To tylko klaps! I tylko jeden, przecież nie biję dziecka – mówi wielu rodziców. Jednak jak naprawdę działa klaps?

 

Wytrąceni z równowagi rodzice nie raz mają ochotę dać dziecku klapsa. Jednak pedagog Grażyna Sundell jest zdecydowanie przeciwna biciu. Zadaje ona bardzo proste pytanie – czy ktoś z nas lubił dostawać klapsy?

 

I drugie, jakie powinien sobie zadać każdy rodzic: co osiągniemy dając klapsy?

Według Sundell osiągniemy tylko to, że naruszymy godność dziecka i będzie ono bardziej strachliwe.

 

Cała wypowiedź poniżej:

fot. pixabay

Na początku marca cała Polska żyła porwaniem 3-letniej Amelki i jej matki. Teraz na światło dzienne wychodzi kolejna sprawa z tego rodzaju.

 

Gdy rodzice nie mogą się porozumieć, cierpią dzieci. Tak było w przypadku Amelki i tak jest w przypadku 7-letniego syna pana Thiel. Dzieci stają się kartą przetargową i przedmiotem walki rodziców.

 

Pan Thiel od 6 lat próbuje się rozwieść z żoną. W tym czasie dzieci mieszkają z matką i jej nowym partnerem.

Gdy ojciec zauważa u synka niepokojące sygnały, montuje podsłuch w jego telefonie.

 

To, co zostało nagrane, jest szokujące. Matka – kobieta wykształcona, neurologopeda pracująca z niepełnosprawnymi dziećmi – wulgarnie wyzywa syna i wyrzeka się go.

 

„Ty jesteś ku…wa pierdolony! Rozszarpię cię, rozumiesz?!”

 

Dlaczego? Dlatego, że chłopiec napisał: Tata, kocham Cię.

Matka wypowiada takie słowa, jakich nigdy nie powinna wypowiedzieć, a już szczególnie do dziecka.

 

fot. tvp.info
fot. tvp.info

 

W trakcie jednej z przepychanek, partner kobiety wybił szybę w aucie męża, a siedzący w środku chłopiec został zraniony.

 

Sprawa pana Thiel została zaprezentowana w programie Alarm w TVP. Na nagraniu widzimy wykształconych, dobrze sytuowanych ludzi, mieszkających w pięknych mieszkaniach. A w środku… piekło.

Jak widać, konflikty rodzicielskie stają się problemem społecznym, ponieważ takich spraw jest coraz więcej. Każda ze stron ma swoją „rację”. Dorośli walczą, a dzieci cierpią. Gdzie jest rozwiązanie?

 

Cały program dot. tej sprawy można zobaczyć na stronie TVP INFO

 

fot. tvp.info

 

Obecnie w Niemczech rodzice, którzy w trakcie trwania semestru szkolnego zabierają dzieci na wakacje bez szkolnego przyzwolenia, otrzymują reprymendę ze strony policji na lotniskach. Władze szkolne zleciły bowiem policji, aby ta systematycznie przeprowadzała kontrole wśród rodzin podróżujących z dziećmi i domagała się informacji, w jakim wieku są dzieci i jaki jest cel wyjazdu.

Tylko w zeszłym tygodniu ok. dwudziestu rodzin z dziećmi zostało przyłapanych na lotniskach w Bawarii, gdy udawały się na tańsze wakacje. W kilku przypadkach okazało się, że dzieci powinny być w tym czasie nie na odprawie na lotnisku, ale w szkole.

Niemieckie prawo już od 1919 roku nakłada na młodych obywateli obowiązek uczęszczania do szkoły. O ile dzieci w wieku do lat 9 generalnie można usprawiedliwić w przypadku nieobecności, o tyle starsi uczniowie, podróżując podczas trwania semestru szkolnego, muszą mieć pisemną zgodę od władz szkolnych, udzielaną tylko w określonych sytuacjach, takich jak pogrzeb lub choroba kogoś z rodziny.

Wiele szkół zezwala na nieobecność, jeśli rodzice formalnie udowodnią, że dziecko wtedy choruje. Bywa natomiast, że rodzina wybiera się na wcześniejszy urlop jeszcze w czasie semestru – przypadki zasłaniania się dokumentem od lekarza zdarzają się dosyć często. Jeśli zostanie udowodniona „zasłona dymna” w postaci fałszywego zaświadczenia lekarskiego, wtedy opiekunowie otrzymują karę grzywny w wysokości ustalonej w niemieckim landzie, w którym to miało miejsce.

Kontrole na lotniskach nie wpłyną całkowicie na zmniejszenie odsetka „wagarowiczów” – bowiem niestety każdego dnia w Niemczech na wagary wybiera się ok. 200 000 uczniów. Szacuje się, że są to najczęściej osoby w wieku 13-14 lat. Niekiedy władze szkolne wysyłają seryjnych wagarowiczów, zazwyczaj na długi weekend, do instytucji poprawczych, aby zmienić ich podejście na temat uczęszczania do szkoły.

W przypadku nieobecności dziecka związanej z wcześniejszym urlopem – karę i to pieniężną ponoszą rodzice, natomiast w przypadku wagarów samowolnych – uczeń może zostać ukarany pobytem w placówce poprawczej, więc sam ponosi konsekwencje swojego postępowania.

sksl/swiato-podglad.pl

Ruszył proces żołnierza Bundeswehry, oskarżonego o seksualne wykorzystywanie dziecka. Mężczyzna filmował gwałty, a nagrania rozpowszechniał w internecie. Chłopca pedofilom sprzedawali rodzice, którzy sami uczestniczyli w zbrodniczych aktach.

 

Dwa lata trwał dramat chłopca, który był notorycznie wykorzystywany seksualnie przez rodziców i zdegenerowanych mężczyzn. Rodzice chłopca oferowali w internecie pedofilom swoje własne dziecko. Oprawcy za usługi seksualne płacili ok. 100 euro.

Według informacji RMF 24, chłopiec przez ostatnie dwa lata, był wykorzystywany seksualnie przez mężczyzn z Niemiec oraz z innych krajów, między innymi przez Hiszpana i Szwajcara.

W niemieckim Fryburgu rozpoczął się proces jednego z oprawców dziecka. Jest nim Kunt S. 50-letni żołnierz Bundeswehry. Mężczyzna dwukrotnie zgwałcił chłopca, a następnie nagrany film rozpowszechnił w internecie. W gwałcie pomagali żołnierzowi rodzice chłopca.

Kunt S. został zatrzymany w październiku zeszłego roku. Chłopiec został odebrany matce i jej partnerowi i znajduje się pod opieką państwa, Czeka ich osobny proces.

 

dssk/rmf24

Część dorosłych uważa, że może swobodnie wydawać i dysponować pieniędzmi swoich dzieci, które dostały jako prezent na I Komunię Świętą. Okazuje się, że takie zachowanie może być karalne.

To zwykła kradzież, bo pieniądze to prezent od cioci czy wujka i rodzice nie mają do nich prawa, powie jeden. Żadna kradzież, gdyż wszyscy domownicy w jakimś stopniu dorzucają się do budżetu rodzinnego i to, że pieniądze z komunii rodzice przeznaczą na pralkę czy remont kuchni, to żadne nadużycie – powiedzą drudzy. A jeszcze inni potraktują wzięcie pieniędzy dzieci jako zwrot kosztów przyjęcia komunijnego – bo sukienka, restauracja, składki w kościele. A jak jest waszym zdaniem? Kto powinien decydować o pieniądzach podarowanych dzieciom? – czytamy w materiale na wp.pl.

I dalej: ” zarządzanie nie jest równoznaczne z posiadaniem. Pieniądze, które dziecko dostanie na komunię (ale też urodziny czy na gwiazdkę), to wyłącznie jego własność, nawet jeśli znajdują się pod kontrolą rodziców. Nie ma nic nagannego w tym, że rodzice nie oddadzą dziecku od razu całej kwoty (chronią je przed nieprzemyślanym roztrwonieniem jej), ale już wydawanie jej zgodnie ze swoją wolą może się okazać poważnym nadużyciem” – czytamy,

Zatem lepiej powiedzieć, żeby dzieciom kupować prezenty materialne. Wtedy nie będzie problemu.

sjs/wp.pl