Norweski dziennik VG podał wczoraj informację o odwołaniu z funkcji konsula RP w Oslo, dr Sławomira Kowalskiego.

Rzecznik Departamentu Spraw Zagranicznych, Per Bardalen Wiggen, pisze w komunikacie prasowym, iż powodem odwołania konsula jest jego zachowanie w szeregu spraw konsularnych, m.in. jego zachowanie w stosunku do funkcjonariuszy państwowych, co nie jest zgodne z jego rolą jako dyplomaty. Wiggen dodaje, że sprawa ta nie ma wpływu na dobre stosunki jakie Norwegia ma z Polską i polskimi urzędami.

Zgodnie z opinią Kristen Koalisjon Norge /Koalicja Chrześcijanska/ Kowalski jest znany ze swego zaangażowania w pomoc polskim rodzinom, ktόre doświadczyły atakόw ze strony norweskiego urzędu ds ochrony dzieci – Barnevernet.

Norweski Departament Spraw Zagranicznych nie skomentował jak daleko wydalenie dr Kowalskiego z Norwegii ma związek z jego zaangażowaniem w sprawy polskich rodzin z Barnevernet.

Dziennikarze VG nie zdołali skontaktować się dzisiaj z polskim konsulatem w Oslo. Konsul Kowalski pełniący swoją funkcję w Oslo od pięciu lat, otrzymał informacje o odwołaniu ze stanowiska 18 stycznia i ma trzy tygodnie na opuszczenie Norwegii.

Dr Kowalski cieszy się wśrόd Polakόw, ktόrym pomagał w rozwiązywaniu rόżnych problemόw na obczyźnie, ogromnym szacunkiem.  Ceniony jest przez polską spoleczność jako urzędnik państwowy widzący w każdej sprawie najpierw człowieka a dopiero pόźniej paragrafy i przepisy.

Źródło: VG

Fot. Pixabay

ZOBACZ TEŻ: https://malydziennik.pl/22877-2/

Nasza redakcja otrzymała pełen rozpaczy apel o pomoc i wsparcie dla chorego dziecka. Przyłączamy się do apelu i prosimy naszych czytelników o każde możliwe wsparcie.

„Błagam o pomoc dla mojego syna Adriana który ma 23 lata i choruje na postępujący zanik mięśni,choroba tak postępuje że syn od 7 lat już leży a od 6 oddycha za niego respirator.Staram się jak mogę ale jestem już u kresu wytrzymałości psychicznej.Każdy widząc go z twarzy na zdjęciach widzi że ładnie wygląda ,ale prawda jest okrutna.

Choroba postępuje i koszty leczenia są coraz większe.Po uzgodnieniu z synem i za jego zgodą zrobiłam zdjęcia jak obecnie wygląda Adrian są na stronie i co zrobiła z niego ta okrutna choroba.Coraz więcej cierpi,ma problemy z jelitami ma też znaczną skoliozę  przez co z lewej strony wystaje mu żebro które mu pękło dlatego musi mieć zakładane dodatkowe opatrunki stan się pogorszył ponieważ wcześniej tej rany nie było teraz jest musi też pić preparaty o nazwie Cubitany które pozwalają mu przeżyć.Ma też odleżyny i to kolejne gdzie potrzebne są dodatkowe plastry maści które mu uśmierzają ból a to kolejne koszty choć są na receptę też są drogie.

Nagłaśniam i proszę ludzi dobrej woli i serca o pomoc sama wychowuję Adriana  bo jego tata nie żyje.Błagam o pomoc to strona syna www.adrianpomoc.pl  ,tam są napisane koszty jakie są przeznaczane co miesiąc to około 2400 na zakup potrzebnych do życia Adrianowi i zwalczania bólu rzeczy a ciągle dochodzą nowe  dla mnie to ogromne koszty za każdą pomoc z serca dziękujemy.

Mam też ciężko chorą mamę która mieszka z nami od kilku już lat nie wychodzi z domu na początku mama jakoś funkcjonowała choruje na zwyrodnienie stawów i ma skoliozę jednak od pewnego czasu choroba bardzo postępuje,strasznie cierpi ledwie chodzi po domu o dwóch kulach też wymaga pomocy musi brać już morfinę na uśmierzenie bólu a to wszystko przez to że kilka lat temu miała raka i przeszła chemioterapię ta trucizna zniszczyła jej zdrowe stawy już nie wiem jak jej pomóc nie mówiąc o synu  dlatego proszę o pomoc.Rozsyłam już nawet ulotki po ulicach nie wiem już gdzie mam prosić o pomoc

Jesteśmy też w Telekurierze.Szukaj nas na stronie:  https://zrzutka.pl/gapbwr  oraz www.adrianpomoc.pl.  Telefon 733797167.

 

ZOBACZ TEŻ: https://malydziennik.pl/wyjatkowa-modlitwa-po-jej-odmawianiu-dzieja-sie-cuda/

Najbardziej utytułowana polska sztangistka znalazła się w bardzo trudnej sytuacji materialnej. Nie stać ją nawet na leki. Agata Wróbel zorganizowała zbiórkę pieniędzy. Polski Związek Podnoszenia Ciężarów wydał specjalne oświadczenie.

„Kiedy odnosiłam sukcesy, starałam się pomagać ludziom wokół mnie. (…) Teraz znajduję się w sytuacji, w której mam na sobie stres związany z wieloma zobowiązaniami finansowymi przez naiwność, dobre serce, a także z powodu wielu innych rzeczy, które wydarzyły się w moim życiu. Nagła śmierć mojej mamy w 2016 r. jest czymś, czego wciąż nie mogę zaakceptować. Choruję na cukrzycę i mam neuropatię cukrzycową, która powoduje ciągły ból w moich rękach i stopach” – napisała Agata Wróbel w ogłoszeniu Wróbel na portalu zrzutka.pl.

Na dramatyczny apel sztangistki najpierw zareagował minister sportu Witold Bańka. Teraz specjalne oświadczenie wydał Polski Związek Podnoszenia Ciężarów.

„W związku z doniesieniami mediów, dotyczącymi najlepszej zawodniczki w historii podnoszenia ciężarów w Polsce, dwukrotnej medalistki olimpijskiej (srebro w Sydney 2000 i brąz w Atenach 2004), mistrzyni świata i Europy, rekordzistki świata, Europy i kraju, Pani Agaty Wróbel oraz jej dramatycznym apelem o pomoc i zamieszczonej przez Panią Agatę Wróbel na jednym z portali crowdfoundingowych zbiórki pieniędzy, Polski Związek Podnoszenia Ciężarów informuje o ciągłej gotowości pomocy dla swojej najbardziej zasłużonej zawodniczki” – czytamy na początku komunikatu.

I dalej: „Problemy życiowe oraz zdrowotne Pani Agaty Wróbel znane są władzom związku od lat, szczególnie ostatnim dwóm prezesem PZPC – Szymonowi Kołeckiemu oraz Mariuszowi Jędrze. Wymienieni to nie tylko działacze, ale przede wszystkim koledzy Pani Agaty Wróbel, ze wspólnych lat startów w reprezentacji Polski na pomostach krajowych i zagranicznych”.

Szymon Kołecki podczas swojej prezesury w PZPC, znając życiowe i zdrowotne problemy zawodniczki i koleżanki, wielokrotnie deklarował pomoc osobistą, związkowych władz oraz całego ciężarowego środowiska. Gotowi do pomocy byli także Państwo Danuta i Ryszard Soćkowie – kadrowi i klubowi opiekunowie zawodniczki w reprezentacji oraz w ośrodku w Siedlcach, gdzie Agata Wróbel przez lata mieszkała i trenowała. Dla Agaty Wróbel widzieliśmy miejsce w szkoleniu centralnym, w OSSM, także – gdyby tylko zechciała – w Biurze PZPC. Jako wybitna sztangistka, o imponujących dokonaniach, jest pięknym wzorem dla młodzieży, inspiracją, przykładem tego, że niemożliwe staje się możliwe.

By pomoc okazała się skuteczna, potrzebna jest jednak wola obydwu stron. Ze smutkiem należy stwierdzić, że ze strony Pani Agaty – nie wiemy dlaczego –  takiej woli nie było; zawsze kontakt urywał się po jej stronie. Podobnie ostatnio, już za prezesury Mariusza Jędry. PZPC pod koniec listopada 2018 roku organizował w Zamościu mistrzostwa Europy do lat 20 i do lat 23. Prezes, mając kontakt z Agatą Wróbel, zaprosił ją na tę imprezę. Chcieliśmy, by była z nami, chcieliśmy z Panią Agatą Wróbel omówić sprawy pomocy w jej leczeniu, znalezieniu pracy, w rozwiązaniu życiowych problemów. Po raz kolejny zawodniczka odrzuciła propozycję. Podobnie zresztą jak na początku 2018 roku, gdy w ostatniej chwili zrezygnowała ze spotkania organizowanego przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę z wybitnymi polskimi sportowcami. Zawodniczka została jednomyślnie wytypowana w naszym środowisku na to wydarzenie, jako jej najwspanialsza przedstawicielka. O swojej obecności zapewniła prezesa Jędrę. I ponownie w ostatniej chwili zrezygnowała.

Polski Związek Podnoszenia Ciężarów jest otwarty na wszechstronną pomoc dla Pani Agaty Wróbel. Wczytując się w jej dramatyczne prośby o pomoc, rozumiemy delikatność sytuacji oraz osobisty dramat. Apelujemy do zawodniczki, by nawiązała z nami kontakt, zechciała porozmawiać, by przyjęła ofertę pomocy. Jednocześnie PZPC wyraża podziękowania i wdzięczność Panu Witoldowi Bańce, ministrowi Sportu i Turystyki, który jako pierwszy zadeklarował pomoc dla zawodniczki”.

Źródło: Sport.pl

Fot. TVP Info

ZOBACZ TEŻ: https://malydziennik.pl/ten-kraj-stal-sie-psychiatrykiem-politycy-zrobili-tu-arene-swojej-wojny-komentarz-po-zabojstwie-pawla-adamowicza/

 

Dominikanki z Broniszewic całym sercem za WOŚP. „Brakowało nam nawet na chleb. Jurek Owsiak odpowiedział od razu”.

Siostry z Broniszewic postanowiły i w tym roku wesprzeć Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, której 27 finał startuje już w najbliższy weekend.Siostra Małgorzata Myk OP opowiedziała o tym, jak bardzo pomógł im Jurek Owsiak. Siostry i ich podopieczni czują ogromną wdzięczność za ten gest.

„Fundacja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy była pierwszą fundacją, która odpowiedziała na nasze zapotrzebowanie. Kilka lat temu w tym domu było bardzo biednie. Były to czasy, że brakowało nam pieniędzy na chleb. Pan Jurek Owsiak odpowiedział bardzo szybko na naszą prośbę o materace przeciwodleżynowe dla tych oto chłopaków” – mówi dziennikarzom.

Siostra Małgorzata zwraca uwagę przede wszystkim na szybkość działania WOŚP. W takich chwilach liczy się każda minuta, gdy trzeba odpowiedzieć na cierpienie innych. „To było niesamowite, że od prośby napisanej mailem, zaraz był telefon od pana Jurka Owsiaka, i miesiąc później już chłopcy leżeli na takich super wypasionych materacach, na które stać by nas nie było. Komfort życia chłopaków automatycznie tak wzrósł, że nawet nam się nie śniło aż tak” – mówi dominikanka.

„To, co nas niezmiennie zaskakuje, to szybkość działania, brak formalności. Najpierw sprzęt, potem podpisy. Zupełnie inaczej niż to działa w większości fundacji” – zwracają uwagę dominikanki.

Dlatego siostry nie wyobrażają sobie innego scenariusza niż ten, w którym stają ramię w ramię z innymi wolontariuszami i zachęcają do wspierania WOŚP.

Źródło: Deon.pl

Fot. WOSP.org.pl

ZOBACZ TEŻ: https://malydziennik.pl/owsiak-najwiekszym-szkodnikiem-polskiej-sluzby-zdrowia-jest-opinia/

Kilka dni temu Polskę obiegła wiadomość o chłopcu z zespołem Aspergera, który zgubił swoje ukochane klocki lego. Historia znalazła swoje zaskakujące rozwiązanie.

Zespół Aspergera to zaburzenie, które charakteryzuje się upośledzeniem umiejętności społecznych, trudnością w akceptowaniu zmian, sztywnością myślenia bez upośledzenia umysłowego oraz silnymi, obsesyjnymi zainteresowaniami głównie z obszaru nauk ścisłych i techniki. Dzieci z zespołem Aspergera mają trudności w nawiązywaniu kontaktów społecznych ale często przejawiają wybitne umiejętności w jednej, wąskiej specjalności. Są delikatne i wrażliwe emocjonalnie.

Opisywana historia dotyczy synka pani Jowity z Krakowa. Chłopiec miał swoje ulubione klocki, z którymi był silnie związany, znał każdy z elementów a brak jakiegoś z nich powodował silne, negatywne emocje chłopca. Niestety ktoś skradł klocki chłopca co spowodowało jego ogromny żal i niepokój. Pani Jowita natychmiast zareagowała. Rozwiesiła w okolicy ogłoszenia, opublikowała posty w portalach społecznościowych. Wezwała w ogłoszeniach do oddania klocków. Zaproponowała nagrodę, zakup nowych klocków i wymianę oraz nagrodę. Emocjonalne i szczere apele rodziców przyniosły szybki sukces! Klocki anonimowo zostały podrzucone na klatkę schodową, wielu ludzi proponowało pomoc.Zgłosiła się także firma Lego, która zaoferowała skompletowanie klocków dla Marcela! Zatelefonowano również z sortowni śmieci (!)z informacją „żeby się nie martwić, że ktoś wyrzuci, bo są czujni i sprawdzają”.

Młody wielbiciel klocków Lego dowiedział się od rodziców o tym, jak wielu ludzi chciało mu pomóc. Był wzruszony i szczęśliwy a rodzice ogromnie wdzięczni.

ZOBACZ TEŻ: https://malydziennik.pl/to-jakas-plaga-coraz-wiecej-dzieci-doswiadcza-kryzysow-psychicznych/

Po telefonie od czterolatki pojechali do mieszkania, w którym miał się znajdować potrzebujący pomocy mężczyzna. Ale nikt im drzwi nie otworzył. Gdy lekarz zobaczył otwarte drzwi balkonowe, długo się nie namyślał. Wspiął się po ścianie budynku i wszedł do mieszkania. Mężczyzna był nieprzytomny i szybka reakcja prawdopodobnie uratowała mu życie.

Ta przygoda potwierdza jedynie fakt, że polscy lekarze pracujący w pogotowiu ratunkowym są naprawdę niezłomni.

 

W sobotę, około godz. 19, na numer alarmowy 112 zadzwoniła 4-letnia dziewczynka. Powiedziała, że w jej domu znajduje się mężczyzna potrzebujący pomocy, podała adres, po czym się rozłączyła i nie odbierała już telefonów. – Przyjechaliśmy na miejsce, zapukaliśmy do tego mieszkania, ale nikt nam nie otworzył. Zza drzwi nie dochodziły też jakieś niepokojące dźwięki. Zapukaliśmy do sąsiadów, ale oni też nie słyszeli niczego, co wskazywałoby na to, że może dziać się tam coś złego – mówi Robert Górski, lekarz pogotowia ratunkowego.

 

Załoga karetki poinformowała o wszystkim dyspozytora. ten postanowił wysłać na miejsce straż pożarną, żeby po drabinie wejść do wskazanego przez dziewczynkę mieszkania. – Poszedłem na tył budynku zobaczyć jak jest z dojazdem, bo front zastawiony był samochodami. Z tyłu były balkony i tereny zielone. Na tyle, ile znam to osiedle, wiedziałem, że wozem strażackim będzie tam ciężko wjechać. Dlatego poszedłem zobaczyć jak tam to wygląda i przekazać z jaką drabiną tu przyjechać – mówi Górski.

 

Tam zauważył, że drzwi balkonowe do tego mieszkania są otwarte, a piętro niżej na balkonie znajdowała się krata. Górski długo się nie namyślał – wspiął się po tej kracie na balkon mieszkania, z którego miała dzwonić 4-latka. – Wchodząc na balkon zobaczyłem, że leży tam osoba nieprzytomna. Wziąłem telefon zadzwoniłem do ludzi z karetki, żeby wzięli sprzęt medyczny a ja otworzę drzwi od środka – tłumaczy. Mężczyźnie, sinemu i niedotlenionemu, natychmiast udzielono pomocy. W trakcie interwencji okazało się, że w sąsiednim pokoju ukrywa się dziewczynka. – Była bardzo przestraszona. Nie chciała nam wcześniej otworzyć, bo po prostu się bała. Była pewnie nauczona, że obcym osobom się nie otwiera – mówi Górski. Szybko jednak dodaje, że 4-latka dzwoniąc na pogotowie, zachowała się wzorowo. Podała wszystkie potrzebne informacje, dopiero potem dała się ponieść nerwom. Nieprzytomny mężczyzna został zabrany do zielonogórskiego szpitala. Trafił na oddział intensywnej opieki medycznej. ”

 

skls/tvn24

Węgry chcą się skoncentrować na obronie granic, a nie na podziale imigrantów; nie mamy kamienia zamiast serca, ale wyznajemy zasadę, że pomoc trzeba zanieść tam, a nie kłopoty przynieść tu – oświadczył w poniedziałek premier Węgier Viktor Orban podczas swojej wizyty w Polsce.

 

Orban był pytany na konferencji prasowej po spotkaniu z premierem Mateuszem Morawieckim o to, jak Węgry chcą przyczynić się do rozwiązania problemu migracji. „Mogę podsumować węgierskie stanowisko w ten sposób: my chcemy się skoncentrować na obronie granic, a nie na podziale imigrantów. Jeśli chodzi o przyszłą regulację europejską, to wyobrażamy ją sobie także jako obronę granic, a nie jako centrum rozdzielania imigrantów” – oświadczył.

„Ale chciałbym też wyjaśnić: my też mamy swoje serca, nie mamy kamienia zamiast serca. My jesteśmy chrześcijańskim narodem, my wiemy, jakie są zobowiązania, co to znaczy pomoc. My wyznajemy zasadę, że pomoc trzeba zanieść tam, a nie kłopoty przynieść tu. Bo nie możemy pomóc nikomu, jeśli sami zniszczymy w międzyczasie swój kraj” – dodał.

 

Przekonywał, że Węgry w ramach tej pomocy na Bliskim Wschodzie wspierają na miejscu lokalne społeczności. „Odbudowujemy całe wsie, kościoły. I z Europy bardzo wiele osób jeździ z powrotem, do domu, do tych odbudowanych miejsc. I będziemy kontynuować tę pracę w przyszłości” – zapowiedział.

sksl/Media

Chłopiec cierpi na neuroblastomę IV stopnia z przerzutami do szpiku i kości. I potrzebuje pieniędzy na leczenie. Matka chłopca już traci nadzieję, więc głośno prosi o pomoc! 

„Staś umiera na raka, a ja matka, muszę zdobyć niewyobrażalne pieniądze, by dać mu 50% szans. Tyle właśnie szans na przeżycie mogą dostać dzieci chore na śmiertelny nowotwór – neuroblastomę” – pisze mama chłopca.

Pamiętam, kiedy lekarz pierwszy raz przyszedł do mnie z diagnozą. Myślałam, że po tylu miesiącach poszukiwań poczuję ulgę, a omal nie straciłam przytomności. Lekarz kazał mi usiąść i odczytał diagnozę, powiedział, że teraz Staś będzie walczył o życie” – wspomina.

Leczenie Stasia jest bardzo ciężkie. Chłopca czeka 8 cykli chemioterapii, potem usunięcie chirurgiczne guza, następnie pobór komórek macierzystych, po których otrzyma tzw. mega-chemię z autoprzeszczepem. „Jeśli ten etap leczenia się powiedzie i nie nastąpią komplikacje, konieczne będzie specjalne leczenie immunologiczne, które zmobilizuje organizm do walki i zniweluje ryzyko wznowy” – pisze mama i dodaje, że właśnie tu zaczyna się wielki dramat.

„Cena za takie leczenie to milion złotych, ale chodzi tutaj o życie mojego dziecka. Mogę zdobyć dla niego 50 proc. szans, na to by dorósł, by kiedyś zapomniał o piekle, w jakim tkwi teraz, by założył rodzinę. Niestety immunoterapia nie jest w Polsce refundowana, a jej koszt jest niewyobrażalnie wysoki” – wyjaśnia i apeluje o pomoc.

„To mały wystraszony 8-latek, który heroicznie walczy, by przetrwać kolejną chemię. Jeśli mu nie pomogę przegra, a ja będę wtedy przy nim i patrząc mu w oczy, będę wiedziała, że nie dałam rady wykorzystać jedynej szansy…” – dodaje.

sksl/onet

Ojciec Alfiego Evansa zapowiedział w czwartek, że rodzina będzie współpracowała z lekarzami ze szpitala Alder Hay w Liverpoolu nad dalszym planem opieki nad dzieckiem. Zmieniając ton wcześniejszych wystąpień publicznych, zaapelował też do mediów o zachowanie prywatność. To pewna zmiana rodziny w całym tym wydarzeniu. 

W trakcie konferencji prasowej przed szpitalem Tom Evans ocenił, że jego i jego partnerki życie„zostało wywrócone do góry nogami w wyniku intensywnej uwagi poświęconej Alfiemu i jego sytuacji”, i przyznał, że „ma świadomość napięcia, jakie wywołały niedawne wydarzenia„.

Ojciec zmienił dotychczasowy ton wystąpień publicznych i zaapelował mocno do mediów i uszanowanie ich prywatności, mówiąc „on, Kate (matka dziecka) i Alder Hay (szpital) chcą zbudować relację; most, po którym będzie można przejść na drugą stronę”.

Wbrew wcześniejszej ostrej krytyce oraz zapowiedzi pozwu prywatnego przeciwko lekarzom, w czwartek Evans podziękował „pracownikom Alder Hay na każdym poziomie za ich godność i profesjonalizm w tym, co musiało być także dla nich niezwykle trudnym okresem”.

„W interesie Alfiego będziemy pracowali z opiekującym się nim zespołem lekarzy w celu zapewnienia naszemu chłopcu godności i komfortu, którego potrzebuje” – powiedział.

dgh/media