Czy zwierzę powinno odpowiadać za swoje czyny tak samo jak człowiek? Choć to pytanie może wydawać się absurdalne, mieszkańcy pewnego amerykańskiego miasteczka nie mieli wątpliwości, że słonica, która dopuściła się morderstwa, musi zawisnąć na szubienicy…

Słonica indyjska o imieniu Mary była chlubą objazdowego cyrku Sparks World Famous Shows. Ojciec jej właściciela, Charliego Sparksa, zakupił ją w 1898 r., gdy miała cztery lata. Kosztowała go sporą jak na tamte czasy sumę 20 tys. dolarów. Mary była jednak warta swojej ceny – każdy jej występ przyciągał tłumy pragnące zobaczyć największe zwierzę stąpające po ziemi.

11 września 1916 r. Sparks zaangażował do opieki nad swoją pięciotonową gwiazdą nowego pomocnika tresera słoni – Waltera Eldridge’a, nazywanego w okolicy Redem, czyli „Czerwonym” (mężczyzna zawdzięczał to przezwisko swoim rudym włosom).

Właściciel cyrku niespecjalnie przejmował się brakiem kwalifikacji Reda, który pracował wcześniej w miejscowym hotelu – jedynym wymogiem stawianym przez Sparksa była umiejętność posługiwania się kijem do poganiania słoni. Jak się wkrótce okazało, ta nieroztropna decyzja kosztowała życie zarówno Eldridge’a, jak i Mary.

„Zabijmy słonia!”

Do tragedii doszło już następnego dnia po zatrudnieniu opiekuna. Gdy cyrk przebywał w miasteczku Kingsport w stanie Tennessee, Red zaprowadził Mary do sadzawki, przy której miała się ona umyć i napoić.

„Kiedy słonica schyliła się po kawałek arbuza, który zamierzała zjeść, mężczyzna szarpnął ją za ucho – opisywał po latach William H. Colleman, naoczny świadek wypadku. – Wtedy zwierzę głośno ryknęło, owinęło trąbę wokół jego pasa i … rzuciło nim na drugą stronę sadzawki (…). Wydaje mi się, że już samo to go zabiło, ale słonica podeszła do niego i dodatkowo zmiażdżyła nogą jego głowę… krew, mózg i wnętrzności rozbryzgały się po całej ulicy.”

Czytaj także: SZOK! TAK wygląda wnuczka JÓZEFA STALINA! Kim jest i co robi? [FOTO]

Wypadek przyciągnął tłum gapiów, którzy w atmosferze linczu próbowali zabić zwierzę na miejscu. Kowal Hench Cox strzelił do Mary ze strzelby, ale naboje nie zrobiły jej większej krzywdy. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. „Ludzie krzyczeli: >>Zabijcie słonia, zabijcie go!<<, a właściciel cyrku uspokajał ich: >>Zrobimy to, ale na pewno nie tutaj<<” – relacjonował później Colleman.

W zaistniałych okolicznościach państwo Sparks zdecydowali się na publiczną egzekucję Mary. Chociaż oboje byli do niej bardzo przywiązani, wiedzieli, że pozostawienie jej przy życiu może zaszkodzić prowadzonej przez nich działalności. Po okolicy rozniosła się wieść o „morderczej Mary”, a sąsiednie miasta wyraźnie dawały właścicielom do zrozumienia, że nie wpuszczą do siebie cyrku dopóty, dopóki słonica wciąż będzie stanowiła zagrożenie. Jakby tego było mało, szeryf Kingsport miał podobno wydać nakaz jej aresztowania.

Śmierć Mary

13 września Mary została przewieziona koleją do pobliskiego miasta Erwin, gdzie czekało już na nią ok. 2,5 tys. gapiów. Za szubienicę miał posłużyć 100-tonowy dźwig używany na co dzień do podnoszenia wagonów kolejowych. Słonica nie umarła jednak od razu – podczas wymierzania kary doszło to dramatycznego zdarzenia, które zadało zwierzęciu dodatkowe cierpienia. Jak pisze Zbigniew Mikołejko w książce „We władzy wisielca”:

Słonicę powieszono przy użyciu dźwigów i łańcuchów. Któryś z nich zerwał się jednak przy pierwszej próbie i zwierzę runęło w dół, łamiąc nogi. „Sukcesem” zakończona została dopiero druga próba – fotografie ze zdarzenia, ukazujące radosnych mężczyzn pozujących na trupie Mary, najlepiej chyba odsłaniają czarne, mroczne podglebie owego triumfu ludzkiej „cywilizacji” nad zwierzęcą „dzikością”.

>>>CZYTAJ DALEJ<<<