„Afera Ala Capone’a jest dla Europejczyków niezrozumiała. Trudno wyjść z podziwu, że od lat kilku nie siedzi on już w więzieniu” – pisał „Ilustrowany Kurier Codzienny” w 1931 r. Przedruk oryginalnego artykułu. 

Rząd federalny postanowił nareszcie stoczyć walną bitwę z „racketeersami”, „bootleggersami”, „gangstersami” i „gunmenami”, to jest, inaczej powiedziawszy wszelkiego rodzaju opryszkami, którzy od szeregu już lat terroryzują Chicago.

Prawie jednocześnie nadchodzi wiadomość, że szefowie różnych zakładów przemysłowych oraz banków chicagowskich połączyli się w trust z początkowym kapitałem pięciu miljonów dolarów, dla obrony przed złoczyńcami. Że cała ta akcja wymierzona jest przedewszystkiem przeciw słynnemu Al Capone, hersztowi „racketeersów” i „cesarzowi bootleggersów”, dla nikogo nie jest to tajemnicą.

Czytaj także: POLAK, którego bał się sam AL CAPONE! Jego gang istnieje do DZIŚ! [WIDEO]

Alberto Capone, który zyskał sobie światową sławę pod przezwiskiem „Scarface Al” („Al – człowiek z blizną” – przyp. red.), rozpoczął swą „karjerę” zaledwie pięć lat temu, a jej początki – napady na banki w biały dzień, handel żywym towarem, porwania i t. d. – były tylko przedwstępnymi niejako ćwiczeniami. Powszechną uwagę publiczności zwrócił na siebie Capone wówczas, gdy rozpoczął wysadzać z siodła najznakomitszych przywódców bandyckich. Przypomnijmy kilka tylko, najgłośniejszych jego zwycięstw.

Pierwsze ofiary Capone

Pierwszą ofiarą wschodzącej „gwiazdy” był znany „król” bandycki Frankie Yale, który padł od kuli Ala w samo południe na ulicach Chicago. Następną magnat alkoholowy Dan O’Banion, którego wspaniały pogrzeb nie tak prędko zostanie zapomniany. Trumna cała z masywnego srebra kosztowała 20 tysięcy dolarów; kwiaty za 50 tysięcy dolarów rozsypane były na drodze którą przeszedł kondukt żałobny; za zwłokami O’Baniona ciągnęło sto eleganckich samochodów, które wiozły jego przyjaciół, wielbicieli, delegacje rady miejskiej (!) i senatora Deneen’a (!) Sam Al Capone, pełen, jak zwykle kurtuazji, też nadesłał wspaniały wieniec i kondolencje dla wdowy.

Niezliczona jest ilość wrogów, których Al Capone wysłał na drugi świat: Hyman Weiss (chodzi o Henryka Wojciechowskiego, szefa gangu North Side – przyp. red.), słynni bracia Genna i t. d. A wszystkie te obrachunki cechuje ta sama taktyka, ta sama zimna krew i ten sam… sukces: eleganckie auto o niewidocznym pancerzu zatrzymuje się w biały dzień i podczas największego ruchu w dzielnicy handlowej, gdy tylko ofiara zostaje spostrzeżona, zamaskowany karabin maszynowy otwiera ogień, zabijając wrogów i… Bogu ducha winnych przechodniów; w powstałem zamieszaniu auto rusza i znika.

Capone likwiduje rywali

Inna metoda także znajduje czasem zastosowanie, jak to miało na przykład miejsce w słynnej masakrze w garażu Bugs Moran: siedmiu wrogów Capone’a, pomiędzy nimi znany adwokat miejscowy, ustawionych zastało w szeregu, zawiązano im oczy i dopiero potem z całym spokojem rozstrzelano (chodzi o tzw. „masakrę w Dniu Św. Walentego – przyp. red.).

Wszystko razem trwało niecałe 5 minut. A każda taka „robota” Ala odznacza się dokładnością. Ostatni jego poważny rywal, Joe Aiello, padł przeszyty 75 kulami, niedawniej jak 23 października ub. roku.

W ten oto sposób stał się Al Capone potężnym władcą całego handlu alkoholowego i groźnym widmem tych wszystkich, którzy dla zachowania swego życia i majątku są w stanie słono mu się opłacać. Jego autorytet rozciąga się pozatem na radnych miejskich, na większość funkcjonariuszy i polityków, a pozatem prawie na całą policję Chicago.

Bogactwa Capone

Capone jak może korzysta też z życia. Podczas uroczystości i „garden-parties”, jakie wydał w ciągu zimy 1928 roku w swoim przepięknym pałacu w Miami, osoby z najlepszego towarzystwa Nowego Jorku, Chicago i t. d., uznały za wskazane udać się tam.

Najbardziej skromne obliczenia oceniają dokonywane przez niego rocznie obroty na kilkaset miljonów dolarów rocznie. Al Capone skarży się, że różnego rodzaju pasożyty, które go wszędzie prześladują, a więc agenci prohibicyjni, niepożądani klijenci i t. d., pozbawiają go połowy dochodów. W każdym razie pozostaje mu dość, by prowadzić żywot wielkiego pana, poświęcać się polityce i – filantropji.

Człowiek czynu, jest Al Capone w wolnych chwilach filozofem. Filozofję swoją rozwinął w udzielonym niedawno wywiadzie. „Rabunek i wymuszanie, oświadczył, istniały zawsze. One są nieodłącznym towarzyszem ludzkości. Jeśli idzie o moje pochodzenie, to wywodzę się w prostej linji od średniowiecznymi baronów, którzy w zamian za opłacone im okupy chronili życie i majątki swych wasali i podróżników, którzy przebywali na ich terenach. Podobno jak oni, także i ja sprzedaję ochronę, bezpieczeństwo i pokój”.

Korupcja, wpływy i filantropia

Jednym słowem Capone chciałby być uznanym za wielkiego rycerza minionych dni. I za filantropa, gdyż by zaradzić wielkiemu kryzysowi bezrobocia jaki ogarnął Stany Zjednoczone, Al Capone otworzył szereg bezpłatnych restauracyj i urzędów pomocy dla bezrobotnych, co kosztuje go kilkanaście tysięcy dolarów tygodniowo.

Afera Ala Capone’a jest dla Europejczyków niezrozumiała. Trudno wyjść z podziwu, że od lat kilku nie siedzi on już w więzieniu. Nie tak prędko jednak można uwięzić człowieka, który wszędzie ma swoich wspólników, na którego żołdzie znajduje się prawie cała policja i większość rady miejskiej i dzięki „rozkazowi” którego podczas ostatnich wyborów burmistrzem Chicago wybrany został powtórnie godny swego protektora ptaszek, Thompson Big Bill. Przypuśćmy, że przez „omyłkę” Capone dostałby się przed trybunał. Który sędzia tak mało ceni swe życie i doczesne dobra, by go uznać winnym?

Amerykańscy pesymiści (90 procent ludności) mówią: Al Capone sądzony?! Skazany ?! Poczekajmy raczej aż przy następnych wyborach do senatu amerykańskiego, zostanie on wybrany senatorem.

Źródło: „Groźny cień Al Capone zawisł nad życiem Chicago”, Ilustrowany Kuryer Codzienny, 1931 r. (nr 22, R.22)

Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Komentarze