„Prezydent Mościcki chce wzmocnić antykomunistyczne przymierze wolnych narodów. Jest na wschodzie kraj, który ma porachunki z sowieckim kolosem” – taką alternatywną wizję historii II wojny światowej prezentuje film opublikowany przez Narodowe Centrum Kultury.

Autorzy filmu przedstawiają zupełnie pomijaną dziś kwestię dotyczącą możliwości zawarcia polsko-japońskiego paktu przeciwko Związkowi Radzieckiemu. W dwuczęściowej produkcji „Tak mogło być” omawiane są także inne ciekawe scenariusze.

Czytaj także: Co by było, gdyby POLSKA pierwsza zaatakowała III RZESZĘ? ZOBACZ! [WIDEO]

„Jego cesarska wysokość Hirohito przyjął naszego prezydenta na prywatnej audiencji” – mówi narrator filmu o alternatywnej historii. – Członkiem polskiej delegacji jest młody Bronisław Piłsudski. Bratanek Marszałka i serdeczny przyjaciel cesarza. Prezydent stara się z jego pomocą przekonać monarchę do współdziałania przeciwko Sowietom”.

Czy taki scenariusz był w ogóle możliwy? Jaki byłby wynik wojny z ZSRR? Zobaczcie sami!

Fot. Screen Facebook

Japońscy medycy z Jednostki 731 testowali na więźniach dosłownie wszystko: od wytrzymałości ludzkiego organizmu na wysokie ciśnienie, po wtłaczanie powietrza do żył. Żadnego ze zbrodniarzy nigdy nie spotkała zasłużona kara. 

Wiosną 1928 r. japoński mikrobiolog Shiro Ishii wyruszył w swoją dwuletnią podróż po krajach Zachodu. Jego eskapada nie była bynajmniej związana z chęcią poznawania walorów architektonicznych Europy i Ameryki. Przemierzał Francję, Kanadę i Stany Zjednoczone zbierając informacje o badaniu i wykorzystywaniu przez te państwa broni chemicznej i biologicznej.

Czytaj także: POLAK, którego bał się sam AL CAPONE! Jego gang istnieje do DZIŚ! [WIDEO]

Ishii niespecjalnie przejmował się faktem, że konwencja genewska z 1925 r. zakazywała prowadzenia badań nad tego rodzajem broni. „Jeśli czegoś zakazano, to znaczy, że musiało to być skuteczne” – miał mawiać. W planach mikrobiologa groźne mikroby i związki chemiczne miały poprowadzić Cesarstwo Japonii do zwycięstwa w zbliżającej się wojnie.

Shiro Ishii – Mengele Dalekiego Wschodu

Ishii – tak jak wszyscy ówcześni Japończycy – był wychowywany w kulcie pracy i ciągłego samorozwoju. Ambicje zawiodły go na sam szczyt – w 1920 r. ukończył studia medyczne na prestiżowym Uniwersytecie Cesarskim Kioto i wstąpił do wojska.

Wstępne eksperymenty z mikrobami i toksynami rozpoczął w 1932 r. Trzy lata powstało na terenie okupowanej przez Japończyków Mandżurii utworzono tajne laboratorium wojskowe – Jednostkę 731. W kompleksie położonym w mieście Pingfang przetrzymywano więźniów różnej narodowości. W większości byli to Chińczycy i Koreańczycy, ale także jeńcy i szpiedzy z Europy, USA i ZSRR.

Shiro Ishii
Shiro Ishii / Fot. Wikimedia Commons – domena publiczna

Kompleks podlegał policji wojskowej Kempetai, a celem jego istnienia było opracowanie broni biologiczno-chemicznej. Więźniowie mieli pełnić rolę królików doświadczalnych, na których planowano przeprowadzać okrutne eksperymenty bez znieczulenia.

Gdy Shiro Ishii zaczął pracę w Jednostce 731, zwrócił się do swoich podwładnych słowami:

„Misją od Boga każdego medyka jest blokowanie choroby i jej eliminacja, lecz zadanie, nad którym będziemy tu pracować, jest całkowitą odwrotnością tej reguły”.

Pierwszym szefem kompleksu został lekarz i porucznik Cesarskiej Armii Japońskiej Masaji Kitano, lecz to właśnie Ishii grał tam kluczową rolę. Jednym z wynalazków Mengele z Dalekiego Wschodu była tzw. „bomba porcelanowa Ishiiego”. Mikrobiolog stworzył ją, ponieważ palącym problemem były wysokie temperatury, które po eksplozji tradycyjnej bomby zabijałyby znajdujące się w niej pchły roznoszące zarazki dżumy. 

Ceramiczny wynalazek doktora Ishiiego rozwiązywał te problemy – broń roztrzaskiwała się o ziemię, nie uszkadzając owadów. W październiku 1940 r. Japończycy przeprowadzili test bomby w chińskiej prowincji Zhejiang, zarażając dżumą setki miejscowych chłopów. 

„Drewnem w tym tartaku będą ludzie”

Początkowo w miejscu Jednostki 731 miała powstać stacja uzdatniania wody dla stacjonujących w okolicy żołnierzy. Gdy Japończycy zadecydowali już o budowie laboratorium, wmawiali jednak ciekawskiej miejscowej ludności, że wznoszą tartak. Pewien lekarz z personelu Jednostki 731  powiedział potem, że „drewnem w tym tartaku będą ludzie”. Stąd więźniowie kompleksu byli nazywani pogardliwie „maruta”, co w języku japońskim oznacza kłodę.

Shiro Ishii
Kompleks Jednostki 731 / For. Wikimedia Commons – domena publiczna

Maruta byli poddawani wymyślnym torturom, których celem było zbadanie rozwoju groźnych chorób w naturalnych środowisku. Więźniom nie podawano znieczulenia, a według powojennych statystyk średnia długość życia osób osadzonych w jednostce wynosiła od 5 do 10 dni. >>>CZYTAJ DALEJ<<<

Kąpiele Leśne to zapożyczenie z japońskiego „shinrin-yoku”.

I faktycznie na pomysł kąpieli leśnych wpadli japońscy lekarze – wielkie aglomeracje i pęd życia skłonił ich do poszukiwania lekarstwa w naturze.

 

Wyobraź sobie…

Nie masz ze sobą telefonu, nic cię nie goni. Wchodzisz do lasu tylko po to by ODCZUWAĆ. Dotykasz kory drzewa, gładzisz mech, oddychasz głęboko wdychając aromaty lasu, słuchasz pluskania strumyka, szumu drzew i głosów ptaków.

Tu nie chodzi o wyjście na spacer. Możesz się poruszać powoli, albo możesz jedynie być, trwać i czuć…

Czytaj także: Influencerka ZAKOCHANA W JEZUSIE na swoim profilu..

Co to daje?

Kąpiele leśne mają charakter terapeutyczny. Pozwalają nam się wyciszyć i wczuć w siebie oraz w otoczenie. Pod względem medycznym, po kąpielach leśnych zaobserwowano zwiększoną produkcję substancji wpływających na odporność. Taka kąpiel obniża także ciśnienie krwi, reguluje puls i obniża poziom stresu.

 

Nowość?

Choć „kąpiele leśne” mogą brzmieć odkrywczo, to jest trudno nie zauważyć, że jest to powrót do natury. Do czasów, gdy człowiek miał czas po prostu pobyć – z samym sobą, z naturą i z Bogiem.

Warto zatem spróbować leśnej kąpieli, choćby jutro.

 

 

fot. pixabay

Japonia wystąpiła z Międzynarodowej Komisji Wielorybnictwa i ogłosiła powrót do komercyjnych połowów wielorybów.

Tokio wielokrotnie groziło wycofaniem się z Międzynarodowej Komisji Wielorybnictwa (International Whaling Commission – IWC).  Powodem był brak akceptacji dla prowadzonych pod przykrywką badań naukowych krwawych połowów wielorybów. Japonia jest sygnatariuszem umów zakazujących polowań. Każde takie polowanie pod szyldem badań naukowych kosztowało życie średnio 330 wielorybów.

Ostatnio Japonia usiłowała przekonać IWC, by zezwolono jej na powrót do komercyjnych polowań, lecz bez skutku.

W związku z tym do końca bieżącego roku Tokio poinformuje Komisję o wystąpieniu z szeregu jej członków, co zgodnie z przepisami o półrocznym okresie wypowiedzenia stanie się faktem 30 czerwca 2019. Oznacza to, że japońscy wielorybnicy będą mogli wznowić polowania na płetwala karłowatego i inne chronione prawem gatunki.

Japończycy zapowiedzieli, że polowania będą prowadzić  wyłącznie na wodach terytorialnych, rezygnując z połowów w Antarktyce i na półkuli południowej.

Japończycy argumentują, że decyzja ta umożliwi japońskim rybakom „przekazywanie następnym pokoleniom bogatej tradycji wielorybniczej”.

Źródło: Rzeczpospolita

Pixabay

ZOBACZ TEŻ: https://malydziennik.pl/klusownik-zabil-kilkaset-jeleni-zobacz-co-go-spotkalo/