Premier Mateusz Morawiecki ofiarował rodzinie sześcioraczków z Krakowa wyjątkowy prezent. 

W czwartek rano premier Matusz Morawiecki złożył wizytę rodzinie pierwszych sześcioraczków, które urodziły się  w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie. Szef polskiego rządu miał dla nich niezwykły upominek – kluczyki do dziewięcioosobowego Volkswagena Transportera.

Samochód został zakupiony ze środków  Fundacji PKO BP i Fundacji PFR.

Dzieci – dwóch chłopców i cztery dziewczynki – przyszły na świat przez cesarskie cięcie w 29. tygodniu ciąży ich mamy. Ich narodziny to przypadek jeden na 4,7 mld ciąż. Według informacji przekazanych przez lekarzy, dzieci pozostaną w szpitalu przez najbliższe 2-3 miesiące.

Przy porodzie asystowało ok. 40 osób z Oddziału Klinicznego Położnictwa i Perinatologii oraz Oddziału Klinicznego Neonatologii. (…) Oddział Kliniczny Neonatologii jako pierwszy w Polsce zastosował i ustalił zasady postępowania dotyczące wsparcia oddechowego od pierwszej minuty życia, obecnie jest wiodącym w kraju ośrodkiem w zakresie stosowania nieinwazyjnej.

– czytamy na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Fot. Premier Mateusz Morawiecki z rodziną sześcioraczków / KPRM

Źródła: premier.gov.pl / telewizjarepublika.pl

Matka oddała swoje dziecko, nadal pobierając świadczenie 500 PLUS!

Jak wielka może być chciwość ludzi pokazuje ta historia.

30-letnia matka, mieszkanka Będzina, w listopadzie oddała swoje 3-letnie dziecko parze Bułgarów, która zabrała je do Warny. Przez cały ten czas ukrywała ten fakt i pobierała świadczenie socjalne na dziecko.

Wszystko wyszło na jaw dlatego, że… <<<CZYTAJ DALEJ>>>

„Mój ojciec ma raka. Nie ma dla niego ratunku. Zamiast sesji narzeczeńskiej, chcę zrobić zdjęcia z moim ojcem. Z dnia a dzień jest coraz słabszy, musimy się śpieszyć” – maila o takiej treści otrzymała fotografka ślubna Bonnie Turner od jednej ze swoich klientek.

Nadawcą wiadomości była Becky Carey, która od kilku miesięcy umawiała się z Turner na sesję. Wraz ze swoim narzeczonym Mattem wpłacili zaliczkę, ale odkładali termin, ponieważ ulewne deszcze ciągle psuły im szyki.

Czytaj także: Zamordował miliony niewinnych ludzi. Do DZIŚ ma swój pomnik w BRUKSELI!

Kiedy we wrześniu Bonnie znów otrzymała maila od Becky, była przekonana, że ta po raz kolejny zamierza przełożyć termin. Wiadomość, którą przeczytała, całkowicie ją jednak zaskoczyła. Becky pisała:

Mój tata walczy z rakiem prostaty i nie ma już dla niego ratunku. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że w tym tygodniu trafi do hospicjum. Chcielibyśmy przeznaczyć zaliczkę, jaką wpłacił Matt, na rodzinną sesję zdjęciową. Swoimi zdjęciami będziemy się martwić później, to jest bardziej nagląca potrzeba. Nie mieliśmy profesjonalnej, rodzinnej sesji zdjęciowej odkąd ja i mój brat byliśmy mali, więc to dużo dla nas znaczy.

Ponieważ stan ojca Becky się pogarszał, zależało jej na czasie. Klientka przekonywała, że „tata z dnia na dzień jest coraz słabszy” i chciałaby mieć wyjątkową pamiątkę po nim. Tutner spełniła jej prośbę. Zdjęcia z sesji można zobaczyć poniżej:

Fot. Screen Facebook

Na początku marca cała Polska żyła porwaniem 3-letniej Amelki i jej matki. Teraz na światło dzienne wychodzi kolejna sprawa z tego rodzaju.

 

Gdy rodzice nie mogą się porozumieć, cierpią dzieci. Tak było w przypadku Amelki i tak jest w przypadku 7-letniego syna pana Thiel. Dzieci stają się kartą przetargową i przedmiotem walki rodziców.

 

Pan Thiel od 6 lat próbuje się rozwieść z żoną. W tym czasie dzieci mieszkają z matką i jej nowym partnerem.

Gdy ojciec zauważa u synka niepokojące sygnały, montuje podsłuch w jego telefonie.

 

To, co zostało nagrane, jest szokujące. Matka – kobieta wykształcona, neurologopeda pracująca z niepełnosprawnymi dziećmi – wulgarnie wyzywa syna i wyrzeka się go.

 

„Ty jesteś ku…wa pierdolony! Rozszarpię cię, rozumiesz?!”

 

Dlaczego? Dlatego, że chłopiec napisał: Tata, kocham Cię.

Matka wypowiada takie słowa, jakich nigdy nie powinna wypowiedzieć, a już szczególnie do dziecka.

 

fot. tvp.info
fot. tvp.info

 

W trakcie jednej z przepychanek, partner kobiety wybił szybę w aucie męża, a siedzący w środku chłopiec został zraniony.

 

Sprawa pana Thiel została zaprezentowana w programie Alarm w TVP. Na nagraniu widzimy wykształconych, dobrze sytuowanych ludzi, mieszkających w pięknych mieszkaniach. A w środku… piekło.

Jak widać, konflikty rodzicielskie stają się problemem społecznym, ponieważ takich spraw jest coraz więcej. Każda ze stron ma swoją „rację”. Dorośli walczą, a dzieci cierpią. Gdzie jest rozwiązanie?

 

Cały program dot. tej sprawy można zobaczyć na stronie TVP INFO

 

fot. tvp.info

 

Rząd planuje zmiany w ustawie o przemocy w rodzinie. Jednorazowe pobicie nie będzie już przemocą domową, a „Niebieska Karta” będzie zakładana tylko za zgodą ofiary.

Na stronach Rządowego Centrum Legislacji 31 grudnia pojawił się projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, którego wnioskodawcą jest minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska. W  dokumencie sformułowania „przemoc w rodzinie” zostałaby zastąpiona hasłem „przemoc domowa”.

Zmiana definicji przemocy polegałaby na tym, że osoba, która doznałaby nawet dotkliwego, ale jednorazowego pobicia, nie byłaby już uważana za osobę doznającą przemocy domowej. Jeśli chodzi zaś o „Niebieską Kartę”, obecnie nie jest wymagana zgoda ofiary do jej założenia.

Jeśli chodzi zaś o „Niebieską Kartę”, obecnie nie jest wymagana zgoda ofiary do jej założenia. Przy nowym brzmieniu ustawy część ofiar przemocy ze strachu przed oprawcami mogłaby wycofywać oskarżenia.

„Niebieska Karta” to specjalna procedura opracowana przez Komendę Główną Policji i Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Dokument jest wypełniany podczas interwencji ws. przemocy domowej i może być dowodem, jeśli ofiara złoży doniesienie o popełnieniu przestępstwa. Po założeniu „Niebieskiej Karty” policja odwiedza dom, w którym doszło do przemocy przynajmniej raz w miesiącu. Informacji zawartych w „Niebieskiej Karcie” nie można wycofać ani zmienić, nawet na wniosek ofiary. Wynika to m.in. z obawy, że zmiany byłyby dokonywane przez ofiary w wyniku zastraszenia przez swoich oprawców.

Źródło: Gazeta.pl

Fot. Pixabay

ZOBACZ TEŻ: https://malydziennik.pl/w-obronie-ksiedza-pedofila-rodzina-podejmuje-zaskakujacy-krok/

Ojciec i syn przez 8 lat prowadzili nietypowy, rodzinny biznes. To się nie spodobało policji.

Nie przeszkodziła im odległość. Jeden mieszkał w Wielkopolsce, drugi na Mazowszu. Kilometry nie grały roli bo byli świetnie zorganizowani.

W Warszawie zatrzymano syna, 31 letniego Bartosza Z. Miał w mieszkaniu ponad kilogram marihuany co stanowi około 1000 porcji. Wszystko było zapakowane profesjonalnie, w próżniowych paczkach. Syn rozprowadzał towar wśród klientów.

W Wielkopolsce policja zatrzymała ojca, 52 letniego Witolda Z. Zajmował się w pełni zautomatyzowaną hodowlą 80 drzewek marihuany. Znaleziono też 7 kg suszu.

Przez 8 lat wspólnego biznesu tata i syn wprowadzili do obiegu około 30 kg marihuany czyli około 30 tysięcy porcji handlowych.

Na wniosek policji wspólnicy zostali zatrzymani. Grozi im po 12 lat więzienia.

Źródło: Gazeta.pl

Fot.Pixabay

Zobacz też: https://malydziennik.pl/policja-ujawnia-to-miala-byc-marihuana-z-turbodoladowaniem/

Zanim zostałem egzorcystą, wiele razy zastanawiałem się czy to możliwe, że małe niewinne dzieci mogą być opętane przez złego ducha. Czytałem o tym u o. Amortha, czy innych egzorcystów. Nie mieściło mi się to jednak w głowie i zepchnąłem te moje pytajniki w niepamięć…

Problem wrócił do mnie, gdy już jako przeznaczony do posługi uwalniania ksiądz, spotkałem osobiście małe dziecko, przez które mówił do mnie szatan. Przekonałem się, że rzeczywiście jest to możliwe. Zacząłem więc na nowo poszukiwać odpowiedzi na to pytanie sprzed lat, ale nieco pod innym kątem. Pytałem Boga, jak to się dzieje… Pragnę jeszcze zaznaczyć, że wszystko co zostanie napisane poniżej, jest poruszaniem się w sferze wielkiej tajemnicy i wynikać będzie z mojego osobistego doświadczenia, które może być subiektywne. – zdecydujcie czy to zdanie ma iść!

Opętanie z definicji…

Wyjdźmy więc w ogóle od tego, czym jest samo opętanie? Jak naucza nas Kościół Katolicki i doświadczenie wielu wieków w walce ze złym duchem, opętanie może dotyczyć osób, miejsc lub rzeczy. Problem opętania wiąże się z napaścią jakiej dokonuje szatan, byt osobowy, przeciwko człowiekowi, którego nienawidzi. Odróżniamy je od nawiedzenia diabelskiego, opresji zewnętrznych czy wewnętrznych, którymi szatan nęka ludzi, jakby od zewnątrz. Opętanie zaś jest stanem, w którym zły duch wchodzi w ciało człowieka i w nim przebywa. Podobnie jest z rzeczami czy miejscami. Pamiętam jak kiedyś paliłem szamańskie maski, przywiezione przez naszych misjonarzy z Afryki. Wrzuciłem wysuszone na pieprz drewno do wielkiego ogniska. Maski przez 40 minut nawet się nie osmoliły. Ogień otaczał te przedmioty, ale ich nie niszczył. Spłonęły dopiero, gdy zalałem je wodą święconą! Zupełne zaprzeczenie, woda pomogła, by drewno spłonęło.
O ile jednak „zainfekowaną” rzecz możemy spalić lub zniszczyć, tak z człowiekiem, który cierpi z powodu opętania, nie uczynimy tego, co ze wspomnianymi maskami, ale musimy mu towarzyszyć poprzez sprawowanie egzorcyzmów, by złego ducha strącić do piekła. Warunkiem jednak jest nawrócenie i pragnienie ze strony osoby opętanej zarówno modlitwy jak i wolności. Schody więc zaczynają się w momencie, gdy osoba nie jest zdecydowana na rozstanie z szatanem, albo właśnie w przypadku dzieci, które nie mają świadomości co się z nimi dzieje.

Dziecko opętane…

Jak się jednak okazuje, problem jest bardzo stary. Otóż już w Ewangelii mamy historię opętania młodzieńca, który miał ducha niemego (Mk 9, 14-29).

Odpowiedział Mu jeden z tłumu: „Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten, gdziekolwiek go chwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje. Powiedziałem Twoim uczniom, żeby go wyrzucili, ale nie mogli”. On zaś rzekł do nich: „O plemię niewierne, dopóki mam być z wami? Dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie go do Mnie!” I przywiedli go do Niego. Na widok Jezusa duch zaraz począł szarpać chłopca, tak że upadł na ziemię i tarzał się z pianą na ustach. Jezus zapytał ojca: „Od jak dawna to mu się zdarza?” Ten zaś odrzekł: „Od dzieciństwa. I często wrzucał go nawet w ogień i w wodę, żeby go zgubić. Lecz jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam!”.
W tej historii widzimy bardzo jasno kilka spraw, które dotyczą zniewoleń u dzieci. Można by na podstawie tego fragmentu podać kilka stycznych punktów dla omawianego problemu.

Potencjalne źródło…

Podobnie jak w ewangelicznej historii, często u opętanych dzieci mamy identyczne objawy zniewolenia jak te opisane powyżej. W przypadkach dzieci, które znam, wspólnym mianownikiem jest to, że dręczone są np. w kościele podczas Eucharystii. Boli je głowa, tarzają się po ziemi, swędzi ich skóra, tracą przytomność podczas podniesienia czy biją głową o podłogę. Na pytanie od jak dawna im się to zdarza, rodzice odpowiadają, od 1-2 roku życia. Gdy więc taki rodzic trafia do egzorcysty ze swoim dzieckiem, rozpoczyna się żmudny proces poszukiwania źródła opętania, które zazwyczaj upatrujemy w wydarzeniach przeszłości, dotyczących bezpośrednio rodziców dziecka, czy najbliższej rodziny. Samo przecież dziecko, nie może być winne temu stanowi, ale jest on konsekwencją grzechów w 90% jego rodziców. Rodzice bowiem mają nad dzieckiem wielką władzę duchową jakiej udziela im Bóg. Mają moc oddać dziecko Bogu, choćby przez sakrament chrztu, ale mają również moc oddać to dziecko złemu. To pierwsze potencjalne źródło opętania.

Drugim, na które chciałem zwrócić uwagę, to problem historii rodziny w szerszym znaczeniu. Otóż mogą istnieć pewne sytuacje, gdzie zło zostało zaproszone do jakiegoś rodu w minionych pokoleniach, poprzez pakty z szatanem i w momencie, gdy dziecko np. ogląda lub czyta satanistyczne treści jak choćby Harry Potter, otwiera się na przyjęcie tej spuścizny demonicznej.

Kiedyś przyszła do mnie kobieta ze swoim dzieckiem, które od pierwszego roku życia mówiło biegle po angielsku i włosku. W dodatku umiało modlić się na różańcu. Rzecz zupełnie niewytłumaczalna. Wpadało też w późniejszych latach w wielką agresję. Okazało się, że jest zniewolone. W odpowiedzi usłyszałem od zrozpaczonej kobiety: „Proszę księdza, to konsekwencja moich grzechów”.

Innym razem trafił do mnie kilkuletni chłopczyk, który został poczęty podczas rytualnego gwałtu w sekcie satanistycznej i oddany był złemu duchowi od poczęcia, przez członków sekty. Chłopczyk ten dzisiaj jest w bardzo ciężkim stanie.
Inny zaś, pochodzący z domu dziecka i adoptowany, dręczony jest napadami agresji, czy też wizjami postaci wychodzących z obrazów na ścianie. Przebadany przez psychiatrów na wszelkie możliwe sposoby. Nikt nie dopatrzył się choroby. Gdy teraz doszła wielka awersja do rzeczy świętych, wiemy już, że problem jest demoniczny. Nie znamy jednak historii tego chłopczyka i trudno wskazać na przyczyny.

Uwolnienie…

Podobnie jak to miało miejsce w tej historii z Ewangelii Marka, tak samo i dziś, mamy wielką trudność w uwalnianiu dzieci. Nie mają one bowiem świadomości problemu i nie mogą podjąć decyzji o walce duchowej. Do momentu bowiem choć minimalnej świadomości grzechu, nie uczestniczą one bezpośrednio w tych normalnych duchowych zmaganiach dnia codziennego. Jak więc im pomóc? Jedyną słuszną drogą jest ta wskazana przez Ewangelię.
Jezus mu odrzekł: “Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy”. Natychmiast ojciec chłopca zawołał: “Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” A Jezus widząc, że tłum się zbiega, rozkazał surowo duchowi nieczystemu: “Duchu niemy i głuchy, rozkazuję ci, wyjdź z niego i nie wchodź więcej w niego!” A on krzyknął i wyszedł wśród gwałtownych wstrząsów. Chłopiec zaś pozostawał jak martwy, tak że wielu mówiło: “On umarł”. Lecz Jezus ujął go za rękę i podniósł, a on wstał. Gdy przyszedł do domu, uczniowie Go pytali na osobności: Dlaczego my nie mogliśmy go wyrzucić?” Rzekł im: “Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem”.

Rodzice widząc problem muszą przyprowadzić dziecko do Jezusa, czyli oddać tę swoją pociechę Bogu w jakimś akcie zawierzenia. Następnie udać się do tych, którym Kościół udzielił władzy egzorcyzmowania, by rozeznali problem i podjęli modlitwę, jeśli będzie konieczna. Potrzeba też wielkiej wiary, cierpliwości i wytrwałości na drodze uwalniania dziecka, gdyż jak mówi nam Jezus, ten rodzaj duchów można wyrzucić tylko modlitwą i postem. Potrzeba więc zaangażowania wielu osób właśnie we wskazane praktyki duchowe, by modląc się i poszcząc w intencji dziecka, wspierali egzorcystę i rodziców w tej posłudze. Resztę „pytajników”, musimy ustawić w perspektywie Bożego Miłosierdzia i zgodzić się też z pewną tajemnicą wiary, której nasze oczy nie sięgają.

*********

Jeżeli ktoś z Was ma problem z dzieckiem, czy z dziećmi – nie załamujcie rąk! Zapiszcie się do Różańca rodziców, odmawiajcie codziennie dziesiątkę Różańca Św. a Maryja przyjdzie Wam z pomocą i pewnego dnia usłyszycie od dziecka: „mamo zapisz mnie na modlitwę uwolnienia. A może i na egzorcyzm”. I pojedziecie z dzieckiem do egzorcysty i on odmówi modlitwy z rytuału nad waszym dzieckiem, zwiąże co złe, odeśle pod stopy Jezusa i dziecko zacznie „nowe życie” z czysta kartą.
Tylko wierzcie i módlcie się. A Pan dokona reszty, uwierzcie mi 🙂

Ks. Michał Olszewski/ wobroniewiaryitradycji.wordpress.com