POLITYKA

Mentalna obrona komunizmu trwa

Muszę przyznać, że kondolencje jakie złożyło państwu kubańskiemu, po śmierci Fidela Castro, wielu przywódców europejskich wydają się być zmyślone przez kabaretową stronę ze fikcyjnymi newsami, czyli Asz Dziennik.

Absurdalność rozmaitych pochwał, brak zdolności by w jakiś sposób ocenić kilkadziesiąt lat reżimu komunistycznego wprowadzanego przemocą i przemocą utrzymywanego, jest świadectwem upadku klasy politycznej w Europie. Najznakomitsze słowa zapisał Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej: "Świat stracił człowieka, który dla wielu był bohaterem. Zmienił losy swojego kraju, a jego wpływy sięgały jeszcze o wiele dalej", dodając, że historia oceni jego “dziedzictwo”. Wspaniałe to dziedzictwo…

 

Może to jednak nie tylko kwestia tego, że Starym Kontynentem w większości rządzą ludzie bez właściwości, ale także rzeczywista konsekwencja braku potępienia komunizmu w Europie. A nie potępienie to raczej nie jest przypadkiem, ale ważnym elementem spuścizny ideologicznej chronionej przez dzisiejsze elity. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jeśli gdzieś komunistom udało się przejąć władzę dusz to właśnie w Unii Europejskiej. Dorobek rewizjonizmu, który był odejściem od metod stalinowskich ku miękkiemu marszowi przez instytucje jest bliski głównym ideologom post-Europy, jak Jurgen Habermas, ale i znacznemu odsetkowi narodów przynależących kiedyś do cywilizacji Zachodu. Pod płaszczem liberalizmu zbudowano system realizujący liczne postulaty społecznego materializmu.

 

Dobrze, że do wypowiedzi Junckera odniósł się polski europoseł Marek Jurek postulując w Parlamencie Europejskim minutę ciszy w intencji ofiar reżimu komunistycznego, a nie w intencji zmarłego zbrodniarza. Otrzymał po tej wypowiedzi zdecydowane oklaski na sali obrad. Jednak neo-komuniści nie odpuszczają, ani na krok – jedno słowo prawdy o lewicowych reżimach zaraz musi zakończyć się wołaniem “ale przecież Pinochet, ale przecież Hitler”, co przecież jest niczym innym jak usprawiedliwianiem własnych sympatii i korzeni ideologicznych. Nie słyszałem by ktoś na lewicy potrafił zareagować i na potępienie Pinocheta (jako polityka prawicy) komentarzem – no dobrze, ale Pinochet tak poza tym powstrzymał komunizm, a jakie zasługi mają Stalin z Castro? No jakie? Chyba realizację ideału powszechnej nędzy, strachu i ateizacji. W tych zawodach Pinochet nawet nie dorasta im do pięt. Neokomuniści zaś znaleźli sposób by ateizm wreszcie podbudować dobrobytem – marzenie Marksa w pewien sposób się zrealizowało.

 

Nie chodzi jednak o to by bronić Pinocheta, ale by pokazać, że lewica nie potrafi uznać zbrodni własnego dziedzictwa bez zestawiania z “równie złą” lub “jeszcze gorszą” prawicą. Taka dynamika dyskusji będzie trwała dopóty dopóki komunizm nie zostanie potępiony sam w sobie jako ideologia zbrodnicza. Wtedy będzie można oddzielić ziarna i plewy odpowiedzialności za to co dobre i złe w historii, a nie licytować się na ofiary, które teraz prawie zawsze mają twarz biednych, pełnych dobrych intencji, komunistów zabijanych przez szalonych prawaków. Lub ich zabijających lepszej przyszłości na chwałę.

Źródło: Mały Dziennik

Komentarze

Zobacz także

Prawda wyszła na JAW. Izrael testuje BROŃ na DZIECIACH!

Redakcja malydziennik

Komunia Święta tylko na kolanach? Naśladujmy św. Jana Pawła II – przypomina kard. Sarah!

Redakcja malydziennik

SZOK! Z niemieckiej Bundeswehry znika broń. Kto kradnie? ZOBACZ!

Ładuję....