CYWILIZACJA

Feministki ujawniają molestujących feministów? I dobrze, bo w ten sposób pokazują, że tylko katolicyzm może przezwyciężyć ten kryzys!

Czytam list ośmiu kobiet w sprawie dwóch lewicowych publicystów i myślę, że – zapewne nieświadomie – panie zdecydowały się działać na rzecz katolickiej wizji małżeństwa i rodziny. Dlaczego? Dlatego, że w istocie w ich proteście o to właśnie chodzi.

Co zarzucają panie obu panom (nie wchodzę w to, czy słusznie czy nie)? W największym skrócie końskie zaloty, propozycje seksu za awans, chamskie odzywki, i wreszcie seks bez ich zgody. Jednym słowem zarzucają im, jeśli piszą prawdę, zachowania niegodne normalnego, zdrowego, moralnie zachowującego się faceta. I nie ma znaczenia, czy jest to lewicowiec czy prawicowiec, publicysta liberalny czy konserwatywny. Normalny facet nie pisze w nocy takich rzeczy do kobiety. I nie przekonuje mnie argument, że to żarty. Takie żarty nie są normą.

 

Ale, żeby to zrozumieć, trzeba zacząć widzieć w kobiecie Boże stworzenie, a nie tylko zwierzę. To zaś wymaga zmiany perspektywy z laickiej, materialistycznej na Bożą. Dopiero z tej perspektywy seks nabiera głębi, staje się darem, którego nigdy i w żadnych okolicznościach nie wolno wymuszać (dotyczy to także małżeństwa), a płciowość staje się przestrzenią uzupełnienia, a nie walki czy rywalizacji. Tak długo, jak długo pozostaje w przestrzeni utylitarnego postrzegania seksualności, mamy do czynienia jedynie z uzgadnianiem egoizmów, mniej lub bardziej zakamuflowaną przemocą: jeśli nie fizyczną to słowną. Miłość, jeśli nie uznaje się rzeczywistości pozamaterialistycznej, nie istnieje. Są hormony, biologiczny popęd, pożądanie i zaspokajanie własnych potrzeb. W takim świecie silniejszy (coraz częściej, za sprawą, feministycznych i genderowych sztuczek, niekoniecznie musi to być mężczyzna) wygrywa, a słabszy musi się podporządkować. 

 

Nie bardzo też wiadomo, co takiego – poza prawnymi zapisami i medialnymi atakami – ma powstrzymywać ludzi od przemocy w związkach. Skoro seks jest tylko biologią, skoro nie można się powstrzymać, skoro problemy moralne sprowadza się do tego, że mamy prawo do zadowolenia i przyjemności, a jeśli inny nam przeszkadza to można go zabić, to o co opierać ma się przestrzeń zakazów i nakazów? Jeśli z przestrzeni seksualności wyrzucono moralność i tabu, a z łamania norm uczyniono cnotę, to dlaczego akurat ta jedna zasada ma nie być łamana?

 

Jeśli chce się to zmienić, nie wystarczy zmienić opcji z lewicowej na prawicową (albo odwrotnie), ale trzeba powrócić do chrześcijańskiego rozumienia seksualności i miłości. Chrześcijańskiego, zaznaczam to nie znaczy, takiego jakie bywa realne w chrześcijańskich relacjach, ale takiego jakiego chciałby Chrystus. To jest norma, do której wypełniania jesteśmy wezwani. I dobrze, że pisząc swoje listy panie feministki to uświadamiają.

 

Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

Komentarze

Zobacz także

Wspaniały sukces Polaka! Jako pierwszy na świecie przepłynął morze wpław!

Redakcja malydziennik

"Więźniowie jedzą lepiej niż dzieci chore na raka"…

Redakcja malydziennik

Terroryści chcą używać zakładników jako żywych bomb! Lokalny biskup: "To straszne! Należy to potępić!"

Redakcja malydziennik
Ładuję....