„Polska po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. musiała nieustannie przygotowywać się na ewentualny atak zarówno ze Wschodu, jak i Zachodu” – przedstawia trudną sytuację naszego kraju w okresie międzywojennym autor popularnego kanału na Youtube Globalista TV.

„W znanej nam historii doszło do ataku nazistowskich Niemiec na Polskę. – rozpoczyna swój film autor kanału na YouTube – Wtedy też Polacy ze wszystkich sił próbowali bronić swojego kraju. W kampanii wrześniowej brało udział prawie milion polskich żołnierzy. Jednak siła wroga była prawie dwukrotnie większa, a atak poprowadzony od Zachodu, Prus Wschodnich i Słowacji był nadzwyczaj ciężki do powstrzymania”.

Co by się jednak stało, gdyby Polska pierwsza zaatakowała III Rzeszę? Czy mieliśmy jakiekolwiek szanse w takim starciu? Zobaczcie sami!

Fot. Screen Facebook (Kanał Globalista TV)

25 stycznia 1935 r. dziennikarz „Gazety Polskiej” Kazimierz Smogorzewski przeprowadził rozmowę z kanclerzem III Rzeszy Adolfem Hitlerem. Był to, jak się okazało, jedyny wywiad udzielony przez Fuhrera polskim mediom.

Rozmowa Smogorzewskiego z Hitlerem ukazała się już następnego dnia na czołówce „Gazety Polskiej”. Nie bez znaczenia była data publikacji – dokładnie rok wcześniej Polska i Niemcy zawarli deklarację o niestosowaniu przemocy.

Czytaj także: SZOKUJĄCE słowa niemieckiego historyka! „Od początku wojny Polacy byli…”

Dziennikarz nie omieszkał odnieść się do tego faktu, skłaniając kanclerza III Rzeszy, aby potwierdził, że narodowi socjaliści dążą do normalizacji stosunków z Warszawą. Rozmówca nie zawiódł jego oczekiwań.

Cieszy mnie bardzo, iż mogę obecnie, po roku na nowo kształtujących się stosunków niemiecko-polskich spojrzeć wstecz na owocność tego rozwoju. Udało się nam przeprowadzić we właściwym czasie jedną z najbardziej ważkich poprawek historycznych. Skorygowaliśmy mianowicie błędną opinię, jakoby między obu narodami stale i na zawsze istniał stan wrogi, jako pewien rodzaj dziedziczności.

– przekonywał Hitler.

Interesująca była także odpowiedź dyktatora na pytanie o stanowisko Berlina wobec proponowanych mu  paktów międzynarodowych.

Pod pojęciem współpracy międzynarodowej nie możemy rozumieć przyjmowania na siebie nieprzejrzystych zobowiązań z takiemi konsekwencjami, że w końcu, ze względu na interesy narodowe Niemiec, mogłyby one tam nas zaprowadzić, dokąd my z własnej woli wcale iść nie chcemy, a mianowicie do wojny.

– stwierdzał rozmówca polskiego dziennikarza.

Warto nadmienić, że opublikowany wywiad z Hitlerem poprzedzony był obszernym komentarzem Smogorzewskiego. Redaktor przyznawał, że tekst nie jest wiernym zapisem oryginalnej rozmowy, gdyż – ze względu na dziennikarskie standardy – musiał przejść akceptację kanclerza.

Jednocześnie przekonywał, że gdyby mógł ogłosić stenogram tej rozmowy, to czytelnicy „mieliby przed oczyma dokument jeszcze bardziej żywy i bezpośredni”

Po latach Smogorzewski zdradził jednak, że w rzeczywistości cały jego „dialog” z Hitlerem został przygotowany  przez niemieckie zaplecze propagandowe. Na prośbę kanclerza III Rzeszy strona polska wysłała pytania do niemieckiego biura prasowego. Podczas spotkania z Hitlerem Smogorzewski miał natomiast otrzymać kartki z gotowymi odpowiedziami.

Fot. Adolf Hitler / Domena publiczna

 

„Moi drodzy przyjaciele, dwadzieścia lat jęczeliśmy pod polskim panowaniem, a teraz wracamy pod skrzydła wielkiego narodu niemieckiego” – mówił przywódca „narodu góralskiego”, gdy witał Hansa Franka w Zakopanem.

Pochodzący z małopolskiej wsi Kościelisko Wacław Krzeptowski miał ambicje, aby zostać kimś ważnym i szanowanym. Od zawsze ciągnęło go do polityki. Jako prezes Stronnictwa Ludowego w Nowym Targu oraz wiceprzewodniczący Związku Górali miał okazję poznać najważniejsze osoby w państwie.

Miał to szczęście, że prezydent Ignacy Mościcki kochał polskie góry – na tyle, aby ślub swojej córki wyprawić właśnie na Podhalu. Krzeptowski dostąpił wówczas ogromnego zaszczytu – prowadził do ołtarza ojca panny młodej.

Czytaj także: JEDYNY WYWIAD Hitlera dla polskiej prasy. Zobacz, co mówił o Polakach!

Krewki góral nie robił tego bynajmniej z zamiłowania do sanacji. Krzeptowski był przede wszystkim oportunistą. Być może dlatego po inwazji Niemców na Polskę wyparł się wszystkiego, co go do tej pory łączyło z nadwiślańskim krajem.

W czasie okupacji Krzeptowski stanął na czele Komitetu Góralskiego (Goralisches Komitee) – autonomicznego samorządu, będącego fundamentem Goralenvolku („narodu góralskiego”). Działalność Krzeptowskiego i jego sympatyków była tym samym najbardziej zinstytucjonalizowaną formą kolaboracji na okupowanych terenach Polski.

Haniebny hołd krakowski

W pierwszych tygodniach niemieckiej okupacji Krzeptowski wielokrotnie spotykał się z przyszłym katem Polaków, Hansem Frankiem. 7 listopada 1939 r. uczestniczył w uroczystości objęcia przez niego stanowiska gubernatora Generalnego Gubernatorstwa. Podczas tego wydarzenia, które zyskało z czasem pogardliwe miano „hołdu krakowskiego”, reprezentacja górali wręczyła Frankowi złotą ciupagę. Pięć dni później miała miejsce rewizyta generalnego gubernatora w Zakopanem, podczas której Krzeptowski wypowiedział haniebne słowa:

„Meine lieben Kameraden (Moi drodzy przyjaciele), dwadzieścia lat jęczeliśmy pod polskim panowaniem, a teraz wracamy pod skrzydła wielkiego narodu niemieckiego”. 

Chociaż Krzeptowski jest dziś najbardziej znaną postacią związaną z Goralenvolk, sam idea „narodu górlalskiego” pojawiła się jeszcze przed wojną. Twórcą pomysłu był piłsudczyk i aktywny działacz sanacyjny, dr Henryk Szatkowski. Tym bardziej może dziwić, że w czasie okupacji wybrał karierę folksdojcza, podpisując niemiecką listę narodowościową i przyczyniając się do szerzenia antypolskich haseł.

Wacław Krzeptowski

Wacław Krzeptowski wita Hansa Franka w Zakopanem. Wikimedia Commons

Stworzona przez Szatkowskiego idea Goralenvolku czerpała garściami z prac niemieckich „myślicieli”, którzy przekonywali, że mieszkańcy Podhala wywodzą się od Germanów. Uczeni ci twierdzili na przykład, że ludowe pieśni górali tatrowych są w istocie zniekształconą (spolszczoną) wersją tyrolskiego jodłowania.

Zwracali także uwagę, że w Zakopanem można spotkać symbol swastyki, nazywany w tych stronach krzyżykiem niespodzianym. 29 listopada 1939 r. część działaczy Związku Górali powołała Goralenverin, z której trzy lata później wyrósł Komitet Góralski. Głównym obszarem działalności organizacji była agitacja mieszkańców Podhala.

To była jedna z najbardziej perfidnych zbrodni w czasie II wojny światowej. Niemcy najpierw wmówili więźniom, że jutro zostaną uwolnieni przez aliantów, a potem zamknęli ich w ogromnej stodole i podpalili.

 

Do tragicznych wydarzeń w miejscowości Gardelegen doszło 13 kwietnia 1945 r. – dzień przed wyzwoleniem miasta przez Amerykanów. Większość z 1016 spalonych żywcem ofiar – więźniów obozów koncentracyjnych – stanowili Polacy. Zastanawiające, iż o zbrodni tej nie jest dziś tak głośno jak o historii stodoły w Jedwabnem, za sprawą której próbuje się kreować fałszywy obraz Polaka antysemity.

Czytaj także: Śmieciowy brytyjski brukowiec obraża Polaków! Według nich Hans Frank to… masowy polski morderca

Tymczasem masakra w Gardelegen nie tylko nie pozostawia wątpliwości co do narodowości sprawców, ale ukazuje także poziom ich perfidii i zdegenerowania. Przesiąknięci ideologią nazistowską Niemcy dobrze wiedzieli, że przegrali wojnę, a mimo to postanowili realizować swoje ludobójcze plany do samego końca.

Na początku kwietnia 1945 r. Niemcy – wskutek zbliżania się aliantów – zarządzili ewakuację więźniów z obozu Mittelbau-Dora do oddalonych o wiele kilometrów Bergen-Belsen, Sachsenhausen i Neuengamme. Pociąg  z ok. 2-3 tys. więźniami nie dotarł jednak na miejsce, ponieważ w trakcie transportu Amerykanie zbombardowali linie kolejowe. Pozostałą część trasy liczącej przeszło 20 km trzeba było zatem pokonać pieszo. W trakcie tego wyczerpującego marszu śmierci wielu więźniów zmarło z wycieńczenia lub zostało zastrzelonych przez strażników.

Należy wspomnieć, że w tym pierwszym akcie zbrodni uczestniczyli nie tylko członkowie SS – wśród obstawy znaleźli się także piloci z Luftwaffe, miejscowi strażacy, chłopcy z Hitlerjugend i zwykli cywile. Po dotarciu do miejscowości Gardelegen więźniowie zostali nakarmieni i zakwaterowani w koszarach. Przyszli oprawcy uspokajali ich, że już wkrótce zostaną przejęci przez wkraczających do miasta Amerykanów. W rzeczywistości Gardelegen miało stanowić postój na trasie prowadzącej prosto do Bergen-Belsen.

Los więźniów był już wtedy z góry przesądzony. 13 kwietnia dowództwo SS wydało rozkaz o wypędzeniu z koszar osób niezdolnych do dalszego marszu. Niemcy wytypowali ponad 1000 ludzi, którym kazali się ustawić przed ogromną murowaną stodołą. Po godz. 18.00 niczego nieświadomi więźniowie weszli do wnętrza budynku. Chwilę potem chłopcy esesmani wrzucili do środka zapalone zapałki, a chłopcy z Hitlerjugend zabarykadowali drzwi.

Była premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher uchodzi za jedną z najważniejszych postaci XX wieku. W specjalnym przemówieniu podkreśliła, że Polacy zajmują szczególne miejsce w historii jej narodu.

Margaret Thatcher sprawowała funkcję szefa rządu w latach 1979-1990. Jej stanowczość i bezkompromisowość sprawiły, że nadano jej przydomek „Żelazna Dama”.

Czytaj także: SZOKUJĄCE słowa niemieckiego historyka! „Od początku wojny Polacy byli…”

Brytyjska polityk jest  znana m.in. ze swoich ostrych wypowiedzi dotyczących państw bloku wschodniego. Po wybuchu stanu wojennego w Polsce premier przygotowała specjalne orędzie skierowane do naszej opozycji demokratycznej.

Moje pokolenie zawsze będzie pamiętać, że Polska była naszym sojusznikiem podczas II Wojny Światowej. (…) Dziś po raz kolejny Polacy znów nas inspirują. Ich tęsknota i walka o wolność rozbudziła nadzieję zarówno w Polsce, jak i całej wschodniej Europie.

– mówiła o Polakach brytyjska premier.

W styczniu 1982 r. po raz pierwszy wyświetlono nagranie z wypowiedziami światowych liderów solidaryzujących się z Polakami. Cały filmik można obejrzeć poniżej (wypowiedź premier Margaret Thatcher zaczyna się od 45 sekundy):

Fot. Margaret Thatcher, domena publiczna

Józef Piłsudski słynął z ciętego języka i bezpośredniości. Niektóre jego powiedzenia – zwłaszcza te dotyczące polityki – przeżyły ich autora. Przedstawiamy subiektywny wybór najciekawszych cytatów Marszałka wraz z komentarzem.

Józef Piłsudski – choć kochał Polskę z całego serca – nieustannie krytykował kondycję naszej rodzimej polityki. W jego ocenie wielu posłom brakowało kompetencji, a ich nieporadne działania prowadziły kraj ku przepaści.

Marszałek dał wyraz swemu niezadowoleniu, gdy wiosną 1926  r. przeprowadził zbrojny zamach stanu. W wyniku tzw. „przewrotu majowego” powołano nowy rząd, a Stanisław Wojciechowski ustąpił ze stanowiska prezydenta.

Czytaj także: Górale, którzy zdradzili POLSKĘ. Ich przywódca zawisł na świerku! [WIDEO]

Piłsudski nie tylko czynem, ale i słowem potrafił wprowadzić polskich polityków w zakłopotanie. Oto jego najciekawsze bon moty.

Bić k***y i złodziei

Zanim Piłsudski i jego zwolennicy sięgnęli po władzę, Marszałek – zatroskany stanem polskiej polityki – rozważał założenie własnej partii politycznej. Był rok 1925. Wojskowy zapowiadał, że jego partia zaprowadzi w kraju porządek i nauczy co po niektórych zawodu polityka.

Jak twierdził, wielu ówczesnych parlamentarzystów było nieudacznikami, którzy poszli do polityki aby żyć wygodnie i w dostatku. W jego ocenie sprawy odbudowania zniszczonej I wojną światową Polski obchodziły ich mniej niż prywatne interesy.

Zapowiedziami Marszałka żywo interesowały się elity oraz dziennikarze. Na spotkaniu z Piłsudskim hrabia Aleksander Skrzyński zapytał więc wprost o  jego polityczne cele: „Panie Marszałku, a jaki program tej partii?”

Jego rozmówca odparł wtedy bez ogródek: „Najprostszy z możliwych. Bić k***y i złodziei, mości hrabio”.

Wam kury…

Ale Marszałek już znacznie wcześniej, bo zaraz po odzyskaniu niepodległości, miał wiele zastrzeżeń do polskiego rządu.

7 listopada 1918 r. w odrodzonej Polsce powołano Tymczasowy Rząd Ludowy pod przewodnictwem Ignacego Daszyńskiego. Już pięć dni później doszło jednak do burzliwych wydarzeń, które zaważyły o podjęciu przez prezesa rady ministrów decyzji o rezygnacji ze stanowiska.

11 listopada młodzieżowe organizacje wojskowe oraz służby mundurowe zaczęły spontanicznie rozbrajać żołnierzy niemieckich. W tej sytuacji poproszono Piłsudskiego, aby przejął władzę nad wojskiem.

Tego dnia rozgoryczony marszałek, który własnie wrócił z Magdeburga do Warszawy, postanowił powiedzieć wprost, co myśli o kompetencjach obecnej władzy. Jego zastępca i minister wojny w rządzie Daszyńskiego, pułkownik Edward Śmigły-Rydz usłyszał wówczas słowa, które przeżyły jego autora: “Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić”.

Troska o Polskę

Legenda Piłsudskiego jako pogromcy bolszewizmu, jak i jego niewybredne uwagi na temat Sowietów spowodowały, że inne z jego słynnych powiedzonek jest dziś niekiedy przywoływane z błędną interpretacją.

Mowa tutaj o cierpkich słowach: “Naród wspaniały, tylko ludzie k***y”, które miały rzekomo odnosić się do Rosjan. Nic bardziej mylnego – w tym przypadku Marszałek mówił o… własnych rodakach. Było to luźne (a w zasadzie zwulgaryzowane) nawiązanie do słów poety Cypriana Kamila Norwida: “Polacy to wspaniały naród i bezwartościowe społeczeństwo”.

Jochen Böhler uchodzi dziś za jedynego historyka niemieckiego, który w szerokim zakresie podejmuje badania dotyczące niemieckich zbrodni na Polakach w pierwszych latach okupacji. W jednym z artykułów w gorzkich słowach ocenia stan wiedzy o na ten temat wśród swoich rodaków.

„Od pierwszego dnia wojny Polacy z dnia na dzień stali się dosłownie zwierzyną łowną” – pisze  Böhler w artykule, który ukazał się  na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Historyk twierdzi, że mała wiedza o działaniach niemieckich w okupowanej Polsce nie wynika wcale z braku dostępu do informacji.

Czytaj także: Cejrowski ostro o niemieckiej polityce historycznej: Mają cuchnące zwłoki w szafie. To mechanizm wyparcia

Historyk przypomina również, że aż do lat 90. XX w. na rynku wydawniczym w RFN istniała tylko jedna publikacja dotycząca zbrodni niemieckich w Polsce. Uczony ma na myśli wydaną w 1961 r. monografię  Martina Broschata „Narodowosocjalistyczna polityka wobec Polski”.

Böhler zauważa, że w RFN nie podjęto konkretnych działań mających rozliczyć Niemcy z ich wojennej przeszłości. W swoim artykule historyk wspomina m.in. esesmana Heinza Reinefartha, jednego z „katów Woli”. Po zakończeniu wojny zbrodniarz nie tylko nie został ukarany, ale został szanowanym burmistrzem jednego z niemieckich miast. Postać Reinefartha został potępiona przez Niemców dopiero w 70. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.

O sytuacji Polaków podczas niemieckiej okupacji Böhler pisze:

Będąc Polakiem, można było w ciągu sześciu lat stracić w każdej chwili cały majątek, trafić do obozu koncentracyjnego, zostać zmuszonym do pracy niewolniczej na miejscu lub w Reichu, a także w ramach akcji odwetowych za zamachy polskiego podziemia być zastrzelonym. 

Böhler twierdzi jednocześnie, że w ostatnich latach można mówić o pewnej poprawie. W jego ocenie nowe pokolenie niemieckich historyków coraz częściej sięga pi obszerne i zróżnicowane materiały źródłowe. Böhler zauważa, że w swoich badaniach sięgają oni zarówno po relacje sprawców, jak i ofiar, poddając je dokładnej analizie i krytyce.

Publicysta  „FAZ” powołuje się na szereg źródeł – m.in. na dokumenty Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Historyk argumentuje, że o ile podczas I wojny światowej Niemcy prowadzili politykę imperialistyczną, o tyle w czasach Hitlera opierali się już wyłącznie  na rasizmie. Böhler pisze także o Państwie Podziemnym i polskich bohaterach – m.in. Janie Karskim, który próbował poinformować świat o Holokauście.

Jochen Böhler aktywnie współpracuje z polskimi historykami XX w. W przeszłości pracował m.in. w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie. Jest też autorem książki „Najazd 1939. Niemcy przeciwko Polsce”.

Źródło: nczas.pl / tvp info

Fot. Zbrodnia w Bochni (1939 r.), domena publiczna

Niebywały heroizm powstańców warszawskich robił wrażenie nawet na wrogu. W pewnym momencie młody niemiecki oficer Peter Stölten, który przyglądał się walkom w polskiej stolicy, coraz bardziej wątpił w sprawę, za którą przysięgał oddać życie…

Gdy pierwszy raz trafił na front był świeżo upieczonym maturzystą. 18-letni wówczas Peter Stölten od dziecka przejawiał zainteresowania artystyczne.

Zaraz po szkole zamierzał zdawać na akademię sztuk pięknych. W czasie wojny uznał jednak, że powinien teraz walczyć za ojczyznę i zgłosił się na ochotnika do Wehrmachtu.

Czytaj także: Przerażająca wizja ojca Pio o III WOJNIE ŚWIATOWEJ! Jaki los czeka POLSKĘ?

W 1941 r. został wysłany na front wschodni, gdzie walczył w 2 Armii Pancernej gen. Heinza Guderiana. W czerwcu 1944 r. – już jako porucznik i dowódca czołgu – brał udział w ciężkich walkach w Normandii.

Dwa miesiące później został przerzucony wraz z innymi żołnierzami 9. armii do ogarniętej powstaniem Warszawy. Tam po raz pierwszy zobaczył jak bezduszni esesmani mordują bezbronnych cywili.

Rozumiał i osobiście popierał dążenia Polaków do wolności. Nie krył również swojego podziwu dla waleczności i odwagi powstańców. W liście do matki pisał:

Powstańcy zasłużyli na to, aby traktowano ich jak żołnierzy. Cóż mogli Polacy poradzić na to, że utracili swoją państwowość, że nie mieli już środków do obrony. Ja sam nie chciałbym żyć pod niemiecką administracją.

Esesmani kroczyli za posuwającymi się oddziałami Wehrmachtu, rabując i paląc wszystko po drodze. W młodym oficerze narastał coraz większy bunt wobec tych barbarzyńskich praktyk. Jednocześnie utrwalał na papierze swoje wrażenia dotyczące pobytu w Polsce.

Jako człowiek wrażliwy na piękno był zafascynowany nowoczesnym wystrojem warszawskich mieszkań. Pod tym względem – twierdził Stölten – wyprzedzaliśmy Niemcy oraz „starą i całkiem zakurzoną” Francję.

Przede wszystkim jednak dzięki polskim powstańcom Peter miał zrozumieć, czym są prawdziwe bohaterstwo i honor. W jednym z listów do narzeczonej pisał:

My, Niemcy, nie jesteśmy jeszcze narodem, który wcieliłby w życie tyle patriotyzmu, poświęcenia i siły.

Innym razem przyznawał, że obrońcy walczyli znacznie lepiej od Niemców.

W drugim liście do ojca wspominał także o dzielnej Polce, która miała przejść w jego kompanii do legendy:

Działo się to podczas przejmowania przez nas budynku banku. […] większość cywilów poddała się. Wyszli, ich twarze były pokryte kurzem, nieme ze strachu. […] pełzli po ziemi wśród gwizdu granatów nad ich głowami, błysku strzałów i huku działek szturmowych, skamląc jak opętani. Jednak ta dziewczyna stała wyprostowana ze spokojnym, poważnym wyrazem twarzy, lekko tylko kiwając głową nad tym szalonym zachowaniem wywołanym strachem o życie. Stała w ogniu, w obłąkaniu, nietknięta.

Młody oficer nie doczekał końca wojny. 24 stycznia 1945 r. został zaatakowany przez Sowietów w okolicach Olsztyna. Spłonął żywcem we własnym czołgu.

Fot. Powstaniec Warszawski / Domena publiczna

We wrześniu 1939 r.  Adolf Hitler wygłosił mowę, którą polska prasa określiła jako „najbardziej bezczelną” i „łajdacką”. Prezentujemy oryginalny artykuł z gazety „Głos Narodu”.

O godz. 3 nad ranem zadecydowane zostało zwołanie Reichstagu na godzinę 10 rano. Na posiedzeniu tym Hitler wygłosił trzy kwadranse trwające przemówienie.

Czytaj także: To działo się naprawdę! Gdy Jan Paweł II całował ziemię, złe duchy nie wytrzymywały!!! ZOBACZ!

Wbrew temu wszystkiemu co świat cały ma świeżo w pamięci, Hitler rozpoczął od stwierdzenia, jakoby Niemcy narodowo-socjalistyczne znosiły udrękę i męki z powodu „dyktatu wersalskiego”, który pozbawił Rzeszę Gdańska i „korytarza”, i jakoby on po dojściu do władzy wielokrotnie proponował rewizję tych „nieznośnych stosunków” w drodze pokojowej.

Oczywiście nie wspomniał Hitler ani słowem o swych wielokrotnie powtarzanych deklaracjach na ten temat uznania przez siebie konieczności dostępu do morza, na temat „prowincjonalnego miasta”, o które nigdy nie będzie z Polską wojował, ani też – rzecz oczywista – na temat brutalnie zerwanego w kwietniu br. paktu nieagresji z Polską mimo, że upłynęła zaledwie połowa czasokresu na jaki został zawarty.

Oszczerstwa Hitlera

Istny cynizm przebija ze słów kanclerza, kiedy swoje ostatnio sformułowane 16 punktów nazywa szczytem lojalności (!!) i skromności (!!), na jaką on jeden tylko mógł się zdobyć. „Dyktat z Wersalu” nie stanowi dla Trzeciej Rzeszy obowiązującej ustawy, gdyż podpis na nim został wymuszony (!) „z rewolwerem w ręku”, zaś problem Gdańska i „korytarza” musiał zostać rozwiązany, oczywiście w duchu osławionych 16 punktów.

Dla stworzenia sobie „alibi” wobec narodu niemieckiego Hitler w sposób oszczerczy i krętacki oświadczył, że Polska wszczęła ubiegłej nocy kroki agresji (!) wobec czego zadecydował on przemówić do Polski tym samym językiem”.

Usiłując raz jeszcze, zgodnie ze swą dotychczasową metodą poróżnić polskę i jej sprzymierzeńców, Hitler zapewniał, że żywi „przyjazne” zamiary wobec mocarstw zachodnich, nigdy nie żądał od nich niczego (sic!), a granicę zachodnią Rzeszy uważa za ustaloną „na wieki”. Przyjaźń i miłość (!!) jego do państw zachodnich nie może być jednak jednostronna.