POLITYKA

Jesteś zraniony przez rodziców? Możesz to naprawić! Nigdy nie jest za późno…

To niesamowite jak bardzo jesteśmy ze sobą powiązani, jak mocno od siebie zależymy, ile w każdym z nas jest z naszych rodziców. Czy tego chcemy czy nie. A jednak, choć wydawałoby się, że powinniśmy być wobec tego w wielkiej zażyłości – często, to właśnie ta relacja jest dla nas najbardziej bolesna i trudna…

Im jesteśmy starsi, im bardziej próbujemy układać sobie życie po swojemu, tym trudniej – najczęściej, choć nie zawsze – ułożyć nam sobie relację z rodzicami. Negatywne emocje związane z przeżyciami z dzieciństwa i okresu dorastania, odkładają się i bywają niemożliwe do opanowania. A że nigdy jakoś nie było okazji, by je wypowiedzieć, by wyjaśnić i szczerze porozmawiać, odgradzamy się od rodziców niewidzialnym murem i obojętniejemy lub po prostu tracimy kontakt. Tymczasem krzywda boli, a nieuporządkowane sprawy z przeszłości przeszkadzają w budowaniu nowych, trwałych relacji. Rodzice się powoli starzeją, a ty wciąż czujesz się wobec nich jak małe dziecko. 

 

Droga do wybaczenia może być długa, ale – jak przekonuje Isabelle Filliozat, ceniona francuska psychoterapeutka – możemy nią przejść, nauczyć się swoich rodziców na nowo, uwolnić od niezdrowej zależności i zacząć wreszcie normalnie, i szczerze rozmawiać. W swojej książce zatytułowanej „Jestem na ciebie zły, ale cię kocham. Jak naprawić relacje z rodzicami” – Filliozat opisuje cały proces z jakim trzeba się zmierzyć.

 

Wszyscy inni?

 

Każda rodzina jest inna, każdy z nas, obdarzony jest innym zestawem cech, inaczej reaguje na konkretne postawy i wydarzenia. Ale w gruncie rzeczy, jak twierdzi psychoterapeutka, relacje dzieci z rodzicami są w dużej mierze podobne! Schematy są nie raz niemal identyczne! Na przykład:  „Rodzinny obiad: Przy stole rozmawia się o jedzeniu, chorobach nieobecnych osób i pogodzie. Czasem dyskusja się ożywia, gdy rozmowa schodzi na tematy związane z wychowaniem („ach, ta dzisiejsza młodzież”) lub polityką (…) Wszyscy są lekko znudzeni, ale nikt nie podważa konieczności cotygodniowych spotkań.(….) Relacje z rodzicami są powierzchowne, konwencjonalne i wynikają po części z nudy, a po części z przyzwyczajenia. (…) W rodzinnym gronie nie mówi się o uczuciach albo wspomina się o nich zaledwie powierzchownie. Najczęściej grzebie się rany, głęboko chowa krzywdy. Płakać można w samotności. Lęki się bagatelizuje”.

 

 Albo w ten sposób: „Rodzice również cierpią, gdy stosunki łączące ich z dziećmi są płytkie i powierzchowne. Przez większość czasu najzwyczajniej nie wiedzą, co zrobić ani jak się zmienić. W wielu przypadkach są przyzwyczajeni do braku dialogu już od wczesnych lat życia swoich dzieci i być może nigdy nie potrafili okazać czułości. Jej brak może się jednak okazać dla nich bolesny. Aby nie cierpieć z powodu braku prawdziwej więzi, mogą zachowywać się w dokuczliwy, wręcz nieznośny sposób. Cieszą się, gdy ich odwiedzasz, ale twoja mama przez całą niedzielę nie wychodzi z kuchni, a tata wciąż zajmuje się ogrodem i nawet nie macie okazji porozmawiać… Są zadowoleni, gdy wszystko zjesz, a wieczorem zabierzesz sałatkę i przetwory do domu, ale nie potrafią cię przytulić ani zdobyć się na szczerość wobec ciebie”.

 

Czy warto jednak grzebać w przeszłości, rozdrapywać stare rany, wracać do tych potwornych sytuacji, o których najchętniej byśmy zapomnieli? Otóż mimo wszystko warto.

 

""

 

Nie powstrzymuj emocji!

 

Po pierwsze, trzeba się będzie zmierzyć z samymi sobą, spojrzeć prawdzie prosto w oczy i nazwać po imieniu to, co przeżywamy, wszystkie rany i blizny. Jak traktują nas rodzice? Przedmiotowo czy podmiotowo? Szanują nasze zdanie czy raczej narzucają swoje? Gdzie są przyczyny twojej depresji, braku poczucia własnej wartości i niepewności? Czy czułeś się bezpiecznie w swoim domu? Jeśli na serio marzysz o uzdrowieniu – będziesz musiał odpowiedzieć sobie na wiele tego typu pytań. 

 

Kolejnym krokiem, będzie podjęcie próby zrozumienia rodziców. Nawet, jeśli na wejście wcale nie masz na to ochoty. Prawdopodobnie nie zgodzisz się z tym, że rodzice chcieli dla ciebie szczęścia. Musisz sięgnąć do ich przeszłości, bo rodzice często są jej więźniami: znieczulonymi i nieświadomymi, że powtarzają zachowania, które sprawiały ból im samym. „Tak, są też rodzice, którzy nie kochają własnych dzieci, ponieważ przeszkadza im w tym ich własna przeszłość. Są również tacy, którzy świadomie chcą kochać, ale nie umieją powstrzymać krzywdzących odruchów. Mówią i robią rzeczy sprzeczne z tym, co myślą”.

 

Gdy już zmierzysz się z perspektywą rodziców, przychodzi czas na zrozumienie mechanizmów, czyli przyjrzenie się temu, jak krzywda zamienia się w uraz. Tak wielu rodziców zakazuje dzieciom wyrażania tego, co czują, a nawet ich za to karze lub po prostu usprawiedliwia zwyczajowym: „To dla twojego dobra” sytuacje, z którymi nie umie sobie poradzić. Tymczasem powstrzymywane emocje, wypieranie przeszłości wcale nie znikają, lecz zawsze wracają z niszczącą dzieci siłą!

 

Nic do stracenia

 

Droga do uzdrowienia zakłada wreszcie  konfrontację – próbę rozmowy, wyjaśnienia, a przede wszystkim wypowiedzenia na głos tego, co nas boli i dlaczego. Kiedy i jak zaplanować szczerą rozmowę z rodzicami? A może lepiej napisać list? A  jeśli rodzice już nie żyją, czy wówczas możemy się jeszcze pojednać…?

 

 

Filliozat przyznaje, że nie zawsze starania dzieci kończą się sukcesem, nie wszyscy są w stanie zmierzyć się ze swoim bólem. Ale przykłady wielu takich procesów, świadectwa tych, którzy podjęli ten trud i nie żałowali – zachęcają, by spróbować. Co mamy do stracenia? Wyobraź sobie jak by to było tak zwyczajnie usiąść i z całkowitym spokojem powiedzieć im prosto w oczy: „Jestem na was zły, ale was kocham”. 

 

 

Isabelle Filliozat, „Jestem na cie zły, ale cię kocham. Jak naprawić relacje z rodzicami?”, Wydawnictwo Esprit

 

Źródło: Wydawnictwo Esprit

Komentarze

Zobacz także

Kto chce zniszczyć Lecha Wałęsę? Jego syn już to wie

Redakcja malydziennik

To już sobie poprotestowali. Sejmowy kabaret opozycji zawieszony

Redakcja malydziennik

Słabo! PiS pozwoli IM służyć w wojsku! Żal i ich i armii!

Redakcja malydziennik
Ładuję....