Amerykańscy badacze z Northwestern University z Evanston w stanie Illinois odkryli, że poczęciu człowieka towarzyszy rozbłysk światła. Naukowcy aktywowali komórki jajowe używając do tego poprzez mikroiniekcję trzech niezależnych metod aktywacji (CA-jonomycyna, jonomycyna oraz PLCζ cRNA), które spowodowały aktywację oocytów podobną do ich aktywacji przez plemnik. Ze względu na ograniczenia prawne zakazujące badań nad ludzkimi embrionami, zespół badaczy był ograniczony do partenogenetycznych metod aktywujących oocyty. Naukowcy zaobserwowali, że w wyniku powstałej relacji do wnętrza komórki jajowej wyzwala się wapń, na zewnątrz natomiast zostaje uwolniony cynk, który powoduje chwilowy rozbłysk światła – pisze dla "Małego Dziennika" bioetyczka Dagmara Dziarnowska.

Zapewne to tylko niedostrzeżona wcześniej reakcja chemiczna, kilka lat temu takie rozbłyski udokumentowano także w momencie zapłodnienia u myszy. Jednak człowiekowi który wierzy w Boga, trudno oprzeć się myślom, że gdy powstaje nowe życie „staje się światłość”, Bóg świętuje, uśmiecha się, puszcza fajerwerki. Nowe życie, nowy człowiek, nowa nadzieja i okazja do czynienie dobra.

 

Początek życia u nas wszystkich jest taki sam, niezależnie od tego czy następuje on naturalnie, czy w szkle – w laboratorium na szalce Petriego, podczas procedury in vitro. Podczas zapłodnienia męski plemnik wnika w żeńską komórkę jajową i następuje połączenie w pary chromosomów męskich i żeńskich, tworzy się unikalny, niepowtarzalny nigdy wcześniej ani później genom nowego człowieka. Ale chociaż początki każdego z nas są takie same, to życie każdego z nas jest inne, wyjątkowe, w każdym wymiarze…

 

(…) Patrząc na tę cynkową iskrę, powstałą przy zapłodnieniu, będziemy natychmiast wiedzieli, które jajo jest dobre do wykorzystania podczas procedury zapłodnienia in vitro. To przełomowe odkrycie na drodze do jakościowej selekcji komórek jajowych” – stwierdza Teresa Woodruff, profesor w katedrze Położnictwa i Ginekologii w Thomas J. Watkins Memorial należącego do Northwestern Univercity Feinberg School of Medicine, dyrektor Northwestern Center for Reproductive Sciene w Illinois.

 

Naukowcy postawili tezę, że wielkość i jasność owej „cynkowej” iskry mówi o potencjale rozwojowym zarodka. Im większa egzocytoza cynku na zewnątrz komórki i w efekcie tego jaśniejszy rozbłysk przy aktywacji oocytu, tym zarodek ma większy potencjał rozwojowy. Nie jesteśmy wciąż jednak w stanie przewidzieć czy nawet słabo rozwijający się embrion widoczny pod mikroskopem gdy trafi w naturalne dla niego warunki, do łona matki, nie da nam prawidłowej ciąży i zdrowego dziecka w przyszłości – wciąż zbyt mało wiemy na ten temat. Niektóre badania mówią, że zaobserwowane nieprawidłowości w początkowym stadium rozwoju embrionu możliwe do zaobserwowania pod mikroskopem zanim embrion trafi do macicy, często naprawiają się z czasem. Rozwój zarodka nie musi być schematyczny i zawsze jednakowy wg narzuconych norm, by mogło urodzić się z niego zdrowe dziecko.

 

Istnieją jednak obawy, że skoro już padło takie stwierdzenie, będzie ono w niedalekiej przyszłości wykorzystywane do selekcji ludzkich embrionów podczas procedury in vitro. To nie będzie „selekcja jakościowa komórek jajowych” – jak powiedziała profesor Woodruff, ale selekcja ludzkich embrionów, gdyż cynk wydziela się już po wniknięciu plemnika w oocyt. Mówimy o selekcji po zapłodnieniu, a wtedy mamy już do czynienia nie z samą komórką jajową, ale z ludzkim zarodkiem. Te embriony, które podczas zapłodnienia za mało „rozbłysły”, będą – w rozumieniu niektórych – jako niepełnowartościowe niszczone, albo w najlepszym razie odsuwane na dalszy plan, czyli mrożone, by „przepuścić” do transferu najpierw te lepsze, które podczas zapłodnienia błysnęły bardziej intensywnym światłem. Prowadzi to do selekcji eugenicznej, na pierwszy rzut oka subtelniejszej niż ta podczas Akcji T4 za nazistowskich Niemiec, bo tym razem w białych laboratoryjnych rękawiczkach, tak samo jednak niszczącej ludzkie życie. Czy nawet gdyby badania naukowe potwierdziły w przyszłości w jakimś stopniu że te embriony u których podczas zapłodnienia wydzielało się na zewnątrz mniej cynku powodując mniejszy rozbłysk światła mają mniejszy potencjał rozwojowy, to czy nam wolno decydować o tym, które życie uśmiercimy, a któremu damy szansę na rozwój?

 

Sięgając do historii już Platon w swoim dziele Państwo pisał:, „[…] w Państwie należy zastosować dyscyplinę i jurysprudencję nakazującą zajmować się tylko zdrowymi na ciele i umyśle obywatelami. Tym natomiast, którzy nie są zdrowi, należy pozwolić umrzeć […].“ Spartanie wg Plutarcha zabijali swoje „chuderlawe i niekształtne“ noworodki zrzucając je z gór Tajgetu, wg innych źródeł pozostawiano chore i słabe dzieci na pewną śmierć w jaskiniach, nie zabijano ich czynnie, by uniknąć zmazy religijnej. Dziś próbuje się obalić ten mit mordujących słabe noworodki Spartan, powołując się na badania archeologiczne w których w dolinach Tajgetu nie znaleziono dziecięcych kości. Karol Darwin twierdził, że naturalna selekcja ludzi jest udaremniana przez postęp cywilizacji, co ogólnie szkodzi społeczeństwu. Charles Davenport, Harry H. Laughlin, Henry H. Goddard i Madison Grant promowali eugenikę, sprzyjali sterylizacji osób chorych i nieprzydatnych społecznie, popierali segregację rasową i eksterminację. Margaret Sanders próbowała ograniczać rozrodczość czarnoskórych, Szwedzi wprowadzili masową sterylizację z powodów rasowo-biologicznych, a naziści przeprowadzili Akcję T4 która polegała na fizycznej „likwidacji życia niewartego życia” (niem. „Vernichtung von lebensunwertem Leben”), której program od 1941 r. poszerzyli o Akcję 14f13 obejmującą chorych psychicznie i niepełnosprawnych więźniów obozów koncentracyjnych którzy byli innego pochodzenia niż niemieckie. To wszystko było eugeniką tzw. negatywną. Dzisiaj w wielu środowiskach promowana jest eugenika pozytywna, tj. tylko zdrowe dzieci, zdrowi, piękni i mądrzy ludzie, nie sprawiający aż takiego wielkiego kłopotu państwu i innym. Przecież „lepiej“ żeby chore dziecko nie cierpiało… przecież skoro inne – być może zdrowe – nie może urodzić się w kochającej rodzinie, „lepiej“ żeby nie urodziło się wcale… przecież jeśli urodzi się dziewczynka, to nie odziedziczy np. hemofilii więc embriony płci męskiej powstałe na drodze in vitro „lepiej“ zniszczyć… przecież dziecko z zespołem Downa unieszczęśliwi całą rodzinę, więc „lepiej“ go zabić, niż narażać je i innych na takie trudne życie….. Przykłady można mnożyć bez końca. Pod pretekstem „dobra“ dla nas wszystkich, promuje się eugenikę tzw. pozytywną, mówiąc o „trosce“ o rodziców chorych dzieci, o wszystkich obywateli, o państwo. Okazuje się, że dziś, kilkadziesiąt lat po procesie w Norymberdze, wielu ludzi myśli wciąż podobnie.

 

Nie można osiągnąć żadnego dobra zabijając najmniejsze dzieci, chorych, słabych, nieprzydatnych, niewygodnych chorych psychicznie. Walcząc o pozbywanie się najsłabszych, chorych, niepełnosprawnych, nie poprawiamy naszej przyszłości ani naszej ogólnej puli genów, a niszczymy moralnie siebie samych jako jednostki i jako społeczeństwo. Na myśl nasuwają się słowa Jana Pawła II który mówił: „Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości“.

 

"Nawet jeśli selektywna reprodukcja jest eugeniką (a czasem tak bywa), nie oznacza to automatycznie, iż jest to czymś złym (pomimo tego, że wiele przypadków eugeniki było moralnie odrażających)" – piszą brytyjscy naukowcy. Stephen Wilkinson i Eve Gerrard. Autorzy tych powyższych słów, brytyjscy bioetycy – w swojej pracy pt. „Eugenika i etyka selektywnej reprodukcji” z 2013 r., przekonują nas że eugenika nie jest zagrożeniem dla naszej cywilizacji, ale jest naszą szansą z której powinniśmy jak najwięcej korzystać, nie tylko w celu uniknięcia chorób i wad u dzieci, ale także by móc wybrać płeć dziecka, czy kolor jego oczów i włosów.

 

Krytykujemy negatywną eugenikę nazistowską III Rzeszy, jednocześnie coraz bardziej przychylając się do eugeniki tzw. pozytywnej, tworzenia ludzi bez chorób, bez widocznych wad, z możliwością wyboru płci kosztem innych istnień ludzkich dla „dobra ogółu”, ludzi „lepszych”. Następnym etapem będzie pożądany przez rodziców kolor oczu dziecka, włosów, jego warunki fizyczne. Będą przeprowadzane kolejne eksperymenty jak stworzyć dziecko inteligentniejsze, piękniejsze, coraz bardziej zbliżone do ideału. Tylko że dla każdego z nas „ideał” oznacza coś innego i wielkim zagrożeniem byłoby pozostawić to fantazji rodziców. Będziemy chcieli projektować dzieci na życzenie, jak głuchoniema para, która zażyczyła sobie by klinika in vitro pomogła im stworzyć głuche dziecko, takie jak oni… Nie takie słyszące, zdrowe, ale właśnie głuche. Eugenika pozytywna brzmi lepiej, ale końcowy efekt sprowadza się jednak do tego samego, do ulepszania rasy ludzkiej, likwidowania złych genów, eksterminacji nieodpowiednich wg schematów i niewygodnych ludzkich embrionów, być może z czasem także śmiertelnie chorych dla ich „dobra” i całego społeczeństwa. Przecież i tak umrą, po co więc mają się męczyć, trzeba im „pomóc”. Ten niebezpieczny trend zagraża nie tylko życiu innych, którzy niezależnie od wad, chorób i płci mają prawo do życia, ale także naszej moralności, prowadząc nas do upadku.

 

Nawet jeśli założenia kreacji dzieci przez ludzi drogą in vitro miały by powodować dobre skutki, mają nam bowiem pomóc uniknąć chorób i cierpienia, pamiętajmy o tym, że najczęściej wciąż mówimy o wyborze z już poczętych zarodków i selekcji z tych już powstałych, co oznacza że te chore, ułomne, „gorsze”, będą zniszczone, by urodzić się mogły te zdrowe. Kto nam daje takie prawo by zabijać innych?

 

Istnieją także badania naukowe mówiące o zwiększonych wadach dzieci poczętych drogą in vitro, jak Zespół Beckwitta-Wiedemana, siatkówczak oka – retinoblastoma, uogólniona dysfunkcja naczyń krwionośnych, wzrost zachorowania dzieci na astmę oskrzelową i wiele innych. To przemilczane i zakopywane dane, niewygodne dla klinik zajmujących się procedurą in vitro. Wiele z tych wad powstaje z powodu sztucznej ingerencji w ludzkie poczęcie, w ten szalenie delikatny proces, np. przez siłowe umieszczanie plemników w żeńskich oocytach podczas procedury ICSI. Wciąż nie wiemy też jaki wpływ na rozwój zarodków mają nienaturalne warunki w laboratorium, chociażby światło (naturalnie zapłodnienie odbywa się w ciemności organizmu kobiety), media i odżywki specjalistyczne w których hodowane są zarodki, dodatkowo wykonywane zabiegi na zarodkach jak np. assisted hatching czy mrożenie – kriokonserwacja zarodków. Nie wiemy tego, ponieważ jest bardzo mało badań na te tematy, a te badania które zostały opublikowane, są skutecznie zasypywane kolorowymi reklamami o pięknych, zdrowych dzieciach urodzonych dzięki procedurze in vitro. To prawda, wiele dzieci po in vitro rodzi się zdrowych, pięknych i kształtnych. Zapewne także dlatego, że te chore, z wadami, słabo rokujące na prawidłowy rozwój, jeśli nie są zniszczone już podczas diagnostyki preimplantacyjnej, albo decyzją lekarza czy embriologa który orzeknie „na oko” że nie nadają się do transferu, abortowane są później, podczas ciąży, gdy lekarz wykryje wady na USG czy pokaże je diagnostyka prenatalna. Kontrargument zwolenników in vitro że podczas selekcji naturalnej ginie ponad 70% embrionów, mówi nam tylko o tym, że naturalne procesy nie podlegają ocenie moralnej. Co innego nasze świadome działania.

 

Poprzez selekcje zarodków, poczynanie dzieci w szkle wcale nie zagwarantuje nam zdrowych ludzi teraz i zdrowszej puli genów dla całego społeczeństwa w przyszłości. Wręcz odwrotnie – z czasem wszyscy zaczniemy odczuwać negatywne skutki coraz bardziej popularnych zabiegów in vitro. To nie ciemnogród, ale nauka. To nie proroctwo, ale przewidywanie skutków na podstawie naukowych danych. Na świecie żyje coraz więcej ludzi spłodzonych na szkle, za kilka pokoleń pojawią się jeszcze większe problemy z płodnością, gdyż jeśli bezpłodność męska jest kwestią genów, to spłodzone podczas in vitro dziecko także może ją dziedziczyć. To nie stało by się na drodze naturalnej, gdyż wtedy nie doszło by w ogóle do zapłodnienia, jednak przy pomocy in vitro i procedury ICSI zapłodnienie w takim przypadku jest możliwe. Zaburzenia imprintingu genów (piętnowania rodzicielskiego) występują u dzieci poczętych poprzez in vitro kilkanaście razy częściej niż u dzieci poczętych naturalnie. Te zaburzenia epigenetyczne powodują szereg ciężkich chorób jak zespół Beckwitha-Wiedemanna, zespół Angelmana i inne. Nie zapominajmy także o przeniesieniach zmian w genomie na kolejne pokolenia, oraz o nieporuszanych dziś prawie w ogóle kwestiach, jak np. małżeństwa krewniacze.

 

Chcąc tworzyć dzieci bez chorób i wad, selekcjonując w tym celu zarodki by dzieci rodziły się nieobciążone wadami, może okazać się, że stanie się dokładnie odwrotnie. Będzie rodziło się coraz więcej dzieci z wadami nabytymi dzięki procedurze in vitro, chociażby przez słabszą jakość oocytów uzyskanych na drodze potężnej stymulacji hormonalnej (zaburzenia znakowania genów poprzez biochemiczne reakcje metylacji nukleotydów), wspomnianą procedurę ICSI doprowadzającą do zapłodnienia, które nigdy nie miało by miejsca w naturze, przez negatywny wpływ mediów i płynów odżywczych użytych podczas procedury które mogą wywołać zmiany w przebiegu procesów molekularnych, czy w końcu przez kriokonserwację zarodków, narażanie ich na zamrożenie w ich najmłodszym stadium rozwoju. Te wszystkie czynniki powodują, że zamiast poprawiać ogólną pulę genów społeczeństwa (przez likwidację chorych embrionów), doprowadzamy przez poczęcia na szkle do jej pogorszenia, co multiplikuje problem, ponieważ chore dzieci znów mogą być zabijane, gdy lekarze i rodzice zorientują się już po transferze, że są one chore.

 

Warto przy tej okazji wspomnieć obliczenia naukowców, że aby zmniejszyć występowanie danej dziedzicznej choroby z 1 do 0,1% potrzeba by było ok. 500 lat, czyli 22 pokoleń selekcji absolutnej, a żeby jeszcze pomniejszyć ją do 0,01% potrzeba by 68 pokoleń, tj. ok. 1400 lat. Aby eugeniczna selekcja była skuteczna, musiała by być – jak wspomniano wcześniej – absolutna, czyli nie można było by dopuścić do wydawania potomstwa żadnego osobnika z chorobą genetyczną przez kilkadziesiąt pokoleń.

W 2014 r. w Polsce wybuchł problem, znany profesor medycyny odmówił aborcji dziecka z wadami letalnymi, powstałego w trakcie procedury in vitro. Przeciąganie się sprawy i konflikt miedzy lekarzem a rodzicami doprowadził do tego, że wg polskiego prawa nie dało się już legalnie doprowadzić do aborcji, minęły dozwolone terminy. Mały Jasiu musiał się urodzić, chociaż było prawdopodobne że szybko umrze w cierpieniu i tak się stało. Nie oceniając postępowania decydującego profesora medycyny, ani rodziców, zwróćmy tylko uwagę na problem, że takich przypadków będzie więcej, z powodu procedur in vitro które są coraz bardziej popularne, a ponieważ niosą one zwiększone ryzyko występowania wad rozwojowych u dzieci poczętych tą drogą, takie sytuacje będą się zdarzały częściej. Logicznie rzecz biorąc wg myślenia zwolenników eugeniki, należałoby także abortować dzieci chore w łonach matek. Powstał już także pomysł tzw. „aborcji postnatalnej” (A. Giubilini, F. Minerva), czyli zabijania dzieci chorych już po urodzeniu. Wpadamy już wtedy w spiralę śmierci, najpierw godzimy się na selekcję i zabijanie chorych embrionów przed transferem, po diagnostyce preimplantacyjnej która ujawni wady, a potem w trakcie ciąży, po badaniach prenatalnych gdy okaże się że dziecko ma wady i nie dostrzeżono ich wcześniej na etapie preimplantacyjnym. Można zaryzykować stwierdzenie, że to już jest ludobójstwo i można je przykładowo nazwać np. Akcją T21 („T” od trisomii, obecności dodatkowego chromosomu 21 wywołującego Zespół Downa).

Czemu tak wielu z nas, zachłyśniętych nowymi technikami naukowymi, aż tak bardzo brakuje wiedzy i wyobraźni?

 

Iskra cynkowa powstająca podczas zapłodnienia, niezależnie od tego jak jest jasna i silna, daje nam „cynk”, że kolejne życie ludzkie właśnie się rozpoczęło. Czy jednak potrzeba nam aż cynkowej iskry albo jakiegokolwiek innego widocznego światła by wiedzieć, że życie od samego początku powinno być nienaruszalne? Bóg powiedział do nas: „Oto kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo”, oraz „Lo tircach! – Nie morduj” – odczytujemy te słowa w Księdze Powtórzonego Prawa. Być może jeszcze za mało powtórzonego.

 

Dagmara Dziarnowska

Założycielka portali: ratujemyembriony.pl ;  invitroinfo.pl ; ebioetyka.pl

 

Duncan, F. E. et al. e zinc spark is an inorganic signature of human egg activation.

Sci. Rep. 6, 24737; doi: 10.1038/srep24737 (2016

Duncan, F. E. et al. e zinc spark is an inorganic signature of human egg activation.

Sci. Rep. 6, 24737; doi: 10.1038/srep24737 (2016

Duncan, F. E. et al. e zinc spark is an inorganic signature of human egg activation.

Sci. Rep. 6, 24737; doi: 10.1038/srep24737 (2016)

Duncan, F. E. et al. e zinc spark is an inorganic signature of human egg activation.

Sci. Rep. 6, 24737; doi: 10.1038/srep24737 (2016)

Duncan, F. E. et al. e zinc spark is an inorganic signature of human egg activation.

Sci. Rep. 6, 24737; doi: 10.1038/srep24737 (2016)

Duncan, F. E. et al. e zinc spark is an inorganic signature of human egg activation.

Sci. Rep. 6, 24737; doi: 10.1038/srep24737 (2016)

Duncan, F. E. et al. e zinc spark is an inorganic signature of human egg activation.

Sci. Rep. 6, 24737; doi: 10.1038/srep24737 (2016)

Źródło:

Komentarze