi: „Cyprianie, nie bądź łotrem, pozostaw ich mnie, muszą dawać zły przykład, wiesz, jak wielu chrześcijan opiera swoją wiarę na zachowaniu księży? Gdy widzą upadek kapłana, przychodzą do mnie”.

Adres sanktuarium: Convento Cappuccini, PL. Cappuccini, 1, 71016 San Severo (FG)

Handlarze  pierścieniami atlantów zapewniają, że talizman ten stwarza niezwykle skuteczną ochronę przed wszelkiego rodzaju złem: agresją, wypadkami, kradzieżą, a także przed klątwami i urokami – pisze ks. Andrzej Trojanowski w „Miłujcie Się!”/ 

Ponadto – według nich – przedmiot ten zapobiega wielu (jeśli nie wszystkim) chorobom czy wręcz z nich uwalnia.

Jednym słowem, pierścień ten przynosić ma szczęście. Wielu ludzi w to wierzy, skoro go kupuje i zakłada na palec. Spontanicznie nasuwa się pytanie: co lub kto, albo jakaż to siła miałaby tu tak cudownie działać?

W przypadku poświęconego krzyżyka lub medalika z wizerunkiem Pana Jezusa, Matki Bożej czy świętych nie ma problemu z odpowiedzią na pytanie: dlaczego nosimy te dewocjonalia?

Noszę medalik na znak mojego zawierzenia się Matce Bożej. Jej wizerunek pomaga mi ufać w Jej nieustanną obecność przy mnie, szczególnie w chwilach pokus, zwątpień, przeciwności itd.

Nie wierzę, aby medalik ten „magicznie” chronił mnie przed napadem, kradzieżą, chorobą, itd., lecz z całego serca ufam, że w tych czy innych nieszczęściach – jeśli Opatrzność je dopuści – nie spotka mnie prawdziwe i najgorsze nieszczęście: odrzucenie Pana Boga i utrata życia wiecznego.

Nosząc medalik nie proszę o szczęście, lecz abym wytrwał przy Panu Bogu w każdej, nawet najgorszej sytuacji, a to będzie mym największym szczęściem.

Zastanawiam się, w kim pokładają swoją ufność ludzie ochrzczeni, którzy na swój palec zakładają pierścień atlantów? Pewnie sami dokładnie nie wiedzą.

W każdym razie, amulet ten wydaje się być znakiem nieufności wobec Pana Boga, jako mego Ojca, w którego rękach spoczywa całe moje życie. Jeśli oczekuję, że noszenie tego czy innego amuletu przyniesie mi szczęście, to znaczy, iż wiarę moją można wyrazić w słowach:

Ufam nie Tobie, Boże, lecz komuś lub czemuś innemu; oczekuję pomyślności w życiu nie od Ciebie, lecz od czegoś lub kogoś innego.

Być może, nie od razu tego rodzaju postawa duchowa owocuje porzuceniem praktyk religijnych, lecz żywa wiara nieuchronnie przemienia się w „praktykowanie” chrześcijaństwa z sercem odwróconym od Boga.

Tymczasem religijność pozbawiona ufności wobec Pana Boga staje się pusta. Jaką wartość miałaby modlitwa Ojcze nasz, gdyby w żaden sposób nie ożywiał jej duch dziecięctwa Bożego?

Nadzieja, iż magiczny pierścień uchroni mnie od przeciwności i zagwarantuje pomyślność, jest oszustwem, które żeruje na naszej ludzkiej skłonności do wierzenia czasami w byle co.

Czy jednak w życiu można się uchronić od jakichkolwiek przeciwności, trudności i cierpień? Codzienne doświadczenie przekonuje, iż nie, i żaden amulet faktu tego nie zmieni. Lecz przywiązanie do niego, naiwna wiara w jego skuteczność, niszczy zdolność stawiania czoła przeciwnościom w sposób chrześcijański, czyli z ufnością, że każdy krzyż codzienności ma w sobie głęboki, zbawczy sens.

Wielokrotnie owego sensu nie widzimy, lecz właśnie wtedy ufność w Bożą miłość – niejako wbrew poczuciu opuszczenia i samotności – okazuje się środkiem ratującym życie.

CAŁOŚĆ CZYTAJ TUTAJ 

Pracę wywróżyła jej wróżka. „Każdy chce wiedzieć co go czeka, więc od czego są wróżki? – myślała. Dwa razy była u wróżki, która opowiedziała jej przeszłość, mówiła o wielu rzeczach, o których nie powinna wiedzieć. Była również u jasnowidza. „Doprowadziło mnie to do takiego stanu, że przez dwa tygodnie nie mogłam wstać z łóżka” 

– Jestem świadectwem, bo ludziom wydaje się to śmieszne, nie radzę nikomu korzystać z tego typu osób i z nimi w ogóle rozmawiać. JA wiem, że to sposób na życie, na zarabianie, ale na ogół te kobiety są zniewolone przez zło. Ja odczułam to na sobie. Nigdy więcej nie chcę do tego wracać – opowiada Małgorzata Kotwica, autorka książki „Kwiaty Boga”

– 5 lat temu poznałam cudowną kobietę, nawróconą wiedźmę Patrycję Hurlak. Spotkałyśmy się na jednej z warszawskich imprez, na pokazie mody. Zaczęłyśmy dużo rozmawiać. Patrycja była bardzo uparta, bo myślałam, że się rozjedziemy i tak się skończy. Patrycja uparcie telefonowała, że doprowadziła do mojego powrotu do Kościoła. Wtedy wszystko się zmieniło – podkreślała

– Pamiętam jak Patrycja powiedziała, że w „momencie kiedy wrócisz do kościoła zobaczysz, jak wszystko zacznie się zmieniać” – dodawała

Małgorzata Kotwica pomaga teraz kobietom z Domu Samotnej Matki w Łodzi.

– Niektórzy szukają mocy, posiadania władzy, przez to wpływania na rzeczywistość, niektórzy szukają doświadczenia mistycznego i jest to często fałszywe i prowadzi do zniewolenia, praktyki medytacji niechrześcijańskich. Radość przede wszystkim płynie od Pana Boga. Chrystus zwycięża wszystko, a diabeł to istota smutna. On nie lubi jak się ktoś cieszy – mówił o. Przemysław Śliwiński CP, egzorcysta diecezji warszawsko – praskiej.

Kościół to nie tylko samo miejsce, świątynia, czy sanktuarium św. Gabriela, ale jest również taki zamiar, żeby to było takie centrum dla młodych, gdzie każdy młody będzie mógł otrzymać pomoc. Zaczynamy to już kreować przez różne zajęcia i warsztaty – dodawał

Egzorcysta diecezji warszawsko – praskiej odniósł się również do okultyzmu i współczesnych form zniewoleń.

– Jak ktoś się mieni świeckim egzorcystą, że ma władzę nad duchami, to często ociera się o okultyzm – zaznaczył

O. Przemysław Śliwiński wyjaśniał, czy jest dużo pracy dla egzorcysty w Polsce.

Pytany o to, w jaki sposób poznać, czy bliska osoba potrzebuje pomocy egzorcysty, mówił:

– Trudno powiedzieć jednoznacznie. Przede wszystkim pewien święto wstręt. Trzeba zobaczyć jak wyglądała historia człowieka, czy był okultyzm, spirytyzm, wróżbiarstwo, numerologia. To wszystko jest przeciwko pierwszemu przykazaniu. Jeśli chodzi o poczucie bezpieczeństwa to przede wszystkim życie sakramentalne – podkreślał o. Śliwiński OP

Zanim zostałem egzorcystą, wiele razy zastanawiałem się czy to możliwe, że małe niewinne dzieci mogą być opętane przez złego ducha. Czytałem o tym u o. Amortha, czy innych egzorcystów. Nie mieściło mi się to jednak w głowie i zepchnąłem te moje pytajniki w niepamięć…

Problem wrócił do mnie, gdy już jako przeznaczony do posługi uwalniania ksiądz, spotkałem osobiście małe dziecko, przez które mówił do mnie szatan. Przekonałem się, że rzeczywiście jest to możliwe. Zacząłem więc na nowo poszukiwać odpowiedzi na to pytanie sprzed lat, ale nieco pod innym kątem. Pytałem Boga, jak to się dzieje… Pragnę jeszcze zaznaczyć, że wszystko co zostanie napisane poniżej, jest poruszaniem się w sferze wielkiej tajemnicy i wynikać będzie z mojego osobistego doświadczenia, które może być subiektywne. – zdecydujcie czy to zdanie ma iść!

Opętanie z definicji…

Wyjdźmy więc w ogóle od tego, czym jest samo opętanie? Jak naucza nas Kościół Katolicki i doświadczenie wielu wieków w walce ze złym duchem, opętanie może dotyczyć osób, miejsc lub rzeczy. Problem opętania wiąże się z napaścią jakiej dokonuje szatan, byt osobowy, przeciwko człowiekowi, którego nienawidzi. Odróżniamy je od nawiedzenia diabelskiego, opresji zewnętrznych czy wewnętrznych, którymi szatan nęka ludzi, jakby od zewnątrz. Opętanie zaś jest stanem, w którym zły duch wchodzi w ciało człowieka i w nim przebywa. Podobnie jest z rzeczami czy miejscami. Pamiętam jak kiedyś paliłem szamańskie maski, przywiezione przez naszych misjonarzy z Afryki. Wrzuciłem wysuszone na pieprz drewno do wielkiego ogniska. Maski przez 40 minut nawet się nie osmoliły. Ogień otaczał te przedmioty, ale ich nie niszczył. Spłonęły dopiero, gdy zalałem je wodą święconą! Zupełne zaprzeczenie, woda pomogła, by drewno spłonęło.
O ile jednak „zainfekowaną” rzecz możemy spalić lub zniszczyć, tak z człowiekiem, który cierpi z powodu opętania, nie uczynimy tego, co ze wspomnianymi maskami, ale musimy mu towarzyszyć poprzez sprawowanie egzorcyzmów, by złego ducha strącić do piekła. Warunkiem jednak jest nawrócenie i pragnienie ze strony osoby opętanej zarówno modlitwy jak i wolności. Schody więc zaczynają się w momencie, gdy osoba nie jest zdecydowana na rozstanie z szatanem, albo właśnie w przypadku dzieci, które nie mają świadomości co się z nimi dzieje.

Dziecko opętane…

Jak się jednak okazuje, problem jest bardzo stary. Otóż już w Ewangelii mamy historię opętania młodzieńca, który miał ducha niemego (Mk 9, 14-29).

Odpowiedział Mu jeden z tłumu: „Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten, gdziekolwiek go chwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje. Powiedziałem Twoim uczniom, żeby go wyrzucili, ale nie mogli”. On zaś rzekł do nich: „O plemię niewierne, dopóki mam być z wami? Dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie go do Mnie!” I przywiedli go do Niego. Na widok Jezusa duch zaraz począł szarpać chłopca, tak że upadł na ziemię i tarzał się z pianą na ustach. Jezus zapytał ojca: „Od jak dawna to mu się zdarza?” Ten zaś odrzekł: „Od dzieciństwa. I często wrzucał go nawet w ogień i w wodę, żeby go zgubić. Lecz jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam!”.
W tej historii widzimy bardzo jasno kilka spraw, które dotyczą zniewoleń u dzieci. Można by na podstawie tego fragmentu podać kilka stycznych punktów dla omawianego problemu.

Potencjalne źródło…

Podobnie jak w ewangelicznej historii, często u opętanych dzieci mamy identyczne objawy zniewolenia jak te opisane powyżej. W przypadkach dzieci, które znam, wspólnym mianownikiem jest to, że dręczone są np. w kościele podczas Eucharystii. Boli je głowa, tarzają się po ziemi, swędzi ich skóra, tracą przytomność podczas podniesienia czy biją głową o podłogę. Na pytanie od jak dawna im się to zdarza, rodzice odpowiadają, od 1-2 roku życia. Gdy więc taki rodzic trafia do egzorcysty ze swoim dzieckiem, rozpoczyna się żmudny proces poszukiwania źródła opętania, które zazwyczaj upatrujemy w wydarzeniach przeszłości, dotyczących bezpośrednio rodziców dziecka, czy najbliższej rodziny. Samo przecież dziecko, nie może być winne temu stanowi, ale jest on konsekwencją grzechów w 90% jego rodziców. Rodzice bowiem mają nad dzieckiem wielką władzę duchową jakiej udziela im Bóg. Mają moc oddać dziecko Bogu, choćby przez sakrament chrztu, ale mają również moc oddać to dziecko złemu. To pierwsze potencjalne źródło opętania.

Drugim, na które chciałem zwrócić uwagę, to problem historii rodziny w szerszym znaczeniu. Otóż mogą istnieć pewne sytuacje, gdzie zło zostało zaproszone do jakiegoś rodu w minionych pokoleniach, poprzez pakty z szatanem i w momencie, gdy dziecko np. ogląda lub czyta satanistyczne treści jak choćby Harry Potter, otwiera się na przyjęcie tej spuścizny demonicznej.

Kiedyś przyszła do mnie kobieta ze swoim dzieckiem, które od pierwszego roku życia mówiło biegle po angielsku i włosku. W dodatku umiało modlić się na różańcu. Rzecz zupełnie niewytłumaczalna. Wpadało też w późniejszych latach w wielką agresję. Okazało się, że jest zniewolone. W odpowiedzi usłyszałem od zrozpaczonej kobiety: „Proszę księdza, to konsekwencja moich grzechów”.

Innym razem trafił do mnie kilkuletni chłopczyk, który został poczęty podczas rytualnego gwałtu w sekcie satanistycznej i oddany był złemu duchowi od poczęcia, przez członków sekty. Chłopczyk ten dzisiaj jest w bardzo ciężkim stanie.
Inny zaś, pochodzący z domu dziecka i adoptowany, dręczony jest napadami agresji, czy też wizjami postaci wychodzących z obrazów na ścianie. Przebadany przez psychiatrów na wszelkie możliwe sposoby. Nikt nie dopatrzył się choroby. Gdy teraz doszła wielka awersja do rzeczy świętych, wiemy już, że problem jest demoniczny. Nie znamy jednak historii tego chłopczyka i trudno wskazać na przyczyny.

Uwolnienie…

Podobnie jak to miało miejsce w tej historii z Ewangelii Marka, tak samo i dziś, mamy wielką trudność w uwalnianiu dzieci. Nie mają one bowiem świadomości problemu i nie mogą podjąć decyzji o walce duchowej. Do momentu bowiem choć minimalnej świadomości grzechu, nie uczestniczą one bezpośrednio w tych normalnych duchowych zmaganiach dnia codziennego. Jak więc im pomóc? Jedyną słuszną drogą jest ta wskazana przez Ewangelię.
Jezus mu odrzekł: “Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy”. Natychmiast ojciec chłopca zawołał: “Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” A Jezus widząc, że tłum się zbiega, rozkazał surowo duchowi nieczystemu: “Duchu niemy i głuchy, rozkazuję ci, wyjdź z niego i nie wchodź więcej w niego!” A on krzyknął i wyszedł wśród gwałtownych wstrząsów. Chłopiec zaś pozostawał jak martwy, tak że wielu mówiło: “On umarł”. Lecz Jezus ujął go za rękę i podniósł, a on wstał. Gdy przyszedł do domu, uczniowie Go pytali na osobności: Dlaczego my nie mogliśmy go wyrzucić?” Rzekł im: “Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem”.

Rodzice widząc problem muszą przyprowadzić dziecko do Jezusa, czyli oddać tę swoją pociechę Bogu w jakimś akcie zawierzenia. Następnie udać się do tych, którym Kościół udzielił władzy egzorcyzmowania, by rozeznali problem i podjęli modlitwę, jeśli będzie konieczna. Potrzeba też wielkiej wiary, cierpliwości i wytrwałości na drodze uwalniania dziecka, gdyż jak mówi nam Jezus, ten rodzaj duchów można wyrzucić tylko modlitwą i postem. Potrzeba więc zaangażowania wielu osób właśnie we wskazane praktyki duchowe, by modląc się i poszcząc w intencji dziecka, wspierali egzorcystę i rodziców w tej posłudze. Resztę „pytajników”, musimy ustawić w perspektywie Bożego Miłosierdzia i zgodzić się też z pewną tajemnicą wiary, której nasze oczy nie sięgają.

*********

Jeżeli ktoś z Was ma problem z dzieckiem, czy z dziećmi – nie załamujcie rąk! Zapiszcie się do Różańca rodziców, odmawiajcie codziennie dziesiątkę Różańca Św. a Maryja przyjdzie Wam z pomocą i pewnego dnia usłyszycie od dziecka: „mamo zapisz mnie na modlitwę uwolnienia. A może i na egzorcyzm”. I pojedziecie z dzieckiem do egzorcysty i on odmówi modlitwy z rytuału nad waszym dzieckiem, zwiąże co złe, odeśle pod stopy Jezusa i dziecko zacznie „nowe życie” z czysta kartą.
Tylko wierzcie i módlcie się. A Pan dokona reszty, uwierzcie mi 🙂

Ks. Michał Olszewski/ wobroniewiaryitradycji.wordpress.com