POLITYKA

Kiedy Mamy już nie ma…

W taki dzień jak dzisiaj ta pustka jest jeszcze większa niż zwykle. Bo nie możesz się przytulić, nie możesz porozmawiać, nie możesz pożartować. Jak tu świętować Dzień Mamy bez Mamy?

Mojej Mamy nie ma z nami już od ponad 20 lat, to połowa mojego życia naznaczona pustką. Pustką, która w takim dniu jak dziś jest jeszcze większa. Jest oczywiście radość, bo już sama jestem mamą i cieszę się tym, co przygotowały mi dzieci, ale gdzieś w głębi serca odzywa się ta wbita mi przez chorobę Mamy drzazga. I im bliżej jest mi do wieku, w którym moja Mama odeszła, tym to wszystko jest boleśniejsze

 

Kiedy człowiek ma 19 lat, wszystko wydaje się inne. Nawet choroba nie jest straszna. Moja Mama chora, śmiertelnie chora? To niemożliwe, przecież nigdy nie chorowała, zawsze miała siłę, co najwyżej złapała katar czy przeziębienie. Diagnoza? To na pewno pomyłka. Przecież jeszcze całe życie przed nią, jeszcze ma tyle do zrobienia… W swojej naiwności tkwiłam do końca. To niemożliwe. To tylko zły sen, który zaraz minie.

 

Nie chciał minąć. Mama odeszła do Pana Boga. Wiem, że stamtąd czuwa nad nami i się nami opiekuje. Wie, że krzywda mi się nie dzieje. Zdążyła zresztą pobłogosławić moje jeszcze wtedy przyszłe małżeństwo. Niestety, nie poznała swoich wnuków, ale pewnie z Nieba na nie zerka i się cieszy, że takie fajne dzieciaki nam się urodziły.

 

Zagoniona, pochłonięta codziennością, swoim macierzyństwem powoli łapię się na tym, że z każdym rokiem jest mi coraz trudniej. I ta pustka wydaje mi się jeszcze większa. O tyle rzeczy dziś chciałabym zapytać, o tylu porozmawiać… Wcześniej nie zdążyłam, powiem szczerze, że nawet nie miałam do tego głowy. Bo co dziewiętnastolatka, która właśnie zrobiła maturę i zaczyna studia, wie o byciu mamą? Kiedy Mama żyła, macierzyństwo było dla mnie czymś na podobieństwo kosmosu. Sporo lat upłynęło od czasu śmierci Mamy nim sama zostałam mamą. I z każdym rokiem, z każdym urodzonym dzieckiem pytań jest coraz więcej. Pytań, które pozostaną bez odpowiedzi… Przynajmniej na razie.

 

Ale przecież śmierć to nie koniec. To przejście do innego życia, do którego i my przejdziemy. Jest więc szansa, że się spotkamy i nadrobimy wszystkie zaległości. Pewnie kawy „po turecku”, którą tak lubiłaś i którą rano zawsze pachniał dom, tam nie zaparzymy, ale wierzę głęboko, że pogadamy. Jak mama z mamą. Pośmiejemy się i popłaczemy ze wzruszenia.

 

 

Małgorzata Terlikowska  

Źródło: Mały Dziennik

Komentarze

Zobacz także

Czarne protesty to podobno spontaniczna incjatywa kobiet? Jasne, za pieniądze Sorosa!

Redakcja malydziennik

Na potęgę molestował swoje pacjentki. Onkolog z Gdańska oskarżony!

Cejrowski ostro MASAKRUJE Niemców! "Wloką za sobą obrzydliwy czarny ogon faszyzmu"

Redakcja malydziennik
Ładuję....