Jej moc była tak duża, że pobliskie wysepki dosłownie wyparowały, a w krajach oddalonych ok. 2000 km od miejsca detonacji pękały szyby w oknach. Na początku lat 60. Związek Radziecki przeprowadził eksplozję największej bomby atomowej w historii.

Archipelag wysp Nowej Ziemi, 30 października 1961 r. O godzinie 11:32 czasu środkowoeuropejskiego na niebie pojawia się radziecki  bombowiec strategiczny Tupolew Tu-95W. Ok. 10 km nad ziemią pilot zrzuca bombę atomową, która opadając na ogromnym, 800-kilogramowym spadochronie, wybucha 3 minuty później.

Czytaj także: Zamordował miliony niewinnych ludzi. Do DZIŚ ma swój pomnik w BRUKSELI!

Pojawia się oślepiający blask, niedługo potem skutki detonacji są odczuwalne na innych krańcach świata: w Norwegii z okiennych ram wypadają szyby, a w Wielkiej Brytanii sejsmografy odnotowują potężne trzęsienie ziemi. Powstały grzyb atomowy jest prawie 8 razy wyższy od Mount Everestu, a jego średnica w najszerszych punktach osiąga nawet 40 km.

Brzmi niewiarygodnie, prawda? Zatem warto wiedzieć coś jeszcze: opisana bomba o mocy 50 megaton i tak miała ładunek dwukrotnie mniejszy od tego, który pierwotnie był w planach Sowietów. 

Złowrogi znak

Latem 1961 r. Nikita Chruszczow zapowiedział, że oczekuje stworzenia bomby nuklearnej, która pokazałaby światu potęgę Związku Radzieckiego. Termin na realizację tego projektu był szaleńczo krótki – I sekretarz chciał, aby bomba była gotowa na 30 października 1961 r., gdyż tego dnia odbywał się ostatni zjazd partii.

Jak wspomniano, pierwotnie Chruszczow chciał, aby „Wielki Iwan” – jak planowano z początku nazwać „Car Bombę” – miał moc 100 megaton. Analizy radzieckich fizyków dowiodły jednak, że bomba o takim ładunku może stwarzać ryzyko powstania opadów radioaktywnych na całej planecie. W związku z tym postanowiono zredukować jej moc o połowę.

Jednak już ówcześni- w tym pracujący nad projektem fizycy pod kierownictwem Andrieja Sacharowa i Julija Charitona – zdawali sobie sprawę, że „Car Bomba”, z uwagi na swoje niepraktyczne rozmiary, byłaby na polu walki zupełnie bezużyteczna jako broń. Całe przedsięwzięcie miało zatem spełniać wyłącznie cele propagandowe, które były niezwykle ważne w okresie zimnej wojny pomiędzy mocarstwami.

Jednocześnie przystąpienie do budowy „Cara” odebrano na Zachodzie jako złowrogi znak. Nic dziwnego – cały projekt był następstwem zerwania przez Chruszczowa ugody z 1958 r., kiedy to Sowieci i Amerykanie zobowiązali się zaniechać testów nuklearnych w atmosferze.

Pokaz siły

Radzieccy fizycy nie zawiedli oczekiwań przywódcy. Projekt zlecony przez Chruszczowa w sierpniu był gotowy dokładnie na zjazd partii. Pierwszy sekretarz wygłosił tego dnia pełne patosu przemówienie o zwycięstwie Związku Radzieckiego w trwającym od lat wyścigu zbrojeń.

Rzeczywiście, Sowieci odnieśli na tym polu niekwestionowany  sukces propagandowy: „Castle Bravo”, czyli największa bomba nuklearna stworzona przez Stany Zjednoczone, miła moc ponad trzykrotnie mniejszą od „Cara”.

Na miejsce detonacji potężnej bomby wybrano archipelag Nowej Ziemi na Morzu Arktycznym, gdzie po II wojnie światowej działał radziecki poligon nuklearny. W teście wzięły udział dwa samoloty – jeden miał zrzucić „Cara”, zaś w drugim umieszczono specjalną ekipę, której zadaniem było uchwycenie momentu wybuchu na taśmie filmowej.

Ukończona bomba ważyła 27 ton i mierzyła 8 m długości. Dla porównania amerykańska „Fat Man” (grubas), którą zrzucono na Nagasaki, mierzyła „jedynie” 3,3 m oraz ważyła  nieco ponad 4,5 t. Poniżej można zobaczyć multimedialną wizualizację eksplozji „Cara”:

Potęga „Cara” była bez wątpienia ogromna. Poza wcześniej wymienionymi skutkami detonacji należy dodać, że w promieniu 100 km od epicentrum ludzie doznawali bolesnych oparzeń, a fala uderzeniowa – jak twierdzili Sowieci – miała trzykrotnie okrążyć Ziemię.

Co ciekawe, pilot, który zrzucił bombę zdołał oddalić się jedynie na odległość 45 km, co oznacza, że znajdował się w bezpośrednim zagrożeniu związanym z eksplozją.

Amerykańskie obawy

Co jednak szczególnie istotne, eksplozja „Car Bomby” rzeczywiście wystraszyła amerykański wywiad (który twierdził przy okazji, że miała ona moc o 8 megaton większą, niż podawali oficjalnie Sowieci). Rok po detonacji CIA przygotowało pełen apokaliptycznych prognoz raport o radzieckim programie nuklearnym. Można w nim między innymi przeczytać:

„W 1961 r. Sowieci przeprowadzili co najmniej 19 testów broni termojądrowej, z czego 14 miało ładunek o mocy powyżej jednej megatony. Analizy tych testów wykazały, że Sowieci opracowali wysoce zaawansowaną technologię broni termojądrowej.

(…) Sądząc po dotychczasowych osiągnięciach, Sowieci mogą, przy nieograniczonych możliwościach testowania, zbliżyć się w ciągu następnych 5-10 lat do górnych granic wydajności w projektach termojądrowych.

(…) Ponadto w ciągu następnych kilku lat mogą znacznie zwiększyć swój zasób wiedzy na temat różnych skutków działania broni jądrowej i zoptymalizować swoje projekty w celu wzmocnienia określonych efektów”.

W późniejszym czasie Sowieci już nigdy nie skonstruowali bomby, której ładunek i eksplozja byłyby chociaż w minimalnym stopniu tak spektakularne jak w przypadku „Cara”. Amerykanie musieli jednak trzymać rękę na pulsie aż do czasów gorbaczowskiej pierestrojki. Do upadku Związku Radzieckiego Sowieci przeprowadzili prawie 1000 eksplozji atomowych.

 

Komentarze