Stefana Kisielewski dziś niestety jest mocno zapomniany. A to wielka szkoda, bo wiele jego spostrzeżeń na temat polityki, gospodarki, społeczeństwa czy Kościoła katolickiego mimo upływu lat nie straciło aktualności. Popularny „Kisiel” już prawie 50 lat temu przewidywał potężny kryzys Wiary. A było to w czasach, kiedy Kościół był stosunkowo silny jeszcze nawet na zachodzie Europy.

 

„W Pałacu Prymasa była narada na temat muzyki i śpiewu w liturgii. Smutne to, bo widać, jak niszczą wszelką tradycję, i w muzyce, i w tekstach. Zniszczyli chorał gregoriański, wycofując łacinę, zniszczyli stary kościelny folklor, wprowadzili za to cukierkowe pieśni bez stylu. A znów w tekstach likwidują archaiczną polszczyznę, dając na jej miejsce język pospolity. „Modernizacja” Kościoła, mająca na celu jego większą powszechność, może u nas sprawić, że oddali się on od mas i tradycji, a w łaski nowych ludzi się nie wkupi” – takie słowa zapisał Stefan Kisielewski w „Dziennikach” pod datą 19 września 1972 roku.

W podobnym, ostrzegawczym tonie pisał w drugiej połowie lat 70. wybitny polski pisarz Jarosław Iwaszkiewicz. „Biskupi się mają kłócić i kto wie, czy nie nastąpi nowy rozłam w kościele. Takie to denerwujące, bo oczywiście ja jestem po stronie biskupa Lefevre’a. Za każdym razem, co jestem na mszy, wstrząsam się. Msza bez [Introibo] ad altare Dei, bez ostatniej Ewangelii, z głośnym kanonem (jeszcze na pogrzebie ksiądz hukał, jakby wykrzykiwał: „do chleba, do wina!”). Ogarnia mnie smutek i zgroza. Chciałbym jednak porozmawiać z Wojtyłą. Ale już nie mam sił, aby przeforsować tę podróż (…)” – pisał Jarosław Iwaszkiewicz w „Dzienniku” [1977-1980], [w:] „Twórczość” 62 (2006) nr 2, s. 5–58 (na s. 33).

Niestety przewidywania dwóch wybitnych pisarzy sprawdzają się na naszych oczach. Kościół katolicki dotknął ogromny kryzys. Nie można jednak tracić nadziei i pogrążać się w rozpaczy, bo zgodnie z obietnicą Chrystusa bramy piekielne go nie przemogą!