Obejrzałem sobie najnowszą produkcję „Boskich Babek" o czystości. I moim głównym zarzutem jest to, że jest to program o stereotypach dotyczących katolików, a nie o czystości. I co więcej trafia on kulą w płot, bo nie dotyka realnych problemów, z którymi zmagają się katolicy w Polsce.

Zacznijmy od pierwszego rzekomego mitu, jaki ma funkcjonować wśród katolików w Polsce, że czystość małżeńska gwarantuje szczęśliwe małżeństwo. Nie znam nikogo, kto by coś takiego głosił. Jest natomiast faktem, że pomaga ona w starcie, ustawia pewne sprawy i pewnych rzeczy uczy. I o tym warto powiedzieć, zamiast rozprawiać się z mitem (a w zasadzie stereotypem, jaki głoszą niewierzący o wierzących), które nie funkcjonuje. Nie funkcjonuje także wśród większości katolików, bo ogromna większość młodych ludzi, także tych wychowywanych w parafiach i wierzących, twierdzi, że przed ślubem trzeba się sprawdzić. I taki to mit prezentują. Tyle, że nim, jakoś panie, się nie zajęły. Tak, jakby w ogóle nie istniało takie przekonanie.

 

Nie bardzo też wiem, skąd wzięty został drugi mit o rzekomo zawszem znakomitej nocy poślubnej, jaka ma spotykać ludzi, którzy czekali z seksem do ślubu. Jedni taką mają, inni nie, ale nikt poważny nie twierdził, że jeśli poczeka się do ślubu, to ta pierwsza noc będzie znakomita. A skoro nie ma takiego mitu, to nie ma potrzeby się z nim rozprawiać, i to z tak ogromnym zaangażowaniem.

 

Nie widzę też jakiegoś szczególnego poczucia wyższości u tych, do do ślubu w czystości dotrwali. Jest im łatwiej, pewnych rzeczy się nauczyli, ale nie obnoszą się (przynajmniej w środowiskach, w których funkcjonuje) z tym, jako z trofeum. Jak trofeum traktuje się natomiast kolejne dziewczyny (a coraz częściej także chłopaków – w przypadku dziewcząt), które się zaliczyło. Liczba partnerów ma być dowodem na siłę i moc, a także przygotowywać do małżeństwa (tak, z takim mitem też się spotykałem).

 

Listę tematów, które nie znalazły się w programie można ciągnąć długo. Ale istotą jest, co innego. Otóż wygląda to tak, jakby trzy panie, postanowiły udowodnić, że one są fajnymi katoliczkami, które są takie same, jak świat, niczym istotnym się od niego nie różnią i potrafią na luzie rozmawiać o mitach, jakie prezentują katolicy niefajni. Kłopot polega na tym, że ci niefajni istnieją głównie w głowach niewierzących i fajnych… W realu jest ich naprawdę niewielu.

 

I na koniec, warto mówić o wierze w normalny, prosty sposób. Warto zrywać z mitami. Kłopot polega na tym, że wygląda na to, że młode katoliczki z Forher funkcjonują w świecie, którego nie ma. W realu ogromna większość małżeństw sakramentalnych jest poprzedzona stosunkowo długim czasem współżycia, a często wspólnego mieszkania. Jeszcze większa grupa miała kilkoro partnerów przed tym, z którym bierze ślub. I im trzeba mówić o czystości, nie po to, by wzbudzać w nich poczucie winy, ale po to, by pokazać, z czym będą musieli się zmierzyć, z czym będzie im trudniej, o wybaczenie czego muszą prosić Boga, ale i męża/żonę. Oczyszczenie (tak, bo seks przed ślubem brudzi naszą miłość i kala nasze dusze i ciało) jest warunkiem, by budować szczęśliwe małżeństwo. Nie jedynym, ale ważnym. Dlatego szkoda, że zamiast zmierzyć się z realnymi problemami młode katoliczki zajęły się swoimi fobiami. Ale i tak bywa.

 

Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl