CYWILIZACJA

Mężczyzno, czego się boisz? Zobacz, jak Twoja żona cierpi

On mówi zdecydowanie „nie”. Ona w cichości swojego serca tęskni i cierpi. Żyje nadzieją, że kiedyś się uda. Że zniszczy ten pancerz i męża przekona. Ona jeszcze raz chciałby doświadczyć ciąży, porodu, Chciałaby jeszcze raz poczuć zapach noworodka. A tu ściana. Lód.

 

To nie jest wydumany problem. Spotykam się z nim bardzo często. Na rozmaitych spotkaniach podchodzą kobiety i pytają, jak namówić męża na kolejne dziecko. Bo ona bardzo chce. A on mówią„nie”. I argumentem wcale nie jest ten finansowy, że sobie nie poradzą. Mają dobrą pracę, są wykształceni, mają warunki, są młodzi. A on nie chce. Może się boi, tylko wstydzi się powiedzieć, bo lęk to przecież takie niemęskie zachowanie.

 

Ona wie, że nie ma się czego bać. Przecież on sprawdził się przy jednym dziecku, czy przy dwojgu, dlaczego nie miałby sprawdzić się przy kolejnym. Ona nie rozumie tych argumentów. Zagląda do wózków koleżanek, zawsze pierwsza, żeby pomóc innej mamie z niemowlęciem. Maleńkich ubranek nie oddaje, trzyma je w szafie z nadzieją, że jeszcze się przydadzą. Czasem, kiedy jest sama, wyciąga je, rozkłada, przytula, i marzy o tym, jakby było cudownie móc te maleńkie pajacyki czy śpioszki jeszcze komuś włożyć. Czasem specjalnie ich nie chowa w czeluściach szafy. Może on zobaczy, może się wzruszy, może zatęskni. Przecież tak uwielbiał bawić się z bobasem, przewijał, kąpał. Może coś w nim pęknie. Może coś go wzruszy. Może zmieni zdanie.

 

Ona nie potrafi się rozstać z dziecięcymi akcesoriami. Wanienka, wózek, łóżeczko, choć starsze dzieci dawno z nich wyrosły, czekają. On czasem namawia, by coś z tym zrobić, bo miejsce zajmuje A ona mówi, że jeszcze nie, że jej to nie przeszkadza. Gdzieś w głębi serca czuje, że on się zmieni, że następnym razem nie usłyszy odmownej odpowiedzi, tylko jak najbardziej pozytywną. Każdej rozmowy się boi, ale wraca do niej, mimo że słowa, które słyszy, bolą ją bardzo mocno. Kiedy on nie patrzy, nie raz otrze łzę. Bo w niej aż się wszystko gotuje, całą sobą woła o dziecko. A napotyka lód, który momentalnie studzi jej zapał.

 

To zwykli mężczyźni, widzę ich, jak grają w piłkę ze swoimi dziećmi, jeżdżą z nimi na rowerach, bawią się na placu zabaw. Dlaczego więc tak bardzo są na nie? Dlaczego tak bardzo ranią swoje żony? A one? Pewnie nawet znalazłyby sposób na męża, ale tak bardzo boją się jego reakcji, tego że, nie daj Boże, odejdzie, albo dziecko odrzuci, że nawet nie próbują. A przecież może on tak tylko mówi. Widok maleńkiego dziecka może by tchnął życie w jego zatwardziałe serce. I pokochałby je tak mocno, tak jak kocha pozostałe dzieci.

 

Czego więc tak boją się ci mężczyźni? Odpowiedzialności? Zmęczenia? A może tego co kumple powiedzą? Że on jakiś dzieciorób czy inna patologia? Trudno cokolwiek radzić takiej żonie, może tylko modlitwę w intencji męża. Bo skoro po ludzku nie jest w stanie do niego dotrzeć, to może trzeba zostawić sprawę Panu Bogu.  

Źródło: Mały Dziennik

Komentarze

Zobacz także

Dziś wypada Międzynarodowy Dzień Piwa i Piwowara!

Redakcja malydziennik

Ostateczny rozłam rodziny królewskiej. Harry i Meghan będą teraz…

Redakcja malydziennik

Problem księdza. Prezerwatywy wprawiają go w zakłopotanie

Redakcja malydziennik
Ładuję....