Podczas obchodów dnia pamięci Polaków pomordowanych przez ukraińskich nazistów z UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, od 1939 do 1947 roku, ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski udzielił wywiadu Janowi Bodakowskiemu. Zdaniem duchownego liczba zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów jest znacznie większa, niż się obecnie szacuje. 

Zdaniem księdza Isakowicza-Zaleskiego należy docenić senatorów z PiS za przyjęcie uchwały o potępieniu ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nazistów na Polakach. Jednocześnie kapłan zasłużony dla upamiętnienia polskich męczenników skrytykował PiS za nieprzyjęcie ustawy dotyczącej ludobójstwa, usunięcie, na żądanie obcych ambasad w tym i ukraińskiej, z ustawy o IPN przepisów dotyczących ludobójstwa dokonanego na Polakach.

Z krytyką kapłana spotkał się też prezydent Andrzej Duda, który zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego o usunięcie z ustawy słów dotyczących nacjonalistów ukraińskich i Małopolski Wschodniej.

Czytaj także: Syn ukraińskiego zbrodniarza do POLAKÓW: „Chciałbym wam napluć w TWARZ!”

Zdaniem księdza Isakowicza-Zaleskiego ani rządy PiS, ani PO i PSL nie doprowadziły do pochówku ofiar, stało się tak, pomimo że Polska wspiera Ukrainę finansowo i politycznie. Jak przypomina duchowny, Ukraina nie pozwala na dokonanie ekshumacji polskich ofiar i pochowanie ich po katolicku.

Według duchownego tylko Ukraina w barbarzyński sposób zakazuje pochówku ofiar, gdy w Polsce Polacy umożliwili pochówek nawet niemieckich i rosyjskich agresorów i zbrodniarzy. Ksiądz uważa, że dziś politycy tylko składają deklaracje, a realnie nic nie robią w sprawie ekshumacji, pochówków, i upamiętnienia ofiar.

Rośnie wiedza o zbrodniach UPA

W wywiadzie ksiądz Isakowicz-Zaleski przypomniał o zbrodniach nazistów Ukraińskich od 1939 do 1947 roku, o tym, że Polacy byli mordowani przez nazistów ukraińskich tylko dlatego, że byli Polakami, a także o tym, że dziś na Ukrainie zakazuje się pochówki ofiar, i stawia się pomniki oprawców – przez co pojednanie jest nierealne.

W opinii duchownego dzięki badaniom społecznym rośnie wiedza o liczbie ofiar. Dzieje się tak dzięki społecznikom, a nie państwowym placówkom, bo władze, państwowe uniwersytety, nic nie robią, by badać prawdę o zbrodniach. Ksiądz Isakowicz-Zaleski przypomniał też, że UPA mordowała również Ukraińców, którzy nie nie popierali ukraińskiego nazizmu.

Zdaniem duchownego polityka polska od dekad opiera się na nieustannych ustępstwach wobec wschodnich sąsiadów. Dzieje się tak, pomimo że Ukraina nie dąży do współpracy Polski, Jest to dowód na bankructwo myśli Giedroycia. Nie może być tak, że Polacy dają Ukraińcom pieniądze i nic z tego nie ma. Robiąc tak, PiS kontynuuje złą politykę PO i PSL.

„Moi drodzy przyjaciele, dwadzieścia lat jęczeliśmy pod polskim panowaniem, a teraz wracamy pod skrzydła wielkiego narodu niemieckiego” – mówił przywódca „narodu góralskiego”, gdy witał Hansa Franka w Zakopanem.

Pochodzący z małopolskiej wsi Kościelisko Wacław Krzeptowski miał ambicje, aby zostać kimś ważnym i szanowanym. Od zawsze ciągnęło go do polityki. Jako prezes Stronnictwa Ludowego w Nowym Targu oraz wiceprzewodniczący Związku Górali miał okazję poznać najważniejsze osoby w państwie.

Miał to szczęście, że prezydent Ignacy Mościcki kochał polskie góry – na tyle, aby ślub swojej córki wyprawić właśnie na Podhalu. Krzeptowski dostąpił wówczas ogromnego zaszczytu – prowadził do ołtarza ojca panny młodej.

Czytaj także: JEDYNY WYWIAD Hitlera dla polskiej prasy. Zobacz, co mówił o Polakach!

Krewki góral nie robił tego bynajmniej z zamiłowania do sanacji. Krzeptowski był przede wszystkim oportunistą. Być może dlatego po inwazji Niemców na Polskę wyparł się wszystkiego, co go do tej pory łączyło z nadwiślańskim krajem.

W czasie okupacji Krzeptowski stanął na czele Komitetu Góralskiego (Goralisches Komitee) – autonomicznego samorządu, będącego fundamentem Goralenvolku („narodu góralskiego”). Działalność Krzeptowskiego i jego sympatyków była tym samym najbardziej zinstytucjonalizowaną formą kolaboracji na okupowanych terenach Polski.

Haniebny hołd krakowski

W pierwszych tygodniach niemieckiej okupacji Krzeptowski wielokrotnie spotykał się z przyszłym katem Polaków, Hansem Frankiem. 7 listopada 1939 r. uczestniczył w uroczystości objęcia przez niego stanowiska gubernatora Generalnego Gubernatorstwa. Podczas tego wydarzenia, które zyskało z czasem pogardliwe miano „hołdu krakowskiego”, reprezentacja górali wręczyła Frankowi złotą ciupagę. Pięć dni później miała miejsce rewizyta generalnego gubernatora w Zakopanem, podczas której Krzeptowski wypowiedział haniebne słowa:

„Meine lieben Kameraden (Moi drodzy przyjaciele), dwadzieścia lat jęczeliśmy pod polskim panowaniem, a teraz wracamy pod skrzydła wielkiego narodu niemieckiego”. 

Chociaż Krzeptowski jest dziś najbardziej znaną postacią związaną z Goralenvolk, sam idea „narodu górlalskiego” pojawiła się jeszcze przed wojną. Twórcą pomysłu był piłsudczyk i aktywny działacz sanacyjny, dr Henryk Szatkowski. Tym bardziej może dziwić, że w czasie okupacji wybrał karierę folksdojcza, podpisując niemiecką listę narodowościową i przyczyniając się do szerzenia antypolskich haseł.

Wacław Krzeptowski

Wacław Krzeptowski wita Hansa Franka w Zakopanem. Wikimedia Commons

Stworzona przez Szatkowskiego idea Goralenvolku czerpała garściami z prac niemieckich „myślicieli”, którzy przekonywali, że mieszkańcy Podhala wywodzą się od Germanów. Uczeni ci twierdzili na przykład, że ludowe pieśni górali tatrowych są w istocie zniekształconą (spolszczoną) wersją tyrolskiego jodłowania.

Zwracali także uwagę, że w Zakopanem można spotkać symbol swastyki, nazywany w tych stronach krzyżykiem niespodzianym. 29 listopada 1939 r. część działaczy Związku Górali powołała Goralenverin, z której trzy lata później wyrósł Komitet Góralski. Głównym obszarem działalności organizacji była agitacja mieszkańców Podhala.

Umowa Haavara (z hebrajskiego: הֶסְכֵּם הַעֲבָרָה, czyli Heskem haavara: „umowa o przeniesienie”) była porozumieniem między Niemcami hitlerowskimi i syjonistycznymi Żydami niemieckimi podpisana w dniu 25 sierpnia 1933. Umożliwiała ona emigrację niemieckich Żydów do Palestyny, ale tylko tym najzamożniejszym. 

Jakże wiele faktów historycznych jest przemilczanych, szczególnie tych związanych z tzw.: „narodem wybranym”, a ten naród ma niezwykłą cechę (mimo, że już posiada swoje państwo): nie asymilując się z ludnością i tradycją oraz prawem określonego kraju, na którym pasożytuje to zawsze potrafi zadbać o siebie, nawet porozumiewając się z największym ich wrogiem.
Tak też było już w 1933 roku w Niemczech hitlerowskich, gdzie z Hitlerem Żydzi podpisali z tzw. umowę Haavara.
Umowa Haavara (z hebrajskiego: הֶסְכֵּם הַעֲבָרָה, czyli Heskem haavara: „umowa o przeniesienie”) była porozumieniem między Niemcami hitlerowskimi i syjonistycznymi Żydami niemieckimi podpisana w dniu 25 sierpnia 1933.
Umowa została sfinalizowana po trzech miesiącach rozmów przez syjonistyczną Federację Niemieckich Żydów, Anglo-Palestine Bank (na mocy dyrektywy Agencji Żydowskiej ) i władze gospodarczo-polityczne nazistowskich Niemiec. Był to główny czynnik umożliwiający migrację około 60 000 niemieckich Żydów do Palestyny ​​w latach 1933–1939. Są też szacunki, że było to aż 150 tysięcy.

Tylko dla najbogatszych

Ciekawostką jest to, że emigrowali  tylko najbogatsi  Żydzi, których stać było na ową emigrację. Biedota żydowska pozostała. Podobnie było w Polsce tuż przed wojną 1939: najbogatsi Żydzi wyemigrowali a została aszkenazyjska biedota, która później poddana została Holocaustowi.
Porozumienie umożliwiło Żydom ucieczkę przed prześladowaniami w ramach nowego reżimu nazistowskiego, aby przekazać część swoich aktywów Brytyjskiej Palestynie. Emigranci sprzedali swoje aktywa w Niemczech, aby zapłacić za podstawowe towary (wyprodukowane w Niemczech), które miały zostać wysłane do Mandatory Palestine.
Porozumienie było wówczas kontrowersyjne i było krytykowane przez wielu żydowskich przywódców zarówno w ruchu syjonistycznym (takim jak przywódca rewizjonistycznego syjonizmu Ze’ev Jabotinsky ), jak i poza nim, a także przez członków NSDAP i członkowie niemieckiej opinii publicznej.
Dla niemieckich Żydów porozumienie umożliwiło opuszczenie coraz bardziej wrogiego środowiska w Niemczech; dla Jiszwi , nowej społeczności żydowskiej w Palestynie, oferowała dostęp zarówno do pracy imigrantów, jak i wsparcia ekonomicznego; dla Niemców ułatwiła emigrację niemieckich Żydów, łamiąc antynazistowski bojkot 1933 r. , który cieszył się ogromnym poparciem wśród europejskich Żydów i był uważany przez państwo niemieckie za potencjalne zagrożenie dla niemieckiej gospodarki.

Radykalizacja 

Chociaż NSDAP zdobyła największe poparcie w głosowaniach w dwóch wyborach powszechnych w Reichstagu w 1932 roku to nie mieli większości, więc Hitler kierował krótkotrwałym koalicyjnym rządem utworzonym przez NSDAP i Niemiecką Narodową Partię Ludową. Pod naciskiem polityków, przemysłowców i innych, prezydent Paul von Hindenburg wyznaczył Hitlera na kanclerza Niemiec w dniu 30 stycznia 1933 r. Wydarzenie to nosi nazwę Machtergreifung (przejęcie władzy).
W kolejnych miesiącach NSDAP zastosował proces nazwany Gleichschaltung (koordynacja) w celu konsolidacji władzy. Do czerwca 1933 r. Praktycznie jedynymi organizacjami, które nie były pod kontrolą NSDAP, były wojsko i kościoły.
W ramach ruchu nazistowskiego proponowano różnorodne (coraz bardziej radykalne) „rozwiązania” „kwestii żydowskiej ” zarówno przed rządem NSDAP, jak i po nim, w tym wydalenie i zachęcanie do dobrowolnej emigracji. Powszechne prześladowania niemieckich Żydów rozpoczęły się, gdy tylko NSDAP przejął władzę.
Na przykład 1 kwietnia NSDAP zorganizował ogólnokrajowy bojkot przedsiębiorstw należących do Żydów w Niemczech ; zgodnie z ustawą o przywróceniu zawodowej służby cywilnej, która została wdrożona 7 kwietnia, Żydzi zostali wykluczeni ze służby cywilnej; 25 kwietnia nałożono kwoty na liczbę Żydów w szkołach i na uniwersytetach. Żydzi spoza Niemiec odpowiedzieli na te prześladowania bojkotem niemieckich towarów.

Osadnictwo żydowskie w Palestynie

Tymczasem w Mandatory Palestine rosnąca populacja żydowska (174 610 w 1931 r., wzrosła do 384 078 w 1936 r.) zdobywała ziemię i rozwijała struktury przyszłego państwa żydowskiego pomimo sprzeciwu ludności arabskiej.Stąd te szacunki, że z Niemiec wyemigrowało do Palestyny 150 tysięcy Żydów a przeszło 50 tysięcy z innych krajów, m.in. w większości z Polski, bo Żydzi byli pewni, że Hitler zaatakuje Polskę i ci bogatsi też emigrowali na szybko z Polski.
Umowa transferowa stosowana przez Palästina Treuhandstelle (Biuro Powierników Palestyny), utworzona została specjalnie w celu pomocy Żydom uciekającym przed reżimem nazistowskim oraz w celu odzyskania części aktywów, które musieli oddać, gdy uciekli z nazistowskich Niemiec.
Hanotea ( הַנּוֹטֵעַ , „plantator”) była firmą Biura Powierników Palestyny zajmującą się sadzeniem cytrusów z siedzibą w Netanji i założoną w 1929 r. przez ugruntowanych żydowskich osadników w Palestynie zaangażowanych w ruch Benei Binyamin. W porozumieniu zawartym z Ministerstwem Gospodarki Rzeszy zablokowane niemieckie konta bankowe potencjalnych imigrantów żydowskich zostały odblokowane, a Hanotea wykorzystała środki z nich na zakup niemieckich produktów rolnych; towary te, wraz z imigrantami, byłyby następnie wysyłane do Palestyny, a imigranci otrzymywali dom lub plantację cytrusów od firmy do tej samej wartości.

Pilotaż

Dyrektor Hanotei, Sam Cohen, reprezentował firmę w bezpośrednich negocjacjach z Ministerstwem Gospodarki Rzeszy, począwszy od marca 1933 roku.W maju 1933 r. Hanotea złożył wniosek o zezwolenie na transfer kapitału z Niemiec do Palestyny. Podobno ten pilotażowy układ niemiecko-hitlerowski działał pomyślnie i dlatego utorował drogę późniejszemu porozumieniu z Haavara.
Biuro Zaufania i Transferu „Haavara” Ltd. oddała do dyspozycji Banków w Palestynie kwoty w Reichmarks, które zostały oddane do jej dyspozycji przez żydowskich imigrantów z Niemiec. Banki korzystały z tych kwot w Reichmarks w celu dokonywania płatności w imieniu palestyńskich kupców za towary importowane przez nich z Niemiec. Kupcy płacili wartość towarów bankom. W takim samym stopniu, w jakim lokalni kupcy korzystali z tego rozwiązania, import niemieckich towarów posłużył do wycofania kapitału żydowskiego z Niemiec.

Naukowcom udało się ostatecznie rozszyfrować 13-stronicowe zapiski Marcela Nadjari, więźnia Auschwitz, członka Sonderkommando, który pod przymusem pracował przy krematoriach.

Zapiski greckiego Żyda zostały odkryte w 1980 roku, ale z powodu uszkodzenia gleby tylko około 10 proc. tekstu można było odszyfrować. Dzięki najnowszej technologii całość udało się teraz rozszyfrować rosyjskiemu historykowi Pavelowi Polianowi. Nadjari szczegółowo opisuje, jak każdego dnia eskortował Żydów do komór gazowych, którzy byli „zapakowani jak sardynki”.

Czytaj także: III WOJNA ŚWIATOWA wisi w powietrzu?! Iran zagroził, że…

„Często myślałem, by pójść za nimi i z tym wszystkim skończyć” – pisał 26-letni Nadjari. „Ale chęć zemsty mnie powstrzymywała. Chciałem żyć, by pomścić śmierć mojego taty, mamy i mojej malutkiej siostry”. Najbliżsi Nadjariego zginęli w obozie w 1943 roku.

Nadjari był jednym z 2,2 tys. członków Sonderkommando – żydowskich niewolników SS, którzy eskortowali innych Żydów do komór gazowych. Następnie musieli zbierać złoto, włosy, palić ciała i wyrzucać prochy do rzeki.

26-latek również był myśli, że czeka go tragiczny koniec. Postanowił więc zapisywać swoje przeżycia, by wszyscy dowiedzieli się o zbrodniach hitlerowców. W listopadzie 1944 roku schował 13-stronicowy tekst w termosie, który następnie zakopał nieopodal krematorium.

„Krematorium to wielki budynek z szerokim kominem. Pod ogrodem są dwie potężne piwnice. W jednej ludzie się rozbierają, a druga jest komorą śmierci. Wchodzą tam nadzy i kiedy uzbiera się ich około 3 tysięcy, to są zamykani i gazowani. Po sześciu lub siedmiu minutach cierpienia umierają” – pisał. Zaznaczył także, że w komorze zamontowano rury, by loch przypominał pomieszczenie z prysznicami. O prochach ludzi pisał: Wszystkie ważyły około 640 gramów.

Nadjari przeżył Auschwitz, skąd został przeniesiony do obozu obok austriackiego Mauthausen. III Rzesza Niemiecka w końcu upadła i Nadjari odzyskał wolność. Wziął ślub i w 1951 roku wyjechał do Nowego Jorku, gdzie pracował jako krawiec. Zmarł w 1971 roku.

Źródło: metro.co.uk / RMF24

25 czerwca w szwajcarskiej gazecie „Neue Zürcher Zeitung” ukazał się wywiad z historykiem Holokaustu Yehudem Bauerem. Badacz stwierdził, że Polacy uczestniczyli podczas wojny w Zagładzie Żydów, przyczyniając się do śmierci od 150 do 200 tys. ludzi. Na te słowa zareagowała ambasada RP w Bernie. 

Bauer, który oskarża Polaków o zorganizowany udział w Holokauście twierdzi także, że polski rząd zaprzecza tym „faktom”, a rząd w Izraelu  ma nas w tym rzekomo wspierać. W reakcji na artykuł wysłano pismo do redakcji gazety z prośbą o publikacje tekstu ambasadora Jakuba Kumocha.

Czytaj także: Kim był dziadek Angeli Merkel? Tego o kanclerz Niemiec NIE WIEDZIAŁEŚ!

Pomimo licznych apeli, redakcja nie odpowiedziała na pismo polskiej placówki dyplomatycznej.  W piśmie wysłanym do „Neue Zürcher Zeitung” zaznaczono, że liczby podane przez Bauera są wynikiem sfałszowania źródła historycznego i nie są w żaden sposób udowodnione naukowo. Ambasada zauważa również, że w lutym 2019 r.  taką argumentację przedstawił także wydawany w Izraelu dziennik „Jerusalem Post”.

„Pomimo wielu próśb, gazeta @NZZ nie opublikowała repliki Ambasadora RP. Dzieje się to po raz trzeci i po raz trzeci w sprawie dotyczącej spraw Zagłady Żydów. Raz nam odmówiono, raz próbowano ingerować w treść, raz przez wiele dni odmawiano odpowiedzi. Sprawa w @PresseratCHw toku”

– możemy przeczytać na profilu ambasady na Twitterze.

Źródło: Twitter

Pomimo upływu ponad 70 lat od zakończenia II wojny światowej, wciąż można natrafić na pozostałości z tamtego okresu. Archeolodzy prowadzący badania w Rumunii dokonali właśnie makabrycznego odkrycia. 

Rumunia, która w czasie wojny była pod rządami króla Michała I, a faktycznie – pod kontrolą faszystowskiego dyktatora Iona Antonascu, przyłączyła się 23 listopada 1940 r. do paku trzech. Kraj ten brał także udział w wojnie ze Związkiem Radzieckim. Rumunii – oprócz chęci walki z bolszewizmem – mieli osobiste powody do porachunków ze Stalinem. W czerwcu 1940 r. ZSRR wystosowało ultimatum wobec rządu w Bukareszcie, na mocy którego anektowali Besarabię.

Czytaj także: UWAGA! Mocne słowa Wojciecha Cejrowskiego w NIEMIECKIEJ telewizji. KRYTYKUJE PiS za…

Antonescu wspierał ponadto Niemców w przeprowadzeniu Holokaustu. Pogromy na ogromną skalę odbywały się m.in. w rejonie Bukowiny. Zespół archeologów odkrył właśnie w północno-wschodniej Rumunii jedną z takich zbrodni – zbiorowy grób, w którym pochowano co najmniej 40 Żydów. Szacuje się, że w tej okolicy żołnierzy rumuńscy dokonali pogromu ponad 100 ludzi.

Odkrycia dokonano dokładnie w gminie Popricani, gdzie 9 lat temu odkryto też w pobliskim leskie ciała 16 ofiar Holokaustu. Jak informują izraelskie media, najmłodsza ofiara w odkrytej właśnie mogile miała zaledwie dwa lata.

Masakry dokonane przez rumuńskich żołnierzy wynikały ze zobowiązań wynikających z sojuszu pomiędzy III Rzeszą i rządem Antonescu. Szacuje się, że w czasie II wojny światowej zabito około 15 tys. rumuńskich Żydów.

Fot. Ion Antonescu i Adolf Hitler w Monachium, czerwiec 1941 r. / Bundesarchiv, Bild 183-B03212 / CC-BY-SA 3.0 

Źródło: o2.pl

Przed inwazją na Polskę Niemcy – chcąc usprawiedliwić swój atak przed międzynarodową opinią publiczną – przygotowali sprytną mistyfikację. Świat miał uwierzyć, że powodem wojny z II RP jest nieprowokowany przez Hitlera atak Polaków na niemiecką radiostację w Gliwicach.

O ile Zachód nie dał się wówczas na to nabrać, o tyle w dobie internetu coraz więcej osób ulega takim przekazom propagandowym.

A wynika tak chociażby z samych wyników w popularnej przeglądarce Google. Po wpisaniu frazy „Poland started” („Polska rozpoczęła”) pojawiają się podpowiedzi typu „Poland started world war 2” („Polska rozpoczęła II wojnę światową”). Dopiero z piątego wyniku dowiadujemy się, że II wojna światowa rozpoczęła się od inwazji na Polskę.

Czytaj także: Kupił radziecki czołg za 150 tys., został MILIONEREM! W środku znalazł… [WIDEO]

Oczywiście nie można za to winić Google, gdyż sugestie wyszukiwarki są oparte o najczęściej wyszukiwane frazy dla danego zapytania.

Innymi  słowy winna jest tutaj po raz kolejny ludzka ignorancja. Opisane zjawisko dowodzi, że osoby posługujące się na co dzień językiem angielskim z jakichś przyczyn szukają masowo informacji o rozpoczęciu wojny właśnie przez nasz kraj.

Na szczęście wyniki z wyszukiwarki są już bardziej sensowne i dotyczą hipotetycznych sytuacji, w których to Polska atakuje prewencyjnie III Rzeszę. Po ostatnich zagranicznych skandalach pod tytułem  „polskie obozy koncentracyjne” oraz „polski udział w Holokauście” trudno jednak podejrzewać internautów, aby właśnie takich informacji szukali w globalnej sieci…

Ciekawostką jest, że po wpisaniu tej samej frazy w języku polskim pojawia się wynik dotyczący przystąpienia naszego kraju do UE.

24 czerwca, Limburg w Niemczech. O godz. 3.45 w środku pola eksplodowała samoistnie ważąca ćwierć tony bomba lotnicza z czasów II wojny światowej. Niewybuch pozostawił po sobie ogromny krater. 

Przybyli na miejsce specjaliści oszacowali, że bomba lotnicza znajdowała się  4 metry pod ziemią. W wyniku eksplozji zostawiła po sobie lej o średnicy 10 m i głębokości ok. 4 m. Na szczęście do wybuchu doszło na środku pola, gdy wszyscy spali, dlatego nikomu nic się nie stało.

Czytaj także: SKANDAL! Mocne słowa Mike’a Tysona: „Polakom w Powstaniu Warszawskim stało się g*wno”

Saperzy przeczesali pole, aby upewnić się, że w ziemi nie znajdują się inne niebezpieczne bomby. Jak podaje autor bloga Zwiadowca Historii, w Niemczech raz do roku dochodzi do samoistnych eksplozji niewybuchów z czasów II wojny światowej.

Winne temu są utleniające i rozkładające się detonatory chemiczne, w tym wypadku zawierające kapsułki acetonowe. Powodem licznego występowania niewybuchów w tamtym rejonie jest była zajezdnia kolejowa która była celem ataku bombowego pod koniec II Wojny Światowej. Mieścił się tam również warsztat lokomotyw.

– wyjaśnia na łamach ZH Bartłomiej Stój.

Mimo tego niebezpiecznego incydentu, mieszkańcy miasta Limburg są spokojni. Komentujący całą sprawę rzecznik Guido Martin twierdzi, że niebezpieczeństwo przypadkowego zginięcia od eksplozji niewybuchu  jest mniejsze niż trafienie przez piorun w czasie burzy.

Źródło: Zwiadowca Historii

Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz zamieściła na Twitterze wpis o wybuchu II wojny światowej. Zdaniem polityk podczas okupacji zaczęły się rodzić postawy, które doprowadziły do przemian demokratycznych w Polsce. Kilka szczegółów we wpisie prezydent wzbudza poważne zastrzeżenia….

Po pierwsze Dulkiewicz wyraźnie „zapomniała”, że koniec niemieckiej okupacji przyniósł okupację sowiecką i nasz kraj na ponad 40 lat znalazł się w okowach komunizmu. Grafika wpisu wyraźnie stylizowana na symbol „Solidarności” sprawia, że nie  wiadomo do końca, co polityk miała na myśli.

Czytaj także: TEGO NIKT się nie spodziewał! MISIEWICZ wychodzi na wolność, ponieważ…

Dulkiewicz słowem nie wspomina również, że to Niemcy wywołali wojnę. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że obecna prezydent Gdańska, która znana jest ze skarżenia się na polski rząd Berlinowi, nie zrobiła tego celowo.

Zastanawia też, dlaczego Dulkiewicz właściwie zamieściła swój wpis pod datą 25 czerwca. Tego dnia nie wypada ani żadna ważna rocznica związana z wybuchem II wojny światowej, ani z przemianami demokratycznymi w PRL.

Reakcje na wpis Dulkiewicz

W odpowiedzi na wpis Dulkiewicz europosłanka PIS Beata Mazurek napisała:

Wiceprezydent Grzelak bezczelnie insynuował Polakom niegodne zachowanie. Dulkiewicz pominęła Niemców jako sprawców II wojny światowej. Ignorancja,głupota, polityczna kalkulacja,serwilizm? 

Europosłanka nawiązuje do niedawnej wypowiedzi zastępcy Dulkiewicz, Piotra Grzelaka, który stwierdził, że II wojna światowa rozpoczęła się od złego słowa, które podzieliło Europę. I to złe słowo miało paść także z ust Polaka – przekonywał wiceprezydent.

Do wpisu odniósł się także publicysta „Do Rzeczy” Marcin Makowski. „Wojna rozpoczęła się w Gdańsku 25 czerwca 1939 r.? A my głupi przez dekady pisaliśmy w podręcznikach 1 września” – napisał z typową dla siebie dozą ironii.

Przeciwko wpisowi Dulkiewicz są tym razem nawet przedstawiciele lewicy. Identyfikujący się jako lewicowie Janusz Chalicki wylicza, że 80 lat temu Niemcy napadły na Polskę, mordowali polskich pocztowców w Gdańsku i napadli na Westerplatte wywołując wojnę.

Źródło: Twitter