CYWILIZACJA

Nie bójmy się ziół. One odwdzięczą się zdrowiem! PRZECZYTAJ!

– Stwórca przewidział, że będziemy chorować i zadbał o to, żebyśmy mieli czym choroby zwalczać. Zadbał też o to, byśmy nie zbankrutowali – mówi o ziołach i jej właściwościach, Monika Fijołek – doktor nauk rolniczych w rozmowie z Małgorzatą Terlikowską (Mały Dziennik).

Małgorzata Terlikowska: To pytanie stawia dziś pewnie każdy – jak ochronić siebie, jak ochronić swoje dzieci przed infekcjami, a przy okazji nie zbankrutować?

 

Monika Fijołek: Stwórca przewidział, że będziemy chorować i zadbał o to, żebyśmy mieli czym choroby zwalczać. Zadbał też o to, byśmy nie zbankrutowali. Natura przychodzi do nas za darmo. W Polsce rośnie bardzo dużo ziół, w których są substancje lecznice, ale także działające zapobiegawczo, wzmacniając odporność organizmu. Warto wspomnieć tutaj o bardzo popularnej roślinie, którą wielu z nas ma w swoich domach. Jest to aloes. Wzmacniająco należy zażywać świeżo wyciśnięty sok z listka, przy czym roślina musi być przynajmniej dwu-, trzyletnia. Warto taki listek przed spożyciem włożyć na dobę albo dwie do lodówki. Niska temperatura stymuluje bowiem powstawanie substancji odpornościowych. Ponadto na odporność pomocne będą rośliny, które na pewno każdy ma w swoim domu do celów spożywczych, np. cebula, którą można pokroić, zasypać cukrem, a otrzymany sok używać jako antidotum na kaszel, katar. Czosnek powinien zagościć na stałe na naszych stołach. Można używać go do mizerii, sałaty ze śmietaną, masła czosnkowego czy utrzeć go z cytryną jako lek na odporność. Nie zapominajmy też o smacznych owocach, takich jak malina, czarna porzeczka czy aronia, które spożywane w postaci soków, dżemów czy nalewek mogą wzmocnić nasze zdrowie.

 

Do sezonu jesienno-zimowego powinniśmy przygotować się latem. Wtedy należy zioła rosnące na łąkach czy w ogródkach zbierać.

 

Sama hoduję zioła w ogrodzie. Zbieram je wtedy, kiedy mają najwięcej substancji aktywnych (zależy to od tego jaką część rośliny zbieramy – liście, korzenie, nasiona czy kwiaty np. lawendę zbieramy gdy ¾ kwiatów jest już rozwiniętych na kłosowatych kwiatostanach, miętę i melisę przed kwitnieniem, korzenie wykopuje się wiosną i jesienią). Zebrane zioła suszę, przechowuję w szczelnie zamkniętych opakowaniach albo w torebkach papierowych i potem sobie dawkuję. Zapobiegawczo piję herbatkę z owoców dzikiej róży, bo zawiera ona dużo witaminy C. Profilaktycznie zaparzam sobie też herbatkę z jeżówki purpurowej. W aptekach pojawiły się soki czy syropy sporządzone na bazie tego zioła.

 

To jest profilaktyka. Czym się ratować, kiedy czujemy, że dopadła nas jakaś infekcja?

 

Wtedy możemy sięgnąć po majeranek. To zioło działa bardzo rozgrzewająco. W początkach infekcji sprawdzi się „majerankowa zupka”. Do garnka wsypujemy dwie łyżki suszonego ziela (jak ktoś nie ma swojego, można kupić w aptece), zalewamy dwiema szklankami wody, gotujemy na wolnym ogniu pod przykryciem przez 2 minuty. Trzymamy jeszcze pod przykryciem chwilę żeby z majeranku uwolniły się olejki eteryczne. Tak przygotowany majerankowy wywar doprawiam solą, pieprzem, czosnkiem. Dodaję także odrobinę masła. I powstaje przepyszna zupa, która smakiem przypomina troszkę żurek, troszkę flaczki. Bardzo rozgrzewa, oczyszcza zatoki, zwalcza katar. Ta zupa to wersja dla dorosłych, natomiast dla dzieci, szczególnie dla niemowląt, przy katarze warto użyć maści majerankowej, którą smaruje się dziecku pod nosem podczas kataru. Od razu lepiej mu się oddycha.

Jak nas już przeziębienie dopadło to warto sięgnąć po imbir. Ostatnio sprawdziłam na sobie jego działanie podczas zapalenia zatok. Podjadałam sobie wtedy imbir kandyzowany. Co godzinę, co dwie, słodziutki, przepyszny, palący w smaku i działał rewelacyjnie. Imbir to kłącze pochodzące z Dalekiego Wschodu, które pojawiło się w naszych warzywnikakach. Warto po niego sięgnąć gdyż działa silnie przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie, przeciwwirusowo. Ponadto poprawia trawienie, redukuje mdłości, obniża ciśnienie, zapobiega zakrzepom. Można go spożywać w stanie świeżym, kandyzować w cukrze lub używać jako sproszkowaną przyprawę.

 

Jak pomóc dzieciom, u których rozwija się infekcja, a niekoniecznie chcemy podawać im preparaty z apteki składające się w dużej mierze z samego cukru?

 

Pozostają nam herbatki, ale żeby dzieci je wypiły, trzeba je jednak posłodzić najlepiej czymś zdrowym – miodem lub sokiem malinowym. Można podawać dzieciom herbatkę z czystka. Swoim smakiem przypomina on herbatę zieloną, ale kiedy dodamy do tego domowy sok malinowy, dzieci powinny pić to zioło chętnie. Przepyszna i bardzo zdrowa jest herbatka z kwiatów bzu czarnego, lipy. Dodaję to tego sok malinowy, i czyni cuda. Na kaszel niezawodny jest syrop z cebuli. Sama cebula niekoniecznie może dzieciom smakować, ale wtedy warto dodać miodu czy soku malinowego, i od razu smak będzie lepszy. Takie naturalne leki wzmocnią dzieci na pewno.

Co ciekawe, im pospolitsza roślina, tym ma więcej właściwości leczniczych. Na przykład taki mniszek lekarski, popularnie nazywamy mleczem. Syrop z mniszka jest rewelacyjny. Zbieramy kwiaty, zalewamy je niewielką ilością wody, gotujemy, zostawimy na noc, przeciskamy przez gazę, dodajemy cukru lub lepiej miodu, zagotowujemy i taki gotowy syrop przelewamy do butelek. W przypadku infekcji jest jak znalazł. Mniszek ma w ogóle właściwości przeciwzapalne. Świeże liście mniszka dodaje się do sałatek, one bardzo poprawiają trawienie. Cukrzykom zaleca się zjadać całe kwiaty, liski, łodyżki, gdyż wspomagają one wytwarzanie soków trawiennych, żółci, poprawiają pracę trzustki.

 

Podobno bardzo zdrowa jest też rosnąca na łące stokrotka?

 

Stokrotkę pospolitą można jeść na surowo, prosto z trawnika. Ma ona bardzo słodki smak, pasuje do sałatek, herbatek. Na trawnikach rośnie także bluszczyk kurdybanek, zioło na nowo ostatnio odkryte. Sama doceniłam jego właściwości i dzisiaj już go nie zwalczam w ogrodzie, zrywam jego listki, siekam. Idealnie pasuje do jajek, pomidorów. Ma ostry, korzenny smak. Kiedyś był substytutem natki pietruszki. Podobno Jan III Sobieski go zbierał, podawał wojsku i w ten sposób wzmacniał odporność swoich żołnierzy. Tu za oknem widzę bluszcz pospolityhedera hedelix – bardzo dobre zioło na kaszel. Podobnie jak prawoślaz, który działa osłonowo, wykrztuśnie. To naprawdę są niedoceniane skarby.

 

W reklamach widzimy, że wystarczy zażyć jedną tabletkę i katar, kaszel, gorączka znikają. Z ziołami – jak Pani pisze – nie jest tak prosto…

 

Objawy szybko znikają tylko w reklamach. W prawdziwym życiu tak łatwo nie jest. W przypadku ziół potrzebna jest cierpliwość. Dlatego nie czekajmy na początki infekcji, tylko zróbmy wszystko, żeby ją ubiec. Dlatego proponuję ziołową dwutygodniową kurację, a w jej ramach picie herbaty z jeżówki czy czarnego bzu. Przez dwa tygodnie, dwa razy dziennie. I przerwa. I znów powtarzamy kurację. Musimy być wytrwali, cierpliwi, i wtedy efekt przyjdzie. Profilaktyka zawsze trwa długo, ale nie trzeba się zniechęcać. Przy czym pamiętajmy, że same zioła nie wystarczą. Na nasze zdrowie niebagatelny wpływ mają także nasza dieta, sport, codzienne spacery.

 

Idealnie pewnie zbierać zioła gdzieś na łąkach, z dala od wielkich miast. Dla wielu z nas to nierealne. Czy można sobie zioła wyhodować w domu?

 

Pewnie, że tak. Wystarczy mieć parapet o wystawie południowej. Większość ziół lubi dużo słońca. Problemem w warunkach domowych może być jedynie gleba. Ta dostępna w sklepach ogrodniczych jest bardzo próchnicza. Jeśli taką mamy, trzeba ją koniecznie wymieszać z piaskiem. Najlepiej ekologicznym. W uprawie ziół stosuję także na wiosnę granulowany obornik. Do doniczki wystarczy jedna kuleczka i rośliny naprawdę ładnie rosną. Na domowych parapetach dobrze rosną lawenda, przeróżne macierzanki, tymianek. Wiele osób także hoduje kupioną w supermarkecie melisę czy bazylię.

 

Zioła z supermarketu – ładnie wyglądają, ale czy warto je kupować, przecież to sama chemia?

 

Produkcja do supermarketów jest szybka. Roślinę się wysiewa, daje się nawozy mineralne, czasami opryskuje. Pozostają one w roślinie i my to potem jemy. Jest i na tę chemię sposób. Roślinę trzeba po prostu „odchemizować”. Polecam taką kupioną na przykład bazylię przesadzić do nowej ziemi, do większej donicy, podlać ją, i odczekać dwa tygodnie aż stanie się bliższa natury. Lepiej jest oczywiście wysiać nasionka bazylii do doniczki i samemu uprawiać zioła. Czasami problemem są szkodniki roślin, takie jak mszyce, wciornastki, przędziorki, które można zwalczać również naturalnymi opryskami z czosnku, wrotycza. Przepis na środek owadobójczy z wrotyczu pospolitego: 5 kwiatostanów suchych lub świeżych zalać 1 litrem wody i gotować na wolnym ogniu przez 5-10 minut. Wywar ostudzić i opryskiwać rośliny zaatakowane przez wszelkie szkodniki.

 

Co jeszcze możemy w domu hodować?

 

Na przykład wspomniany już aloes. Bardzo ładnie rośnie w warunkach domowych, tylko trzeba go ochronić przed bezpośrednim działaniem słońca. Najlepiej rośnie postawiony na stronie wschodniej lub zachodniej.

 

A jak nie mamy ręki ani cierpliwości do hodowli, to gdzie się zaopatrywać – apteka, zielarnia?

 

Zdecydowanie apteka. Tam są surowce zielarskie pewne, dobrej jakości. Te produkty są sprawdzane, uwzględnia się system jakości, tzw. farmakopeę. Jest dokładnie określone, ile zioła mogą zawierać zanieczyszczeń, określona jest minimalna zawartość substancji leczniczych.

 

Chyba trochę jesteśmy zmęczeni tym bombardowaniem tabletkami na wszystko i jest taki powrót do babcinych sposobów?

 

Dziś już bardzo dobrze widać skutki takiego szybkiego życia, zażywania lekarstw chemicznych. Natura zadziała, tylko trzeba mieć do niej cierpliwość i delikatność. Trzeba po prostu zaprosić zioła do swojego domu, do swojego stołu, do swojej kuchni i je wprowadzać, nie bać się ich. One się odwdzięczą zdrowiem.

 

Monika Fijołek doktor nauk rolniczych. Praca doktorska z uprawy mięty pieprzowej obroniona w 2014 r. na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie. Autorka książek „Zioła na odporność”, „Ziołowe skarby polskiej ziemi” (Wydawnictwo Esprit), „Zioła w ogrodzie” (Wydawnictwo SBM), współautorka „500 przypraw i ziół leczniczych” (Wydawnictwo SBM). Recenzentka książki: „Atlas roślin ogrodniczych” (Wydawnictwa SBM), Autorka artykułów o ziołach we franciszkańskim „Posłańcu św. Antoniego” oraz na stronie zdrowiepowraca.pl związanej z Benedyktynami z Tyńca. 

Źródło:

Komentarze

Zobacz także

Nawet w księgarni charytatywnej nie chcą książki Dona Browna. "NIe przynoście nam już "Kodu Da Vinci"

Takiego efektu 500+ się nikt nie spodziewał! Do 2020 roku urodzi się 100.000 dzieci więcej, niż KTOKOLWIEK zakładał

Spalili ich żywcem i zrobili z tego film! Kolejne ofiary ISIS

Redakcja malydziennik
Ładuję....