CYWILIZACJA

„Jest czas rodzenia i czas umierania”. Komu służy bardzo późne macierzyństwo?

Janet Jackson właśnie została mamą uroczego chłopca. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jeden fakt. Piosenkarka ma 51 lat i urodziła właśnie swoje pierwsze dziecko. Serdecznie gratulujemy. Niemniej warto postawić w tym kontekście pytanie, czy tak późne macierzyństwo to nowa celebrycka moda, czy może wiara w to, że na macierzyństwo zawsze jest czas. I wiek matki nie ma żadnego znaczenia.

Co jakiś czas docierają do nas informacje o kobietach, które w wieku 50, czy 60 lat zostały matkami. Czy nagle odkryły instynkt macierzyński i zapragnęły zrobić wszystko, by urodzić dziecko? Czy postanowiły zakosztować sławy? Z góry wiadomo, że urodzenie dziecka, szczególnie pierwszego, w późnym wieku wywoła sensację i ściągnie na siebie uwagę mediów. Tak było jakiś czas temu na naszym polskim podwórku w przypadku Barbary Sienkiewicz, która jako 60-latka urodziła bliźnięta. W 2005 roku głośno było o rumuńskiej pisarce Adrianie Iliescu, która urodziła córkę w wieku 66 lat. W wywiadzie dla "The Daily Mail" kobieta tłumaczyła: „Miałam in vitro (…) Chciałam mieć dziecko, ale nie miałam czasu ani partnera. Niełatwo być matką w moim wieku. Mojej córce radziłabym urodzić przed trzydziestką”. W 2008 roku z kolei jako 57-latka swoje dziecko urodziła Brytyjka Sue Tollefsen. Choć sama doświadczyła bardzo późnego macierzyństwa wcale nie jest jego entuzjastką, więcej – przestrzega przed nim inne kobiety: „Myślę, że powinna istnieć górna granica wieku, do którego pozwala się kobietom mieć dzieci. Myślę, że takim wiekiem powinna być 50-tka. Całkiem możliwe, że wtedy masz przed sobą jeszcze 20-30 lat na wychowywanie swojego dziecka” – mówiła w wywiadzie dla "The Daily Mail". Także dzięki in vitro dzieci na tydzień przed swoimi 67. urodzinami doczekała się Hiszpanka Maria del Carmen Bousada de Lara. Po fakcie przyznała się do tego, że oszukała lekarzy co do swojego wieku. Niestety, nie dane jej było świętować nawet trzecich urodzin swoich synów. Zmarła na raka w wieku 69 lat.

 

To tylko niektóre przykłady pojawiające się w mediach i żywo komentowane. Przykłady pokazujące dość ważne rzeczy. Fakt, że medycyna może robić wiele w kwestii rozrodczości, nie oznacza, że potrafi przedłużać życie, tak by matki mogły się tymi dziećmi nacieszyć. Zdecydowana większość kobiet, o ile nie sto procent, przecież nie zachodzi w ciążę naturalnie. Niektóre korzystają z wcześniej zamrożonych własnych komórek jajowych, inne korzystają z komórek dawczyń, młodych, zdrowych kobiet. Powstaje pytanie, czyje tak naprawdę jest to jeszcze ich dziecko, czy produkt skonstruowany na życzenie zazwyczaj bogatej pani? I choć istnieje teoretyczna możliwość, by zapłodnione komórki jajowe wszczepiać kobietom po sześćdziesiątce, czy nawet po siedemdziesiątce, powstaje tylko pytanie – po co? Ani nie służy to matce, ani dziecku. O ile twarz i figurę można poprawić za pomocą chirurgii estetycznej, o tyle zregenerować układu rozrodczego po menopauzie po prostu się nie da.

 

Organizm 50-, czy 60-letniej kobiety ma także swoje ograniczenia. Oczywiście są kobiety w tym wieku tryskające energią, której pozazdrościć mogłaby im niejedna trzydziestolatka, to jednak niekoniecznie należy tę energię przeznaczać na rodzenie. Bo jest też druga strona tego medalu, czyli dziecko, które także ma prawo do tego, by ze swoją mamą choćby pobiegać po placu zabaw, a nie spędzać czas w przychodni u lekarza. Tak wiem, młode kobiety też chorują, też umierają, i też osierocają swoje dzieci, ale jednak znacznie większe szanse na doczekanie dorosłości dziecka ma kobieta, która mamą zostaje w wieku lat 25 czy 30, niż ta, która na macierzyństwo zdecydowała się na emeryturze. Po drugie, sprawa czysto psychologiczna. Dzieci wstydzą się, kiedy ich mama brana jest za babcię, czy tata za dziadka. Boli je, mimo że przecież kochają swoich rodziców. Naturalną koleją jest też to, że matki po odchowaniu swoich dzieci często włączają się w pomoc przy wnukach. I super, bo niezmiernie ważna jest więź między dziadkami a wnukami. I dobrze, by dziecko mogło jej doświadczyć.

 

Dzisiaj wiek, w którym kobiety decydują się na macierzyństwo, zdecydowanie się przesunął. Żadną sensacją nie jest już kobieta po 35. roku życia z wózkiem. Dla wielu to bowiem optymalny czas, żeby zostać mamą. Mają wypracowaną pozycję zawodową, stabilną sytuację finansową, więc ze spokojną głową oddają się dziecku. Zwolenniczki macierzyństwa po 35. roku argumentują, że są dojrzałe i łatwiej im uporać się z trudnościami, jakie niesie ze sobą bycie mamą. W wielu przypadkach urodzenie dziecka przed czterdziestą to nie była fanaberia, czy odkładanie macierzyństwa na potem ze względu na karierę, a doświadczenie niepłodności czy długotrwale leczenie, by móc doczekać się naturalnie poczętego dziecka. Granica więc będzie się przesuwać, to pewne, ale nie może przesuwać się w nieskończoność. Istnieje bowiem zdrowy rozsądek, który każe powiedzieć stop, nawet jeśli jedna czy druga pani gotowe są wyłożyć ogromne pieniądze na sprowadzenie najlepszej komórki jajowej czy opłacenie najnowocześniejszej kliniki in vitro, by zaspokoić swój kaprys i sprawić sobie dziecko. Bo często – powiedzmy uczciwie – jest to kaprys. Późne macierzyństwo, uzyskane w drodze zapłodnienia in vitro, niesie zagrożenia dla dziecka, choćby zwiększone ryzyko chorób genetycznych. I warto także to brać pod uwagę.

 

Jeśli masz dziecko, nie masz śmierci” – przekonywała przywoływana już rumuńska pisarka. To prawda, nawet kiedy matka odejdzie, jakaś jej cząstka będzie dalej żyła. Tylko do tej prawdy nie trzeba dochodzić po menopauzie, wiadomo o tym znacznie, znacznie wcześniej. Warto więc w tym kontekście mieć na uwadze słowa z Księgi Koheleta: „Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono, czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich, czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania, czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju”.

 

Małgorzata Terlikowska

Źródło: Mały Dziennik

Komentarze

Zobacz także

Niezmiennie "jest rok 50. przed narodzeniem Chrystusa" – czyli słynny Gall powraca!

Redakcja malydziennik

Niemcy odlatują coraz bardziej! Rodzice, którzy zabierają dzieci na wakacje w czasie szkoły, mogą zapłacić grzywnę

Redakcja malydziennik

Polscy SPORTOWCY popierają HOMOSEKSUALIZM! Przeczytaj, KTÓRY z nich jest ZA!

M. A.
Ładuję....