Orędzie fatimskie jako ostrzeżenie i naglące wezwanie Matki Bożej do nawrócenia nie jest jednorazowe. Jej apel musi być podejmowany z pokolenia na pokolenie, zgodnie z nowymi »znakami czasu« – mówił Jan Paweł II

„Wiemy dobrze, że Duch tchnie kędy chce (J 3,8). Wiemy też, że Kościół wymaga od wiernych zachowania ustawicznych praw. I jeśli często okazuje się ostrożnym i nieufnym względem możliwych złudzeń duchowych u tych, którzy przejawiają niezwykłe fenomeny, to jednak jest i chce być pełen uznania dla doznań nadprzyrodzonych, udzielanych niektórym duszom lub też względem faktów cudownych, które niekiedy Bóg raczy włączać niezwykle do biegu naturalnego zajść życiowych”.

papież Paweł VI Audiencja Generalna 29.11.1972.

„Orędzie fatimskie jako ostrzeżenie i naglące wezwanie Matki Bożej do nawrócenia nie jest jednorazowe. Jej apel musi być podejmowany z pokolenia na pokolenie. Zgodnie z nowymi »znakami czasu«.  „Trzeba nieustannie do niego powracać. Trzeba go podejmować wciąż na nowo”.– mówił Jan Paweł II.

Aktualne orędzie fatimskie

W obecnej sytuacji, w jakiej znajduje się Polska, orędzie fatimskie jest szczególnie aktualne. W sposób niezwykle dramatyczny, poprzez przekazanie trzyczęściowej tajemnicy oraz spektakularny cud słońca, Matka Boża przypomniała ewangeliczną prawdę. Mówi ona, że ludziom do szczęścia tak naprawdę potrzebny jest tylko Wszechmocny Bóg, który stworzył nas dla siebie i pragnie podzielić się z nami pełnią szczęścia.

Czytaj także: To działo się naprawdę! Gdy Jan Paweł II całował ziemię, złe duchy nie wytrzymywały!!! ZOBACZ!

My ze swej strony powinniśmy ze wszystkich sił dążyć do zjednoczenia z Nim, krocząc trudną i wąską drogą wiary. Trzyczęściowe orędzie Matki Bożej jest orędziem Ewangelii. Zostało przekazane dzieciom podczas objawienia 13.07.1917 r.

1. W pierwszej części Matka Boża ukazała dzieciom przerażającą wizję piekła. W ten sposób przypomniała prawdę Ewangelii, że odrzucając Boga, człowiek wybiera piekło. Wieczne piekło jest więc realną rzeczywistością, do której ludzie konsekwentnie dążą, jeżeli żyją tak, jakby Bóg nie istniał, i kierując się logiką egoizmu, odrzucają niezmienne normy moralne, traktują zło jako dobro, a dobro jako zło. Największym nieszczęściem, jakie może spotkać człowieka, jest więc wieczne potępienie. Z własnej winy można doprowadzić siebie do takiej zatwardziałości serca, że znienawidzi się Boga i w chwili śmierci świadomie wybierze piekło.
2. W drugiej części tajemnicy podany jest najskuteczniejszy sposób ratunku przed piekłem. Jest nim głęboka wiara, której możemy się najlepiej nauczyć przez poświęcenie się Niepokalanemu Sercu Maryi. Ona najpełniej z ludzi doświadczyła trudu serca związanego z ciemną nocą wiary. Wierzyła w sposób heroiczny. W sytuacjach po ludzku beznadziejnych wierzyła nadziei wbrew ludzkiej nadziei i dlatego jest najlepszą Nauczycielką oraz Przewodniczką na drodze wiary prowadzącej pod krzyż Jej Syna, naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Oddając się całkowicie do dyspozycji Maryi, będziemy uczyć się wierzyć i zawsze Bogu ufać. Ma to się wyrazić: 1. – w odwróceniu się od grzechu; 2. – w codziennej modlitwie (szczególnie jest polecany różaniec i lektura Pisma św.); 3. – w comiesięcznej spowiedzi i jak najczęstszym przyjmowaniu Jezusa w Eucharystii.
3. Trzecia część tajemnicy mówi o historycznych konsekwencjach kryzysu wiary i moralności, a więc o tym, jakie mogą być skutki odrzucenia fatimskiego orędzia. Ponieważ wezwanie do pokuty i nawrócenia zawarte w orędziu nie zostało przyjęte tak, jak być powinno, wobec tego jesteśmy świadkami, że to proroctwo w dużej mierze się spełniło. Siostra Łucja, jedyny żyjący świadek objawień, tak pisała w liście do Ojca Świętego: „A chociaż nie oglądamy jeszcze całkowitego wypełnienia się ostatniej części tego proroctwa, widzimy, że stopniowo zbliżamy się do niego wielkimi krokami. Nastąpi ono, jeżeli nie zawrócimy z drogi grzechu, nienawiści, zemsty, niesprawiedliwości, łamania praw człowieka, niemoralności, przemocy itd. I nie mówmy, że to Bóg tak nas karze; przeciwnie, to ludzie sami ściągają na siebie karę. Bóg przestrzega nas cierpliwie i wzywa do powrotu na dobrą drogę, szanując wolność, jaką nam podarował; dlatego to ludzie ponoszą odpowiedzialność”.
Kochający Bóg przygotował nam wspaniałą przyszłość, jednak gdy odrzucamy życie z Nim, czekają nas przerażające konsekwencje tego wyboru: wojny, nienawiść, zniszczenie, cierpienie i śmierć.
Opublikowany tekst trzeciej tajemnicy fatimskiej ma charakter proroczej wizji. Kardynał Ratzinger wyjaśnia: „Anioł z ognistym mieczem stojący po lewej stronie Matki Bożej przypomina podobne obrazy z Apokalipsy. Przedstawia groźbę sądu, wiszącą nad światem. Myśl, że świat może spłonąć w morzu ognia, nie jawi się już bynajmniej jako wytwór fantazji: człowiek sam przez swe wynalazki zgotował na siebie ognisty miecz”. Tej niszczącej sile zła może się przeciwstawić tylko Matka Boża z ludźmi, którzy przyjmują jej wezwanie do pokuty i nawrócenia.
Prorocza wizja trzeciej tajemnicy fatimskiej w symboliczny sposób mówi o wielkich prześladowaniach, cierpieniach i męczeństwie wielu wyznawców Chrystusa, wśród których są również kapłani, biskupi oraz papieże dwudziestego wieku. Wielkie zniszczenia i prześladowania są spowodowane przez ludzi zniewolonych przez ateistyczne ideologie walczące z Bogiem, a w sposób szczególny przez komunizm. Miejsce tych dramatycznych wydarzeń przedstawione jest w symbolicznym obrazie. Papież, biskupi, kapłani, zakonnicy, zakonnice wchodzą na stromą górę, na której szczycie jest wielki krzyż. „Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł, modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni biskupi, kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji (…)”.
W tej prorockiej wizji w sposób syntetyczny został ukazany obraz wielkich zniszczeń, cierpienia, prześladowań, męczeństwa chrześcijan oraz wojen, które miały lub mają nastąpić jako skutek odrzucenia przez ludzi ewangelicznego wezwania do nawrócenia i wiary w Ewangelię, które zostało zawarte w fatimskim orędziu.
Z perspektywy 83 lat od objawień fatimskich możemy stwierdzić, że w widzeniu opisanym w trzeciej części tajemnicy dają się rozpoznać dramatyczne wydarzenia kończącego się stulecia. W minionym XX wieku, na skutek wielkiego kryzysu wiary, doszli do władzy ateiści zarówno w wydaniu komunistycznym, jak i faszystowskim oraz masońskim. Ateizm ten doprowadził do największych zbrodni ludobójstwa w historii ludzkości, moralnej degeneracji społeczeństw, do upadku kultury, straszliwego zniewolenia przez podeptanie podstawowych praw osoby ludzkiej. Więcej chrześcijan zginęło w XX wieku z powodu nienawiści do ich wiary aniżeli w ciągu pierwszych XIX wieków od narodzenia Chrystusa. W tym czasie Kościół przeszedł prawdziwą Drogę Krzyżową. Kardynał Ratzinger wyjaśnia, że „w drodze krzyżowej minionego stulecia postać Papieża odgrywa szczególną rolę. W obrazie uciążliwego wchodzenia na szczyt góry można z pewnością dostrzec jednocześnie odwołanie do różnych papieży, którzy poczynając od Piusa X aż do obecnego Papieża mieli udział w cierpieniach swojego stulecia i starali się iść przez nie drogą wiodącą ku krzyżowi. W wizji również Papież zostaje zabity na drodze męczenników. Czyż Ojciec Święty, kiedy po zamachu z 13 maja 1981 r. polecił przynieść sobie tekst trzeciej tajemnicy, mógł nie rozpoznać w nim własnego przeznaczenia? Tamtego dnia znalazł się bardzo blisko granicy śmierci i sam tak wyjaśniał potem swoje ocalenie: »macierzyńska dłoń kierowała biegiem kuli i Papież (…) w agonii (…) zatrzymał się na progu śmierci« (13 maja 1994 r.). Fakt, iż »macierzyńska dłoń« zmieniła bieg śmiercionośnego pocisku, jest tylko jeszcze jednym dowodem na to, że nie istnieje nieodwołalne przeznaczenie, że wiara i modlitwa to potężne siły, które mogą oddziaływać na historię, i że ostatecznie modlitwa okazuje się potężniejsza od pocisków, a wiara od dywizji”.
Trzecia część tajemnicy fatimskiej jest dramatycznym ostrzeżeniem przed ateizmem, ponieważ największym zagrożeniem dla ludzkości jest odrzucenie Boga i Jego praw, zarówno przez ateizm w wydaniu komunistycznym czy propagowanym przez New Age, jak i przez ateizm ukryty w tej najbardziej rozpowszechnionej mentalności życia takiego, jakby Bóg nie istniał. Jest to niezwykle poważne ostrzeżenie dla Polaków w obecnym momencie dziejów naszego narodu.
Orędzie fatimskie w swojej drugiej części mówi, że niektóre narody mogą zginąć. To ostrzeżenie brzmi poważnie i wzywa do nawrócenia, ponieważ zaniedbanie modlitwy, lekceważenie sakramentów, życie takie, jakby Boga nie było, praktyczny materializm i upadek moralności – wszystko to prowadzi do otwartego odrzucenia Boga oraz do degeneracji moralnej i biologicznej całego narodu. Wielu Polaków nie chce słuchać głosu sumienia, głosu zdrowego rozsądku i tego, co Chrystus mówi poprzez Ewangelię i nauczanie Kościoła. Wielu dało się uwieść propagandzie lewicowych i liberalnych środków masowego przekazu, które sączą szatański jad ateizmu, promując demoralizację i kulturę śmierci.
Czy katolicy w Polsce ulegną tej demagogicznej propagandzie i dobrowolnie będą głosować w wyborach prezydenckich i parlamentarnych na ateistów, którzy są za legalizacją aborcji i pornografii, co jest znakiem, że z wrogością odnoszą się do Chrystusa, Kościoła i Jego nauki? Czy polscy katolicy przyjmą ostrzeżenie zawarte w trzeciej tajemnicy fatimskiej, że największym zagrożeniem dla nas wszystkich jest ateizm?
Najnowsza historia uczy nas, że chrześcijanie w Niemczech nie usłuchali fatimskiego orędzia. Zaślepieni pięknymi obietnicami ateisty Hitlera i jego partii w sposób demokratyczny oddali mu władzę. Głosowało na niego 80% Niemców. Nie wolno zapominać, że głosujący na niego ponoszą moralną odpowiedzialność za ten wybór i jego zbrodnicze konsekwencje.
Podczas wyborów trzeba pamiętać, że głosując na polityków należących do partii o antychrześcijańskim programie, który na przykład pragnie zalegalizować mordowanie nie narodzonych czy pornografię, głosuje się przeciwko Chrystusowi i bierze się współodpowiedzialność za zbrodnicze skutki tego rodzaju ustaw oraz rządów ludzi walczących z Bogiem. Nie łudźmy się, nigdy nie osiągniemy szczęścia, ani nawet zwyczajnej stabilizacji gospodarczej, jeżeli będziemy łamali prawo Boże. Jeżeli polscy katolicy nie przyjmą orędzia fatimskiego, nie będą podejmować trudu ciągłego nawrócenia i w wyborach demokratycznie oddadzą władzę w ręce ateistów, to wtedy przyszłość naszej Ojczyzny rysuje się w bardzo czarnych kolorach. Ojciec Święty ostrzega nas: „Nie zapominajmy, że dzieje przyniosły nam straszliwą lekcję, bolesną lekcję wolności nadużytej do obłędu! Nadużytej do obłędu! Czymże była – w kontekście Konstytucji 3 maja – targowica? Ale potem zaczął się na nowo proces pozyskiwania wolności za wielką cenę. Tę cenę w wysokiej mierze zapłaciło pokolenie II wojny światowej. Dlatego też pozwólcie mi być dobrej myśli i pomóżcie papieżowi, żeby się nie musiał martwić” (7 czerwca 1991).
Nie można zapominać, że wypełnienie proroctwa fatimskiego nie jest czymś nieuniknionym. To nie jest tak, że przyszłości nie da się już zmienić. Wszystko zależy od postawy ludzi, od ich wolnego wyboru. Jeżeli usłuchamy wezwania do nawrócenia, to wtedy zapowiedziane nieszczęścia nie nastąpią. Jeżeli nie usłuchamy, to będziemy musieli konsumować konsekwencje naszych grzesznych wyborów. Boża sprawiedliwość wyraża się w tym, że największą karą za grzechy są same konsekwencje grzechów. Prorocza wizja trzeciej tajemnicy fatimskiej ostrzega i przypomina, że przyszłość ludzkości oraz Polski uzależniona jest od wolnego wyboru ludzi, od ich opowiedzenia się za Bogiem lub przeciwko Niemu. Ta wielka fatimska przestroga z wezwaniem do pokuty i nawrócenia ma zmobilizować naszą wolę i siły do konsekwentnego kroczenia drogą wiary, do pokuty i wytrwałej modlitwy. Tylko w ten sposób można zapobiec wojnom, przelewowi krwi, degradacji moralnej i biologicznej naszego narodu, nienawiści oraz uchronić siebie i innych od wiecznego potępienia.
Ojciec Święty powiedział w Fatimie, że najistotniejszą treścią orędzia fatimskiego jest wezwanie, aby „modlić się, modlić się i jeszcze raz modlić się”(13 maja 1982 r.). W ten sposób Papież przypomniał, że człowiek oraz naród, który się modli, jest zjednoczony z Bogiem, a więc ma największy skarb i nie ma podstaw do lęku przed przyszłością.
Fatimskie wezwanie do nawrócenia jest skierowane do mnie i do ciebie – jest to wezwanie do pójścia drogą wiary do pełni szczęścia. Potrzebna jest tylko zgoda i decyzja pójścia za Chrystusem. „I dał mi Pan poznać – pisze święta s. Faustyna – że cała tajemnica ode mnie zależy, od mojego dobrowolnego zgodzenia się… z całą świadomością umysłu… Czuję, że Bóg czeka na moje słowo, na moją zgodę. I rzekłam: czyń ze mną, co Ci się podoba, poddaję się woli Twojej”.
ks. Mieczysław Piotrowski TChr/milujciesie.org.pl

Szkorbut to choroba, której przyczyną jest niedobór witaminy C. Kojarzono ją jako dolegliwość występującą u marynarzy, którzy podczas dalekich rejsów nie mieli dostępu do świeżej i zdrowej żywności. Wydawałoby się, że problem już dawno został zażegnany. Tymczasem w XXI w. szkorbut wraca.

 

Najbardziej charakterystyczne objawy szkorbutu to gnicie dziąseł, wypadanie zębów, pojawiające się na ciele wrzody. Oprócz tego zauważyć można wypadanie włosów, skrajne osłabienie, bóle mięśni i stawów, stany depresyjne. Wyniszczenie organizmu może prowadzić do śmierci, jeśli w porę nie zostanie wdrożone leczenie.

 

Od kilku lat odnotowuje się przypadki zachorowań m.in. na terenie Stanów Zjednoczonych i w Australii. Choć wydawałoby się, że w tak bogatych krajach nie powinny się zdarzać podobne historie, zdiagnozowano już kilkadziesiąt osób borykających się z tą dolegliwością.

Jak donosi portal Science Alert, doktor Eric Churchill ze Springfield w stanie Massachusetts przywołuje około 30 przypadków szkorbutu na przestrzeni ostatnich 6 lat.

 

Badacze z Baystate High Street Health Centre wraz z doktorem Churchillem przystąpili do analizy przypadków zachorowań na szkorbut. Starali się zweryfikować, jakie czynniki mogą doprowadzić do tak skrajnych niedoborów witamin.

 

ksji/porta.abczdrowie.pl

 

James Patrick Caviezel, znany aktor którego świat pokochał po filmie „Pasja” Mela Gibsona dał mocne przesłanie do świata. WARTO POSŁUCHAĆ :

 

 

Jim, a właściwie James Patrick Caviezel, przyszedł na świat 26 września 1968 r. jako syn kręgarza Jamesa (pół Słowaka, pół Szwajcara) i amerykańskiej Irlandki Maggie. Ma widoczne korzenie europejskie, pomimo, że urodził się w Mount Vermount w stanie Waszyngton. Dorastał jednak w innym mieście, choć w tym samym stanie USA – Convay. Wychowywał się wraz z czworgiem rodzeństwa: trzema siostrami – Anne, Amy i Erin oraz bratem Timothym, z którym namiętnie trenował koszykówkę. W tamtym okresie miał dwa główne zainteresowania: sport i religię.

Jego wielkim marzeniem zawsze była gra w NBA i z tym wiązał swoją przyszłość. Trzeba przyznać, że miał ku temu predyspozycje, gdyż często mówiono o nim, że jest bardzo energicznym dzieciakiem – do tego jego 1,88 m wzrostu było tylko kolejnym atutem. Konsekwentnie realizował swoje plany, aby marzenia stały się rzeczywistością, grając kolejno w szkolnych drużynach. Najpierw w katolickiej podstawówce, gdzie rozpoczynał edukację, a następnie w O’Dea High School w Seattle i Bellevue Community College oraz na University of Washington. Niestety ten piękny okres w jego życiu przekreśliła kontuzja stopy, której nabawił się podczas intensywnych treningów. Dopiero wtedy, młody jeszcze Jim pomyślał o aktorstwie, do którego miał predyspozycje już od urodzenia.

Za dzieciaka można było dostrzec u niego zdolności mimiczne, a także potrafił świetnie naśladować gwiazdy ekranów i estrady. Co ciekawe, początki jego amatorskiej kariery sięgają katolickiej podstawówki, gdzie Jim występował w szkolnych spektaklach. Najbardziej zaś przekonująco wypadł w roli Szymona, w przedstawieniu wigilijnym. Nie trudno zauważyć, że katolickie wychowanie połączyło się z pasją, którą odkrył w sobie, po tragedii, jaką było dla niego przerwanie kariery sportowej.

W 1990 roku wyjechał do Los Angeles i przekonał asystentów Gusa Van Santa, że jest świeżo upieczonym emigrantem z Włoch i otrzymał swoją pierwszą profesjonalną rolę w dramacie „Moje własne Idaho”. Co prawda, był to zaledwie dziesięciosekundowy epizod i dwa zdania do wygłoszenia, ale to zawsze jakiś początek, zważając na to jak ładnie udało mu się kłamstwo. Potem przez dwa miesiące bezskutecznie próbował dostać jakąkolwiek rolę, aż wreszcie zaczął dorabiać jako kelner na hollywododzkich przyjęciach. Dopiero po trzech miesiącach udało mu się dostać kolejny angaż. Tym razem, był to dramat sportowy – „Pojedynek Oszustów„. Krótko po tej roli pojawił się w Cudownych latach, bardzo znanym i lubianym serialu w tamtym okresie. W 1993 roku bez trudu otrzymał stypendium prestiżowej uczelni Juilliard School, z którego, o dziwo zrezygnował, na rzecz występu w „Wyatt Earp„. Wystąpił tam u boku samego Kevina Costenera, grając najmłodszego z braci Earpów. W tym momencie zarazem zaczęły się dla Jima jednocześnie problemy i radości.

Rok przed rolą we wcześniej wspomnianym biograficznym westernie poznał swoją przyszłą żonę, Kerri. Ciekawostką jest to, że była to randka w ciemno, którą zorganizowały siostry aktora. Jak się później okazało, był to strzał w dziesiątkę, bo od 1997 roku są małżeństwem. Mają syna Bo, dziewczynkę o imieniu Lele z regionu Ghangzhou oraz chłopca – Davida, który jest chory na raka. Wszystkich ich adoptowali. Jak się okazuje połączyła ich nie tylko miłość, ale praktycznie identyczne zainteresowania, bowiem Kerri również była miłośniczką koszówki, uprawiając ją na poziomie profesjonalnym. Co więcej, nawet swego czasu była gwiazdą. Jednak to jej wykształcenie zawodowe, a jest nauczycielką angielskiego, pomogło Caviezelowi, w pokonaniu trudności w pracy. Mowa tu o problemach z koncentracją uwagi i zapamiętywania tekstu, które zaczął mieć, na krótko po występie w „Wyatt Earp„. Lekarze rozpoznali u niego dysleksję, która była wynikiem kontuzji z młodości. Uraz odniósł podczas jednego z meczy w szkole, podczas którego, oberwał piłką w głowę i stracił przytomność na 45 minut. Dysleksja w dużej mierze utrudniła mu karierę aktorską, ale dzięki żonie i konsekwencji Jim się nie poddał i przezwyciężył ten problem.

Dzięki temu mógł kontynuować karierę. Przez następne lata występował w takich produkcjach jak: „Twierdza„, „Małpa na boisku„, „G.I. Jane„. W ostatniej z wymienionych wystąpił u boku Demi Moore. Jednak dopiero rola szeregowca Witta, w sensacyjnym dramacie wojennym „Cienka czerwona linia„, w którym wystąpił w 1998 roku, była dla Jima przełomowa.

To napędziło jego karierę. Caviezel to nie jest jednak zwykły aktor. Wychował się w rodzinie katolickiej i widać to praktycznie na każdym kroku. Żyje tymi zasadami na co dzień, dlatego zdarzają się sytuacje, że zdecydowanie i asertywnie odmawia grania w reklamach, jak i scenach erotycznych. Podczas kręcenia melodramatu „Oczy anioła” poprosił Jennifer Lopez o zakrycie piersi. Sytuacja ta się powtórzyła przy thrillerze „Bez przedawnień„, kiedy taką samą prośbę wystosował, w kierunku Ashley Judd. Jest to godne podziwu – nie każda gwiazda przecież popiera swoje słowa czynami. W tym aspekcie Jim Caviezel niewątpliwie zasługuje na pochwałę. Jest wzorcem nie tylko w życiu zawodowym, ale i prywatnym. Te cechy zaprowadziły go do roli życia, z którą, jak się później okazało miał mnóstwo przygód i to niekoniecznie dobrych.

W 2004 roku wystąpił w „Pasji” w reżyserii Mela Gibsona. Film opowiadał o ostatnich godzinach Jezusa, a główną rolę odtwarzał właśnie Caviezel. Z biegu czasu, trudno nie przyznać, że lepszego wyboru głónego aktora, po prostu nie dało się podjąć. Występowało wiele podobieństw między Jimem, a postacią przez niego odtwarzaną. Po pierwsze Caviezel, jest głęboko wierzący, więc podszedł do tej roli bardzo profesjonalnie i stworzył niesamowitą kreację bohatera – wierną, realistyczną, taką, która zrobiła wrażenie na samym Papieżu, Janie Pawle II. Innym niewątpliwie ciekawym faktem jest to, że w momencie zdjęć miał 33 lata. Jest to wiek, w którym umarł Jezus Chrystus. Trudno oprzeć się tym podobieństwom. Jednak najciekawsze wydarzenia działy się na planie produkcji. Jim przyciągał wręcz wszelkie możliwe katastrofy. Podczas sceny biczowania przez przypadek nabawił się 13 calowej rany na plecach. To było zaledwie preludium do prawdziwych wrażeń, jakich musiał doświadczyć. Podczas ukrzyżowania został porażony piorunem, co zdarzyło się już po raz drugi na planie filmu. Wcześniej tej wątpliwej przyjemności, doświadczył asystent reżysera – Jan Michelini. Jakby tego było mało, podczas zdjęć zwichnął sobie jeszcze bark. Ale te wszystkie cierpienia chyba był warte, gdyż dzięki tej roli że znalazł się w oku kinematograficznego cyklonu oraz otrzymał nagrodę Grace – MovieGuide w Los Angeles jako najlepszy inspirujący aktor kinowy. Był także nominowany do filmowej nagrody MTV. Sam obraz natomiast odniósł niebywały sukces nie tylko kasowy, ale i zyskał uznanie krytyków jak i całego świata chrześcijańskiego, pomimo że wzbudził wiele kontrowersji. Aktor zdobył dzięki niemu sławę i uznanie, a to chyba największy zaszczyt, jakiego można doznać w tym zawodzie.

Kolejne lata były już znacznie łatwiejsze dla Caviezela. Nie martwił się o angaż, a wręcz mógł wybierać. Z ciekawszych pozycji, wystąpił w „Hrabim Monte Christo„, gdzie zagrał Edmonta Dantesa oraz serialu The Prisoner, który był jednocześnie jego powrotem na mały ekran. Od 2011 roku występuje w hicie stacji CBS pt. Person of Interest, wcielając się w byłego żołnierza Johna Reese’a, który współpracuje z niejakim panem Finchem. W tego drugiego, wciela się sam Michael Emerson, znany z Zagubionych. To już kolejny znamienity aktor, u boku którego ma okazję grać Cavaziel. Co jednak ciekawe, tym razem wciela się postać również dobrą, ale która posługuje się nieco bardziej zdecydowanymi metodami w osiągnięciu celów. To nie zmienia jednak faktu, ze w niej, także świetnie wypada, niezależnie od tego jaką rolę przychodzi mu zagrać. Świadczy to tylko o klasie aktora. A pomyśleć, że zaczynał o występów w szkółce katolickiej.

 

 

Papież Senior ostrzega: dzisiejsza etyka sprowadza się jedynie do pragmatyzmu, zaś mnożenie praw człowieka prowadzi w końcu do ich rzeczywistego zanegowania.

W swoim tekście zaznacza:

„Idea praw człowieka zachowuje swoją niewzruszoną moc tylko wtedy, kiedy opiera się na wierze w Boga Stworzyciela. Liberalizm, który wyklucza Boga, traci swe podstawy”.

 

Wspomniany tekst nosi tytuł „Jeśli Boga nie ma, prawa człowieka upadają’’. To refleksja nad książką Marcellego Pery, włoskiego filozofa, o Kościele oraz prawach człowieka. Papież Senior napisał go półtora roku po ustąpieniu z urzędu. Oficjalnie ukaże się on w przyszły piątek w wyborze tekstów Benedykta XVI dotyczących wiary oraz polityki. Już dziś publikują go włoskie media.

Benedykt XVI podkreśla w tekście, że to dzięki papieżowi Polakowi temat praw człowieka nabrał istotnego znaczenia w nauczaniu Kościoła katolickiego. Papież Senior podkreśla, że św. Jan Paweł II bardziej niż refleksją kierował się doświadczeniami wyniesionymi z konfrontacji z państwem, które oparte było na ideologii marksistowskiej.

 

Benedykt wskazuje na ograniczenia etyki czysto racjonalnej, która abstrahuje od wizji człowieka, który stworzony został na obraz Boga oraz cieszącego się Jego specjalną ochroną, dzięki czemu jest on podmiotem praw.

Jak pisze na łamach Vatican News Krzysztof Bronk:

„Papież Senior przestrzega też przed ignorowaniem grzechu pierworodnego, co prowadzi do naiwnego zaufania rozumowi, które nie dostrzega faktycznej złożoności racjonalnego poznania w sferze etycznej. Podkreśla, że bez Boga Stworzyciela etyka sprowadza się do pragmatyzmu. Odwołuje się tu do analiz przeprowadzonych przez samego Perę, które pokazują, co się dzieje z prawami człowieka, kiedy zostaną one odcięte od idei Boga”.

 

Papież Senior:

„Aborcja, samobójstwo, produkcja człowieka stają się prawami człowieka, a zarazem je negują”.

jsk/vaticannews.va

Oto przepowiednie, które zapowiadały zdarzenia, które wydarzyły się niewiele później.