CYWILIZACJA

Miłość jest silniejsza niż fizyczne deformacje. Dziewczynka z zespołem Pateu umierała w ramionach swojej mamy

Kanadyjczycy Stefanie i Adam Wahl nawet przez przez chwilę nie rozważali aborcji. Wspólnie, mimo śmiertelnej wady ich dziecka, postanowili cieszyć się tym krótkim wspólnym czasem, jaki został im dany.

O tym, że maleńka Samanta Rose umrze zaraz po porodzie, rodzice dowiedzieli się w połowie ciąży, podczas badania USG. W 20. tygodniu okazało się, że dziecko ma rzadką chorobę genetyczną – zespół Patau. 

 

"Kiedy dowiedzieliśmy się, że to prawdopodobnie trisomia 13, byłam jak wbita w ziemię” – opowiada Stefanie. "To było gorsze niż najgorszy scenariusz, nigdy nawet nie myślałem, że coś takiego może spotkać mnie, młodą, zdrową kobietę”. 

 

"Kiedy dowiedzieliśmy się, że jest to mała dziewczynka, wtedy naprawdę dotarło do mnie, że to nasze dziecko”. W drodze do domu rodzice nadali swojej chorej córeczce imię  Samantha Rose.

 

Lekarze przygotowywali Wahlów na najgorsze: „Zdawaliśmy sobie sprawę, że dzień, w którym ją spotkamy, będzie również dniem, w którym najprawdopodobniej się pożegnamy" – mówi Stefanie. 

 

W 36. tygodniu ciąży u Stefanie lekarze zdiagnozowali  stan przedrzucawkowy, potencjalnie zagrażający życiu. To był moment, w którym trzeba było zakończyć ciążę. "Kiedy pierwszy raz ją zobaczyłam, była tylko cisza, cała sala porodowa zamarła”. 

 

Maleńka dziewczynka miała bardzo wiele wad, które uniemożliwiały jej przeżycie. Ale miała też rodziców, którzy cały czas trzymali ją w ramionach i tulili: "Ludzie mówili, że powinnam dokonać aborcji, by dziecku oszczędzić cierpień. Ból powoduje aborcja, a nie śmierć w ramionach kochających osób” – mówi mama dziewczynki. 

 

"Byłam szczęśliwy, mogąc trzymać ją w ramionach do ostatnich jej chwil. Przynajmniej tyle mogłam zrobić dla niej, jako jej matka” – dodaje. 

 

Stefanie mówi, że ​​będzie zawsze z wielką czułością wspominać te krótkie chwile, kiedy mogła trzymać Samantę, czuć jej zapach i całować ją. 

 

"Każde życie ma wartość bez względu na to, jak jest trudne czy krótkie" – mówi Stefanie. „Nasza córka, choć była z nami tak krótko, pozostawiła wyrwę w naszej rodzinie. Ona była taka urocza i mam tyle radości, że ją spotkałam”. 

 

"Kim byśmy byli, gdybyśmy odmówili jej życia i nie dali jej szansy spotkania się i bycia kochanym przez jej rodzinę” – pyta Stefanie.

Źródło: LifeNews.com/MałyDziennik

Komentarze

Zobacz także

Przed nami fala samobójstw dzieci i młodzieży. Czy uda się im pomóc?

Redakcja malydziennik

Rządy nie potrafią tego zatrzymać. Tempo jest nieprawdopodobne

Redakcja malydziennik

Nie ma to jak wyposażenie niemieckiej policji. Ta maska ma chronić przed…

Redakcja malydziennik
Ładuję....