Rozbicie obozu NKWD w Rembertowie przeszło do legendy jako jedna z najgłośniejszych akcji polskiego podziemia antykomunistycznego. Przerażająca prawda o głównym bohaterze tego przedsięwzięcia wyszła na jaw wiele lat później – pisze Andrzej Solak na łamach portalu PCh24. 

Obóz Specjalny nr 10 pod zarządem NKWD umiejscowiony był na terenie przedwojennych Zakładów Amunicyjnych „Pocisk 2” w Rembertowie. Sowieci przetrzymywali w nim zarówno pojmanych Niemców, jak i aresztowanych Polaków.

Obóz stanowił etap przejściowy między aresztowaniem a wywózką do łagru. Przeszło przezeń szereg wybitnych osobistości, jak: dowódca Kedywu gen. August Emil Fieldorf, członek Delegatury Rządu na Kraj Witold Bieńkowski czy były prokurator Najwyższego Sądu Wojskowego, generał Edward Gruber.

Czytaj także: TE POLSKIE słowa weszły do języka angielskiego. Zrozumie je każdy OBCOKRAJOWIEC!

Pomysłodawcą rozbicia obozu w Rembertowie był kapitan Walenty Suda „Młot” – dowódca Obwodu Mińskiego Mazowieckiego Delegatury Sił Zbrojnych. Zadanie to zlecił młodemu, zaledwie 22-letniemu oficerowi, Edwardowi Wasilewskiemu „Wichurze”.

„Wichura”

Edward Wasilewski, rodem ze Stanisławowa (pow. Mińsk Mazowiecki), mimo młodego wieku posiadał bogaty staż partyzancki i konspiracyjny. Już w grudniu 1939 roku, jako 16-latek wstąpił w szeregi ruchu oporu. Udzielał się początkowo w Korpusie Obrońców Polski, następnie w Szarych Szeregach. Kolportował prasę podziemną, pełnił też funkcję łącznika. Pracował na swe utrzymanie jako pomocnik ślusarza, równocześnie kontynuując naukę na tajnych kompletach, uwieńczoną zdaniem konspiracyjnej matury. Z czasem trafił do Kedywu Obwodu AK Mińsk Mazowiecki. Ukończył konspiracyjną podchorążówkę, a od lutego 1944 roku służył w leśnym oddziale partyzanckim. Walkę przeciw okupantowi niemieckiemu zakończył w stopniu podporucznika.

W sierpniu 1944 roku, zgodnie z założeniami Akcji „Burza”, oddział w którym służył „Wichura” ujawnił się przed wkraczającymi Sowietami. „Wyzwoliciele” natychmiast rozbroili akowców. Wasilewski trafił do obozu internowania na Majdanku (umiejscowionym na terenie dawnego niemieckiego kacetu). Szczęśliwie zdołał stamtąd zbiec i powrócił w rodzinne strony. Natychmiast nawiązał kontakt z odradzającą się konspiracją poakowską spod znaku Delegatury Sił Zbrojnych (DSZ). Otrzymał rozkaz utworzenia oddziału partyzanckiego, co niezwłocznie uczynił.

Oddział „Wichury” działał na terenie Obwodu DSZ „Kamień” obejmującego miasto i powiat Mińsk Mazowiecki. Przeprowadził szereg brawurowych akcji, m.in. rozbijając kilka posterunków MO, likwidując szereg konfidentów wroga oraz ścierając się z oddziałami pacyfikacyjnymi komunistów.

Akcja

 Do ataku na Rembertów „Wichura” otrzymał do pomocy oddział dywersyjny ppor. Edmunda Świderskiego „Wichra”. Ogółem podczas tej akcji miał pod swoją komendą 43 żołnierzy. Począwszy od 18 maja 1945 roku przeprowadzano rozpoznanie terenu planowanej operacji, badając rozmieszczenie sił wroga i słabe punkty w systemie obrony. W owym czasie liczba więźniów w obozie sięgała około 2 tysięcy osób.

Ponad połowę z nich stanowili Polacy. Byli oni przetrzymywani w trudnych warunkach, cierpieli z powodu głodu i brutalności strażników. Stłoczono ich w budynku hali fabrycznej oraz w barakach. Dostępu do obozu strzegły dwa oddzielone rowem ogrodzenia z drutu kolczastego oraz wieżyczki strażnicze.

19 maja wieczorem „Wichura” skoncentrował swe siły we wsi Długa Kościelna, na wschód od Rembertowa. Atak nastąpił w nocy z 20 na 21 maja. Partyzanci sforsowali bramę likwidując wartowników, następnie ostrzelali wieżyczki strażnicze i wartownie NKWD. Sowieci mimo zaskoczenia podjęli walkę. Wymiana ognia była gwałtowna.

„Leśni” zdołali przedrzeć się do baraków z więźniami. Wyłamali drzwi do pomieszczeń, w których przetrzymywani byli Polacy, wzywając ich do ucieczki i ratowania się na własną rękę. Jednak nie wszyscy więźniowie zdecydowali się na ten krok. Ostatecznie ku bramie ruszył tłum około 500 osób. Partyzanci osłaniali ich ogniem. Wkrótce opuścili teren obozu. Akcja trwała zaledwie 25 minut. Straty własne wyniosły jedynie 3 rannych, nieprzyjacielskie szacowano na około 15 zabitych.

Po szturmie

Akcja w Rembertowie wywołała olbrzymie wrażenie w całym kraju. Układano o niej wiersze i śpiewano pieśni. Z ust do ust przekazywano sobie przesadzone wieści o rzekomo aż 68 zabitych enkawudzistach i jakoby 1 400 ocalonych więźniach. W rzeczywistości los znacznej części uciekinierów był tragiczny.

Komuniści rzucili za nimi w pogoń olbrzymie siły. Podziemie i okoliczna ludność nie byli w stanie udzielić schronienia setkom zbiegłych więźniów. Ujęto około dwustu osób. Zostały one skierowane na powrót do Rembertowa, gdzie enkawudyści poddali je bestialskiej „obróbce”. Do katowania zatrzymanych użyto metalowych rurek, drewnianych pałek i desek nabitych gwoździami.

Relacje świadków mówiły o kilkudziesięciu rozstrzelanych bądź zmarłych w wyniku pobicia. W lipcu Sowieci zamknęli Obóz Specjalny nr 10, przenosząc więźniów do innych ośrodków odosobnienia. >>>CZYTAJ DALEJ<<<

Komentarze