POLITYKA

Śmiech więźnie w gardle, czyli o sześciu królach, Belzebubie i pilnej potrzebie ewangelizacji

Śmiech – to pierwszy odruch, gdy słyszymy polityka mówiącego o sześciu królach czy takiego, który oznajmia, że jeden z trzech mędrców nazywał się… Belzebub. Ale śmiech ten dość szybko więźnie w gardle, gdy uświadomimy sobie, że posłowie prezentują przeciętny poziom społeczeństwa.

Tak, tak. Każdy, kto kiedykolwiek robił sondę na tematy religijne na ulicach wielkiego miasta wie, że przeciętny Polak o religii wie… niewiele. Mnie zdarzało się to wielokrotnie i za każdym razem mogłem z odpowiedzi zrobić program kabaretowy. Posłowie Petru czy Myrcha są więc tylko – smutnym, bo dotyczącym ludzi wykształconych – potwierdzeniem prawdy o tym, że polska coraz szybciej się laicyzuje, i że w zakres wiedzy ogólnej nie wchodzi już – fundamentalna dla naszego wykształcenia humanistycznego – wiedza religijna. Posłowie tylko pokazują smutną prawdę. 

 

I dlatego po obśmianiu się należy przystąpić do refleksji nad tym, jak spróbować to zmienić. Ewangelizacja, katechizacja, przypominanie korzeni – zarówno w wymiarze egzystencjalnym, jak i czystej wiedzy – są w tej chwili dla nas istotnym zadaniem. Katolicy (ale szerzej chrześcijanie, bo to wspólna, ponadwyznaniowa sprawa) powinni skoncentrować się nad tym, jak w rozbitym, pozbawionym zakorzenienia, wyrwanym ze wspólnotowego życia, ale też coraz częściej nomadycznego społeczeństwa głosić Prawdę o Jedynym Zbawicielu ludzkości, ale też przypominać korzenie naszej kultury. 

 

Te dwa elementy, choć można i trzeba je odróżniać, nie są ze sobą sprzeczne. Edukacja religijna jest istotna po prostu dla normalnego funkcjonowania w naszej kulturze. Nie da się zrozumieć ogromnej części naszej kultury czy literatury, bez wiedzy o chrześcijaństwie. Wiedzę tę trzeba więc przekazywać. Ale oczywiście o wiele istotniejsze jest to, czy ta wiedza przekłada się na spotkanie, czy w bogactwie pięknej Tradycji, fantastycznej kultury, klasycznej metafizyki i głębokiej teologii spotykamy Jezusa Chrystusa. Trzeba wciąż szukać metod (bo jedna tu nie wystarczy) głoszenie Go światu, który stracił wszelkie zakorzenienie.

 

Metody te mogą być naprawdę bardzo różne. Znam takich, którzy nawrócili się podczas spotkań charyzmatycznych, a później weszli w naprawdę głęboką religijność, takich, którzy Chrystusa spotkali studiując metafizykę św. Tomasza i wreszcie takich, którzy spotkali się z Bogiem podczas Mszy Wszechczasów. Są tacy, których przyciągnęli jezuici czy dominikanie, i tacy, którzy spotykali się z Panem przez franciszkanów Niepokalanej. I wreszcie część z nich pisze na drzwiach K+M+B, a inni C+M+B, ale i jedni i drudzy szczerze wierzą. Dlatego zamiast nieustanie spierać się o rzeczy drugorzędne, zajmijmy się ewangelizacją. Nie, nie wzywam do tego, by się nie spierać, bo spór, jeśli autentyczny, ma znaczenie i czasem jest niezbędny. Przypominam tylko, by zamiast tracić czas na sprawy drugorzędne lub na podśmiewanie się z niewiedzy zająć się ewangelizacją.

 

Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

Komentarze

Zobacz także

Kolejna NAGONKA lewaków na lekarza, który skorzystał z klauzuli sumienia!

Redakcja malydziennik

Oto niekwestionowany lider rankingu zaufania! Andrzejowi Dudzie ufa niemal 60 proc. Polaków. Kto jeszcze jest na podium?

Wybory we Francji. Terroryści w akcji? Dwa lokale…

Redakcja malydziennik
Ładuję....