CYWILIZACJA

Handel ludźmi, seks i skóry. PIEKŁO NA ZIEMI. Kobiety w Indiach i Nepalu sprzedają swoją skórę, aby mieć za co żyć.

Wejście w konszachty z handlarzami ludźmi oznacza początek równi pochyłej. Praktyki stosowane w Azji są jednak przerażające. Ci ludzie już na ziemi są w piekle.

Trzy lata temu, gdy Sushili Thapa udało się uciec z burdelu w Bombaju do jej rodzinnej wioski w Nepalu, wielka blizna na jej plecach się nie liczyła. Ważniejszym dla niej było to, że jest w domu żywa.

 

Rok później, kiedy zobaczyła inną kobietę z podobną blizną, zrozumiała, że skóra z jej pleców nie była pokryta bliznami z powodu fetyszu jednego z jej klientów. Dowiedziała się, że jej skóra została „ukradziona”, aby „uczynić bogatych mężczyzn i kobiety pięknymi”.

 

Inna kobieta oddała 20 cali kwadratowych (130 cm2) tkanki skóry dobrowolnie. Agent zaoferował jej za to 10 tysięcy rupii (około 600 złotych). Wkrótce jednak pieniądze się skończyły, gdyż miała długi. Ten sam agent pomógł jej zacząć karierę w seks biznesie. „Agent powiedział jej, że dostarcza skórę do innego agenta. Skórę wykorzystują do operacji plastycznych” powiedziała Thapa.

 

Agent zabrał ją do salonu masażu w turystycznej dzielnicy Katmandu w zamian za pierwsze trzy miesiące „wypłaty”. Thapa wiedziała w co jest wciągana, ale nie miała wyboru. Może jedynie narzekać dziś, że gdyby nie została oszpecona, mogłaby zarabiać więcej pieniędzy w bezpieczniejszych warunkach.

 

Pracowała w burdelu. Thapa zaspokajała głównie mężczyzn z krajów południowej Azji. Jeśli zażądałaby od klienta używania kondomów, ten mógł odmówić płacenia ustalonej stawki (300-500 rupii, czyli 20-30 złotych).

 

Po 21 praktycznie wszystko jest na sprzedaż w Thamel, turystycznej dzielnicy Katmandu. Wtedy otwierają się nocne kluby. Niezliczeni agenci, często chłopcy w wieku 14-15 lat, zaczepiają turystów i oferują „usługi” dostępne w nocnych klubach.

 

Autorka reportażu  zapytała jednego z młodocianych agentów, czy miałby skórę dla bogatej osoby, która wkrótce bierze ślub, ale ma liczne ślady oparzeń. „Można to załatwić za 50 tysięcy rupii”. Zapytał tylko o zdjęcie pacjentki, aby dobrać odcień skóry. Po dwóch dniach oddzwonił, mówiąc, że ma „próbkę.”

 

„Skóra jest wysoce pożądana. 100 cali kwadratowych (blisko 650 cm2) dobrej skóry sprzedawanych jest za 50 tysięcy do 100 tysięcy rupii w Delhi czy Bombaju (3-6 tysięcy zł). Agenci zabierają kobiety aż do granicy indyjsko-nepalskiej. Stamtąd inny agent zabiera kobietę do Indii i przekazuje kolejnemu agentowi. Trzeci agent zajmuje się zdjęciem skóry. Kobieta musi podpisać, że podarowała skórę, a nie sprzedała jej” – mówił Prem Basgai, 40-letni handlarz ludźmi, obecnie za kratkami.

 

Sprzedaż ludzkich organów w Nepalu jest przestępstwem. W Indiach handel nimi jest wzbroniony, jedyną opcją zdobycia organów jest donacja. Dokumenty są jednak z łatwością fabrykowane.

 

Biznes jest na tyle lukratywny, że coraz więcej ludzi jest w niego zaangażowanych.

 

Wyżsi stopniem agenci sprzedają skóry do małych  laboratoriów, które przetwarzają tkankę. Przetworzona tkanka przekazywana jest do dużych laboratoriów, niektóre z nich są całkiem znane, z licencją na wywożenie pochodnych produktów organicznych do Stanów. W Stanach te pochodne przetwarzane są do specjalistycznych produktów kosmetycznych, takich jak Alloderm, używanych do takich zabiegów jak powiększanie penisów, piersi czy ust. Dodatkowo Indie są rosnącym rynkiem w tych usługach.

 

„Kto będzie narzekał? Widzieliśmy miejsca, w których życie nie ma żadnej wartości. Widziałam na własne oczy, że kobiety, które konsekwentnie odmawiały zabawiania klientów, lub próbowały uciec były zabijane, a ich ciała wrzucano do rynsztoka. Klient spalił język mojemu dwuletniemu synkowi papierosem. Teraz ma siedem lat i wciąż nie potrafi poprawnie mówić” – mówi Rekha, 30-letnia kobieta, jej nerka została sprzedana, później sama padła ofiarą handlu ludźmi i trafiła do burdeli Bombaju i Kalkuty. „Kobiety są często nafaszerowywane narkotykami lub środkami uspokajającymi zanim pobiera się im skórę”, dodaje także, że wykorzystane kobiety częstokroć myślą, że zrobił im to perwersyjny klient. 

 

Często ludzie z ofiar stają się handlarzami. Najcześciej zaczyna się od nerki. Po sprzedaniu swojej przekonują ludzi dookoła, że jedna nerka jest wystarczająca do przetrwania, dwie to luksus, mówi Satish Sarma z organizacji zajmującej się prawami ludzi w Katmandu. Dodaje, że w handlu skórą preferowane są kobiety z Nepalu – odcień ich cery bardziej pasuje dla rasy kaukaskiej.

 

Wspomniany wcześniej Alloderm jest coraz bardziej pożądanym produktem. Produkowany jest przez LifeCell, według firmy ich produkty przygotowane są z „ludzkich tkanek skóry dostarczonych przez Amerykański Bank Tkanek.” Nie jest to jedyna firma wykorzystująca ludzkie tkanki. Częstokroć jednak praktyka ich pozyskiwania uwłacza godności człowieka.

 

Artykuł został opublikowany na stronie youthkiawaaz.com przez Somę Basu. Imiona zostały zmienione.

Źródło: youthkiawaaz.com

Komentarze

Zobacz także

Wzruszające do łez! Ten człowiek od 20 lat adoptuje umierające, niechciane dzieci…

Adam Gaafar

SZOK! Równe prawa dla kobiet? Na pewno nie w XXI wieku!

Redakcja malydziennik

„Stalin żyje”. Upiory się budzą i bezczeszczą pamięć o stalinowskich ofiarach

Redakcja malydziennik
Ładuję....