CYWILIZACJA

Śmierć dziennikarza

Właśnie przeczytałem ostatni tekst Michała Majewskiego w roli dziennikarza. To znaczy nie on jest przepytującym, ale jego przepytują. Ten wywiad to trochę taki testament – jednak – mistrza odchodzącego z zawodu. Opublikował go na piłkarskim portalu weszło.com, który to portal, choć daleki od spraw polityki, jest jednocześnie medium znanym z postawy niepokornej wobec rozmaitych interesów i interesików. Niepokorność nam się zrobiła pospolita i szmatława głównie przez dziennikarzy, którzy sami się mianowali tym określeniem, ale na ten raz przypomnijmy sobie właściwe znaczenie tego słowa.

 

Wywiad z Michałem Majewskim, który przez lata był jednym z czołowych polskich dziennikarzy śledczych, autorem ciekawych książek o polityce, jak mówi w wywiadzie, nie widzi już miejsca na uprawianie swojego zawodu, a szczególnie w wybranej przez siebie specjalizacji, w dzisiejszych mediach. Gazety wydawane na papierze są zbyt słabe finansowo, by opierać się wpływom możnych tego świata, którzy zbyt lubią wpływać na to, co dziennikarze piszą, czy też zamierzają napisać. Wszędzie też rządzi szalone tempo pracy, nie ma czasu na solidne przygotowywanie materiałów, pisanie książek, poważne dziennikarstwo niemal zanika. Prawie wszędzie rządzi klik lub materiał tani, obrobiony przez niedoświadczonego stażystę przyuczonego głównie do tego, by pracować szybko i wydajnie. Tylko, że ktoś taki to już raczej nie dziennikarz.

 

Sam muszę przyznać, że opisy warunków pracy w dużych redakcjach, jakie podaje Majewski w wywiadzie dla weszlo.com, wydają się być opisami pochodzącymi z zupełnie innej epoki, a wręcz obcej kultury. Redakcja “Rzeczpospolitej” sprzed dziesięciu czy piętnastu lat – o niej głównie opowiada Majewski – kładąca nacisk na jakość tekstów, a nie ich tylko popularność, traktująca jako coś normalnego trwające tygodniami czy nawet dłużej śledztwa, bez obciążenia grozą deadline’ów, na których wykonanie nie ma się już siły, to coś czego nawet w przybliżeniu nie widziałem.

 

Jakieś okruchy tego zauważam w swojej macierzystej redakcji, jaką jest “Christianitas”, ale nie jesteśmy ani redakcją dziennikarską, ani też nie dysponujemy środkami, które pozwalałyby choćby w dalekim horyzoncie wprowadzić materialne warunki pracy, jakie panowały w szanowanych redakcjach istniejących w dobrych czasach polskiego dziennikarstwa. Jak się okazuje zresztą, pierwsze dekady III RP okazały się ostatnimi dekadami starego, pod wieloma względami wzorcowego, liberalnego w modelu dziennikarstwa.

 

Liberalnego, czyli starającego się realizować ideał bezstronności, nieujawniającego własnych poglądów politycznych czy światopoglądowych dziennikarzy, ale skupionego na działaniu mechanizmów opisywanych zjawisk. Można oczywiście krytycznie podchodzić do tego modelu. Owszem był on zawsze pewnego rodzaju złudzeniem, które udawało się zrealizować, tylko w przybliżeniu, najwybitniejszym przedstawicielom zawodu. Zresztą Majewski w swojej ostatniej wypowiedzi dziennikarskiej podkreśla, że miejsce dla tożsamościowego dziennikarstwa było zawsze. Trudno żeby mogło być inaczej, jeśli znaczna część dziejów dziennikarstwa to historia tytułów mniej lub bardziej powiązanych z określonymi opcjami, a nawet ugrupowaniami politycznymi. Niezależnie od tego istniał równocześnie etos dziennikarskiej rzetelności działający jak kotwica wobec indywidualnych perspektyw.

 

Także dzięki temu właśnie dziennikarstwo prasowe było zawsze podstawowym źródłem rzeczywistej informacji – co podkreśla Majewski – i na jej wysiłku powstawała dopiero informacja radiowa czy telewizyjna – siłą rzeczy krótsza i bardziej esencjonalna. Dzisiaj cały niemal świat mediów stał się tożsamościowy, a w Polsce w wyjątkowo mocno spolaryzowanym sensie. Produkuje się opinie o charakterze ideowym lub politycznym, ale nikt już prawie nie pozyskuje informacji, skoro największą klikalność zapewnia zdjęcie celebrytki zamieszczone na Instagramie.

 

Uskrajniona tożsamościowość, plemienność przekłada się tak na kształt rzeczywistości dziennikarskiej, że liberalny ideał bezstronności politycznej – pomimo zastrzeżeń, jakie wobec niego można formułować –  wydaje się utraconym rajem i przedstawicieli tego zawodu, jak i czytelników. Dzisiaj zamiast informacji, w której inteligentny czytelnik z dużą łatwością znajdował okruchy światopoglądu, ale na końcu otrzymywał z tekstu to, co było mu potrzebne, stoimy wobec tekstów “postprawdziwych”, a zatem będących propagandowym zlepkiem różnych informacji, których prawdziwości nie da się ustalić.

 

W mediach, w których króluje postprawda, opinie uchodzą za fakty, a fakty sprowadza się do roli opinii, wszystko można podważyć, a prawda niewiele różni się od wyobrażenia. Konkluzja Majewskiego jest dość niewesoła – brakuje dzisiaj modelu finansowego dla ambitnego, społecznego dziennikarstwa. Społecznego to znaczy takiego, które nie jest tylko przedłużeniem przemysłu rozrywkowego, ale – w najlepszym tego określenia znaczeniu – stanowi IV władzę, swoiste długie ramię społeczeństwa, które nawet gdy nie jest tego świadome i łyka kłamstwa, tak naprawdę łaknie prawdy.

 

Czy przeczytamy jeszcze kiedyś Michała Majewskiego? Jak sam mówi, do dziennikarstwa drugi raz się nie wchodzi. Więc chyba to prawdziwe pożegnanie.

 

Tomasz Rowiński

 

Autor jest publicystą portalu "Christianitas" 

Źródło: Mały Dziennik

Komentarze

Zobacz także

Co sprawia, że jesteśmy głęboko szczęśliwi? Naukowcy z Harvard University już wiedzą!

Lekarze mają dość… ŚWINKI PEPPY! A wszystko przez…

Redakcja malydziennik

Czy mamy spodziewać się dalszego ciągu tych APOKALIPTYCZNYCH upałów?

Redakcja malydziennik
Ładuję....