RELIGIA

„Św. Teresa pokazała mi piekło”. Cudowna historia nawrócenia katolickiego mistyka

Byłem złym człowiekiem. Nie ma chyba grzechu, którego bym nie popełnił. Moje życie zmieniło się, gdy zobaczyłem piekło – pisze w swojej autobiografii katolicki mistyk Carver Alan Ames, autor bestsellera „Oczami Jezusa”.

Moja mama, starała się wychować mnie na katolika. Kiedy jednak byłem młody, brakowało mi prawdziwej wiary. Sądziłem, że Bóg nie istnieje. Uważałem, że to tylko historia wymyślona przez grupę mędrców, którzy wspólnie stworzyli wskazówki dotyczące tego, jak powinniśmy żyć, aby nie ranić się wzajemnie, a następnie połączyli je z opowieścią o Jezusie. Nie mogłem jednak naprawdę w nią uwierzyć… zwyczajnie nie mogłem. W bardzo młodym wieku po prostu oddaliłem się od Kościoła. Do kościoła chodziłem tylko po to, aby coś ukraść. W końcu złapała mnie policja i musiałem stanąć przed sądem. Wtedy zaprzestałem kradzieży.

 

Jakakolwiek relacja z Bogiem miała miejsce tylko wówczas, kiedy miałem kłopoty. Prosiłem, aby mi pomógł, jeśli istnieje. Tak naprawdę jednak nie wierzyłem w Niego. Później zostałem członkiem gangu motocyklowego w Londynie. Stałem się bardzo porywczy, a z czasem coraz więcej piłem. Bóg był ostatnią rzeczą, o której byłem skłonny myśleć. Żyłem w świecie, żyłem dla siebie, nieustannie poszukując pieniędzy, poczucia siły i dobrej zabawy. Nie zdawałem sobie sprawy, że wcale nie bawię się dobrze, gdyż za każdym razem kiedy wydawało mi się, że się czymś cieszę, niosło to ze sobą ból i cierpienie. Radość, którą odnajdowałem, wiązała się bowiem z uzależnieniem, grzechem i postępowaniem, które było złe. Zawsze miałem w sobie pustkę, ból, cierpienie i samotność.

 

Wyemigrowałem do Australii, gdzie picie było bardzo popularne, więc doskonale tam pasowałem. Zacząłem nadużywać alkoholu. Stałem się alkoholikiem, a moje życie wypełnione było piciem, bójkami, kradzieżami, oszustwami i kłamstwami – samymi grzechami. Jedynym złem, którego się nie dopuściłem, było morderstwo, aczkolwiek kilka razy byłem tego bliski.

 

Głos

 

Pewnego dnia, kiedy byłem przekonany, że moje życie jest zupełną porażką, usłyszałem czyjś głos. Pomyślałem: „Świetnie, odbiło mi do reszty. Wszystko przez alkohol. Teraz słyszę głosy”. Głos jednak należał do anioła, posłanego do mnie przez Boga, który mnie kocha i pragnie mojej miłości. Nie wierzyłem w anioły, sądziłem, że są jak wróżki, czyli nie istnieją. Tymczasem jeden z nich zaczął do mnie coś mówić.

 

– Udowodnij, że jesteś prawdziwy – zażądałem.

Tak też uczynił. Zaczął mi opowiadać o wydarzeniach, które miały nastąpić w moim życiu. Możecie sobie wyobrazić moje zdumienie, kiedy przepowiednie te faktycznie się ziściły. Każda z nich okazała się prawdziwa.

 

Po pewnym czasie zdobyłem się na odwagę i opowiedziałem o tym żonie. Nie miała pewności, co się ze mną dzieje. Kolejne wydarzenia sprawiły jednak, że ona także uwierzyła. Anioł pozostawał przy mnie przez kilka miesięcy, zachęcając mnie do miłości do Boga oraz do przemiany, ale ja nie zwracałem na niego uwagi. Żyłem tak samo jak wcześniej, ponieważ byłem bardzo uparty. Nadal nadużywałem alkoholu, wciąż biłem się z różnymi ludźmi, nadal kradłem i oszukiwałem… po prostu nic sobie z tego nie robiłem.

 

W tym czasie dużo podróżowałem służbowo. Pewnego dnia, podczas mojego pobytu w Adelaide, około wpół do dziewiątej wieczorem anioł powiedział:

 

– Będę musiał cię zostawić, ponieważ nic się nie zmieniłeś.

 

Anioł odszedł. Czułem smutek, ponieważ staliśmy się już dobrymi przyjaciółmi. Doskwierało mi prawdziwe poczucie straty. Szybko jednak usłyszałem poważny i surowy kobiecy głos, który brzmiał jak głos strofującej mnie nauczycielki z czasów wiktoriańskich. Wiecie, jednej z tych, które miały w zwyczaju dawać po łapach czy ciągnąć za ucho.

 

Różaniec

 

Powiedziała, że jest św. Teresą z Avili. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałem. Znałem tylko takich świętych, jak św. Patryk (ponieważ mama pochodziła z Irlandii), św. Jerzy (ponieważ urodziłem się w Anglii) i kilku apostołów. Święta Teresa nie znaczyła dla mnie nic. Wydawało się, że wie o mnie wszystko, i zwróciła się do mnie bardzo bezpośrednio, mówiąc, że powinienem zmienić swoje życie, ponieważ jeśli nie przestanę grzeszyć, jeśli nie wezmę się w garść, będę cierpiał przez całą wieczność.

 

Powiedziała, że jeśli nie zmienię swojego życia, pójdę do piekła, a skoro Bóg daje mi szansę na zbawienie, powinienem ją wykorzystać, ponieważ mogę nie dostać następnej.

 

– Możesz umrzeć jutro lub pojutrze, nigdy nie wiadomo. Bóg wyciąga teraz do ciebie dłoń, oferując zbawienie. Od ciebie zależy, czy skorzystasz z tej szansy – powiedziała.

 

Myślę, że Bóg zesłał mi najpierw łagodnego anioła, a kiedy go nie posłuchałem, wytoczył ciężkie działo w postaci św. Teresy, która dała mi kopa w tyłek, wyjaśniając mi istotę piekła, abym się ocknął.

 

Powiedziała, że muszę całkowicie odmienić swoje życie, aby uniknąć piekła. Nie wierzyłem w piekło. Uważałem, że zostało zmyślone, aby nas przestraszyć i nakłonić do lepszego życia. Święta Teresa wyjaśniła mi jednak szczegółowo istotę piekła, a to naprawdę mnie przeraziło i do głębi mną wstrząsnęło. Pomyślałem, że jeśli to miejsce istnieje, zdecydowanie nie chcę się w nim znaleźć.

 

Święta Teresa powiedziała, że jeśli nie chcę trafić do piekła, muszę zacząć kochać Boga i bliźnich, a nie nienawidzić ich, jak dotąd. Nienawidziłem większości ludzi, ponieważ byłem zazdrosny. Pochodziłem z biednej rodziny. Widziałem, że inni ludzie mają pieniądze i zabawki, jeżdżą na wakacje, posiadają rzeczy, których ja nie mogę mieć. Tkwiło we mnie wyjątkowo silne uczucie zazdrości i nienawiści do tych ludzi.

 

Święta Teresa mówiła, że nie powinienem żywić takich uczuć w stosunku do innych osób, ponieważ każdy człowiek został stworzony na podobieństwo Boga, w Bożej miłości. Dlatego kochając Boga, w naturalny sposób kocham innych ludzi, bez względu na to, jak mnie traktują i jak się zachowują wobec mnie.

 

Co zaskakujące, odkryłem, że to prawda. Gdy zacząłem kochać Boga, nagle zapragnąłem kochać każdego człowieka. Pamiętam, jak pewnego dnia chodziłem tu i tam, starając się w każdym człowieku widzieć Jezusa. Nie mogłem przestać się uśmiechać i miałem ochotę każdego objąć. Musiałem nad sobą panować. Ludzie mieli zapewne wrażenie, że jestem szaleńcem, kiedy tak chodziłem wokół, uśmiechając się szeroko.

 

Po tym jak św. Teresa pokazała mi piekło, przedstawiła mi też inną możliwość. Wyjaśniła mi szczegółowo istotę nieba. „Tam właśnie chciałbym się znaleźć!”, pomyślałem. Święta Teresa powiedziała:

 

– Możesz sięgnąć nieba, podobnie jak każdy człowiek. Jeśli będziesz żył w wierze katolickiej, będziesz miał zagwarantowane niebo.

 

Święta Teresa powiedziała, że powinienem zacząć kochać Boga. Powinienem zacząć kochać bliźnich i odmawiać Różaniec.

 

Czułem się w obowiązku zrobić to, o co mnie prosiła, bowiem mimo że była bardzo surowa, czułem głęboką miłość i po prostu chciałem jej odpowiedzieć. Zacząłem jednak szukać wymówek.

 

– Nie mam różańca. Nie pamiętam, jak go odmawiać – powiedziałem.

 

Zdarzyło mi się go odmawiać raz czy dwa razy w życiu, kiedy zmusiła mnie do tego matka.

 

– Za rogiem jest sklep, który jest jeszcze otwarty. Sprzedają w nim różańce – odparła św. Teresa.

 

„Jasne”, pomyślałem. „O tej godzinie! Jest 20.30, na pewno będzie zamknięte”. Mimo wszystko poszedłem tam i z zaskoczeniem odkryłem, że sklep jest otwarty. Poleciła mi zejść na dół. Było tam wiele różańców, po prostu nie mogłem w to uwierzyć. Pokierowała mną tak, abym wziął brązowy. Jak się później dowiedziałem, był to kolor zakonu, do którego należała.

 

Z różańcem w dłoni wróciłem do hotelowego pokoju, ale nadal szukałem wymówek.

 

– Nie mogę się w ten sposób modlić. To tak wiele modlitw, tyle Zdrowaś, Maryjo i Ojcze nasz! Nie mogę! – powtarzałem. Do tamtej chwili wieczorna modlitwa zajmowała mi może dziesięć sekund, czasem może minutę. Była dla mnie jak polisa ubezpieczeniowa. Sądziłem, że gdybym zmarł w nocy, po odmówieniu modlitwy Bóg zabierze mnie do nieba. To wszystko, jeśli chodzi o moją dotychczasową modlitwę, tymczasem teraz proszono mnie, abym odmawiał Różaniec trzy razy dziennie.

 

Święta Teresa zachęciła mnie, abym zaczął się modlić, ponieważ w ten sposób otworzę serce dla Boga i pozwolę, aby Jego łaska dotknęła mnie i napełniła. Nie chciałem się modlić, ale ona nalegała, mówiąc, że powinienem. Pokłóciłem się z nią o to, ponieważ uważałem, że modlitwa jest nudna, i nie chciałem się nią zajmować.

 

– Musisz zacząć się modlić, ponieważ modlitwa naprawdę otworzy twoje serce i duszę dla Boga, jeśli będziesz modlił się do Niego z miłością – nalegała.

 

Powiedziała, że mam zacząć od piętnastu dziesiątek Różańca. Nie wiedziałem, jak odmawiać Różaniec, więc mnie nauczyła. Wyjaśniła, że powinienem traktować Różaniec jak okno, przez które można zobaczyć Boga żyjącego na ziemi, obecnego tu Jezusa. Kiedy odmawiam Różaniec, powinienem stanąć u boku Jezusa i podążać razem z Nim przez Jego życie. Gdy w ten sposób stanę przy Nim, Jego łaska napełni mnie i silnie na mnie wpłynie.

 

Święta Teresa powiedziała, że za każdym razem, kiedy odmawiam Różaniec, powinienem postrzegać go jako łańcuch, który wisi na szyi Szatana i robi się coraz cięższy, dzięki czemu mogę się od niego uwolnić. Każde odmówienie Różańca to krok oddalający mnie od Złego; krok ku dobroci, ku Bogu.

 

Po wielu sprzeczkach zacząłem więc odmawiać Różaniec. Już po pierwszej modlitwie zauważyłem, że czuję spokój, radość, szczęście i uniesienie. To było naprawdę cudowne uczucie. Nie mogłem przestać śmiać się i płakać. To było zdumiewające. Żadne narkotyki czy alkohol nie są w stanie wywołać takiego uczucia. Modlę się, aby inni ludzie także to odkryli. Im dłużej się modliłem, tym silniejsze było wspomniane uczucie, dlatego chciałem modlić się coraz więcej. Po odmówieniu piętnastu dziesiątek pragnąłem modlić się dalej.

Zakrawało to na cud, gdyż wcześniej modlitwa nic dla mnie nie znaczyła, nie wiązała się z żadnymi odczuciami. Teraz wydawała się mieć wielką moc, napełniała mnie radością, szczęściem i miłością, których wciąż nie miałem dosyć, dlatego nie chciałem przestać się modlić.

 

Tekst jest fragmentem autobiografii Carvera Alana Amesa „Przywrócony do życia”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Esprit.

Źródło: Carver Alan Ames „Przywrócony do życia"

Komentarze

Zobacz także

Zniszczenie tradycji i wartości MAŁŻEŃSTWA. Synod chce błogosławić parom homoseksualnym

Redakcja malydziennik

„Kardynał Meisner powiedział mi: musimy kontynuować walkę o Kościół i Jego nauczanie”

Redakcja malydziennik

Niesamowite! Biblia zatrzymała kulę wroga!

Redakcja malydziennik
Ładuję....