CYWILIZACJA

„Płakałem całą drogę do domu”. Dla tej jednej chwili warto być św. Mikołajem

– Gdy zobaczyłem, że uchodzi z niego życie, zalałem się łzami. Wyjrzałem przez szybę, a jego matka zaczęła krzyczeć – powiedział mężczyzna, który przebiera się za św. Mikołaja.

Eric Schmitt-Matzen to 60-letni mężczyzna, który przebiera się za św. Mikołaja. W swojej pracy spotyka bardzo wiele dzieci, ale to jedno spotkanie z umierającym chłopcem ze szpitala w Tennessee na zawsze pozostanie w jego pamięci.

 

Pewnego dnia ledwo zdążył wrócić do domu, kiedy dostał kolejne wezwanie. Zadzwoniła do niego znajoma pielęgniarka i powiedziała, że na jej oddziale leży chłopiec, który bardzo by chciał spotkać św. Mikołaja. Jest on bardzo chory, w każdej chwili może umrzeć, dlatego bardzo prosi, by mężczyzna jak najszybciej przyjechał do szpitala.

 

Po piętnastu minutach Eric Schmitt-Matzen był już na miejscu. Mama chłopca poprosiła, by wręczył mu zabawkę. Chłopiec leżał na oddziale intensywnej terapii. Św. Mikołaj poprosił bliskich chłopca, by wyszli z sali, bo kiedy będą płakać, on nie będzie w stanie wykonywać swojej pracy. Kiedy wszedł do środka zastał chłopca już bardzo słabego: „Wyglądał, jakby za chwilę miał odejść" – opowiadał mężczyzna dziennikarzom. Przysiadł na łóżku i zaczął rozmawiać z chłopcem. Uszczęśliwiony malec, zachwycony brodą św. Mikołaja przytaknął, że chciałby zostać jego elfem i spytał, czy Mikołaj mu w tym pomoże. Ostatkiem sił odpakował prezent. Jeszcze chwilę porozmawiali o umieraniu i o tym, że św. Mikołaj go nie zostawi. „Otoczyłem go swoimi ramionami. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, on już nie żył. Umarł w moich ramionach. Łzy same zaczęły płynąć po mojej twarzy” – opowiada mężczyzna.

 

Płakałem także wtedy, kiedy wracałem do domu Kilka razy musiałem nawet zjeżdżać na pobocze. Planowaliśmy z żoną, że następnego dnia pojedziemy odwiedzić wnuki. Poprosiłem, żeby pojechała tam sama, bo ja nie byłem w stanie spotkać się z dziećmi”.

 

Przez kolejne dwa tygodnie nie byłem w stanie myśleć o niczym innym. Ostatecznie jednak zostałem profesjonalnym św. Mikołajem. Gdy zobaczyłem śmiejące się dzieci, postanowiłem nie rezygnować. Zrozumiałem, jaką mam rolę do odegrania. Dla nich i dla siebie” – opowiada Eric Schmitt-Matzen. 

Źródło: Telewizja Republika; dailymail.com

Komentarze

Zobacz także

Rosjanie chcą ulicy Pawła Adamowicza w Kaliningradzie a Czesi w Pradze. W uznaniu za przyjaźń

Redakcja malydziennik

Sędzie decyduje, czy dziecko ma ŻYĆ czy UMRZEĆ – rodzice błagają o MOŻLIWOŚĆ leczenia syna

Cejrowski: Imigranci z Niemiec zaleją Polskę. Musimy postawić … mur!

Redakcja malydziennik
Ładuję....