CYWILIZACJA

Gratulować czy współczuć? Jak masz głupio komentować, lepiej się nie odzywaj

Lepiej nic nie mówić, niż powiedzieć za dużo. Hasła o wpadkach, kolejnych 500 złotych, które będą się należeć, albo nie daj Boże szczerze składane wyrazy współczucia, że się kolejne dziecko poczęło, można sobie oszczędzić. Nie znam wielodzietnej rodziny, która nie spotkałaby się z niezbyt sympatyczną reakcją ludzi na wieść o tym, że powiększy się ona o kolejne dziecko.

Wydawałoby się, że wieść o tym, że kolejne dziecko się poczęło, jest raczej wiadomością miłą i pozytywną. Niewiele ma wspólnego z żałobą czy stypą. Ja wiem, że wielu osobom nieprawdopodobne się wydaje, że można się cieszyć z faktu, że w rodzinie pojawi się czwarte, piąte, szóste, czy siódme dziecko, ale to już ich problem, nie rodzin, dla których oczekiwanie na narodziny kolejnego potomka jest radością i chcą się tą radością dzielić z innymi.

 

Tymczasem ja sama, a także wiele moich wielodzietnych koleżanek spotykało się z taką reakcją dalszych czy bliższych znajomych, od której cierpnie skóra. Zamiast szczerych gratulacji, uśmiechu czy po prostu życzliwości, dostawałyśmy… kondolencje, mimo że nasza mina nie sugerowała smutku, a wręcz przeciwnie.

 

„Ja to nie wiem, czy przy piątym dziecku to trzeba gratulować czy współczuć” – usłyszałam parę razy, kiedy byłam w ciąży z piątym dzieckiem. Cóż, jak ktoś nie wie, niech sięgnie po zasady dobrego wychowania. Tam znajdzie wskazówki, jak należy się zachować w takiej sytuacji i co należy odpowiedzieć kobiecie, która dzieli się taką wiadomością.

 

Nie, nie jestem przewrażliwiona na tym punkcie. Jest mi po prostu smutno, nawet jeśli te kondolencje wypowiadane są w żartobliwym tonie. Dla mnie dziecko to nie problem, to nie zło, nie kara. Nie muszę też opłakiwać i symbolicznie zakopywać w grobie mojej wolności. Bo wraz z pojawieniem się kolejnego dziecka wcale jej nie tracę.

 

Kiedyś podczas spaceru z dziećmi byłam świadkiem pewnej rozmowy. Dość głośno pewna pani składała przez telefon gratulacje świeżo upieczonym rodzicom: „Ty się ciesz, bo to pierwsze. Gdyby było czwarte, to dopiero miałbyś problem”. No nieźle, jaki to problem? Czy dziecko czwarte jest w czymś gorsze od pierwszego? Dla niektórych zapewne tak. Warto tylko prześledzić reakcje na pojawianie się kolejnych dzieci. Przy pierwszym jest radość. Przy drugim jeszcze też, bo wiadomo, lepiej mieć dwoje niż jedynaka, a jak już jest chłopiec i dziewczynka to podobno wszystkie dzieci w domu (wyjątkowo irytuje mnie ta „mądrość” ludowa). Przy trzecim dziecku zazwyczaj pada pytanie o to, czy to wpadka (bo przecież kto myślący świadomie skazałby siebie na taki los). Czwarte, piąte i kolejne dzieci to już problem, kataklizm, plaga egipska i wszystko co najgorsze. I nie ma znaczenia, że dzieci te są chciane, kochane, że są dla rodziców darem od Pana Boga. W społecznym odbiorze to problem, nad którym trzeba pochylić się z fałszywą troską i zamiast cieszyć się, to współczuć i składać kondolencje. Nawet jeśli nikt tego współczucia nie oczekuje i o nie nie prosi.  

Źródło: Mały Dziennik

Komentarze

Zobacz także

Jedynym wyjściem dla niej miała być EUTANAZJA. Matka nie posłuchała lekarzy. I dobrze, bo dziś…

Redakcja malydziennik

Rumuński Senat broni rodziny przeciwko homolobby!

Redakcja malydziennik

Ta wypowiedź niemieckiego hierarchy to wstyd dla Kościoła

Redakcja malydziennik
Ładuję....