CYWILIZACJA

Macierzyński ekshibicjonizm. Dlaczego mówię mu NIE

Daleka jestem od lukrowania rzeczywistości. Ale jakiś opór budzą we mnie zdjęcia, które ponoć mają przedstawiać prawdziwe oblicze macierzyństwa. Tymczasem są one tak samo fałszywe, jak te idealne z pisemek czy blogów parentingowych.

Tak wygląda życie! Poznaj prawdziwą stronę macierzyństwa! Takie hasła widnieją w internecie, na portalach społecznościowych, a zamieszczane są pod realistycznymi zdjęciami, zatrzymującymi w kadrze trudne momenty pierwszych dni, tygodni czy miesięcy po narodzinach dziecka. Narodzinach, które potrafią wprowadzić niezłe zamieszanie w spokojne dotąd życie. To fotografie roznegliżowanych kobiet, z obnażonym biustem pokazującym nawał pokarmu, blizny po cesarskim cięciu, bywa że potarganych, bez grama makijażu. Ewentualnie to obraz kuchni, do której wpadła właśnie bomba atomowa i dokonała gigantycznych spustoszeń (a nie, to nie bomba, to tylko słodki maluszek jadł zupkę i ćwiczył plucie na odległość). To zdjęcia pokazujące często skrajne zmęczenie, wyczerpanie. Widać na nich nie zachwyt nad nową rolą tylko totalną beznadzieję. Matki niczym więźniarki własnych domów, w których rolę kapo pełnią niemowlęta. A we mnie coś krzyczy, że tak wcale nie jest.

 

Nie jest też w życiu mamy oczywiście tak jak na zdjęciach zamieszczanych na portalach adresowanych do młodych rodziców, w pismach, których na rynku pełno, folderach reklamowych produktów przeznaczonych dla niemowląt. Uśmiechnięta mama, z idealnym makijażem i fryzurą, że o figurze nie wspomnę, utrzymane w idealnym porządku wnętrza, pięknie otwierający buzię maluszek, zjadający ze smakiem wszystko co mu mama podsuwa na łyżeczce. Wizja to piękna, ale jakże nierealistyczna.

 

Tyle że to tylko dwie skrajności, które z prawdziwym życiem mają niewiele wspólnego. Bo życie jest znacznie bogatsze. Nie jest idealne, bo dzieci płaczą, chorują, marudzą, nie pozwalają się nawet na sekundę odłożyć do łóżeczka, nie puszczają piersi przez 24 godziny na dobę i budzą się nieskończoną liczbę razy w ciągu nocy. Ale nie jest też totalnie beznadziejne. Bo lubią zaskoczyć mamę trzygodzinną drzemką, podczas której ta zdąży wypucować cały dom, ugotować obiad, przeczytać parę rozdziałów książki i pomalować paznokcie. Sama z macierzyńskiego doświadczenia wiem, że były takie dni, kiedy nie miałam szans nawet umyć głowy, a dziecię tak dawało w kość, że miałam ochotę uciec z domu. Ale wiem też, że początkowe trudności mijają nie wiadomo kiedy. Nawał pokarmu się kończy, problemy z karmieniem znikają, kolki ustają, a dziecko staje się coraz bardziej przewidywalne i można zacząć już pewne rzeczy planować. Uwierzcie mi, można to wszystko przetrwać, choć czasem dom przypomina poligon doświadczalny.

 

Dlaczego więc mówię NIE tym niby realistycznym zdjęciom? Bo przynoszą one więcej szkody niż pożytku. Kobiety, które mają dzieci, wiedzą doskonale, że raz jest lepiej, raz gorzej, ale ostatecznie wszystko jakoś się prostuje, a maluch potrafi sprzedać taki uśmiech, że momentalnie wszystkie smutki mijają. I okazuje się, że macierzyństwo, choć trudne, wcale nie jest ponad siły i można sobie z tym wszystkim poradzić. Jasne, w macierzyństwo wpisane jest zmęczenie, czasem zniechęcenie powtarzalnością wykonywanych czynności, choroby, czuwanie przy dziecku. Ale też radość, że coraz więcej ono umie, że każdego dnia zaskakuje czymś nowym, że jest tak kruche i bezbronne. Że przy nim i my się zmieniamy, zmieniają się nasze priorytety. Jak samemu bywa trudno, warto szukać innych mam, które zawsze chętnie pomogą, wesprą, albo uspokoją, że każda z nas tak ma.

 

Natomiast młode kobiety, które dzieci nie mają, wchodzą dopiero w dorosłość, planują założenie rodziny, mogą poczuć się zniechęcone. Bo jeśli bycie mamą ma się kojarzyć z wysiłkiem ponad siły, wyglądem przypominającym zombie, a nie kobietę, to ja się wcale nie dziwię, że rezygnują z posiadania dzieci. Bo czasem oglądając takie realistyczne zdjęcia, można się nieźle wystarczyć. A przecież nie o to chodzi. Bo jestem głęboko przekonana, że żadna matka nie zamierza straszyć innych kobiet, że żadna matka, choć na pewno przeżywa trudności, burze hormonalne, cierpi na chroniczny brak snu, swojej decyzji nie żałuje. A jeśli czasem ma dość (co jest jak najbardziej normalne), niech po prostu wyjdzie z domu. Zapewniam, że lepszym lekarstwem na macierzyńską chandrę jest spacer czy wizyta u kosmetyczki niż cykanie zdjęć zmęczonej twarzy i wrzucanie jej do internetu.

 

Małgorzata Terlikowska

 

 

 

 

Źródło: Mały Dziennik

Komentarze

Zobacz także

Oscary były nietolerancyjne wobec osób o poglądach konserwatywnych. Wiemy dlaczego – jest to sprawa POLITYCZNA

Redakcja malydziennik

Lekarz Charliego Garda oskarża: przekształciliście życie tego chłopca w operę mydlaną!

Redakcja malydziennik

PIESEK niespodziewanym bohaterem MARATONU! Suczka LUDIVINE na metę wbiegła jako…

M. A.
Ładuję....