CYWILIZACJA

Ewangelia to źródło historyczne! Ten kto uważa inaczej jest…

Traktuję Ewangelię jako źródło historyczne, bo jej autorzy znali przebieg wydarzeń. Mateusz i Jan byli świadkami, a Marek i Łukasz znali je z drugiej ręki – mówi PAP prof. Wojciech Roszkowski, autor książki „Świat Chrystusa”, która ukazała się właśnie na rynku księgarskim.

PAP: Co skłoniło historyka badającego historię najnowszą do zajęcia się epoką odległą o dwa tysiące lat?

 

Prof. Wojciech Roszkowski: Moje zainteresowanie historią zaczęło się od fascynacji dziejami starożytnymi. Gdy studiowałem handel zagraniczny w Szkole Głównej Planowania i Statystyki lektura klasyków starożytności takich jak Herodot, Tacyt, Pauzaniasz stanowiła dla mnie odskocznię. Historia starożytna zawsze wywierała na mnie wielkie wrażenie ze względu na ogromne oddalenie w czasie, przy jednoczesnej możliwości wyobrażenia sobie tamtych ludzi i ich sposobu myślenia.

 

Opierałem się na Ewangeliach, które uważam za źródło historyczne, dające się poddać analizie historycznej i badaniom chronologicznym. Oczywiście część egzegetów Nowego Testamentu powątpiewa, aby nauczanie Chrystusa trwało trzy lata, czyli między końcem 27 r. a wiosną 30 r. Przyjmuję to założenie za częścią badaczy.

 

Moja książka ma dwoisty charakter. Nie ukrywam, że ma ona pewną ambicję naukową. Nie zmyślam niczego, dodaję jedynie chwyty literackie w swoich krótkich reportażach. Wydarzenia są udokumentowane dostępnymi źródłami. Pierwszą warstwą książki są reportaże, w których pokazuję wydarzenia ówczesnego świata – od Rzymu po Chiny. Uzupełniam je refleksjami dotyczącymi ówczesnej filozofii, sposobów myślenia, poglądów na życie, śmierć, zło i dobro. Wplatam w nie moje osobiste przemyślenia na te tematy. To najbardziej osobista i refleksyjna warstwa książki. Naukowcy sensu stricto mogą mieć różny stosunek do tych dwóch ostatnich warstw, ale raczej nie do przedstawionych, dobrze udokumentowanych wydarzeń.

 

PAP: Od czasów Oświecenia w nauce obecny jest sceptyczny stosunek do Ewangelii, jako źródła historycznego poznania ówczesnego świata. Pan idzie pod prąd tych tendencji. Dowodem na to jest umieszczenie w książce na równi z innymi wydarzeniami poddawanego w wątpliwość pokłonu magów, nazywanych królami.

 

W.R.: Traktuję Ewangelię jako źródło historyczne. Mogę jedynie zastrzec, że korzystałem z tłumaczeń, które nie do końca mogą oddawać ducha przekazu, ale raczej jego sens. W kontekście wydarzenia, takiego jak przybycie magów zadaje sobie pytanie, dlaczego zostało opowiedziane w ten a nie inny sposób. Pewne rzeczy nie zostały zapisane w Ewangeliach i wówczas nasze źródło mówi poprzez milczenie. Przybycie magów nie musi być więc licentia poetica. Astronomowie ponadto stwierdzili, że w 6 r. p.n.e. doszło do potrójnej koniunkcji Jowisza, Saturna i Marsa w konstelacji Ryb. W Persji astronomia i astrologia stały na bardzo wysokim poziomie. Tamtejsi mędrcy mogli więc stwierdzić, że może to być zwiastunem bardzo ważnego wydarzenia, takiego jak narodziny króla. Gwiazda Betlejemska jest poważnie analizowane przez egzegetów i badaczy Ewangelii. Jej umieszczenie w Ewangeliach może oznaczać, że informacja ta znalazła się w nich w celu przybliżenia czytelnikom datacji. Nie jest to założenie bardziej fantastyczne od innych, których wiele w dziełach badaczy starożytności.

 

Wartość Ewangelii, jako poważnego źródła historycznego, jest często podważana ze względu na fakt, że nie znamy ich pierwotnego tekstu. Odpisy, które dotrwały do naszych czasów pochodzą z okresu znacznie późniejszego. Jednakże „znacznie później” to i tak znacznie wcześniej niż wszystkie inne ważne źródła pochodzące ze starożytności. Odpisy dzieł Ajschylosa, Sofoklesa, Platona i innych pisarzy tego czasu znamy z okresu o setki lat późniejszego. Mówienie, że nie znamy pierwotnego tekstu Ewangelii jest bałamutne, bo gdyby przyjąć to kryterium do wszystkich innych źródeł antycznych, to musielibyśmy stwierdzić, że nie mamy żadnej wiedzy na temat tego okresu. Najstarszy odkryty fragment Ewangelii, czyli tak zwany Papirus Rylandsa jest datowany na lata 120-125, czyli zaledwie około 30 lat po zapisaniu Ewangelii św. Jana.

 

Badacze kwestionujący historyczność Ewangelii i postaci Jezusa Chrystusa powinni wyjaśnić dlaczego powstały Ewangelie i kto mógł je wymyślić, w jakim celu. Jak to się stało, że to grono skupione wokół mistrza skazanego przez władze rzymskie na śmierć uwierzyło w jego zmartwychwstanie wbrew własnej wiarygodności i bezpieczeństwu? Dlaczego pod groźbą śmierci ci ludzie wierzyli w swoją opowieść i byli gotowi za nią oddawać życie. Jest to logicznie niewytłumaczalne.

 

PAP: Jakim źródłem historycznym nt. początków chrześcijaństwa są Ewangelie?

 

W.R.: Niewątpliwie jednym z najdokładniejszych. Warto przy tej okazji powiedzieć skąd autorzy Ewangelii znali przebieg wydarzeń. Mateusz i Jan byli świadkami, Marek i Łukasz znali je z drugiej ręki. Trudno powiedzieć skąd ten drugi znał losy Chrystusa i jego uczniów. Według bardzo starej tradycji św. Łukasz był lekarzem i po śmierci Chrystusa przebywał przez kilka lat w otoczeniu jego matki. Z jego opowieści przebijają wspomnienia Maryi.

 

Euzebiusz z Cezarei wyjaśnił proces powstawania Ewangelii. Według niego początkowo wyznawcom Chrystusa wystarczała egzegeza ustna. Gdy chrześcijaństwo zaczęło się rozprzestrzeniać konieczne stało się pismo. Najpierw były to listy św. Pawła, a potem Ewangelie, które w pełni opowiadały tę historię.

 

PAP: Czy badając początki chrześcijaństwa zastanawiał się Pan nad tym, co w naturze ludzkiej nie zmieniło się przez ostatnie dwadzieścia wieków?

 

W.R.: Punktem wyjścia przy pisaniu tej książki było przekonanie, że tamten świat był zupełnie inny i Chrystus zmienił go nie do poznania poprzez następstwa swojej misji. Pracując nad ostateczną wersją książki, przed około pięciu laty, zacząłem zauważać, że opisuję świat, który niestety powraca do nas za sprawą dechrystianizacji. W ludzkiej naturze jest wiele cech ujawniających się, gdy odrzuci się Chrystusa i wyprze chrześcijaństwo. Przejawem tej tendencji jest odwoływanie się do wyjaśniania życia poprzez znane ze starożytności epikurejski hedonizm, sceptycyzm czy też cynizm. Chrystus zaczął zmieniać świat, który stał się chrześcijański. Dechrystianizacja prowadzi do powrotu do czasów sprzed Chrystusa. To jeden z wniosków jakie można wysnuć z lektury tej książki.

 

PAP: Czy z punktu widzenia historyka XX wieku to dechrystianizacja była powodem koszmarów totalitarnych?

 

W.R.: Największym kłamstwem dzisiejszej historiografii jest stwierdzenie, że narodowy socjalizm miał jakikolwiek związek z chrześcijaństwem. Niektórzy twierdzą nawet, że Chrystus był pierwszym komunistą walczącym o sprawiedliwość społeczną. Nie ma głupszych i bardziej bałamutnych tez. Istotą narodowego socjalizmu było pogaństwo. Ideologia ta czciła cechy biologiczne i rasowe. Chrześcijaństwo zaś głosi godność każdego człowieka. Narodowy socjalizm jest więc diabelskim odwróceniem tego przesłania. Hasło „Gott mit uns” było szyderstwem z chrześcijańskiego Boga.

 

Bolszewizm i komunizm był wprost nastawione przeciwko religii, szczególnie chrześcijaństwu. Próby dowodzenia, że komunizm i chrześcijaństwo mają wspólne korzenie są manipulacją. Ideologia ta została zbudowana na fundamencie materialistycznej wizji świata i mitu raju na ziemi. Chrystus nigdy nie głosił takich idei.

 

Kilka pokoleń myślicieli, którzy byli propagatorami takich poglądów od czasów Oświecenia grzeszyło tak, jak zostało to określone w Księdze Rodzaju: chcieli być Bogami, zająć Jego miejsce. To przejaw pychy zakładającej, że „człowiek jest miarą wszechrzeczy”, jak określał to w starożytności Protagoras z Abdery. Od Oświecenia współczesna cywilizacja wmawia sobie, że ten pogląd jest prawdziwy. Który wielki człowiek stworzył sam siebie i zapobiegnie swojej śmierci?

 

PAP: Czasem mówi się, że żyjemy w momencie przełomu. Tymczasem narodziny w Betlejem dwa tysiące lat temu były przełomem „przegapionym” przez niemal wszystkich. Czym dla historyka jest przełom? Jak go definiować i zauważać w dziejach?

 

W.R.: To bardzo trudne pytanie. Chyba nie wiemy. Pewne wydarzenia dla większości współczesnych, nawet w dzisiejszych czasach szybkiego obiegu informacji, mogą być niezauważalne. Nie znamy sensu i kierunku wydarzeń, więc często nie jesteśmy w stanie ocenić ich faktycznej wagi.

 

PAP: Możemy je oceniać z perspektywy dziesięcioleci?

 

W.R.: Dziś raczej znacznie szybciej, bo współczesny świat jest znacznie bardziej dynamiczny. W czasach Jezusa ludzkie życie nie było wypełnione taką ilością doświadczeń. Niekiedy poznajemy znaki czasu, ale muszą być bardzo dobrze widoczne. Nie zapominajmy też, jak krótkim epizodem, marginesem jest cała ludzka historia, gdy zestawi się ją z dziejami i ogromem Wszechświata.

 

PAP: Jakie miejsce w ówczesnym świecie zajmowała Palestyna?

 

W.R.: Były miejsca mniej ważne geopolitycznie. Pamiętajmy, że niedaleko jej granic leżało groźne dla Rzymu Imperium Partów. Poza tym Żydzi żyli w diasporze w bardzo wielu miejscach imperium. Szczególnie wielkie społeczności zamieszkiwały Aleksandrię i miasta w Azji Mniejszej. Później stanowiły oparcie dla św. Pawła podczas jego podróży misyjnych. Nieprzypadkowo w Aleksandrii powstała Septuaginta, czyli grecki przekład Starego Testamentu. Żydzi mieszkali również w Rzymie. Więc to miejsce nie było peryferyjne, ale bardzo kłopotliwe dla Rzymian i jednocześnie strategicznie kluczowe dla panowania nad regionem.

 

PAP: Z punktu widzenia Chin cały świat śródziemnomorski stanowił margines i był dość prowincjonalny…

 

W.R.: Tak. Pisałem między innymi o wiedzy Chin na temat krajów na zachód od ich granic. Wiedzieli, że jest tam wielkie Królestwo Partów, a na zachód od niego kolejne imperium, czyli Rzym. Fascynujące jest badanie jak wiadomości o tak odległych krajach przenikały poprzez pośredników do Chin czy Rzymu. Oczywiście szeregowi urzędnicy nie musieli mieć tej wiedzy, ale w pałacu cesarskim wiedziano o „państwie Serów” lub „Sinów”. Informacje te były oparte na wiadomościach pozyskiwanych od kupców arabskich i greckich podróżujących po Morzu Erytrejskim, czyli północnych skrajach Oceanu Indyjskiego. Mamy opisy takich podróży prowadzących aż do Indii. W ich portach lub na wysoko rozwiniętym Cejlonie kupcy prawdopodobnie stykali się z Chińczykami sprzedającymi jedwab.

 

Wojciech Roszkowski „Świat Chrystusa”, Wydawnictwo Biały Kruk, Kraków 2016.

 

Rozmawiał Michał Szukała (PAP)

 

Cały wywiad do przeczytania na portalu dzieje.pl.

Źródło: PAP

Komentarze

Zobacz także

TRAGICZNY karambol pod Szczecinem. 5 osób spłonęło żywcem. Sprawcą był…

Adam Gaafar

„Od homoseksualizmu trzęsie się ziemia”. Kaznodzieja pod ostrzałem homolobby!

Redakcja malydziennik

Cejrowski: Imigranci z Niemiec zaleją Polskę. Musimy postawić … mur!

Redakcja malydziennik
Ładuję....