CYWILIZACJA

Język aborcjonistek językiem szatana!

To, co łączy uczestniczki czarnego protestu w Warszawie i ostatniego proaborcyjnego marszu w Waszyngtonie to nie tylko idea, w imię której protestują, ale także sposób, w jaki to robią. Łączy je język wulgarny, plugawy, pełen przekleństw. Ohydny.

Ten język mówi wszystko. Jest jak śmierdzący rynsztok, w którym płyną śmieci, resztki jedzenia i ekskrementy. Jest brudny i plugawy. Można usprawiedliwiać go złością i frustracją. Można tłumaczyć, że wyraża on emocje. Że to taka forma ekspresji, która trafia do wszystkich. Używając wulgaryzmów, człowiek nie tylko przecież wyraża swoje emocje, ale także próbuje złamać pewne językowe tabu. Niemniej jednak nie zmienia to faktu, że mówienie w sposób wulgarny dalekie jest od przyjętej normy językowej. Negatywne świadectwo wystawia wyłącznie osobie, która takim językiem się posługuje. Trudno nawet traktować ją poważnie. Wyrażenia zarezerwowane dla ścisłego i raczej niewielkiego grona odbiorców wylały się więc na ulice, miejskie place, chodniki i trybuny. Z jakiegoś powodu bardzo chętnie do wulgarnej retoryki odwołują się zwolenniczki aborcji. Te wszystkie macice wyklęte, cipki, w które ponoć wchodzi rząd, waginy, a wszystko podlane sosem wulgarności. Bo wulgarne są nie tylko hasła, ale i cała postawa tych, które te hasła noszą na sztandarach i głoszą. Nie ma w tych kobietach żadnej łagodności, nie ma empatii, jest jeden wielki skowyt, bo ktoś chce zakazać zabijania dzieci. I to ten ktoś jest zły, niedobry, obrzucany przekleństwami jak błotem. To jego imię jest brukane i opluwane. Tego, kto staje po stronie bezbronnych. Nie tego, kto w brutalny sposób przerywa to życie. On jest bohaterem.

 

Jakże bliski temu rynsztokowemu językowi z polskich ulic jest ten z ostatniego proaborcyjnego marszu w Waszyngtonie. Podobnie jak w Polsce, tam również obywał on się pod hasłem, a jakże, „obrony cipek”. Aktorka Ashley Judd, przemawiając z trybuny, wprost mówiła: „Nasze cipki nie są od tego, żeby nas za nie łapać. Są po to, żeby udowodnić, że kobiety są silniejsze, niż Ameryka kiedykolwiek będzie. Nasze cipki są dla naszej przyjemności. Są po to, żeby rodzić kolejne pokolenia sprośnych, wulgarnych, wstrętnych, wyniosłych kobiet”. Wiadomo, tylko sprośne, wulgarne, wstrętne i wyniosłe kobiety pójdą potem walczyć o zabijanie nienarodzonych dzieci. Wulgaryzmów nie szczędziła także, znana z dość ostrego języka, Madonna. Piosenkarka w dość niewybredny sposób odniosła się do krytyków marszu: „A do wszystkich krytyków, którzy uważają, że marsz niczego nie wniesie – pieprzcie się”.

 

Takim oto językiem, pełnym brudu, środowiska pro-choice rozprawiają o ludzkim życiu. Co to oznacza? Jedynie tyle, że życie to nie przestawia dla nich żadnej wartości. Gdyby było inaczej, stosowałyby inną retorykę. Tyle że nie potrafią, bo to język nie ich, a szatana. To on inspiruje, kieruje, to on jest żądny krwi. To on zniewala kobiety, by służyły jemu, a nie życiu. To język demoniczny, tak jak demoniczna jest ta cała walka o życie dzieci w łonach matek rozpętana przez zwolenników aborcji. Wulgarna i ohydna, bo taki właśnie jest władca zła, czyli szatan.

 

Małgorzata Terlikowska 

Źródło: Mały Dziennik

Komentarze

Zobacz także

Księża są źli, bo wypraszają rodziców z płaczącymi dziećmi z kościoła. A czy my rodzice jesteśmy bez zarzutu?

Redakcja malydziennik

Przerażająca zbrodnia kanibalizmu: "jestem zmęczony jedzeniem ludzkiego mięsa" – zeznał policji zabójca

Redakcja malydziennik

Amerykańscy ateiści chcą zmusić katolicki szpital do okaleczania pacjentów pod pozorem…

Ładuję....