Gdy pojechał gasić pożar, jego dzieci umierały w płomieniach. Wszytko przez głupi żart!

Mężczyzna pracujący jako strażak pojechał na interwencję, która okazała się być jedynie głupim kawałem. W tym samym czasie w innym miejscu wybuchł prawdziwy pożar, w którym zginęły jego dzieci!

Gdy 11 sierpnia strażak Luther Jones pojechał gasić rzekomy pożar, jego dzieci spędzały czas w  całodobowej placówce opiekuńczej w amerykańskim mieście Erie (stan Pensylwania). Gdy strażacy przyjechali jednak na miejsce nie ujrzeli nawet iskry. Zgłoszenie okazało się być głupim żartem.

Czytaj także: PATOLOGIA! Matka oferowała PEDOFILOM „numerek” ze swoją 2-letnią CÓRKĄ!

W międzyczasie – ok. godz. 1:00 czasu lokalnego – w domu, w którym przebywały dzieci Jonesa wybuchł prawdziwy pożar. Na miejsce przyjechała inna jednostka straży pożarnej. Na zewnątrz wyniesiono pięcioro dzieci w wieku od 8 miesięcy do 7 lat. Był wśród nich dwie córki oraz syn Jonesa. Niestety, żadnemu z dzieci nie udało się przeżyć.

Z budynku udało się wydostać o własnych siłach dwóm nastolatkom w wieku 12 i 15 lat. Na zewnątrz strażacy wynieśli również  opiekunkę, Elaine Harris, która trafiła do szpitala z poważnymi oparzeniami dróg oddechowych.

Moje dzieci odeszły. Bolesna jest dla mnie myśl, że walczyły i cierpiały w ogniu. W każdej minucie odczuwam ten sam ból

– powiedziała w rozmowie z dziennikarzami Shevona Overton – matka czwórki dzieci zmarłych w pożarze, z których trzy należały do Jonesa.

Źródło: TVN 24

 

Komentarze