POLITYKA

Le Pen kontra Macron? Dżuma kontra cholera!

Wybory we Francji, wbrew temu, co może się wydawać, są z punktu widzenia moralnego i religijnego dla katolika, wyborem między dżumą a cholerą. Obie strony niewiele mają wspólnego z Kościołem i chrześcijańskimi wartościami, tyle że powody są różne.

Episkopat Francji kilka dni temu odmówił wskazania na kogo powinni głosować katolicy w nadchodzących wyborach. A na głowy biskupów natychmiast posypały się gromy. Liberalni, lewicowi, a także centroprawicowi, ale establishmentowi komentatorzy uznali, że to wstyd, że Kościół nie włączył się w akcję przeciwko Marine Le Pen. Część z katolików bliskich Marine uznało, że to wstyd, że Kościół nie włącza się w akcję przeciwdziałania kandydatowi, który ma skandaliczne poglądy moralne, a jakby tego było mało wspierany jest przez gigantów antychrześcijańskiej globalizacji. Kościół jednak w tej kwestii nie miał wyjścia. Tak się bowiem składa, że – choć wyborcy muszą dokonać wyboru – to z perspektywy moralności oba wybory są złe.

 

Dlaczego tak jest doskonale pokazuje wybitny francuski filozof Jeon-Luc Marion (który nota bene sam popiera Emmanuela Macrona). Z jednej strony bowiem Marine Le Pen, jego zdaniem, nie tylko reprezentuje najczarniejszą kartę francuskiego nacjonalizmu (jest osobą kwestią, czy tak rzeczywiście jest), ale także nie ma sensownego programu naprawy państwa i ekonomii, a do tego w kwestiach światopoglądowych daleka jest od katolicyzmu (choć oczywiście nie tak daleka, jak Emmanuel Macron), z drugiej jednak nie sposób także – bez mocnych oporów moralnych zaakceptować Macrona. „Jeśli weźmie się pod uwagę, jak to mówimy we Francji  Macronowe „reformy społeczne” – dotyczące publicznych i prywatnych standardów, a także jeśli rozważy się moralne konsekwencje wobec globalizacji można mieć poważne zastrzeżenia wobec głosowania na Macrona, bowiem w tych kwestiach jest on odległy od chrześcijańskiego i katolickiego punktu widzenia – podkreśla Marion.

 

Z jego punktu widzenia więc można powiedzieć, że francuscy katolicy są w kwestii nadchodzącego głosowania, podzieleni, tak jak katolicy w Stanach Zjednoczonych. Z jednej strony są ci, którym nie odpowiada moralny ton populizmu Marine Le Pen, a z drugiej ci, którzy zwracają uwagę na to, że wygrana Macrona oznacza dalszy ciąg skrajnie lewicowych reform, które będą coraz bardziej wrogie wobec ludzi wierzących. Można oczywiście uznać, że w takiej sytuacji konieczny jest wybór „,mniejszego zła” (a akurat przy wyborach stosowanie tego terminu wydaje się uprawnione), ale nie widać powodu, by Kościół akurat na takie mniejsze zło wskazywał. Od tego jest dobrze uformowane sumienie, by wybrać. I wiele wskazuje na to, że z tej perspektywy (i tu zajmę stanowisko odmienne od Jean-Luc Mariona) takim mniejszym złem jest… Marine Le Pen. Jej poglądy na temat aborcji, związków homoseksualnych czy laicyzmu są wprawdzie odmienne od katolickich, ale gwarantuje ona, że antychrześcijańskie prawa wprowadzone przez Hollande’a nie będą kontynuowane i nikt nie będzie wprowadzał nowych. Istnieją wobec niej jednak inne obiekcje, o których też zapominać nie wolno. Dla Polaków jest to choćby stosunek do Rosji i Władimira Putina (choć akurat w tej kwestii ogromna większość francuskich polityków zajmuje stanowisko entuzjastycznie prorosyjskie).

 

Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

Komentarze

Zobacz także

Panie Prezydencie, dziękujemy. Andrzej Duda za pełną ochroną życia niepełnosprawnych dzieci poczętych

Bon żłobkowy w Warszawie. SPRAWDŹ PO CO?

Redakcja malydziennik

Tusk chce wrócić do krajowej polityki

Redakcja malydziennik
Ładuję....