POLITYKA

Syryjczyk bez złudzeń OSTRZEGA przed imigrantami: "ktoś może udawać uchodźcę"

Prawo do bycia przyjętym to podstawowe prawo człowieka, który ucieka od głodu i śmierci, podobnie jak prawo do obrony przed terroryzmem. Trzeba je pogodzić – powiedział o. Ibrahim Alsabagh, franciszkanin, proboszcz parafii św. Franciszka w Aleppo.

O. Alsabagh przyjechał do Polski w związku z wydaniem książki "Tuż przed świtem. Syria. Kroniki czasu wojny i nadziei z Aleppo", która ukazała się nakładem Wydawnictwa Bernardinum. Dziennikarzom prezentował ją w piątek w Domu Arcybiskupów Warszawskich.

 

Franiszkanin podkreślał, że strach przed terroryzmem jest naturalny, ale prawo do obrony także jest prawem człowieka, dlatego w kwestii uchodźców trzeba postępować rozumnie. "Trzeba rozróżniać, bo rzeczywiście ktoś może udawać uchodźcę, a tak naprawdę mieć inne zamiary. Jednak nie mam prawa zamykać drzwi przed dzieckiem, które nic nie ma, przed człowiekiem przerażonym" – podkreślił. "Rozumne przyjmowanie pozwoli zachować prawo do obrony i bezpieczeństwa i prawo do bycia przyjętym. Są przykłady mądrego przyjmowania" – dodał.

 

O. Alsabagh podkreślił, że przyjmowanie uchodźców w Europie nie jest jedynym sposobem pomagania. Równie ważne jest pomaganie na miejscu, poprzez modlitwę i wsparcie finansowe. Jako przykład, podał akcję Caritas "Rodzina-rodzinie". Dodał, że trzeba zatroszczyć się o poprawę warunków w krajach, z których uchodźcy uciekają. "Inaczej cały świat będzie chciał mieszkać w Niemczech, a to przecież niemożliwe" – powiedział franciszkanin. Zaznaczył, że aby zachować pokój na świecie trzeba unikać rabunkowej gospodarki zasobami, takimi jak ropa i gaz a także "powiedzieć +nie+ handlowi bronią na Bliskim Wschodzie".

 

Poinformował, że chociaż na centrum Aleppo nie spadają już bomby, mieszkańcy miasta żyją w nieludzkich warunkach. "95 proc. rodzin żyje poniżej progu ubóstwa, życie ludności zależy całkowicie od pomocy humanitarnej, brakuje wody i elektryczności" – powiedział o. Alsabagh. Zaznaczył, że dzieci uczą się bez światła, mężczyźni codziennie spędzają po 4-5 godzin na wydobywaniu wody ze studni. Rodzice martwią się, że nie mają pieniędzy na chleb dla dzieci, chociaż pracują przez cały dzień, bo wszystko jest bardzo drogie.

 

"Jakim przeżyciem dla matki jest szukanie dziecka wśród gruzów?" – pytał franciszkanin. "Dlatego dobrze rozumiem rozpacz ludzi, którzy rzucają się w morze choć wiedzą, że mogą stać się pokarmem dla ryb" – dodał. Przytoczył historię mieszkańca swojej parafii, który rok temu zginął podczas próby przeprawienia się do Europy oraz studentki, która zapłaciła "piratom", żeby przedostać się do Turcji, gdzie przez pół roku spała na ulicy. "Wiele rodzin sprzedaje swoje domy za bezcen, żeby tylko uciec. Nie mają pojęcia, czy uda im się w kraju o innej kulturze i języku" – powiedział o. Alsabagh. "Miasto jest zniszczone, większość mieszkańców uciekła" – dodał.

 

Jak wyjaśnił o. Alsabagh, wobec całkowitego zaniku struktur państwa, parafia św. Franciszka poczuła się w obowiązku niesienia pomocy mieszkańcom Aleppo. "Byliśmy wśród pierwszych, którzy uruchomili generator, dzięki któremu zadziałały pompy i mogliśmy zacząć wydobywać wodę pitną ze studni. Zaczęliśmy udostępniać tę wodę ludziom. Zauważyliśmy, że w wielu rodzinach nie ma mężczyzny, który mógłby tę wodę zanieść do domu, więc nasi wolontariusze zaczęli zanosić im wodę" – poinformował.

 

Dodał, że powszechne jest niedożywienie, więc parafia wydaje paczki zawierające chleb, mięso i ser. "Pewien człowiek, kiedy zobaczył mięso w paczce, zaczął tańczyć. Powiedział, że w jego domu mięsa nie było od lat" – wspominał o. Alsabagh.

 

Podkreślił, że ludzie nie mają pieniędzy na leczenie, a z powodu wyniszczenia organizmu nawet lekka choroba grozi śmiercią. Dlatego parafia św. Franciszka stara się zapewnić mieszkańcom także dostęp do opieki medycznej. "Dwa dni temu dostałem telefon, że pewien 60-letni mężczyzna musi mieć szybko wykonany zabieg kardiologiczny. Jego bliscy odwiedzili wszystkie organizacje pomocowe i zebrali tys. dolarów, potrzebne są kolejne 4 tys. Powiedziałem: trzeba zapłacić. Sprzedajmy krzesła, dywany, wszystko co mamy w zakonie" – powiedział o. Alsabagh.

 

Zaznaczył, że parafia pomaga także w odbudowie domów zniszczonych w czasie bombardowań. "W 2016 r. odbudowaliśmy 268 domów. W tym roku, w styczniu otrzymaliśmy 700 wniosków z prośbą o pomoc w odbudowie. Do końca maja odbudowaliśmy ich 300" – poinformował franciszkanin.

 

O. Alsabagh podkreślił, że nie nazywa Aleppo piekłem, bo "piekło to nieobecność Boga". "Nazywam Aleppo czyśćcem, Drogą Krzyżową, bo dzięki niemu przeszliśmy oczyszczenie" – powiedział.

 

Metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz podkreślał, że lektura książki franciszkanina jest szansą na zbudowanie rzetelnej wiedzy na temat tego, co dzieje się w Syrii, jakie są tego skutki humanitarne oraz jakie są potrzeby i oczekiwania Syryjczyków w stosunku do świata i Europy, a także jakie są przyczyny wojny i uchodźstwa. "Macie możliwość wysłuchać świadka, który nie jest politykiem" – powiedział kard. Nycz.

 

Aleppo to największe miasto w Syrii. Intensywne walki pomiędzy syryjską armią narodową i rebeliantami toczyły się tu od 20 lipca 2012 do 15 grudnia 2016. Parafia św. Franciszka z Asyżu oraz klasztor franciszkanów znajdowały się w tym czasie tuż przy linii frontu między rebeliantami a siłami rządowymi. (PAP)

Źródło: PAP

Komentarze

Zobacz także

Polskie myśliwce nad Litwą! Realizują bardzo ważne zadanie, sprawdź!

Schmidt przyznaje: Tak, jestem razem z Rysiem Petru od …

Szydło: Polska będzie walczyć z wszelkimi przejawami antysemityzmu

Redakcja malydziennik
Ładuję....