Od marzeniach o byciu lekarzem i ratowaniu ludzkiego życia do koszmaru w Polsce. Norwescy studenci w drodze do realizacji marzeń, tracą w Europie Wschodniej, w tym w Polsce,  zdrowie a w najcięższych przypadkach życie.

Norweska nrk.no opublikowała artykuł o rosnących problemach psychicznych: depresji, stanach lękowych, atakach paniki, zaburzeniach łaknienia, myślach samobόjczych, wśrόd norweskich studentόw w krajach Europy Wschodniej m.in. w Polsce, Czechach, na Wegrzech, Litwie.  Norweska studentka medycyny z Krakowa, opowiada o mobbingu na uczelni. Przeładowany materiał, skostniałe metody nauczania, wykładowcy, ktόrzy poniżają i ośmieszają studentόw. Zdaje się, że kadra naukowa zapomina, że studenci studiują w celu zdobycia wiedzy, czerpania od lepszych, mądrzejszych, doświadczonych. Z murόw uczelni mają wyjść wykształceni, myślący, empatyczni ludzie. Norweski system edukacyjny jest systemem liberalnym, przyjaznym uczniowi, stawia się w nim na umiejętność krytycznego myślenia, pracę zespołową, program nauczania nie jest tak przeciążony jak polski. Trudno się dziwić, że w zderzeniu z polskim, autorytarnym systemem szkolnictwa, gdzie wykładowca zawsze ma rację, a student niewiele ma do powiedzenia, norwescy studenci tracą wiarę w siebie, spada ich samoocena, a wymarzone studia stają się drogą przez mękę. Norwegowie podkreślają, że w krajach Europy Wschodniej, system pomocy dla studentόw, u ktόrych psychiczne konsekwencje stresu są bardzo poważne, niemal nie istnieje. O swoich problemach, obawach, lękach i dolegliwościach nie mają z kim porozmawiać. Niektόrzy z nich po powrocie do Norwegii poddawani są leczeniu psychiatrycznemu.

Nie zapominajmy, że problem nie dotyczy jedynie studentόw zagranicznych. Rόwnież w polskich mediach co rusz słyszymy o rosnących problemach psychicznych wśrόd polskich dzieci i młodzieży. Liczba młodych ludzi z problemami psychicznymi, rosnąca liczba młodocianych samobόjcόw, przerażają.  Czas na refleksje i zmiany.

Źródło: nrk.no

Tłumacz: Ewa Kowalik kowalikewa@hotmail.com

Fot. Pixabay

ZOBACZ TEŻ: https://malydziennik.pl/22877-2/

W całym kraju dziś o godzinie 17 rozpocznie się żałoba narodowa. To wtedy z Europejskiego Centrum Solidarności wyruszy kondukt żałobny, który odprowadzi trumnę z ciałem zamordowanego Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska do Bazyliki Mariackiej.

W piątek o godzinie 17 w całym kraju rozpocznie się żałoba narodowa, a z Europejskiego Centrum Solidarności wyruszy kondukt żałobny, który odprowadzi trumnę z ciałem prezydenta Gdańska do Bazyliki Mariackiej.

Pierwszym punktem na trasie konduktu będzie I Liceum Ogólnokształcące, które ukończył Paweł Adamowicz. Następnie żałobnicy przejdą ulicami Łagiewniki, Stolarską i Mniszki, gdzie prezydent się wychowywał i gdzie do dziś mieszkają jego rodzice.

Później kondukt przejdzie obok pomnika króla Jana III Sobieskiego, ulicą Pańską, Węglarską, Kołodziejską i Piwną do Bazyliki Mariackiej. W Bazylice zostanie odprawiona msza święta i odbędzie się czuwanie.

Żałoba narodowa potrwa do godziny 19 w sobotę. W urzędach, instytucjach i siedzibach organów oraz władz państwowych i samorządowych flagi będą opuszczone do połowy masztu. Także media w czasie trwania żałoby narodowej mają uwzględnić potrzebę uczczenia pamięci Pawła Adamowicza.

Źródło: Gazeta.pl

Fot. Wyborcza.pl

ZOBACZ TEŻ: https://malydziennik.pl/znana-bezposrednia-przyczyna-smierci-prezydenta-adamowicza-informacja-prokuratury/

 

Norwegia to jeden z ważniejszych kierunków emigracji zarobkowej dla Polaków. Okazuje się jednak, że Norwegowie nie są zadowoleni z naszej obecności w ich kraju.

Nowy raport zamόwiony przez norweską minister pracy i spraw dotyczący migracji społecznej, nie przysłuży się raczej pracującym w Norwegii Polakom. Od pewnego czasu atmosfera wokόł imigrantόw zarobkowych w kraju Ibsena i łososia, jest mało przychylna. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza odsetek imigrantόw wzrόsł z 5 do 18% a Polacy stanowią największą mniejszość. Dziennik «Aftenposten» donosi dzisiaj, iż z raportu wynika, że imigranci zarobkowi odbierają Norwegom z najbiedniejszych rodzin pracę. Niektόrzy analitycy rynku pracy uważają, że imigranci nie zabierają pracy Norwegom, ponieważ z reguły przyjmują te prace, ktόrych Norwegowie nie chcą przyjąć. Norwegowie przeciwni imigracji zarobkowej tylko czekają na tego typu publikacje i wykorzystują je do obarczania imigrantόw odpowiedzialnością za rosnącą od blisko 20 lat przepaścią między norweską klasą średnią a klasą najuboższą. Rόżnice w dochodach tych dwόch klas sięgnęły w ostatnich dwόch dekadach 30%.

Jakie konsekwencje będzie miał dla Polakόw i innych imigrantόw, wspomniany raport, jeszcze nie wiadomo. Ale rozpocznie on z pewnością debatę na temat imigracji zarobkowej. Już pojawiły się komentarze, z ktόrych wynika, że wielu Norwegόw chętnie pozbyłoby się imigrantόw zarobkowych ale czy na pewno wiedzą co czekałoby wόwczas ich gospodarkę?

Źrodło: Aftenposten

Fot. Pixabay

Zobacz też: https://malydziennik.pl/zbrodnie-banderowskie-na-polakach-nie-beda-karane-zadowolenie-ukrainy/

 Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z Konstytucją zapisy nowelizacji ustawy o IPN, dotyczące zbrodni ukraińskich nacjonalistów. Przepisy zaskarżył wcześniej prezydent Andrzej Duda.

Chodzi o nowelizację z 1 marca ubiegłego roku, która zakładała między innymi, że każdy, kto publicznie i wbrew faktom przypisuje państwu lub narodowi polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie, popełnione przez III Rzeszę lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości i pokojowi, będzie podlegał karze grzywny lub więzienia do lat trzech, m.in. za używanie sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”. Oprócz tego dokument zakazywał propagowania w Polsce ideologii banderowskiej, a także kwestionowania ludobójstwa na Wołyniu.

W czerwcu na wniosek premiera Morawieckiego Sejm przegłosował uchylenie przepisów dotyczących odpowiedzialności karnej za przypisywanie Polsce i narodowi polskiemu zbrodni Holocaustu. W ustawie pozostały jednak m in. zapisy o zbrodniach popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów, co umożliwiało wszczynanie postępowań karnych za negowanie np. zbrodni wołyńskiej.

Przepisy z nowelizacji ustawy zaskarżył do TK prezydent Andrzej Duda, zwracając uwagę, że pojęcia „ukraińscy nacjonaliści” i „Małopolska Wschodnia” są nieprecyzyjne.

Prezydent Ukrainy napisał na Tweeterze: „Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z Konstytucją wyrazy dot. „ukraińskich nacjonalistów” i „Małopolski Wschodniej”. Dziękuję Panu Prezydentowi @AndrzejDuda za inicjatywę postępowania w TK, i Trybunałowi za orzeczenie. Działamy dalej na rzecz partnerstwa”.

Źródło: Sputnik.ru

Fot. Dziennik Polski

ZOBACZ TEŻ: https://malydziennik.pl/katastrofa-smolenska-badanie-probek-wraku/

 

Polska importuje coraz większe ilości węgla  z Rosji. Może to być też ten bezprawnie wywożony przez rosyjskie spółki z terenów kontrolowanych przez separatystów na Ukrainie.

– Rosja co roku wywozi bezprawnie z okupowanego Donbasu 2,8 mln ton antracytu o wartości (po przeliczeniu na dolary) – 288 mln USD – oświadczył Wadim Czernysz, minister ds czasowo okupowanych terytoriów Ukrainy.
Jego zdaniem są to działania mające na celu finansowanie prorosyjskich separatystów na wschodzie Ukrainy. – W Rosji starają się znaleźć źródła finansowania administracji okupowanych terenów. Biorą ukraiński węgiel, biorą ukraiński gaz z szelfu Morza Czarnego i wykorzystują do wspierania okupantów – mówił urzędnik. Dodał, że władze w Kijowie znają schematy wywozu do portów różnych państw, bezprawnie wydobytego węgla z części Donbasu zajętej przez separatystów.

Czy węgiel z Donbasu trafia do Polski? Trudno to sprawdzić, ale prawdopodobieństwo tego jest niemałe. Po pierwsze węgiel z okupowanych republik jest taki, jaki Polska najchętniej importuje; po drugie jest bardzo konkurencyjny cenowo (tańszy), a po trzecie węgiel nie pokonuje do Polski długich tras.

Polska jest jednym z państw, które z roku na rok importuje coraz więcej węgla. Podczas gdy jeszcze w 2015 roku kupiliśmy 4,9 mln ton rosyjskiego surowca, to w ciągu trzech kwartałów 2018 r import wyniósł ponad 14 mln ton (dane Eurostatu). Z tego 9,77 mln ton węgla przyjechało i przypłynęło z Rosji. To o 80 proc. więcej w ujęciu rocznym.

Źródło: Rzeczpospolita

Fot. Pixabay

ZOBACZ TEŻ: https://malydziennik.pl/kaczynski-wyp-aj-szokujacy-wpis-byle-ministra-kultury/

W tegorocznym rankingu marek narodowych Nation Brands, przygotowanym przez Brand Finance, Polska zajęła miejsce 23. – to samo co w roku ubiegłym. Wartość marki naszego kraju oszacowano w raporcie na 654 mld dolarów. Stawia to Polskę na siódmym miejscu krajów Unii Europejskiej.

Dzięki pozytywnym prognozom gospodarczym Polska odnotowała 14-procentowy wzrost wartości marki narodowej – nieco powyżej średniego światowego poziomu wzrostu (12 proc.) – co pozwoliło na utrzymanie 23. pozycji w rankingu.

Wartość marki zależy przede wszystkim od czynników makroekonomicznych i rozmiaru gospodarki, a w mniejszym stopniu od bieżącej polityki czy działań promocyjnych i dopiero szczegółowa analiza siły marki (BSI) pozwala na zrozumienie jej mocnych i słabych stron oraz potencjału na arenie międzynarodowej.

– 23. miejsce Polski w tym rankingu to jest, w mojej opinii, biorąc pod uwagę straty reputacyjne jakie w ostatnim czasie nasza marka narodowa odniosła, jest bardzo dobre. Postrzeganie marek narodowych jest w dużej mierze zdeterminowane przez kilka istotnych czynników, możemy do nich zaliczyć m.in.: innowacje, klimat polityczny czy ekonomiczny. Sukces w tych właśnie sferach pozwala najsprawniej wzmacniać wartość marki narodowej, jest najbardziej zauważalny i pożądany na arenie międzynarodowej – ocenia Paweł Bylicki, prezes Public Dialog. Wtóruje mu Paweł Tyszkiewicz, pełnomocnik zarządu Stowarzyszenia Komunikacji Marketingowej SAR.

Eksperci zadowalająco oceniają również wycenioną na 654 mld dolarów wartość naszej marki narodowej. – Nominalnie wartość marki Polska w rankingu wzrosła rok do roku o ponad 80 mld dolarów, czyli o 14 proc. To na pewno może cieszyć.

Czy to dużo, czy mało – można tylko porównywać z innymi krajami w zestawieniu – to 40 razy mniej niż wartość marki USA, ale już tylko niecałe 8 razy mniej niż wynosi wartość marki Niemiec – kraju, który jest europejską potęgą gospodarczą. Warto też zwrócić uwagę na to że, oba te kraje mają znacznie wyższą dynamikę wzrostu wartości swojej marki rok do roku niż Polska.

Od lat takie kraje jak: Japonia, Szwajcaria, Niemcy, Szwecja, Kanada, czy Norwegia, są w czołówce wszystkich rankingów. Tutaj nie ma przypadku, to kraje od lat rozumiejące potęgę brandingu. Kojarzenie niemieckiej solidności i wysokiej jakości, istotnie przenosi się na wszystkie produkty pochodzące z tego kraju.

Źródło: Wirtualne Media

Fot. Pixabay

ZOBACZ TEŻ: https://malydziennik.pl/12-lat-do-konca-znanego-nam-swiata-a-rzad-znowu-tnie-puszcze-bialowieska/

 

 

 

Fiński system edukacji od lat uznawany jest za najlepszy na świecie. Mocno skoncentrowany na samym uczniu, wolnościowy i demokratyczny, wspierający, pozbawiony ocen i wolny od testomanii, która dopadła niemalże całą Europę. I co zaskakujące, uczniowie podążający tym systemem od lat zajmują największe pozycje w testach PISA – ogólnoświatowych testach kompetencji, badających poziom wiedzy uczniów z różnych dziedzin.

10 różnic pomiędzy polskim a fińskim systemem edukacji

  1. Obowiązkowa edukacja rozpoczyna się w 7. roku życia (najpóźniej w Europie) i kończy, gdy dzieci mają 16 lat. Dzieci nie noszą mundurków a do nauczycieli zwracają się po imieniu. Klasy są małe, liczą średnio 15-20 uczniów. W początkowych latach nauka przypomina zabawę nakierowaną na naukę pisania i czytania. Wszyscy otrzymują darmowe przybory szkolne, podręczniki i posiłki w stołówce. Większość szkół to szkoły państwowe, a w nielicznych szkołach prywatnych czesne opłaca państwo.
  2. Czas spędzany w szkole jest krótki, uczniowie mają za to długie wakacje. Pomiędzy 7 a 14 rokiem życia fińskie dziecko spędza na zajęciach lekcyjnych przeciętnie 706 godzin rocznie (w Polsce 746). Średnia OEC to 850 godzin. Wakacje w sumie trwają tu 10-11 tygodni w roku.
  3. Edukacja jest nastawiona na wspieranie twórczego działania, szuka się dobrych stron ucznia i zachęca do pogłębiania swoich zainteresowań. Nie klasyfikuje się też uczniów pod względem poziomu wiedzy czy umiejętności.
  4. Współzawodnictwo ograniczone jest do minimum – w fińskich szkołach do 16. roku życia dzieci nie zdają żadnych egzaminów. Jedna trzecia przedmiotów w szkołach średnich wybierana jest według uznania. Uczniowie sami decydują również o tym, które z tych przedmiotów będą zdawać na egzaminie dojrzałości.
  5. Brak rankingów szkół – zamiast inwestować w publikowanie rankingów szkół, rząd woli postawić na edukację nauczycieli. Finowie wychodzą też z założenia, że jeśli szkoła nie została zamknięta, to znaczy, że jest dobra.
  6. Wszystkie dzieci uczą się razem, nie ma podziału na silniejszych i słabszych uczniów. Nie ma także programów wyławiania i odrębnej pracy ze szczególnie uzdolnionymi uczniami a funkcjonuje – wyłącznie równanie w górę.
  7. Udzielanie płatnych korepetycji jest zakazane, a każde dziecko otrzymuje dodatkową pomoc w nauce w ramach zajęć szkolnych. Finowie tłumaczą to tym, że od edukacji jest szkoła.
  8. Nauczyciel współpracuje z uczniem na zasadach partnerskich, raczej nie spotyka się tu tradycyjnego w modelu frontalnego, które uznawane jest za najmniej efektywne.
  9. Edukacja pedagogiczna w Finlandii jest traktowana niezwykle poważnie a sam zawód nauczyciela jest jednym z najbardziej pożądanych wśród młodych Finów. Co więcej, bardzo trudno zostać nauczycielem, a proces rekrutacji jest wyjątkowo rygorystyczny. Przyjętych na studia pedagogiczne zostaje około 1/10 kandydatów. Nauczyciel ma bardzo wysoki status w społeczeństwie fińskim, porównywalny ze statusem lekarza. Pracuje 4 godziny dziennie i ma obowiązek poświęcić 2 godziny w tygodniu na rozwój zawodowy. Szkolenia dla nauczycieli są tu w 100 proc. finansowane przez państwo. Fiński rząd inwestuje w sumie 30 razy więcej w rozwój zawodowy swoich nauczycieli, niż w badania wydajności nauczania i osiągnięć uczniów w szkole.
    A teraz przyjrzyjmy się temu, co dzieje się w Polsce. Zmęczeni, przeładowani i niedowartościowani nauczyciele, którym brakuje przede wszystkim kompetencji interpersonalnych i motywacji do pracy. Studia pedagogiczne nie budują prestiżu, dobór studentów odbywa się na podstawie wyników egzaminu maturalnego. Nie bada się kompetencji społecznych, nie przygotowuje i nie poszerza się ich również w trakcie 5-letniej edukacji. Nauczyciel, który kończy studia jest przygotowany do zawodu merytorycznie, ale brakuje mu (zazwyczaj) kompetencji psychologicznych, co prowadzi do szybkiego wypalenia i bezradności wobec kontaktów z uczniami.
  10. Systemowe podejście do edukacji i minimalna kontrola pracy nauczycieli – dozór nad pracą wykonywaną w fińskich szkołach jest minimalny, a wszelkie tradycyjne formy kontroli pracy nauczycieli zlikwidowano z początkiem lat 90. ubiegłego stulecia. Zrezygnowano z inspektoratu szkolnego, szczegółowego programu nauczania dla całego kraju, oficjalnie zatwierdzanych materiałów dydaktycznych, tygodniowych planów bazujących na nauczanych przedmiotach, ale też dzienników, w których do dziś polscy nauczyciele skrzętnie zapisują, czego nauczali w danej godzinie. Wszystko to sprawia, że nawet drastyczna zmiana władzy w państwie nie ma szans wpłynąć na to, jak funkcjonuje szkoła. W Polsce każdy rząd wprowadza nowe reformy, które nie są kontynuacją poprzednich, a raczej ich zaprzeczeniem. Zmiany ministerialne odbijają się mocno na samej szkole, a nauczyciele nie są w stanie za nimi nadążyć. Budzi to chaos, zamieszanie i sporą frustrację.

Źródło: dziecisawazne.pl

Fot. Pixabay

ZOBACZ TEŻ: https://malydziennik.pl/pilne-naukowcy-apeluja-do-morawieckiego-nie-zabijac-dzikow-petycja-i-list/

Jedna strona już zaczęła krzyczeć, że to wina Owsiaka, druga, że to wina Kaczyńskiego. Ten kraj stał się psychiatrykiem. Nawet tragedia, w której człowiek został dźgnięty nożem jest okazją do tego, żeby wykorzystać to przeciwko drugiemu – pisze ks. Łukasz Kachnowicz.

Publikujemy cały post ks. Łukasza Kachnowicza:

„Ten kraj mnie zaczyna przerażać. Prezydent Gdańska podczas finału WOŚP został zaatakowany nożem przez jakiegoś szaleńca. Jedna strona już zaczęła krzyczeć, że to wina Owsiaka, druga, że to wina Kaczyńskiego. Ten kraj stał się psychiatrykiem. Nawet tragedia, w której człowiek został dźgnięty nożem jest okazją do tego, żeby wykorzystać to przeciwko drugiemu, do swojej walki. Jesteśmy w jakimś totalnym obłędzie. Ten kraj upadnie, jeśli tego nie przerwiemy. Nie ma szans, żebyśmy świętowali kolejne sto lat niepodległości jeśli nie zatrzymamy tego obłędu nienawiści, ciągłej atmosfery walki między sobą. Sami siebie zniszczymy. To trzeba zatrzymać już, natychmiast. Musimy zmienić ten, kurs podsycania emocji w kraju, bo to kurs prowadzący prosto do tragedii”.

W kolejnym poście ks. Łukasz analizuje wpływ wojny politycznej na nasze społeczeństwo.

„Tak, za rozchwianiem emocjonalnym naszego społeczeństwa stoją politycy i ich propagandowe przybudówki. Zrobili z tego kraju arenę swojej wojny. Tak, to jest tak naprawdę ich prywatna wojna, w którą wciągnęli całe społeczeństwo i są gotowi podpalać ten kraj, jak Neron Rzym. Nie dla Polski, dla swoich interesów, ambicji, władzy, kasy. Polska jest przy okazji. Choć w przemówieniach i programach jest oczywiście na pierwszym miejscu. Im potrzebny jest nieustanny stan wojenny, bo zobaczyli, że to działa. Że nasze społeczeństwo cierpi na zbiorowy syndrom sztokholmski: jesteśmy ich zakładnikami i uzależniliśmy się od tego stanu. Oni wiedzą, że muszą podsycać wojnę, bo wtedy mogą ogłaszać się tymi, których potrzebujemy, żeby uratować ten kraj przed tymi drugimi. Ciągle musi być jakiś wróg.

I im bardziej ukarzą go jako przerażającego, tym bardziej oni wychodzą na niezbędnych bohaterów, którzy muszą walczyć w obronie społeczeństwa przed tym potworem. Więc każda strona rysuję drugą stronę coraz bardziej przerażająco i wywołuje coraz większe emocje, coraz bardzie irracjonalne emocje. Oczywiście tego nie da się utrzymać w ryzach, w końcu traci się nad tym kontrolę i to zaczyna żyć swoim życiem. Nasze lęki stają się naszymi demonami, które przeradzają się w nienawiść, w pogardę. Mohery, pedały, kasty, PiSiory, POpaprańcy, klechy, lewactwo…

Każda strona stworzyła odpowiednie obrazy potworów, którymi straszy. A jednocześnie mówi: my was przed nimi obronimy. Tylko, że oni się tam na szczytach ze sobą dogadują. Widzieliście, żeby ktoś z poważnych polityków został pociągnięty do jakiejś odpowiedzialności? Tak, jedni krzyczą na drugich do kamer. Robią komisje śledcze, ujawniają afery. Aj, cały cyrk medialny. Ale kto tak naprawdę poniósł jakąś odpowiedzialność? Naprawdę wierzycie, że PiS będzie wsadzał do więzień PO, a PO jak dojdzie do władzy rozliczy PiS? To jest układ, w którym jedni są powiązani z drugimi. I jedni i drudzy wiedzą, że mogą na siebie warczeć ile wlezie, mogą się nawet rzucać sobie do gardeł przed kamerami, ale tak naprawdę jeden drugiemu nie zrobi krzywdy. Mogą rzucić kogoś na pożarcie, ale to nie będzie nikt ze szczytów. Oni będą się mieli dobrze do końca. I komuniści, i Kaczyński, i Tusk, i wielu innych. Oni naprawdę mają immunitet w tej wojnie.

Ale społeczeństwo już nie jest bezpieczne tak jak oni. My żremy się między sobą, dzielimy, nienawidzimy, walczymy. W nas pracują te demony, te potwory. Ale to jest pewien obłęd, nasza społeczna choroba psychiczna, do której nas doprowadzono. Bo naprawdę w tym kraju żyli i będą żyli obok siebie: babcie słuchające Radia Maryja i homoseksualiści, i ludzie głosujący na taką i na inną partię, oglądający taką i inną telewizję, będą księża i będą lewicowcy.

Przecież możemy naprawdę żyć obok siebie. I będziemy musieli żyć obok siebie. Naprawdę nie jesteśmy potworami. Jesteśmy ludźmi. Zwykłymi ludźmi. Więc na litość Boską przestańmy toczyć ze sobą wojnę, w której nikt z nas nie wygra, możemy tylko przegrać. Nie musimy uczestniczyć w tym obłędzie, nie musimy się na niego godzić. Wręcz nie powinniśmy, nie możemy, jeśli nie chcemy wszyscy razem spłonąć na stosie, na szczycie którego będzie zatknięta polska flaga. Musimy wyjść z tej chorej gry w wojnę. Musimy przestać łykać ich narrację. Musimy umieć powiedzieć stop. I to nie tym z drugiej strony, ale tym po naszej stronie, jeśli tylko zobaczymy, że wyciągają zapałki. Musimy przestać wierzyć w te potwory, którymi karmią nasze lęki”.

Duszpasterz docenia zachwowanie polityków po ataku w Gdańsku, ale zwraca uwagę na to, że jeden tweet wszystkiego nie zmieni.

„Trzeba przyznać, że czołowi liderzy polityczni zachowali się przyzwoicie: napisali o solidarności, o modlitwie bez uderzania w drugich. Ale jeden tweet nie zmienia faktu, że ci liderzy powinni stanąć przed ludźmi i powiedzieć: wprowadziliśmy ten kraj w wojnę polsko-polską i już najwyższy czas wycofać się z tego kursu. Zrobimy wszystko, żeby zmienić ton debaty politycznej. Nie będzie przyzwolenia w naszych środowiskach na podsycanie emocji strachu i nienawiści. Chcemy się różnić, spierać, ale z szacunkiem dla drugiego człowieka. Ten kraj jest naszym wspólnym domem i musimy nauczyć się w nim wspólnie żyć.

I nie chodzi o to, żeby ci politycy powiedzieli, że to wina tych drugich i oczekują od nich zmiany narracji. Chodzi o to, żeby każdy powiedział: my, a nie oni. A potem, żeby za tymi słowami poszła prawdziwa zmiana.

A my, obywatele mamy prawo, a nawet obowiązek wymagać tego od nich”.

W ostatnim wpisie ks. Łukasz apeluje do wszystkich czytelników.

„I żeby nie było, że uwziąłem się na polityków. Trzeba nam wszystkim powiedzieć stop nienawiści. W jakiekolwiek formie. Trzeba powiedzieć stop tej fali nienawiści, która codziennie przetacza się przez Facebooka czy Twittera. I nie chodzi tylko o politykę. Chodzi o każdy rodzaj agresji, która jest skierowana przeciwko komuś. Może sami w tym uczestniczymy albo to tolerujemy widząc to na tablicach naszych znajomych, na grupach, w których uczestniczymy. To, co się dzieje tutaj ma także wpływ na to, co dzieje się poza Facebookiem i Twitterem.

Trzeba jasno powiedzieć stop jakimkolwiek formom nienawiści, generowania uprzedzeń, stosowania języka pogardy wobec innych. W świecie wirtualnym, w naszych rozmowach, w naszych środowiskach. Naprawdę musimy mieć stanowczą niezgodę na język nienawiści i zrobić wszystko, co w naszych siłach, żeby go wyrugować z naszego życia. Trzeba blokować osoby, które sieją nienawiść. Blokować w wirtualnym i rzeczywistym świecie. Trzeba się od nich odsuwać, żeby samemu nie zatruć się jadem, ale tez żeby pokazać im, że nie ma naszej zgody na to”.

Źródło: Deon.pl

Fot. Pixabay

ZOBACZ TEŻ: https://malydziennik.pl/owsiak-musi-odejsc-wzbudza-negatywne-emocje-opinia-poslanki/

Kornel Morawiecki, ojciec obecnego premiera, poseł i marszałek senior mówił o swojej pozycji, dotyczącej stałej obecności amerykańskich żołnierzy na terenie Polski.

Rozmowa z Kornelem Morawieckim dotyczyła m in. raportu instytutu Political Capital, dotyczącego wpływów Rosji w Europie Środkowej. Na liście osób, które według instytutu miałyby świadomie lub nie pomagać Rosji, umieszczono m.in. wiceministra cyfryzacji.

— To, że ktoś się zastanawia nad sensownością obecności wojsk amerykańskich w Polsce, to nie znaczy, że jest agentem — stwierdził Morawiecki. — Moje środowiska protestowały, żeby w Polsce nie było wojsk sowieckich, które miały nas bronić przed Amerykanami. Nie wiem, czy to dobrze, że teraz są u nas wojska amerykańskie, które mają nas bronić przed Rosjanami — dodał.

Na pytanie, czy on sam jest przeciwny obecności amerykańskich żołnierzy w Polsce, odpowiedział: Myślę, że obecność wojsk amerykańskich jest symboliczna, nic nam nie daje. Ja chciałbym, żeby tu nie było innych wojsk niż wojska polskie.

Z pomysłem rozmieszczenia w Polsce stałej amerykańskiej dywizji pancernej wystąpił prezydent Andrzej Duda. Zaproponował także nazwę — „Fort Trump”. Koszty — od półtora do dwóch miliardów dolarów — pokryje Warszawa. Sam Trump powiedział, że USA wciąż rozważają tę propozycję złożoną w trybie dwustronnym poza NATO.

Minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak w listopadzie u.r. zapewniał, że stworzenie w kraju amerykańskiej bazy wojskowej jest kwestią rozstrzygniętą.

— To inicjatywa polsko-amerykańska. «Fort Trump» powstanie, to nie ulega żadnej wątpliwości, więc nie rozmawiamy o tym «czy», tylko «jak» — mówił Błaszczak na antenie radiowej Jedynki.

Polska od lat nie prowadzi sensownej polityki zagranicznej wobec Rosji. Obecnie niemal nie mamy stosunków dyplomatycznych z jednym z mocarstw światowych, które jest naszym sąsiadem.

Źródło: Sputnik.ru

Fot. Pixabay

Zobacz też: https://malydziennik.pl/pilne-trwaja-przygotowania-do-wojny-rosja-stawia-na-defensywe/