POLITYKA

Smutny los polskiego rodzica. Choć mamy dzieci i więcej obowiązków, na żadne ulgi liczyć nie powinniśmy

Przed tym problemem staje tysiące osób – jak sensownie połączyć wychowywanie dzieci z pracą. Nie raz potrzeba takiej ekwilibrystyki, żeby wszystko ze sobą zgrać. Polska jest ciągle krajem, w którym rodzice małych dzieci to pracownicy drugiej kategorii.

Przykro pisać mi te słowa, ale im więcej słucham historii matek i ojców, im bardziej przyglądam się, w jakim pędzie żyją rodzice małych dzieci, jak gonią, by zdążyć odebrać je ze żłobka czy przedszkola, to najgorszemu wrogowi tego nie życzę.

 

Nie ma chyba dyskusji na temat macierzyństwa (czy szerzej rodzicielstwa), w której wcześniej czy później nie pojawiłby się wątek pracy. Bo nie ulega wątpliwości, że niewiele rodzin może sobie pozwolić na to, by na przykład mama nie pracowała zawodowo. Opłaty, kredyty – na to wszystko trzeba przecież zarobić. Pytanie tylko jak? Mając wolny zawód, mogę swoją pracę wykonywać zdalnie. I od bardzo wielu lat chwalę sobie taką formę (choć nie pozbawioną także minusów). Ale przecież nie każda mama czy nie każdy tata może w ten sposób pracować. Stąd pojawiające się ciągle postulaty takiej zmiany prawa i świadomości społecznej, by ułatwić rodzicom godzenie ról.

 

Na poziomie teoretycznym wszyscy kiwają głowami, że to świetny pomysł, bardzo potrzebny, pozwoli kobietom wyjść z domu, itp. Gdzieniegdzie już pojawiają się możliwości pracy zdalnej (w warunkach warszawskich oszczędzające masę czasu na dojazdy), elastyczne godziny, czy przedszkola przyzakładowe, ale to ciągle kropla w morzu potrzeb. Praktycznie (obserwuję to co dzień w przedszkolu) pracujący rodzice z językiem na brodzie wbiegają rano do placówki i z takim samym językiem wybiegają, bo przecież pracować muszą tak ja wszyscy inni. Dziecko nie jest żadną wymówką. Ciekawe, że w takiej Szwecji można to jakoś sensownie rozwiązać, a u nas zamiast pomóc, rzuca się rodzicom kłody pod nogi.

 

PSL wyszło więc z konkretną propozycją, by rodzice dzieci do 10. roku życia mogli pracować 7 godzin dziennie. Krótszy czas dotyczyłby jednego opiekunka. Argumentują, że dzięki zyskanej godzinie spokojnie zdążyliby do placówek, by zaprowadzić czy odebrać dziecko. Ot, taki miły ukłon w stronę rodziców, którzy zdani są na siebie, bo z rożnych względów nie mogą liczyć na pomoc niani, babci, dziadka czy cioci. Tę propozycję odebrałam napradwę jako wyciągnięcie pomocnej ręki do pracujących rodziców.

 

Tymczasem sensowny pomysł już skrytykowali pracodawcy. Cytowana przez portal gazeta.pl ekspertka Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej Wioletta Żukowska-Czaplicka mówi wprost, że taka propozycja jest dyskryminująca: „Dyskryminowani mogą poczuć się pracownicy, którzy dzieci nie mają i z tego powodu być może będą musieli pracować dłużej. Trudno również oczekiwać poparcia ze strony pracodawców”. W takim razie nigdy nie uda się wprowadzić sensownych rozwiązań dla rodziców godzących pracę z wychowaniem dzieci, bo zawsze ktoś będzie czuł się dyskryminowany. Aż dziwne, że ciągle jeszcze młode mamy mogą korzystać z przerwy na karmienie, albo krócej pracować, jeśli karmią dziecko piersią. Ich niekarmiące koleżanki też mogą czuć się przecież dyskryminowane, nieprawdaż? Co więc proponuje w zamian ekspertka? Na przykład… wydłużenie czasu pracy żłobków i przedszkoli. Bo dlaczego nie? Wszystko świetnie, tylko czy naprawdę dziecko będzie szczęśliwe, spędzając 12 godzin poza domem? Śmiem wątpić. Może i pracodawcom by to było na rękę, ale już dzieciom i rodzicom niekoniecznie.

 

W praktyce oznacza to, że w najbliższej przyszłości rodzicom wcale łatwiej nie będzie. Zaraz podniesie się krzyk pracodawców, ile to stracą, jeśli jakiś procent kobiet lub mężczyzn swoją pracę wykona w siedem godzin, a nie w osiem i wróci do dzieci. Naprawdę, matki i ojcowie to świetni organizatorzy czasu pracy i potrafią efektywnie pracować.

 

Szkoda więc, że dla pracodawców wrogami pozostają dzieci. Ja rozumiem, że najlepiej jakby ludzie z pracy nie wychodzili i nie zawracali sobie głowy takimi bzdurami jak dzieci, ale na szczęście to jest nierealne. Dlatego jeśli poważnie myślimy o demografii, jeśli zależy nam na tym, by rodziny miały dzieci, to trzeba zrobić wszystko, by im to ułatwić. A najważniejszym ułatwieniem jest sensowne rozwiązanie kwestii godzenia obowiązków pracowniczych i rodzicielskich.

 

Małgorzata Terlikowska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Źródło: Mały Dziennik

Komentarze

Zobacz także

Z tego kraju wyrzucą 755 amerykańskich dyplomatów, to zemsta za …

Zbrodni w Rimini można było uniknąć!

Redakcja malydziennik

Premier Szydło o roku swoich rządów: Pokazaliśmy Polakom, że mogą godnie żyć!

Redakcja malydziennik
Ładuję....