Masz dwoje dzieci lub więcej? To może być niebezpieczne. Ale i tak nie warto się tym przejmować

Chińscy naukowcy właśnie ogłosili, że posiadanie większej liczby dzieci może być niebezpieczne dla zdrowia. I to nawet nie tego psychicznego, tylko jak najbardziej fizycznego.

Kilkoro dzieci w domu to wiadomo – polka galopka od rana do wieczora. Nie żebym na swój los narzekała, broń Boże. Taka jest rzeczywistość. Do zrobienia tyle rzeczy, że doba za krótka, czasu na sen szkoda, o odpoczynku nawet nie wspominając. Przy okazji spaceru z dziećmi można się co prawda dotlenić, na brak ruchu w domu też raczej narzekać nie można, skłony i podnoszenie ciężarów w gratisie. Także gimnastyka i ruch zapewnione od rana do wieczora. To jednak za mało, żeby utrzymać dobre zdrowie. Rodzice, którzy mają dwoje dzieci lub więcej, są bowiem w grupie ryzyka… Bynajmniej nie chodzi o choroby psychiczne powstałe na skutek przebywania w uciążliwych warunkach 24 godziny na dobę, czy radzenia sobie z milionami bodźców dochodzących do nas każdego dnia. Matki i ojcowie, którzy mają dwoje i więcej dzieci, dużo bardziej narażeni są bowiem na choroby serca i układu krążenia niż rodzice jedynaków. I nie ma znaczenia, czy to mama, czy tata. To ryzyko jest takie samo bez względu na płeć. Do tej pory jeszcze EKG nie robiłam, ale może trzeba iść za głosem naukowców i zacząć o serce dbać.

 

Chorobami serca rodziców postraszyli ostatnio naukowcy z Chin, którzy pod lupę wzięli pół miliona rodziców i odkryli znaczący związek między liczbą dzieci a chorobą wieńcową, jednym z największych „zabójców” w XXI wieku. Ich wnioski przytoczył „Daily Mail”. Co więc wpływa na to, że nasze serca są narażone bardziej na choroby? Więcej ekstremalnych przeżyć, które fundują nam dzieci? A może więcej wzruszeń związanych z większą liczbą ślubów czy narodzin wnucząt? Nic z tych rzeczy. Powodów trzeba szukać gdzie indziej.

 

W przypadku mężczyzn wpływ na to ryzyko ma stres związany z zapewnieniem bytu swojej rodzinie i przyszłości dla dzieci. W przypadku kobiet – to ciąże i zmiany hormonalne w organizmie. Przez to wieloródki narażone są dużo bardziej na problemy choćby z migotaniem przedsionków, które z kolei wiążą się z większym ryzykiem chorób zakrzepowo-zatorowych, takich jak udar mózgu czy zatorowość płucna.

 

Do podobnych wniosków jak Chińczycy doszli także naukowcy z McMaster University w Kanadzie oraz Brigham and Women’s Hospital w Bostonie. Przeanalizowali oni prawie 35 tysięcy kobiet i doszli do wniosku, że te kobiety, które urodziły co najmniej czworo dzieci, są o 50 procent bardziej narażone na rozwój chorób serca niż te, które urodziły ich mniej. U wieloródek (co najmniej czworo dzieci) z kolei naukowcy z Dallas zauważyli ponad dwukrotnie częściej występujące zwapnienie tętnic, a także znaczne pogrubienie ścian tętnic wieńcowych. Swoje wnioski opublikowali w piśmie „European Journal of Preventive Cardiology". Naukowcy ci przypuszczają, że w przypadku kobiet mających liczne potomstwo ryzyko choroby wieńcowej może zwiększać otyłość brzuszna i związane z nią otłuszczenie narządów wewnętrznych. Nie mają więc naukowcy wątpliwości, że nie tylko styl życia, palenie papierosów, rodzaj wykonywanej pracy, dieta, czy środowisko wpływają na choroby serca.,Również liczba dzieci zaczyna być traktowana jako czynnik ryzyka. Przy czym badacze zastrzegają, że nie powiedzieli jeszcze ostatniego zdania na ten temat i nie wykluczają kolejnych badań. I bynajmniej nie zniechęcają kobiet do rodzenia.

 

Należy w tym miejscu postawić pytanie, czy celem owych badań jest tylko nastraszenie rodziców, by na dużą liczbę dzieci się nie decydowali, czy może usprawiedliwienie coraz bardziej powszechnej mody na jedno lub dwoje dzieci. Skoro wielodzietność jest tak niebezpieczna dla zdrowia, trzeba matki i ojców przed nią ostrzegać. Prawie jak przed paleniem papierosów, które także dla serca zdrowe nie jest.

 

A jako że w życiu nie ma nic pewniejszego niż śmieć, nie ma się co oglądać na chińskich czy nawet amerykańskich naukowców, którzy straszą wielodzietnością. Bez względu na liczbę dzieci i tak umrzemy. A mając ich kilkoro człowiek czuje, że żyje. I naprawdę jest to – żeby posłużyć się określeniem śp. ks. Jana Kaczkowskiego – życie na pełnej petardzie. Życie, po którym zostanie ktoś, a nie tylko coś.

 

Małgorzata Terlikowska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Źródło: Mały Dziennik

Komentarze




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.