POLITYKA

Dlaczego Charlie Gard musi umrzeć?

Urodzony 4 sierpnia 2016 roku chłopiec umiera w otoczeniu rodziny w szpitalu. Przyczyną jednak nie jest brak terapii, ale niechęć lekarzy i sądów.

Chorobę dziecka wykryto już w drugim miesiącu życia – szybka diagnoza nie umożliwiła jej wyleczenia, gdyż na schorzenie Charliego cierpi jedynie 16 osób na całym globie. Chociaż sytuacja wydawała się beznadziejna, rodzicom udało się odnaleźć amerykańskich lekarzy, z eksperymentalną terapią, którzy zaoferowali wyleczenie chłopca. Przeszkodą był jednak koszt.

Aby rozpocząć leczenie konieczny był przelot ambulansem z Europy do USA, przygotowanie lekarzy obu szpitali, zapewnienie powrotu europejskiej ekipy. Życie dziecka oszacowano na 1.200.000 funtów brytyjskich. Connie Yates, matka Charliego, rozpoczęła na stronie crowdfundingowej akcję zbierania datków, które zaczęły spływać ze wszystkich stron świata. Tę potężną kwotę uzbierano w przeciągu niespełna 4 miesięcy. Wszystko dzięki platformie gofundme.com.

Oczywista przeszkoda braku pieniędzy została więc zlikwidowana. Gehenna zaczęła się dopiero, kiedy zamiast odruchu serca, funkcjonariusze zaczęli kalkulować wartość życia. Zaczęło się od lekarzy. Szpital przy Great Ormond Street w Londynie odmówił bowiem rodzicom możliwości wysłania dziecka na terapię za granicę. Nie przekonał ich fakt uzbierania pieniędzy, dzięki którym szpital nie ponosiłby więcej kosztów związanych z podtrzymywaniem czynności życiowych dziecka.

Należy przypomnieć, że Charlie był w tak złym stanie, że gdyby odłączono go od aparatury – najpewniej zmarłby. Nic takiego jednak nie wydarzyło się, w szpitalu nie doszło do awarii, a rodzice byli gotowi walczyć o życie dziecka. Dlatego sprawa trafiła do sądu. Lekarze uznali, że śmierć Charliego jest nieuchronna, jest on w terminalnym stadium choroby, a genetyczne schorzenie pozbawi jego mięśnie energii i nie pozwoli płucom na jakąkolwiek pracę. Dlatego sprawę skierowano do sądu.

Pierwsze orzeczenie sądu zapadło 11 kwietnia: lekarze mogą odłączyć Charliego Garda od respiratora. 25 maja podano decyzję Sądu Apelacyjnego: aparatura podtrzymująca życie powinna zostać odłączona. Od 13 czerwca sprawą zajmował się Europejski Trybunał Praw Człowieka. Nakazał on pozostawienie dziecka podłączonego do maszyny. Jednak ostateczną decyzję ogłoszono 27 czerwca: śmiertelnie chory Charlie ma być odłączony od aparatury.

W międzyczasie przychylni rodzinie ludzie organizowali się wokół profili na Twitterze i gofundme. Domagano się wypisania chłopca do domu, podjęcia próby leczenia, dozbierano także dodatkowe 100.000 funtów. Wszystkie jednak starania poszły na marne. Charlie został skazany na śmierć przez odłączenie aparatury, bez możliwości leczenia, w szpitalu, w którym spędził 8 z 10 miesięcy życia.

Nie rozwodząc się nad kwestiami medycznymi – istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że Charlie umarłby nawet, gdyby przystąpiono do eksperymentalnego leczenia. Próba walki o życie dziecka zostałaby jednak podjęta, a świat usłyszałby, że to nie człowiek zadecyduje, czy operacja się powiedzie, czy uda się ocalić życie, czy to właśnie teraz jest kres ludzkiego istnienia.

Po ośmiu miesiącach starań o wyleczenie chłopca okazało się, że największą przeszkodą jest nieludzki wymiar sprawiedliwości. Nie zabrakło bowiem pieniędzy, ani osób, które byłyby w stanie pomóc. Ta batalia o życie rozstrzygnęła się w konsultacjach medyczno-sądowych uzurpujących sobie prawo do decydowania, czy warto kogoś leczyć, czy nie.

Źródło: MałyDziennik.pl

Komentarze

Zobacz także

"Była kimś, kto pokazał, że w trudnych czasach można żyć uczciwie". Jarosław Kaczyński pięknie wspominał swoją MAMĘ

Redakcja malydziennik

Taki poród zdarza się raz na 80 tysięcy przypadków! Niesamowite zdjęcie podbija internet

Redakcja malydziennik

Ewa Kopacz stanowczo odrzuca jakąkolwiek odpowiedzialność za Smoleńsk! "To nie należy do polityka"

Ładuję....