POLITYKA

Polskie dzieci mają wszystko, oprócz…

Dzieciństwo naszych dzieci jest zdecydowanie różne od naszego – to nie ulega wątpliwości. Jest różne, bo i w różnych czasach żyjemy. Ta przepaść jest już tak ogromna, że nie da się tych dwóch rzeczywistości porównać.

Moje dzieciństwo przypadało na końcówkę lat 70. i 80. ubiegłego wieku. Pamiętam puste półki w sklepach, kilometrowe kolejki, bo coś właśnie rzucili, granatowe fartuszki w szkole i tarcze przy rękawie. Pamiętam zabawy na podwórku, pośpiesznie jedzone w biegu kanapki z dżemem i trzepak, który był naszym królestwem. Rodzice nie chodzili za nami krok w krok, dawali nam (a przy okazji i sobie) wolność. Nie mieliśmy modnych zabawek, o Lego mogliśmy jedynie śnić, dla przeciętnej rodziny było ono tak samo niedostępne jak inne rzeczy w kolorowych opakowaniach stojące na pólkach w Pewexach. Ale mimo panującej wkoło PRL-owskiej siermięgi dzieciństwo nasze miało smak. O nudzie nie można było mówić. Powie ktoś, że idealizuję tamte czasy. Pewnie trochę tak, niemniej czas dzieciństwa, beztroski ma w sobie coś niesamowitego i magicznego. Coś za czym się tęskni, do czego wraca się myślami.

 

Do tego powrotu skłoniła mnie wypowiedź demografa z Uniwersytetu Łódzkiego, prof. Piotra Szukalskiego, który w rozmowie z PAP stwierdził, że dzieciństwo dzisiaj jest wyższej jakości niż w minionych dekadach. I trudno się z tą tezą nie zgodzić, bo i czasy są zupełnie inne. Kolorowe galerie handlowe w każdym większym mieście, super- i hipermarkety z uginającymi się od towarów pólkami, kapitalizm, który dał nam pieniądze, za które dziś można kupić niemal wszystko – od młodości, po dziecko (jeśli ktoś w naturalny sposób nie może się potomka doczekać).

 

Jakie więc plusy ma współczesne dzieciństwo, zdaniem pana profesora? Ot choćby to, że rodzicami zostają ludzie dojrzalsi, często życiowo ustawieni i zabezpieczeni. Dziecko jest ostatnią pozycją, do odhaczenia na liście „must have”. Posiadanie dziecka to już przemyślana decyzja, a nie przypadek: „Dzieci posiadają rodziców bardziej emocjonalnie przygotowanych do rodzicielstwa, a w większości wypadków mają też zdecydowanie lepsze warunki materialne” – mówi demograf w rozmowie z PAP. Jako że zdecydowana większość dzieci wychowuje się w rodzinach 2 plus 1, najwyżej 2 plus 2, łatwiej im o uwagę i zainteresowanie rodziców: „Przecież jeżeli mamy do czynienia z jedynakiem czy dzieckiem, które ma jedno rodzeństwo, to z definicji jest ono w znacznie lepszej sytuacji, niż gdyby miało troje czy pięcioro rodzeństwa. Jeszcze bardziej ten spadek konkurencji jest widoczny w przypadku dziadków. Zwłaszcza pierwszy wnuk pojawiający się coraz później, w związku z czym coraz bardziej wyczekiwany, wydaje się, że jest największym wygranym” – przekonuje prof. Szukalski. Skutkiem tego nierzadki niestety obrazek, kiedy jedynakowi nadskakuje sześć osób naraz, próbując spełnić wszelkie jego życzenia, zanim on jeszcze o tym pomyśli. Tylko tylko czy to faktycznie dla dziecka tak dobrze? Raczej wątpię.

 

Późne rodzicielstwo niesie ze sobą także negatywne konsekwencje. Im później my zostajemy rodzicami, tym później nasi rodzice zostają dziadkami. Nie w wieku czterdziestu paru czy pięćdziesięciu lat, ale sześćdziesięciu i więcej: „To osoby, które nie mają już takiej siły i werwy, aby nie tylko wspomóc własne dzieci w procesie wychowywania, opiekowania się własnymi wnukami, wtedy kiedy ta opieka jest najbardziej intensywna. Ale nie mają też siły, aby budować więź, silną relację emocjonalną, która najczęściej jest wtedy, kiedy ma się żywy kontakt, kiedy się z małym dzieckiem baraszkuje na dywanie, kiedy bierze się go na spacery i razem z nim figluje. To niestety zanika nam” – podkreśla ekspert.

 

Większe zainteresowanie dzieckiem, lepsze warunki materialne, lepsza edukacja to jednak nie wszystko. Współczesne dzieci częściej niż ich rodzice czy dziadkowie doświadczają braku rodzeństwa. Zgoda, czasem tak po prostu się z różnych powodów dzieje, ale czasem to świadoma decyzja rodziców, bo na przykład nie wyobrażają sobie, że będą potrafili tak samo kochać dwoje czy troje dzieci (zapewniam, że miłości starczy dla wszystkich, bo ona się mnoży, a nie dzieli). 1/3 polskich dzieci to jedynacy, dzieci pozbawione bardzo istotnego doświadczenia, ale także wsparcia, choćby w przypadku choroby czy śmierci rodziców. O ileż łatwiej dzielić to cierpienie z kimś, kto doświadcza takich samych uczuć i emocji. To mit, że brak rodzeństwa i potrzebę bliskich relacji zapewni przedszkole, szkoła czy inne instytucje. To złudne mniemanie: „Wiadomo, że przedszkole czy inne formy opieki instytucjonalnej nie zapewnią jednak takiego rodzaju współdziałania z innymi, jakiego uczy się w domu, mając cały czas pod ręką kogoś w zbliżonym wieku” – ocenia prof. Szukalski.

 

Demograf zwraca także uwagę na inną kwestię. Prawdziwą plagą stają się rozwody, a cierpią na tym dzieci, na których psychice rozpad rodziny zostawia ogromny ślad. Z danych statystycznych wynika, że rokrocznie w ostatnich latach ponad 50 tys. dzieci doświadcza rozwodu swych rodziców, a jednocześnie coraz częściej doświadczają tego małe dzieci w wieku 3-6 lat. „Wisława Szymborska napisała, że rozwód to z perspektywy dziecka +pierwszy w życiu koniec świata+. I tak to wygląda, zwłaszcza jeśli następuje we wczesnej fazie, kiedy dziecko jest nierefleksyjne, nie rozumie przyczyn i bardzo często siebie obarcza winą – bo ja byłem niegrzeczny, bo zachowywałem się nie tak, bo rodzice nieraz krzyczeli i pewnie dlatego się rozstali” – podkreśla demograf. Społeczne przyzwolenie na rozwód, coraz więcej nieformalnych związków skutkuje więc tym, że rośnie nam pokolenie doświadczone rozpadem rodziny, pokolenie, które od małego jest uczone, że nie ma nic stałego, że obietnica złożona małżonkowi to nic nieznaczące słowa. Pokolenie, które jeszcze bardziej niż nasze będzie się bało budować trwałe związki.

 

Co z tego, że dziecko ma dziś więcej zabawek, uczy się od małego kilku języków, wcześnie zaczyna brać udział w wyścigu szczurów, kiedy przez własnych rodziców zostaje pozbawione czegoś najistotniejszego. Pozbawione jest relacji, które ukształtują go jako człowieka, które wyposażą go w umiejętności radzenia sobie z trudnościami i porażkami, których życie nie szczędzi. I choć każdy z rodziców chciałby dla swoich dzieci jak najlepiej, chciałby im nieba przychylić, by były szczęśliwe, to i tak przed cierpieniem dziecka nie uchroni, choćby nie wiem, jak się starał. Może za to zadbać o to, by dziecko miało mamę i tatę, brata czy siostrę. O ile pokój pełen zabawek dziecku konieczny nie jest, o tyle wzajemna, wierna miłość rodziców jak najbardziej. Najwalniejsze więc, co może zrobić mama dla swojego dziecka, to kochać jego ojca, a tata – kochać mamę. Miłość rodziców jest bowiem gwarantem bezpiecznego domu, nawet jeśli nie ma w nim najnowocześniejszych i modnych zabawek czy gadżetów. 

 

Małgorzata Terlikowska

Źródło: Mały Dziennik, PAP

Komentarze

Zobacz także

Po co protestującym OGIEŃ pod Sejmem? To zaczyna wyglądać niepokojąco…

Niemcy ewakuowali wieżowiec w Wuppertalu! PRÓBA ZAMACHU?

Redakcja malydziennik

KONIEC protestu – koniec Muppet Show opozycji!

Redakcja malydziennik
Ładuję....