RELIGIA

Franciszek – papież odrzuconych

Papież wśród więźniów, w szpitalu, wśród pracowników pomocy społecznej, przeciw niewolnictwu, solidarnie w ofiarami kataklizmów, razem z prześladowanymi chrześcijanami. Franciszek idzie śladami swoich wielkich poprzedników, aby być z tymi, o których zapomniał świat.

„W sposób szczególny dziękuję wam za wierne świadectwo Ewangelii miłosierdzia, czego dowodem jest wasze zaangażowanie na rzecz wyzwolenia i uzdrowienia ofiar. Wasza działalność na tym polu przypomina nam o ogromnych i często nie zdobywających rozgłosu staraniach, które są podejmowane od lat przez zgromadzenia zakonne, zwłaszcza żeńskie, w opiece nad tymi, których godność została zraniona, bądź są napiętnowani swymi doświadczeniami” – powiedział papież na niedawnym spotkaniu z zakonnikami zaangażowanymi w zwalczanie handlu ludźmi, cytowany przez Radio Watykańskie.

 

Z kolei na spotkaniu z więźniami pocieszał: „Nadzieja jest darem Boga. Winniśmy o nią prosić. Znajduje się ona w najgłębszej części serca każdego człowieka, by mogła rozjaśniać swoim światłem chwilę obecną, często zmąconą i przysłoniętą wieloma sytuacjami niosącymi smutek i ból. Musimy zawsze umacniać korzenie naszej nadziei, aby mogły rodzić owoce. Jest to, po pierwsze, pewność obecności i współczucia Boga, pomimo popełnionego przez nas zła. Nie ma takiego miejsca w naszym sercu, do którego by nie mogła dotrzeć Boża miłość. Tam, gdzie jest człowiek, który popełnił błąd, tam tym bardziej obecne jest miłosierdzie Ojca, aby wzbudzić skruchę, przebaczenie, pojednanie, pokój”.

 

Taki jest Franciszek, podkreślający za każdym razem, że Bóg jest przede wszystkim miłością, a nie sprawiedliwością. Papież podążający śladami swojego świętego imiennika, czy bardziej nam współczesnym: św. Maksymiliana Kolbe, bł. Karola de Foucauld, czy św. Matki Teresy z Kalkuty. Pontyfikat papieski jest pontyfikatem ubogich, ludzi marginesu, peryferii.

 

Tymczasem chrześcijański świat wciąż czeka na swojego Barabasza. W paulińskim komentarzu biblijnym do Ewangelii św. Mateusza czytamy, że Barabasz w rzeczywistości nazywał się… Jezus Barabasz, natomiast samo imię aramejskie Barbasz oznacza syn, mistrza, rabbiego, ojca.

 

Można odnieść wrażenie, że chrześcijanie czekają na jakiegoś przywódcę duchowego, lidera, który zaprowadzi sprawiedliwość, weźmie siekierę i pogoni muzułmanów z Europy, odzyska Jerozolimę dla katolików i ustanowi dogmat, że kto chodzi do kościoła to zawsze ma rację we wszystkim co powie. Jest to widoczne szczególnie na prawicy, bo lewica choć błądzi, jest zawsze bardziej wrażliwa społecznie.

 

Papież wymyka się schematom. Pokazuje jak ważne jest przede wszystkim być. Być z tymi, których świat stara się nie zauważać. Mało tego, dąży do tego, aby ich eliminować ze społeczeństwa, począwszy od chorych dzieci, po niedołężnych starców.

 

Franciszek walczy z naszą religijnością naturalną, każącą doszukiwać się znaków apokalipsy w katastrofach, odkładającą nawrócenie na wieczne potem, walczy z największym wrogiem chrześcijanina – kanapą, tronem współczesnego człowieka, u którego utrata wzbudza największy lęk.

 

„Proszę was od modlitwę za tych wszystkich, którzy się boją. Błagajmy o to, aby Bóg dał im odwagę oraz by w tym roku miłosierdzia potrafił zmiękczyć nasze serca. Miłosierdzie nie jest łatwe, nie jest łatwe… Potrzeba do niego odwagi. Dlatego właśnie Jezus nam mówi: „nie bójcie się” (Mt 14,27), ponieważ miłosierdzie to najlepsze antidotum na strach. O wiele skuteczniejsze od antydepresantów czy leków antylękowych. O wiele potężniejsze od murów, krat, alarmów i broni. I jest ono darmowe: to dar Boży. Drodzy bracia i siostry, wszystkie mury upadną. Nie dajmy się oszukać” – mówi do nas Ojciec Święty.

 

Źródło: Mały Dziennik

Komentarze

Zobacz także

Ograniczenia działalności Drogi Neokatechumenalnej. „Aby uzdrowić podziały w archidiecezji”

Kościoły Irlandii jednym głosem przeciwko nieograniczonemu zabijaniu dzieci w pierwszym trymestrze ciąży

Ojciec Święty bardzo mocno: to jest piekło!

Redakcja malydziennik
Ładuję....