James Patrick Caviezel, znany aktor którego świat pokochał po filmie „Pasja” Mela Gibsona dał mocne przesłanie do świata. WARTO POSŁUCHAĆ :

 

 

Jim, a właściwie James Patrick Caviezel, przyszedł na świat 26 września 1968 r. jako syn kręgarza Jamesa (pół Słowaka, pół Szwajcara) i amerykańskiej Irlandki Maggie. Ma widoczne korzenie europejskie, pomimo, że urodził się w Mount Vermount w stanie Waszyngton. Dorastał jednak w innym mieście, choć w tym samym stanie USA – Convay. Wychowywał się wraz z czworgiem rodzeństwa: trzema siostrami – Anne, Amy i Erin oraz bratem Timothym, z którym namiętnie trenował koszykówkę. W tamtym okresie miał dwa główne zainteresowania: sport i religię.

Jego wielkim marzeniem zawsze była gra w NBA i z tym wiązał swoją przyszłość. Trzeba przyznać, że miał ku temu predyspozycje, gdyż często mówiono o nim, że jest bardzo energicznym dzieciakiem – do tego jego 1,88 m wzrostu było tylko kolejnym atutem. Konsekwentnie realizował swoje plany, aby marzenia stały się rzeczywistością, grając kolejno w szkolnych drużynach. Najpierw w katolickiej podstawówce, gdzie rozpoczynał edukację, a następnie w O’Dea High School w Seattle i Bellevue Community College oraz na University of Washington. Niestety ten piękny okres w jego życiu przekreśliła kontuzja stopy, której nabawił się podczas intensywnych treningów. Dopiero wtedy, młody jeszcze Jim pomyślał o aktorstwie, do którego miał predyspozycje już od urodzenia.

Za dzieciaka można było dostrzec u niego zdolności mimiczne, a także potrafił świetnie naśladować gwiazdy ekranów i estrady. Co ciekawe, początki jego amatorskiej kariery sięgają katolickiej podstawówki, gdzie Jim występował w szkolnych spektaklach. Najbardziej zaś przekonująco wypadł w roli Szymona, w przedstawieniu wigilijnym. Nie trudno zauważyć, że katolickie wychowanie połączyło się z pasją, którą odkrył w sobie, po tragedii, jaką było dla niego przerwanie kariery sportowej.

W 1990 roku wyjechał do Los Angeles i przekonał asystentów Gusa Van Santa, że jest świeżo upieczonym emigrantem z Włoch i otrzymał swoją pierwszą profesjonalną rolę w dramacie „Moje własne Idaho”. Co prawda, był to zaledwie dziesięciosekundowy epizod i dwa zdania do wygłoszenia, ale to zawsze jakiś początek, zważając na to jak ładnie udało mu się kłamstwo. Potem przez dwa miesiące bezskutecznie próbował dostać jakąkolwiek rolę, aż wreszcie zaczął dorabiać jako kelner na hollywododzkich przyjęciach. Dopiero po trzech miesiącach udało mu się dostać kolejny angaż. Tym razem, był to dramat sportowy – „Pojedynek Oszustów„. Krótko po tej roli pojawił się w Cudownych latach, bardzo znanym i lubianym serialu w tamtym okresie. W 1993 roku bez trudu otrzymał stypendium prestiżowej uczelni Juilliard School, z którego, o dziwo zrezygnował, na rzecz występu w „Wyatt Earp„. Wystąpił tam u boku samego Kevina Costenera, grając najmłodszego z braci Earpów. W tym momencie zarazem zaczęły się dla Jima jednocześnie problemy i radości.

Rok przed rolą we wcześniej wspomnianym biograficznym westernie poznał swoją przyszłą żonę, Kerri. Ciekawostką jest to, że była to randka w ciemno, którą zorganizowały siostry aktora. Jak się później okazało, był to strzał w dziesiątkę, bo od 1997 roku są małżeństwem. Mają syna Bo, dziewczynkę o imieniu Lele z regionu Ghangzhou oraz chłopca – Davida, który jest chory na raka. Wszystkich ich adoptowali. Jak się okazuje połączyła ich nie tylko miłość, ale praktycznie identyczne zainteresowania, bowiem Kerri również była miłośniczką koszówki, uprawiając ją na poziomie profesjonalnym. Co więcej, nawet swego czasu była gwiazdą. Jednak to jej wykształcenie zawodowe, a jest nauczycielką angielskiego, pomogło Caviezelowi, w pokonaniu trudności w pracy. Mowa tu o problemach z koncentracją uwagi i zapamiętywania tekstu, które zaczął mieć, na krótko po występie w „Wyatt Earp„. Lekarze rozpoznali u niego dysleksję, która była wynikiem kontuzji z młodości. Uraz odniósł podczas jednego z meczy w szkole, podczas którego, oberwał piłką w głowę i stracił przytomność na 45 minut. Dysleksja w dużej mierze utrudniła mu karierę aktorską, ale dzięki żonie i konsekwencji Jim się nie poddał i przezwyciężył ten problem.

Dzięki temu mógł kontynuować karierę. Przez następne lata występował w takich produkcjach jak: „Twierdza„, „Małpa na boisku„, „G.I. Jane„. W ostatniej z wymienionych wystąpił u boku Demi Moore. Jednak dopiero rola szeregowca Witta, w sensacyjnym dramacie wojennym „Cienka czerwona linia„, w którym wystąpił w 1998 roku, była dla Jima przełomowa.

To napędziło jego karierę. Caviezel to nie jest jednak zwykły aktor. Wychował się w rodzinie katolickiej i widać to praktycznie na każdym kroku. Żyje tymi zasadami na co dzień, dlatego zdarzają się sytuacje, że zdecydowanie i asertywnie odmawia grania w reklamach, jak i scenach erotycznych. Podczas kręcenia melodramatu „Oczy anioła” poprosił Jennifer Lopez o zakrycie piersi. Sytuacja ta się powtórzyła przy thrillerze „Bez przedawnień„, kiedy taką samą prośbę wystosował, w kierunku Ashley Judd. Jest to godne podziwu – nie każda gwiazda przecież popiera swoje słowa czynami. W tym aspekcie Jim Caviezel niewątpliwie zasługuje na pochwałę. Jest wzorcem nie tylko w życiu zawodowym, ale i prywatnym. Te cechy zaprowadziły go do roli życia, z którą, jak się później okazało miał mnóstwo przygód i to niekoniecznie dobrych.

W 2004 roku wystąpił w „Pasji” w reżyserii Mela Gibsona. Film opowiadał o ostatnich godzinach Jezusa, a główną rolę odtwarzał właśnie Caviezel. Z biegu czasu, trudno nie przyznać, że lepszego wyboru głónego aktora, po prostu nie dało się podjąć. Występowało wiele podobieństw między Jimem, a postacią przez niego odtwarzaną. Po pierwsze Caviezel, jest głęboko wierzący, więc podszedł do tej roli bardzo profesjonalnie i stworzył niesamowitą kreację bohatera – wierną, realistyczną, taką, która zrobiła wrażenie na samym Papieżu, Janie Pawle II. Innym niewątpliwie ciekawym faktem jest to, że w momencie zdjęć miał 33 lata. Jest to wiek, w którym umarł Jezus Chrystus. Trudno oprzeć się tym podobieństwom. Jednak najciekawsze wydarzenia działy się na planie produkcji. Jim przyciągał wręcz wszelkie możliwe katastrofy. Podczas sceny biczowania przez przypadek nabawił się 13 calowej rany na plecach. To było zaledwie preludium do prawdziwych wrażeń, jakich musiał doświadczyć. Podczas ukrzyżowania został porażony piorunem, co zdarzyło się już po raz drugi na planie filmu. Wcześniej tej wątpliwej przyjemności, doświadczył asystent reżysera – Jan Michelini. Jakby tego było mało, podczas zdjęć zwichnął sobie jeszcze bark. Ale te wszystkie cierpienia chyba był warte, gdyż dzięki tej roli że znalazł się w oku kinematograficznego cyklonu oraz otrzymał nagrodę Grace – MovieGuide w Los Angeles jako najlepszy inspirujący aktor kinowy. Był także nominowany do filmowej nagrody MTV. Sam obraz natomiast odniósł niebywały sukces nie tylko kasowy, ale i zyskał uznanie krytyków jak i całego świata chrześcijańskiego, pomimo że wzbudził wiele kontrowersji. Aktor zdobył dzięki niemu sławę i uznanie, a to chyba największy zaszczyt, jakiego można doznać w tym zawodzie.

Kolejne lata były już znacznie łatwiejsze dla Caviezela. Nie martwił się o angaż, a wręcz mógł wybierać. Z ciekawszych pozycji, wystąpił w „Hrabim Monte Christo„, gdzie zagrał Edmonta Dantesa oraz serialu The Prisoner, który był jednocześnie jego powrotem na mały ekran. Od 2011 roku występuje w hicie stacji CBS pt. Person of Interest, wcielając się w byłego żołnierza Johna Reese’a, który współpracuje z niejakim panem Finchem. W tego drugiego, wciela się sam Michael Emerson, znany z Zagubionych. To już kolejny znamienity aktor, u boku którego ma okazję grać Cavaziel. Co jednak ciekawe, tym razem wciela się postać również dobrą, ale która posługuje się nieco bardziej zdecydowanymi metodami w osiągnięciu celów. To nie zmienia jednak faktu, ze w niej, także świetnie wypada, niezależnie od tego jaką rolę przychodzi mu zagrać. Świadczy to tylko o klasie aktora. A pomyśleć, że zaczynał o występów w szkółce katolickiej.